Jesienna Korsyka-GR20-Vizzavona- Bergerie Campanille

AA004Od rana naprzemiennie zachmurzało się i rozchmurzało się.  Chwilami nawet padał deszcz. Dopiero wyżej zorientowaliśmy się, że w dolinie utknęła chmura. Zachodni wiatr próbował ją przerzucić nad wyspą, ale raczej z mizernym skutkiem. Wschodnia strona Korsyki pozostała słoneczna, na zachodzie najprawdopodobniej mżyło. Poszliśmy w górę GR20, miałam ochotę sprawdzić drugi, znakowany żółto szlak, ale nie było go na mapie, więc zrezygnowałam. Mieliśmy ciężkie plecaki, a odcinek wyglądał na bardzo długi. Nie mieliśmy ochoty kluczyć i wracać.

AA003Oba szlaki (co odkryłam później) schodzą się wyżej na grzbiecie- prawie na granicy lasu. Tak czy siak trzeba pokonać ok. 600 metrów zbocza porośniętego gęsto buczyną. Dalszy ciąg trasy biegnie trawersem już niemal po płaskim- przynajmniej jak na Korsykę- stąd taka wielka długość na mapie.

AA036(1)Chwilkę po połączeniu ścieżek las się troszkę przerzedził. Za nami pojawił się piękny widok na Monte d’Oro. Przełęcz, którą pokonaliśmy poprzedniego dnia nie odsłoniła się. Na dalekim wierzchołku Monte Rotondo błyszczał śnieg.

AA034Wyszliśmy na hale z jednym z najpiękniejszych widoków GR20. Z Bocca Palmente po raz pierwszy widać wschodnie wybrzeże Korsyki.

AA031(1)Powietrze było cudownie klarowne, światło niemal grudniowe. Niskie, ostre i zimne wydobywające niezwykłą strukturę bezlistnych lasów. Daleko na morzu błyszczały wyspy. Jedną z nich była pewnie Święta Helena, nazwy drugiej nie znałam.

AA030Mocno wiało, i żeby zjeść schowaliśmy się za spora skałą. Przy okazji udało nam się  wysuszyć namiot- trzeba go było tylko przez cały czas trzymać, bardzo się starał odlecieć.

Ścieżkę schodzącą z Bocca Palmente pokrywał cień. Pomimo tego, że byłam tu wcześniej z trudem  rozpoznawałam znajomy szlak. Pełne głębokich cieni góry, bezlistne drzewa i błękitne zimowe niebo wydawały się całkiem inne. Wiało i chyba był lekki mróz.

AA028

Bergerie Alzeta była zamknięta,  dało się wejść tylko do stodółki- sprawdziliśmy to na wypadek, gdyby ktoś się tam wybierał zimą.

AA022 (9) Dalszy ciąg trasy wił się po zboczu przecinając łączki i las. Przez cały czas mieliśmy piękny widok na wschód. Pogoda był cudowna, ale my zwykle byliśmy w cieniu.

AA024

To był ładny, niezbyt męczący dzień. Cieszyliśmy się, że nie jesteśmy po zachodniej, zachmurzonej stronie grani.

AA021 (14)

Pod wieczór usłyszeliśmy w lesie strzały. Jose zagwizdał i jak zwykle udało nam się bezpiecznie przejść. Widzieliśmy z daleka mężczyznę z bronią i psy. Byliśmy już blisko prowadzącej do Bergerie Campanille drogi.

AA020 (14)Dotarliśmy tam na chwilkę przed zmierzchem. To niezbyt piękna, rozryta przez wyciągi i szosę dolina. Po zachodzie słońca zrobiło się lodowato, połaziliśmy troszkę wśród licznych zabudowań nie wiedząc, które z nich jest schroniskiem. Parkowy budynek stoi wyżej na podmokłej łączce. Prowadzi tam oznakowana ścieżka. Przygotowaliśmy sobie sporo drobniaków do karmienia schroniskowych skrzynek, ale Refuge Campanille jest darmowe.

AA017Najprawdopodobniej tak jak Refuge Erco pod Monte Cinto, jest zbyt blisko drogi, żeby utrzymała się tam pełna monet skrzynka. Nie było światła, ale było trochę ręcznie nałamanego drewna i gaz.

AA015Szukając czegoś na rozpałkę znaleźliśmy stronę z jakiegoś przewodnika – pokazywała nieznany mi wariant szlaku prowadzący granią Monte Renoso. Oczywiście natychmiast postanowiliśmy go sprawdzić!

Share

Jesienna Korsyka-Vizzavona

Las ociekał, asfalt błyszczał, nie było żadnych samochodów. Zeszliśmy ze dwie serpentyny, minęliśmy jakieś roboty drogowe, obojętnie przejechało kilka aut, w zasadzie mogliśmy łapać w każdą stronę…

AA012Na zakręcie niespodziewania zabrał nas do rozklekotanej furgonetki Katalończyk z Girony. Jechał do jakiegoś urzędu w Calvi skarżyć mafijnych Korsykan (to cytat), którzy nie zapłacili mu ubezpieczenia za pracę w polu. Usiadłam na pudle z tyłu samochodu. Furgonetka miała tylko dwa siedzenia, a panowie od pierwszego wejrzenia tak się rozgadali, że nie miałam serca im przeszkadzać. Zamiast do najbliższego sklepu w Vivario zjechaliśmy aż do supermarketu w Corte. Starałam się przeżyć niekończące się serpentyny na klęczkach, wpatrzona w maleńkie okienko z tyłu pojazdu zasłonięte płachtą jakiegoś dywanu. Opadała na mnie co chwilkę,  trudno ją było utrzymać, a ręce przydawały się bardziej do zachowania równowagi…

AA011Poszliśmy potem na piwo do „mafijnego baru” (faktycznie niektórzy faceci wyglądali mocno podejrzanie), zrobiliśmy zakupy i wsiedliśmy w pociąg na Col de Vizzavona. Fajnie się nim jedzie. Na każdej stacji konduktor wysiada, gada z panem czy panią z okienka, wymienia pocztę i jakieś paczki.  Czasem pali, czasem pije kawę. Nie ma pośpiechu. Stacje to jedyne miejsca gdzie mogą się minąć składy jadące z przeciwka. Pochodząca z połowy 19-tego wieku lina kolejowa (Chemin de Fer de la Corse- czyli chyba ścieżka żelazna Korsyki) jest pojedyncza. Nie zmodernizowano pięknych ażurowych wiaduktów i obudowanych kamieniami tuneli.

W miarę współczesny wagonik rzęził wdrapując się na zawrotną wysokość 1000 metrów nad poziomem morza, ale było w nim ciepło, był prąd i mogliśmy naładować telefony. Przysnęliśmy trochę, a potem w pośpiechu wyskoczyliśmy na przerażająco lodowaty i upiornie wietrzny peron w Vizavonnie. Oświetlony był tylko wylot tunelu. Znów noc.

Nie było cienia wątpliwości, że to nie sezon. Ciemne okna, pozamykane okiennice. Wiatr wlókł po mokrym asfalcie jakieś liście, czy może śmieci. Połaziliśmy w kółko, ale wszędzie było mniej więcej tak samo. Dopiero rano odkryliśmy że dziewiętnastowieczna świetność Vizzavony odeszła. Stylowe hotele spłonęły, dachy pozapadały się, z wielu budowli  zostały już tylko fasady. Nie zauważyliśmy tego wieczorem. Zniechęceni i zmarznięci wróciliśmy na stację. Poczekalnię zawalały jakieś graty, dziecinne wózki, wezgłowia rzeźbionych łóżek. W okienku siedział jeszcze zawiadowca.  W pomieszczeniu było zaskakująco ciepło.

AA007Zapytałam gdzie się tu można przespać. Kolejarz- młody chłopak z Ajaccio, pokazał nam polną drogę – rozbijcie sobie gdziekolwiek namiot, toaleta jest na peronie, nie zamykam… kolejny pociąg dopiero o świcie. Nikt was tu nie będzie zaczepiał.

Na odchodnym dostaliśmy jeszcze trochę słodyczy.

AA008Kawałek dalej wzdłuż torów były jakieś zabudowania. Schowaliśmy się pod daszek z tyłu budynku. Tu mniej wiało, a nocą nie zalał nas deszcz. Pogoda poprawiła się dopiero o rano. Słyszeliśmy pierwszy pociąg, ale z miejsca gdzie spaliśmy nie było go widać. Koło 8-mej (długo się zbieraliśmy) nadjechali jacyś robotnicy leśni. Wichura zwaliła trochę drzew i chyba mieli zamiar to pousuwać.

AA010Nadal mocno wiało, ale zapowiadał się piękny dzień. Słońce rozświetliło pominięty poprzedniego dnia Monte d’Oro.  Złoty Szczyt w pełni zasługiwał na swoją nazwę.

 

Share
Translate »