autor a Kontynenty

Pisałam dla nich od 5 lat. Tylko raz podpisałam umowę i tylko raz zapłacono mi za tekst. Dwukrotnie w zamian dostałam reklamę Kwarka (niechcianą, wiecie że unikam reklamy). Nie przeszkadzało mi to, nie pisałam przecież dla pieniędzy. Nie pytałam, nie upominałam się. Nie pomyślałam, że dla kogoś może to oznaczać słabość. I to chyba ta niefrasobliwość spowodowała, że wszystko się wysypało.

Za Dzikość również nie dostałam ani grosza, chociaż sprzedał się cały nakład. Za Dziennik dostałam tę samą umowę (przy Dzikości była ponoć eksperymentalna, na próbę), 50% dla autora po odliczeniu wszystkich kosztów, z tym, że koszty policzono tak, że wyjdzie 0. Pół zera- to wynagrodzenie autora. I można było tak po prostu napisać bez stron wypełnionych obietnicami. Pewnie bym się zgodziła. Od lat słyszę, że Kontynenty nie mają pieniędzy, przyzwyczaiłam się. Umowa przyszła dwa tygodnie po druku, nie podpisałam jej. Nie wiem co teraz będzie z moją książką… O przepraszam, nie moją! Fedor napisał mi, że książka jest „nasza”. Nie wiem kogo obejmuje ten zbiór, mnie mam wrażenie pominął. Dziennik wędrówki w czasach zarazy wystawiono do sprzedaży bez powiadomienia mnie, z tekstem zapowiadającym w pierwszej osobie, jakby był mój, a nie był. Zauważyliście? Nigdy nie pisałam aż tak źle. Udało mi się wymusić zmianę i teraz osoba jest trzecia. Ale nie odzyskałam radości, którą czułam kiedy stawiałam ostatnią kropkę. Zgasła. Przepadła. Autor ma prawo do decydowania o wprowadzeniu dzieła na rynek. Ja nie miałam.

Uważam tę książę za straconą, żal mi, bo to była dobra historia, a pisałam ją przez cały rok.

Wystarczyłoby już tych przykrości, prawda? Ale nie. W niedzielę otworzyłam ostatni numer Kontynentów, nie nowy, jest w sprzedaży od maja. Nie wiedziałam, że jest w nim mój tekst. Może go pamiętacie z zimy. Cytuję:

„Leżałyśmy na ścieżce. Piaszczystej przysypanej igłami. Od drogi oddzielał nas krzak jałowca. Duży, rozłożysty. Rozbiłabym namiot tuż za nim, ale była tam kupa, pozostałość kupy- spróchniały papier. Dorota uznała, że nie jest groźny, ale nalegałam więc odsunęłyśmy się o kilka metrów. Zmrok zapadł szybko. Ustawiałam statyw żeby sfotografować Dorotę, ale nie zdążyłam. Za jej plecami pojawiło się światło. Myślałam, że jedzie samochód, a to były latarki. Dwóch facetów ubranych w ciemnozielone ciuchy. Starszy łysy. Dorota zamarła w namiocie, ja przed namiotem. Snopy światła omiatały nas co i rusz, panowie zbliżali się, słyszałam rozmowę, a w zasadzie ciąg kurew przeplatanych chujami. Siedziałyśmy jak trusie, kiedy zatrzymali się przy naszym jałowcu. Z 5 metrów od nas! Teraz oświetlali nas już na całego. Układałam w myśli co powiem jak na mnie spojrzą. „Dzień dobry panom”? Czy może „dobry wieczór, ładną dziś mamy pogodę…”? Ale to się nie okazało potrzebne. Nie spojrzeli… wyciągnęli sekatory i wycięli jedną trzecią krzaka. -Rzuć na drogę – rozkazał Łysy. Latarki popłynęły w noc i długo omiatały wydmy i las. Kiedy wracały zamarłyśmy jeszcze raz. -Wprost na nas, teraz to już nie może się udać- myślałyśmy, ale historia powtórzyła się. Świecili i nie widzieli. Kto by się spodziewał… Namiot… w grudniu… Patrzyli tylko gdzie leży pozostawiona wcześniej kupka gałęzi, zabrali ją i odeszli do samochodu. Złodzieje jałowca… może potrzebny był do zwędzenia ryb?”

Za „ciągiem kurew przetykanych chujami” (długo zastanawiałam się czy użyć tych słów, ale cóż byłabym hipokrytką udając, że nie istnieją, słyszałyśmy, bałyśmy się, dobrze oddają to, co się działo), za ciągiem kurew dopisano prezesa Orlenu. W nawiasie ze znakiem zapytania i wykrzyknikiem.

W środę na facebooku Kontynentów ukazały się przeprosiny. Dostałam je również w mailu.

„W numerze 1/2021 „Kontynentów” do tekstu Katarzyny Nizinkiewicz pt. „Jedna rzecz, którą możesz robić, będąc na Kaszubach (w czasie pandemii)”, umieszczonego na stronie 38, wskutek niefrasobliwości niżej podpisanego redaktora tego tekstu, a bez wiedzy i zgody Autorki, znalazły się następujące słowa, których nie było w tekście oryginalnym: „(prezes Orlenu?!)”.

Jak słusznie twierdzi Autorka, wtręt ten zmienił sens zdania i mógł u czytelników pozostawić wrażenie, iż Katarzyna Nizinkiewicz włącza się do politycznej dyskusji, co, jak zapewnia, w żadnym razie nie było jej zamiarem. Zamiar taki natomiast miał niżej podpisany. W trakcie redagowania tekstu debatę publiczną rozgrzewała bowiem sprawa tzw. taśm Obajtka i spór o to, czy prezes Orlenu cierpi na zespół Tourette’a. Zdanie z tekstu Nizinkiewicz poprzedzające dopisek wywołało skojarzenie, któremu redaktor dał wyraz, dokładając w nawiasie dwa słowa – w jego mniemaniu zabawnie puentujące, a w przekonaniu Autorki godzące w jej wizerunek.

Katarzyna Nizinkiewicz jest cenioną Autorką „Kontynentów”, wydała u nas dwie książki, jest także laureatką Progu – naszej nagrody specjalnej. Tym mocniej pragnę przeprosić za tę niedopuszczalną ingerencję w jej tekst.

redaktor naczelny „Kontynentów”

Dariusz Fedor”

Cóż, ja wzięłabym w cudzysłów „redaktora” nie Kontynenty.

Tekst zatytułowano „przeprosiny”, ale nie czuję w nim żalu. Nie że skrzywdzono autora, zadrwiono z jego czytelników. Może troszkę, że wybuchła afera, że trzeba się tłumaczyć. W dyskusji pod wpisem pojawił się głos, że autor powinien mieć do siebie większy luz. Takie rady słyszy każda ofiara przemocy. Drobiazg, zapomnisz, przecież nic się wielkiego nie stało… Ale stało się, złamano prawo, a ja nie wiem czy będę umiała dalej pisać. Ten ogrom lekceważenia, mnie i moich słow… Jakbym nie miała wartości… ja i słowa. Jakby ci, którzy czytają moje teksty, dla których piszę byli mało inteligentni. Jakby pismo, w które uwierzyłam, które promowałam i wspierałam od lat było codziennym brukowcem, nie literackim kwartalnikiem skupionym na problemach, które nie zgasną za chwilę, które dotyczą nas wszystkich. Naszego świata. Więc może nie powinnam już pisać, może to było bez sensu?

Wrażliwość, za którą Fedor cenił moje teksty nie jest selektywna. Nie umiem wyłączyć. Widzę siebie, widzę jego i widzę Was, czytelników wprowadzonych w błąd. Wasze zdziwienie kiedy w obiecującym coś głębszego tekście pojawi się ten absurd (jak mucha w zupie). Nadzieję, że może to chochlik drukarski (tak, ja też ją miałam). I rozczarowanie- nie, to redaktor. Miał ochotę, więc sobie dopisał. I oby to… bo większość zapewne przypisze te słowa mi. Czuję się wykorzystana, czuję się źle. Autor, który pisze osobiste teksty naraża poczucie własnej wartości. Ryzykuje. Radziłam sobie z tym ryzykiem od lat, ale zagrożenie nigdy nie przychodziło z tej strony. Nigdy zza pleców.

W „przeprosinach” Fedor zarzucił mi, że nie chcę podjąć politycznej dyskusji (a on chciał, z tylnego siedzenia). Ale to nie dyskusja, to ujadanie, łatwe, bezpieczne i na rękę władzy, chcą nas podzielić. Jedyne czego nam wszystkim trzeba to Pokój i wzajemny szacunek. Uwaga poświęcona innym i solidarność. Ich brak najbardziej mnie boli. Za nimi tęsknię.

Sugestia, że o czymś zapewniam i, że coś było lub nie było moim zamiarem jest wyssana z palca. Fedor nie wie jakie są moje zamiary i plany.

Kupiłam sobie bilet do Girony. W jedną stronę. Wrócę jak się z tego otrząsnę.

jedyna rzecz, którą możesz zrobić w Kontynentach żeby nie zwariować... odejść.
jedyna rzecz, którą możesz zrobić w Kontynentach żeby nie zwariować… chyba czas odejść?

Share

10 myśli w temacie “autor a Kontynenty”

  1. Bardzo przykre, wyraz świata zupełnie innego niż ten, do którego ucieka na łamy bloga czytelnik. Całe szczęście jest właśnie on – własny kąt Autorki, w którym czytelnik może się rozgościć, posłuchać opowieści. Jestem czytelnikiem milczącym, wracam raz po raz od kilku lat i chyba tylko raz ‚odważyłem się’ zostawić komentarz. Ale dziś właśnie, zbieg okoliczności, szukałem w empiku Kontynentów, licząc, że znajdę tam właśnie Pani tekst i pierwszy raz magazyn kupię. Nie znalazłem i więcej już szukać nie będę.

    Czy jeśli kupić Dziennik wędrówki na kwarkowej stronie, cały dochód trafi bezpośrednio do Pani? Pewnie zbyt upraszczam (inny fantastyczny opowiadacz-włóczykij z własnym kątem, Piotrek Strzeżysz, tak chyba zachęcał do zakupu bezpośrednio u niego).

    Tymczasem przeprosiny, które przeprosinami nie są, które czasem już nawet nie próbują przeprosin udawać, bo tego ego (nie)przepraszającego przełknąć nie może, to jakaś plaga ostatnich lat – tak w poważnym świecie publicystów, polityków i, najwyraźniej, redaktorów, jak i w social mediach wszelkiej maści influencerów-aktywistów-celebrytów.

    Pozdrawiam serdecznie i dziękuję!

    1. dzień dobry,
      dziękuję, że Pan napisał. W tym wszystkim najtrudniejsza jest chyba samotność autorów i czytelników, gdybyśmy byli jakąś społecznością, grupą trudniej byłoby nas skrzywdzić. Tym bardziej ważne jest każde wsparcie, wymiana myśli.
      Jeśli kupi Pan Dziennik u nas w sklepie dostanę kilka złotych- prowizję ze sprzedaży. Książki kupujemy od Kontynentów, tak jak jakikolwiek inny sklep, nie sprawdziłam nawet za ile, ale ponieważ nie chodziło o pieniądze liczy się fakt. Tą sprzedaż widzę i sprawia mi przyjemność. Mam jeszcze około 10 sztuk. Być może nie uda nam się już więcej kupić, nie wykluczam jakiejś formy zemsty Kontynentów, ale wtedy pójdziemy do sądu i jeśli to się zacznie wlec udostępnię tu książkę za darmo, do pobrania. Lub może kiedyś, sama je wydam.
      Tak, to prawda mali ludzie nas zdominowali. Plaga, musimy walczyć.

  2. Przykro mi że to Panią spotkało, nawet nie chcę sobie wyobrażać jak musiała się Pani po tym tekście czuć. I po nie-przeprosinach „kontynentów”
    Może i słowa jednego czytelnika nic nie zmienią, ale dla mnie ważne są Pani teksty, Pani sposób opisywania świata, łagodność i odwaga bycia poza nurtem. Dziękuję za dzieleniem się tym wszystkim z nami.
    Mam nadzieję że wędrówka przywróci Pani spokój i wiarę w ludzi.

    1. Słowa jednej osoby dużo zmieniają. Ja nawet nie umiem sobie wyobrazić czytelników jako grupy. Nie rozumiem grup, piszę dla każdego z Was oddzielnie. W mojej wyobraźni widzę jak ktoś, kogo nie znam, a jednak jest mi bliski siada przy herbacie czy kawie, świat wokół niego/niej znika, jakby światło zgasło i on/ona przenosi się w moją opowieść. I nie ma znaczenia ilu Was jest, nie pisałabym inaczej gdybym wiedziała (bo nie wiem, pewnie niedużo). Mam bardzo mało okazji żeby porozmawiać z czytelnikami, jedyny stały kontakt to te sporadyczne uwagi w komentarzach, stąd pewnie tak enigmatyczny obraz Was. Tym bardziej się cieszę jak ktoś napisze. To ja dziękuję!

      1. To właśnie tak wygląda – siadam i czytam, a świat wokół znika! Bardzo proszę, nie przestawaj pisać Kasiu, albo może, proszę, Niech Pani nie przestaje pisać, Pani Kasiu!
        Tak rzadko komentuję, bo pochłania mnie ta lektura, będę starać się częściej odezwać, powiedzieć, jak bardzo lubię tu zaglądać, jak stopniowo dojrzewam dzięki tym magicznym opisom i zdjęciom, do rozpoczęcia własnych, choćby i małych, podróży.
        Napiszę tak – Pięknie i serdecznie dziękuję za tego bloga, za refleksje i przemyślenia. DZIĘKUJĘ!

  3. Dawno mnie tutaj nie było. „Tutaj” czyli w komentarzach, ale dzisiaj, z lekkim opóźnieniem, nie mogę przejść obok nie zostawiając śladu. Jesteś silną, niezależną, mądrą kobietą! Tak Cię widzę poprzez Twoje słowa. A czułość, delikatność, uważność, którą także w sobie masz, powodują, że z taką przyjemnością czytam te teksty, przyglądam się zdjęciom jak obrazom. Co usiłuję przez to powiedzieć? Po pierwsze, żebyś nie przestała pisać i publikować. Dla siebie. Po drugie, że my – czytelnicy, ja – czytelnik potrzebujemy Twoich słów więc pisz dla nas, dla mnie. Po trzecie, widziałam te przeprosiny na FB Kontynentów, bo zaglądam tam czasem, i przypomniał mi się w tym momencie Twój niedawny wpis, w którym wspierałaś to pismo, ciepło o nim i jego redaktorze pisałaś. Co jest więc nie tak? Dlaczego poczułam tak wyraźny rozdźwięk? Ja, czytelnik Twojego bloga i książek, a co mówić o Tobie… To tyle na gorąco.

    1. Też trudno mi zrozumieć to, co się stało z Kontynentani. Przepraszam wszystkich, których niechcacy (zdecydowanie niechcący) nabrałam. Byłam naiwna. Bardzo mi wstyd. I dzięki Ewo. Dostałam właśnie za darmo piwo (bo bar już zamknięty) Estrella Damm mi na szczeście nie szkodzi. I kiedy przeczytałam, że jestem silna nawpadało mi łez do tego piwa:) Dziękuję! I lecę szukać biwakowego miejsca. Pieknie tu w Dolinie Cerdanya. Kwiaty wszedzie i taki spokój. Wysoko w górach mocno wieje. Są piękne chmury. Pireneje to wspaniałe miejsce!

    1. Oj tak:). Idę nisko ominęłam Andorę od południa (nie wiedziałam czy wolno przekraczać tę granicę, a wiem że jej pilnują) i strasznie tu gorąco. Ale pięknie. Po prostu trzeba praktykować sjestę:)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.