Moje ulubione górskie rośliny- Sosny

Mam setki zdjęć sosen. Nawet nie dlatego, że specjalnie je robiłam, nie zastanawiałam się nad tym i dopiero po jakimś czasie odkryłam jak często towarzyszą mi sosny.

Są odporne i niewymagające. Potrafią rosnąć niemal wszędzie.

Przetrwają więcej, niż inne drzewa. W wielu miejscach dorastają aż do 2,5 tysiąca metrów.

W niektórych rejonach zostały przed wiekami mocno przerzedzone. Proste pnie sosen czarnych ( Pinus Nigra ) świetnie się nadawały na maszty żaglowców. Pirenejskie lasy po hiszpańskiej stronie zostały niemal całkowicie wytrzebione z powodu rosnących potrzeb Hiszpańskiej Armady.

Wcięte w pień lasy nigdy nie odrosły i południowe zbocza Pirenejów w ogromniej części pokrywają  łąki, na których czasem utrzymują  się samotne, powykrzywiane lub usychające drzewa.

Pojedyńcze egzemplarze kilkusetletnich sosen czarnych na Korsyce są pozostałością dawnych bujnych sosnowych lasów.

Teraz w Parku Narodowym Korsyki pozostawia się nawet te sosny, które same wyschły.

Po francuskiej stronie Pirenejów, bardziej wilgotnej i być może mniej narażonej na wycinanie ze względu na niedostępność wielu górskich zboczy, jest znacznie więcej drzew.

W lasach występuje jednocześnie kilka gatunków sosen. Niektóre, jak np sosnę czarną  łatwo jest odróżnić po ciemnozielonym, żywym zabarwieniu długich i sztywnych igieł i jasnych, niemal białych „świeczkach”

Niektórych gatunków nie umiem rozpoznać.

Wszystkie wydają mi się piękne. Lubię wiecznie zielone igły, aromatyczny zapach i połprzezroczysty cień, który sosny dają nam latem. Lubię żywiczny zapach gałęzi i trzask palonych w ognisku szyszek.

Sosny nie mają wad. To moje ulubione drzewa.

Share

Szlaki znakowane kopczykami

Mam do nich słabość. Nie wiem dlaczego, może ze względu na lata przechodzone kiedyś w Tatrach, po nieoznakowanych, ale  dzięki temu bardziej tajemniczych i bardziej kuszących kopczykowanych szlakach.

W Alpach i Pirenejach kopczyki wciąż  są jedynym oznakowaniem wielu dróg, nawet tych znanych np. pirenejskiego HRP. Na wielu szlakach nie najlepiej oznakowanych znaczą kluczowe lub trudne orientacyjnie miejsca. Czasem ledwo wystający spod śniegu kopczyk jest jedynym znakiem choć trochę widocznym zimą.

Na mapach szlaki znakowane kopczykami są zwykle opisane jako nieznakowane, chociaż często są znacznie łatwiejsze do odnalezienia niż wiele szlaków teoretycznie znakowanych. Na  mało uczęszczanych zdarza się, że oznakowanie niespodziewanie znika i bardzo trudno jest domyślić się gdzie iść. Nie sposób też domyślić się stopnia trudności. Biało czerwono oznakowany GR zwykle będzie dość łatwy, kopczykom zdarza się wyprowadzać na drogi dwójkowe lub nawet trochę trudniejsze. Każdy stawia je według własnego uznania, więc niestety zdarzają się i takie, które wyprowadzają na manowce. Trzeba bardzo przyglądać się mapie.

Trudne orientacyjnie bywają łąki gdzie pasące się zwierzęta nie zostawiają kamienia na kamieniu, miejsca gdzie często schodzą lawiny, osuwające się kamieniste zbocza itp.

To dodatkowa trudność i dodatkowy urok wielu dróg. Dowód, że nie jesteśmy w doskonale zorganizowanym mieście, że nasze plany i nasz los podlegają siłom natury. Można się na to godzić lub opierać. Ja się godzę. Lubię niepewnie oznakowane szlaki, gdzie każdego przechodzącego człowieka łączy niepisana, tysiącletnia umowa odbudowywania kopczyków. Zaskakująca nić porozumienia.

Kopczyki powinny być wieczne. Zawsze poprawiam te, które są uszkodzone, dobudowuję brakujące i powstrzymuję się od stawiania ich w miejscach gdzie nie jestem całkowicie pewna drogi, albo droga którą idę jest zbyt niebezpieczna (lub trudna), żeby była oznakowana.

Nie raz zdarzyło mi się pomyśleć: „Boże błogosław człowieka, który zbudował ten kopczyk” i wiem, że inni górscy wędrowcy też to robią. Kopczyk po kilkugodzinnym błądzeniu we mgle, kilometrach przebijania się w śniegu… w nocy pełnej odgłosów chrumkania w ciemności … czy nie jest warto zachować te magiczne znaki, po to, żeby móc się ucieszyć odnajdując drogę?

Wiem, że to brzmi egoistycznie, ale naprawdę uważam, że wiele górskich dróg nigdy nie powinno być oznakowane (pomalowane), że warto zostawić tam tylko kopczyki. Nie wszystkie góry muszą być dostępne dla każdego, na niektóre warto sobie zasłużyć… bo wtedy radość z ich odkrywania jest znacznie większa.

Share