późnowiosenne kwiaty w Pirenejach

Pireneje są czasem nazywane ogrodami Europy. Rzeczywiście jest tam niewiarygodne mnóstwo kwiatów. Poniżej zdjęcia tych, które kwitną na przełomie maja i czerwca.

Asphodel kwitnie już od początku maja, a być może nawet trochę wcześniej w nisko połóżonych ciepłych miejscach. Na Majorce widziałam otwierające się kwiaty już pod koniec marca. Przekwita definitywnie w początkach lipca, a potem giną też liście i latem na łąkach sterczą pola patyków z resztkami uschniętych nasion.

Różne rodzaje storczyków kwitną na łąkach i w słonecznych lasach przez całe lato.

bardzo długo kwitną też znane nam z Tatr goryczki.

za to żąkile znikają już w drugiej połowie czerwca, ustępując miejsca kwitnącym wczesnym latem irysom, polom żarnowców i rododendronów.

Oprócz tych egzotycznych dla nas roślin w Pirenejach kwitnie też mnóstwo bardzo swojskich kwiatów:

margerytki

orliki

wilczomlecze

kaczeńce

i trochę takich, których nazw nie znam np te liliowe kwiatki, które lubią wilgoć i cień.

O letnich kwiatach napiszę później. Lubię kwiaty i zrobiłam im bardzo dużo zdjęć.

 

 

 

 

Share

Andora- świetne góry na czerwiec

W tym roku czerwiec jest niemal bezśnieżny. Śnieg w Pirenejach leży powyżej 2400 metrów, i jest go niewiele- według Meteofrance ok 25 cm. Za dwa tygodnie być może już wszystko się stopi. Zostaną samotne płaty w zacienionych żlebach.

To zdjęcie z początku czerwca 09.  W czerwcu  w górach często jest śnieg. Czasem świeży jak tu, czasem rozmokły i miękki, nocą zmrożony na twardy lód. Nawet w rakach nie zawsze jest z nim łatwo. Do tego pogoda nie rozpieszcza.

Zdarza się, że przez kilka kolejnych dni pada , a popołudniami znienacka pojawiają się burze.

Ziemia jest wciąż bardzo zimna i nawet w piękną pogodę nocami czuje się jeszcze zimowy chłód.

Świetne na takie warunki jest najbardziej cywilizowane miejsce w Pirenejach- Andora. Łatwy dojazd, niemal wszędzie jest sieć telefoniczna, nie trzeba targać namiotu. W bezpłatnych schronach (24 oficjalnie zaznaczone na mapach  plus mnóstwo otwartych i dobrze utrzymanych pasterskich kamiennych domków- caban) można jeszcze czasem trafić na zostawione tam latem kłody drewna. Nie wiem skąd się  biorą, pewnie przynosi je helikopter. Trudno je porąbać, nie wszędzie są normalne siekiery, ale większość schronów leży na tyle nisko, że można zejść troszkę  i przynieść sobie chrust. Wszystkie schroniska mają wygodne kamienne kominki, a w wielu z nich są garnki do gotowania na ogniu. Gotowanie wody w garze zanurzonym w płomieniach zajmuje tylko chwilkę. Jest znacznie szybsze niż  gaz. Przez wiele lat nawet nie sprawdzałam jak się to robi. Nie chciało mi się rąbać drewna, albo to które gdzieś wygrzebałam, było zbyt mokre żeby udało się je rozpalić bez rozpałki albo choćby kawałka papieru. Teraz wiem, że do tego potrzebne są otwarte na oścież drzwi i … cierpliwość, i że jeśli śpi się w wysoko położonym schronie wiosną, na dworze pada, a  nocą często jest jeszcze mróz, watro rozpalić choćby na chwilę. Od razu robi się cieplej i bardziej sucho.

taras mojego ulubionego schronu-  Coma ObagaW czerwcu  w schronach raczej nie ma tłoku. Najprawdopodobniej nie będzie tam jeszcze nikogo. Można trafić na ludzi w weekendy. W tygodniu zdarzało mi się nie widzieć człowieka nawet przez dzień lub dwa. Od połowy miesiąca będą otwarte dwa andorskie schroniska z obsługą- Comapendrosa i Juclar. Andora ma sieć tanich (1,5 Euro) miejskich autobusów,  jednak poza sezonem nie dojeżdżają do niektórych miejsc ( np. do Arkalis- autobus zawraca w El Serrat) . Małe sklepiki też mogą być zamknięte i najlepiej jest robić zakupy w Andorra la Vella. Jest to też jedyne miejsce gdzie można przez cały rok kupić gaz.

nad Hospitalet pres Andorre- droga z Pas de la Casa na col PuymorensAndora ma mnóstwo górskich szlaków. Są niemal tak gęste jak w  Tatrach. Tylko niektóre są znakowane ( np. GRP- znaki żółto czerwone), ale na szczęście nie ma żadnych zakazów i bez problemu można łazić gdzie się tylko chce. Niemal na każdy szczyt i przełęcz w Andorze można wejść. Szlaki są oznakowane albo są na nich kopczyki. Jedną z bardziej znanych dróg jest obejście Andory  granią. Nie przeszłam całego kółka, pominęłam łatwo ( no oko) wyglądający zachód i nie zdążyłam obejść północno zachodniego rogu, zostawiam go sobie na następny raz. Bardzo lubię północną granicę Andory i francuskie bezludzie po drugiej stronie grani.

Przjście całej drogi ściśle granią nie jest możliwe bez technik alpinistycznych i  kawałki trzeba niestety obejść. Fragment od grani nad Cabana- Sorda do Colado Jan był kiedyś oznakowany biało- czerwono. Znaki zamalowano na szaro ,ale niedokładnie i większość z nich nadal dobrze widać.

północna grań Andory, wrzesieńWarto tam pójść, to piękna trasa. Można iść  jeszcze kawałek na Mil Menut, dalej trzeba niestety obejść. Z Colado Meners łatwo jest wrócić na grań ale zejście z Pic Serera zachodnim żebrem jest kruche i miejscami bywa dość strome. Według opisu F+ ( czyli łatwe- mniej więcej nasza dwójka). Szłam to z plecakiem, sama, przy świeżym śniegu i wydawało mi się dość trudne. Być może ze względu na wiatr, śnieg i plecak. Jest mnóstwo kopczyków i chociaż czasem wydają się  nielogiczne, koniecznie trzeba iść tak jak pokazują- grzędą grani. Tam nie ma innej drogi.

Serrera z drogi na Estanyo, październikPiękna jest południowa granica Andory. Z daleka wydaje się cała łatwa, ale nawet tam trafiają się krótkie trudne miejsca. Może nie tyle trudne co nieprzyjemne, takie gdzie każdy stopień się rusza i każdy chwyt można łatwo wyciągnąć.

Podobała mi się też północna grań  doliny Val di Madriu ( ze szczytem Pessons), niestety fragmenty ponad schronem Montamalus trzeba obejść po niemal pionowych trawkach.

Warto też przejść grań piętrzącą się powyżej narciarskiego miasteczka Pas de la Casa. Znakowany kopczykami szlak z Col Puymorens czasem przechodzi poniżej wierzchołków ale chyba głównie po to, żeby uniknąć widku  drogi i  wyciągów Envalira.

To tak w skrócie. Byłam w Andorze już cztery razy- we wrześniu, w czerwcu i dwa razy w październiku. Andora wystarcza na jakieś dwa- trzy tygodnie chodzenia. W wiele miejsc przyjemnie się wraca. Na początek polecałabym znakowane szlaki. GR11- biegnacy przez Val di Madriu, a potem po przecięciu doniny Valiry przez schronisko Pla d’ Estany i port Baiau, HRP – oznakowany żółto czerwono jako GRP od Borda de Sorteny do Pas de la Casa i dalej do Col de Puymorens. Warto zboczyć i zobaczyć stawy Fonargentes i Juclar. Warto wejść na Pic Estanyo.

Najciekawsza droga prowadzi granią od Col de Arensi. Można na nią trafić idąc z Coma Obaga ( to moje ulubione schronisko w Andorze). Nie jest łatwo- to wymagająca gimnasyki eksponowana ścieżka, troszkę jak nasza Orla Perć.

wejście na Font Blanca, październikPiękny widok jest z łatwo dostępnego szczytu- Font Blanca. Najładniejsze jeziora jakie widziałam to Estanys Angonella.

Estany Angonella, wrzesieńWadą Andory jest często widoczna gdzieś na horyzoncie cywlizacja. Czasem droga, czasem wyciągi, a czasem jakiś telewizyjny maszt. Same góry są jednak bezludne i dzikie. Schrony, chociaż bezpłatne zostały ostatnio zaopatrzone ( nie wszystkie) w kosze na śmieci i plastikowe worki ( na śmieci, ale w ulewę warto włożyć taki do plecaka). W większości z nich jest zostawiane drewno, siekiery i łopaty do odgarniania śniegu. Są metalowe łóżka (bez materacy) i stoły. Jedzenie koniecznie trzeba wysoko wieszać. Andora jest pełna różnych gryzoni. Andorskie schrony są dobrze opisane w internecie. W informacji turystycznej w Andorra la Vella ( jedna jest zaraz przy domu towarwym Escala- koło karuzeli, druga niżej, niedaleko przystanku autobusowego) można dostać darmową mapę ze schroniskami i kilkoma głównymi szlakami Andory. Do wychodzenia na szczyty przydałby się przewodnik.  Widziałam kilka, ale tylko po katalońsku. Zostają obrazki:) Dużo szlaków jest na nowych mapach Editorial Alpina. Każde nowe wydanie ma ich troszkę więcej.

staw poniżej Pico Pedrafita na południowym zachodzie AndoryW porównaniu z paskudną, zatłoczoną stolicą, Andora to zaskakująco dziki i przyjazny górołazom kraj. W sam raz na zimny czerwiec czy październik, też wtedy kiedy chodzi się samemu, albo kiedy jedzie się w Pireneje pierwszy raz.

Share