Zakaz Biwakowania

Widoki z dzikich biwakowych miejsc często zapierają dech w piersiach. Nie tylko są niezwykłe, ale też nieustannie się zmieniają. Często zaskakują i wieczorem, i rano. Nie da się przeżyć czegoś takiego sypiając w pełnych ludzi schroniskach.

To zdjęcie zrobiłam na Korsyce, leżąc w śpiworze. Niestety  na trasie GR 20 lepiej nie biwakować, nawet spanie bez namiotu, zostanie potraktowane jako łamanie parkowych przepisów. Zakaz biwakowania, (przekreślony namiocik), który wszędzie we Francji oznacza zakaz stawiania namiotów w dzień, w okolicy GR20 oznacza w praktyce zakaz przebywania na szlaku nocą. Szkoda, bo wieczory i poranki są tam wyjątkowo piękne.

To samo miejsce rano, straciło troszkę wieczornej magii, ale za to pokazało niekończące się morze chmur, przykrywające wybrzeże i zasłaniające prawdziwe morze.

Poza Parkiem Narodowym Korsyki, a szczególnie bardzo popularnym GR 20 nikt się na Korsyce niczego nie czepia. Francuzi dopuszczają biwakowanie (czyli rozstawienie namiotu od godziny 19 wieczorem do 9 rano) w większości swoich gór, również na terenach chronionych. Znak z przekreślonym namiocikiem ma wtedy dyskretny podpis- „nie dotyczy biwakowania”. Niektóre miejsca mają swoje oddzielne przepisy, ale zwykle jest to jasno określone. We Francuskich Pirenejach biwakowanie (w odróżnieniu od kempingowania, które jest zabronione) jest dozwolone w odległości przynajmniej godziny drogi od granicy parku narodowego, jeżeli jest się bliżej należałoby z parku wyjść. We francuskich Alpach w większości miejsc gdzie byłam, rozbicie namiotu na noc było dozwolone. Lokalne zakazy pojawiają się tylko nisko, w pobliżu wsi. Wolno rozbijać namioty przy wszystkich schroniskach. Czasem płaci się za to niewielkie sumy, ale za to można skorzystać z toalety czy prysznica. Na Korsyce opłata wynosi 5 Euro od osoby, ale oprócz lodowatego prysznica,  biwaki mają ogólnodostępne kuchnie gazowe.

W hiszpańskich Pirenejach ograniczenia biwakowania występują wyłącznie lokalnie. W Parku Narodowym Ordesa wolno rozbić namiot na noc tylko odpowiednio wysoko (zależnie od miejsca od 1800 do 2500), w Aiguestortes i Estany de Saint Maurici-tylko przy schroniskach. Troszkę gorzej wygada sytuacja w Alpach. Poza Francją biwakowanie jest już trudniejsze. Włosi niby nie pozwalają, ale jeśli zapytać w schronisku nie mają nic przeciwko. Nikt nie wie czy istnieją na ten temat jakiekolwiek przepisy. Rozbicie w dzikim miejscu jest mało ryzykowne. We włoskich Alpach rzadko kiedy trafia się na tłok (pomijam Dolomity). Jest też bardzo dużo biwaków. Podobna sytuacja panuje w Szwajcarii- nie ma oficjalnego zakazu, ale klub wysokogórski na swoich stronach zaleca zapytać  lub jeśli nie ma kogo i gdzie, jak najmniej rzucać się w oczy- bo zabronią. Nie bardzo daje się biwakować w Niemczech i w Austrii, więc od lat te tereny omijam… może kiedyś zmienią zdanie?

Nie ma za to żadnego problemu z biwakowaniem w Skandynawii. Jest zakazane wyłącznie tam gdzie jest postawiony zakaz i w bliższej niż 150 metrów odległości od czyjegoś domu. Nawet rozbicie namiotu w miejskim parku czy na lotnisku raczej nie będzie nikomu przeszkadzać. Skandynawowie są dumni ze swojego prawa wolnego dostępu do natury.

A jak jest u nas? O tym trzeba by chyba innym razem. Dawna wolność rozbijania namiotów nad rzekami i jeziorami stopniowo zanika. Podobno wolno jeszcze postawić daszek bez podłogi (ale nie jestem wcale pewna czy w razie czego mój ulubiony stawiany na kijkach namiot uznano by za dozwolony czy też chodzi tylko o wędkarski schronik?). Z tego co zrozumiałam nie ma jak dotąd zakazu wieszania hamaka, a sporo u nas dorodnych drzew, więc może udałoby się ten chory przepis obejść tą stroną? No chyba, że naszym ustawodawcom chodzi o to, żebyśmy jak najczęściej wyjeżdżali z Polski…

O tym jak się przyzwoicie zachować biwakując w górach napisałam w : „Jak to się robi w Pirenejach?

Share

wieczory wysoko w górach

Siedzenie z nogą w gipsie w piękną wiosenną pogodę to katastrofa. Na domiar złego  pies  nie rozumie czemu nie idziemy na spacer… Przecież mam kule! Jedynym plusem, jest to, że ten niechcący uzyskany czas mogłam przeznaczyć na porządkowanie zdjęć.

Wieczory wysoko w górach nie mogą się z niczym równać. Pisałam już o tym, więc może teraz wystarczą same fotografie. Lubię ten czas, lubię zmęczenie po całym dniu chodzenia i nocne niebo zupełnie inne niż to, które widuję na co dzień. Dziwnie bliskie bez psujących je miejskich świateł. Przyjazne i osłaniające. Jak namiot.

Lubię leżeć w śpiworze i patrzeć na gwiazdy, słuchając odgłosów nocnego życia… chociaż nie lubię alarmującego dżwięku pierwszych deszczowych kropel udarzających znienacka o śpiwór :)

Z wieczorami wiążą się setki miłych wspomnień, zupełnie innych niż te, z którymi kojarzą mi się poranki.

Dużo szczęśliwych powrotów.

Dużo zadumy i święty spokój.

Share