Czytam Kontynenty

Siedzę sobie pod kocem, lecząc katar, na szczęście tym razem nie sama. Jest ze mną kilkunastu autorów tekstów i zdjęć. Nowy numer Kontynentów ma 162 strony (w tym 9 stron reklam – nie wszystkich całkiem zmarnowanych -koncerty, książki, muzeum… to notka dla Edwarda- uprzedzam pytanie:))

Są tu teksty o górach (Nanga Dream), opowieść o rowerowym wyjeździe do Iranu (Dorota Chojnowska), o drodze do Santiago de Compostella Marka Kamińskiego, łażeniu wśród górskich klasztorów Bhutanu (Bartek Sabela), jest moja narciarska Laponia, poruszające listy Kazimierza Nowaka, który sam jeden przewędrował przez całą Afrykę na rowerze w latach 30-tych, więc już prawie 100 lat temu, w innym świecie, w innych czasach.

Magazyn Kontynenty

Jest też trochę opowieści innego rodzaju- miejsc zwiedzanych łatwiej (bo samochodem), ale obejrzanych i opowiedzianych z sensem. Katarzyna Boni o katastrofie w Fukushimie, Paweł Smoleński o wielbłądach i Beduinach, starzejąca się nowoczesna architektura Paryża, Lizbona, która na mnie nie robi tym razem wrażenia, jest o mapach, o fotografii, o muzyce… Jest też o podróżowaniu, które coraz częściej ogranicza się do zaliczania i niczego już wcale nie uczy (Max Cegielski).

Jest jasny łączący wszystkie zdjęcia i teksty tego numeru głos-” czy to jest dla kogoś ważne kogo spotkać można w Indiach, w Birmie, w Boliwii, w Kaszmirze, Iranie, wśród śniegów Finlandii i Norwegii, w puszczy Meksyku? Kto żyje w Lizbonie, Fukushimie, Czarnobylu, Paryżu? Te Kontynenty są dla tych, dla których to jest ważne” tyle Darek Fedor we wstępie (bardzo udanym, polecam cały). Kontynenty są też dla takich jak my, podziwiających świat spokojnie i po cichutku. Po swojemu. Daleko od trendów, tłoku i wszelakiego rodzaju „wow”. Nie ma w nich rewelacji w stylu „zabiłem byka”, nie ma schematów i kalk, jest refleksja.

Nowe Kontynenty są w sklepach, ja tymczasem uzbierałam dla Was trochę starych numerów – równie ciekawych. Leżą na kupce, jeśli ktoś z Was chciałby któryś dostać, dajcie znać. Dołożymy do najbliższej paczki, albo pomyślimy jak by go można sprytnie wysłać. Możemy też z przyjemnością wręczyć, jeśli przypadkiem zechcecie do nas wpaść:)

Magazyn Kontynenty

2172 Razem 6 Dzisiaj

11 myśli na temat “Czytam Kontynenty”

  1. Nie cierpię tych głupawych, wszechobecnych reklam. Szczególnie jeśli za coś płacę. Dlaczego mam płacić za oglądanie czy czytanie reklam? Jeśli kupuję czasopismo to nie po to by katowano mnie reklamami, jeśli kupuję czasopismo które ma 100 stron to chce dostać 100 stron a nie 70 stron i 30 reklam. Wiem wiem, teraz jest tak że bez reklamodawców nic już się nie da zrobić….Czy aby na pewno? Co innego jeśli „produkt” jest za free, transmisja sportowa, jakaś impreza, baner itp. itd. Ok, reklamodawca zapłacił muszą być reklamy. A czy jeżeli coś jest płatne to czy powinny tam być reklamy? Pytanie gdzie jest granice smaku? Oczywiście wszyscy wydawcy jednym chórem odpowiedzą, że bez reklam nie dali by radę. A nie powinno być tak, że jeżeli coś jest naprawdę dobre to powinno się opłacać wydawać to bez dodatkowych, obcych reklam w środku? Tylko nie chodzi chyba o to by się opłacało, tylko o to by na jak więcej na tym zarobić. Niestety w większości czasopism tekst zszedł na drugi albo i trzeci plan. Co tam treść, ważny by było 100 reklam. Nie wiem jak odczucia innych ale gdy widzę tekst o Sir Lance a obok reklamę herbaty to pierwszy co mi przychodzi na myśl – tekst jest na zamówienie. Mało tego, gdyby nie było reklamodawcy herbaty to ten tekst w ogóle być może by się nie ukazał. A jak tak, to jest kiepski a może i nieprawdziwy. A jak tak, po co to mam kupować? Cały ten rynek czasopism robił się po prostu chory.
    Jak już pisałaś z Kontynentami jeszcze nie jest tak źle a może nawet całkiem dobrze. Tak naprawdę najważniejsze jest to, że mają dobrych autorów, pasjonatów. Bo ja wszyscy wiemy w dzisiejszych czasach autorem teksów i fotek może być każdy.

    1. wiedziałam, że wywołam wilka z lasu! Miałam nadzieję w każdym razie :) Masz oczywiście rację, pytanie dlaczego jest, tak jak jest? To przecież nie dotyczy tylko czasopism (które mają oczywiste koszty) ale i stron internetowych, blogów. Reklamy są dokładnie wszędzie z wyjątkami, które jak pewnie zauważyłeś twardo popieram. Peron4 nie ma ani jednej reklamy. Podziwiam, trzymam kciuki, piszę tam jak mam coś do powiedzenia. Ty nie masz ani jednej reklamy i od lat mój Wielki szacun. Są jeszcze Góry Książek, które czytuję- też bez reklam. Kontynenty na razie się trzymają, ale na pewno kiedyś będą się musiały mierzyć z pokusami. Też będę trzymać kciuki żeby wytrzymały. Myślę, że problem jest w publiczności. Zgadza się na reklamy. Brak reklam może być przez niektórych ludzi postrzegany jako brak popularności (czy atrakcyjności dla sponsorów), albo wręcz frajerstwo. Dla mnie jest protestem przeciwko powszechnej komercji. Nie umieram z głodu, nie wytatuuję się w czyjeś logosy. Potrzebuję mało- tylko „chleba powszedniego”, wiec trudno mnie skusić. I takich ludzi jak my jest więcej. Pojedynczo nic nie znaczymy, nie mamy głosu. Pokazując się w grupie, pisząc o tym budujemy siłę- pokazujemy nie chcecie reklam to nie czytajcie pism (stron), które je publikują. To nawet nie jest problem chęci zysku- zarobku na reklamach, tylko służalczości wobec sponsorów. Dopasowywania treści artykułów do reklam, unikania tematów, które kogoś mogłyby zdenerwować- reklamy to prosty sposób żeby się uzależnić. Z herbatą masz rację, mnie to też razi (i było w Kontynentach, wiem). Poza tym wydaje mi się, że na razie jest ok. Wolałabym oczywiście żeby reklam nie było wcale i wydaje mi się, że to zależy od nas czytelników. Dlatego o tym piszę. Nikt tego raczej nie robi. Reklamy to temat tabu, cii… bo się reklamodawcy obrażą. Czyli albo życzę Kontynentom takich, którzy się nie obrażą, albo tylu czytelników żeby się utrzymały bez ani jednej reklamy.
      W Kontynentach są ciekawe teksty, nawet nie chodzi o samych autorów (są znani i nieznani). Takie pismo wybiera z tego całego zalewu fotograficznej i literackiej nadprodukcji i to jest najważniejsze. Tego najbardziej brakuje. Dlatego popieram.

      1. Edi, przepraszam, że dopisuję pod komentarzem, ale mi to wcześniej zupełnie umknęło. Pamiętasz jak powiesiłeś na swojej stronie reklamę schroniska dla psów, tylko dlatego, że chciałeś im pomóc? Nikt Ci nie płacił, nawet nie poprosił. Podobnie zrobił Łukasz Supergan wieszając na swojej stronie logo Kwarka (chociaż prosiłam żeby tego nie robił). Nie wiem czasem czy w Kontynentach też tak nie bywa. Podejrzewam, że to w wielu przypadkach możliwe. Ten kij też ma dwa końce i tak naprawdę trudno wszystko oceniać. Nikt oczywiście nie musi pomagać koncernom (tu reklama jest oczywista), ale w przypadku artystów, pisarzy, fotografów prowadzących dla chleba warsztaty, małych a uczciwych firm- całkiem niewykluczona jest zwykła sympatia i hojność. Żyjemy w ciekawych czasach:)

        1. Tak, zgadza się. Jedyną „reklamę” jaką miałem to tego schroniska. I jak piszesz z czystej sympatii, nikt mnie nie prosił. I myślę, że do dziś schronisko nie wie nawet że taka taki baner był.
          Oczywiście, że są wyjątki. I dobrze. Czasem trzeba kogoś wesprzeć. Jeśli coś ci się podoba to nie widzę przeciwwskazań by to promować i zachwalać. Jeśli to jest uczciwie i szczere, ok. Myślę, że ludzie to wyczuwają i nie mają nic przeciwko.
          Cóż robić, reklamy były, są i będą ;) Ja w każdym razie staram się nie kupować reklamowanych produktów, im bardziej nachalna reklama tym mój opór większy ;)

  2. Co do reklam to ja mam jeszcze inne spostrzeżenie.
    Miałem okazję w sierpniu zawitać na parę dni do Wiednia. Podczas jednego z wieczorów zaszliśmy pod ratusz. Miał się odbyć tam za parę dni wiedeński festiwal filmowy na wolnym powietrzu i przez kilka poprzedzających go wieczorów organizator wyświetlał na festiwalowym ekranie różne koncerty. Całość jak w kinie poprzedzały reklamy.
    Jedna z nich rozgrywała się według takiego scenariusza: ujęcia podlegały ciągłej zmianie wykorzystując różne efekty np kadrowanie, obrót punktu widzenia o 180 stopni i t d. Były one w jakiś sposób z sobą powiązane i opowiadały jakąś historię. W tle narrator spokojnym wyważonym głosem coś paplał, nie wiem co bo się nie wyznaje w Niemieckim, jakby opowiadał własne życie i jakby to była opowieść o jego sukcesie.
    Wszystko to było jakieś znajome. Gdy jeszcze częściej oglądałem tv niejednokrotnie widziałem tego typu reklamy. Zrobiło mi się przykro. I trochę mnie to zirytowało. Czemu? BO poczułem się zhomogenizowany. Przyłożony do jednej miarki z całym światem. Przyszło mi do głowy, że wszystkim nam nie zależnie gdzie mieszkamy wciska się reklamą różne produkty według takiego samego klucza. I w końcu pomyślałem, że takie traktowanie zatraca w nas piękno różnorodności wynikającej z kultury miejsc, w których mieszkamy.
    Co ciekawe i zupełnie niespójne z powyższą historią było to jak reagowałem na Wiedeńczyków. Znaczy się strasznie mnie cieszyło gdy widziałem w nich podobieństwa do nas Polaków. Uśmiechałem się z sympatią mijając staruszki plotkujące w drodze na zakupy, widząc starszą panią ciągnącą zakupy w torbie na kółkach, czy zaaferowaną rozmową telefoniczną kobietę, której rytm głosu i melodyka przywodziła na myśl Polkę w takiej samej sytuacji. A już zupełnie rozbrajało mnie nieuchronne kojarzenie śródmieścia wiedeńskiego z tym krakowskim. Czułem się po prostu tam jak w domu, jak w mieście w którym przeżyłem jedenaście lat.

    1. Hej, bardzo celna uwaga, ta o homogenizacji. Reklamy wielkich marek są robione „dla całego świata” czyli tak naprawdę dla nikogo szczególnego. Ciekawe, że to im jeszcze działa. W sumie chyba powinno przestać. Ludzie wcale nie są jednakowi i chyba teraz chcieliby już być każdy sobą, nie kopią jakiegoś popularnego modelu. Tak czy siak wracając do meritum- w Kontynentach takiej reklamy nie uświadczysz i tak sobie teraz myślę, że chyba nawet nie miałaby tam sensu, bo magazyn jest dla ludzi myślących i chodzących własnymi drogami, a na reklamę czuli są raczej tacy co to „śledzą trendy”.

  3. Przeczytałam właśnie Pani tekst plus przerzuciłam wzrokiem wpis powyżej. Wszystko pięknie, jednakże nie mogę pozostać milcząca wobec tego, co mnie dotknęło. Mam na myśli umniejszanie wartości komercyjnych destynacji, do których łatwo dotrzeć. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, iż Pani z lekką nutką wyższości odnosi się do takich miejsc. Oczywiście szanuję Pani niemalże wyczynowość (prawie heroizm) i odwagę podróżowania w trudach na nartach pod wiatr (czy w innych przypadkach w palącym słońcu po górach wysokich), ale nie każdy dysponuje kondycją, czasem i wybiera drogę na Nordkapp samochodem… jak zwykła ja. Komercyjnie, „po łatwości”? Owszem, ale cóż w tym nagannego?
    Drugi akspekt, który mnie dotknął to nacisk, który Pani kładzie na omijanie miejsc, wydarzeń popularnych. Jeżeli są popularne, to coś w nich musi jednak być, jakąkolwiek wartość powinny z założenia posiadać i czasen warto przekonać się o tym na wlasnej skórze, wyrobić samodzielną opinię, a nie z przekory omijać je, ponieważ nie chcę być identyfikowana z tłumem. Apeluję o więcej tolerancji dla nas zwykłych turystów od Pani Niezwykłej Podróżniczki. : )

    1. Pani Małgorzato- nie umniejszam znaczenia żadnych kierunków! Zachęcam do zrezygnowania z komercyjnych- czyli zorganizowanych prze kogoś dla jego własnego zysku- na rzecz zrobionych samodzielnie- na własne ryzyko. Z tego co widzę Pani podroż na Nordkapp całkowicie się w tej kategorii mieści.
      Nie zachęcam również do omijania popularnych miejsc, tylko polecam niepopularne dla równowagi, dlatego, że popularne są zatłoczone i drogie, i nie każdego na nie stać. I często już zmienione, nieautentyczne, przereklamowane. Ogólnie zachęcam do samodzielnych nie narzuconych przez opinię innych i reklamy decyzji- jeśli te dla Pani oznaczają odwiedzanie miejsc dobrze znanych to również uważam to za ciekawy pomysł na podróże.
      Nie uważam się ani za podróżniczkę ani za nikogo nadzwyczajnego, piszę co robię i jak, bo to się może komuś przydać. I tyle. Przykro mi ze mnie Pani źle zrozumiała

  4. Bardzo dziękuję za odpowiedź Pani Katarzyno.
    Zgadzam się z większością Pani słów i opinii. Osobiście nie doswiadczyłam dotąd udziału w wycieczce zorganizowanej, wszystkie swoje „podróże” realizuję własnymi siłami, aczkolwiek obawiam się, że za 20 lat, gdy już wpadnę w wiek emerytalny, odwagi i sił zabraknie i wtedy skorzystam z takowej okropnie komercyjnej oferty.
    Jeżeli chodzi o popularne kierunki jeszcze żaden mnie nie rozczarował, ale może to dlatego, iż potrafi cieszyć mnie nawet najmniejszy zabytek, rozgrzany bruk, ławeczka w punkcie widokowym, historia miejsca, czy mozliwość powiększenia swojej kolekcji magnesów, którą obdarzam sentymentem. Staram się unikać szczytu sezonu, o ile plany urlopowe w korporacji na to pozwalają i to jest moja metoda na omijanie tłumów podobnych mi.
    Zacytuję Panią: „Bylibyśmy tylko parą turystów zaliczającą miejscowe atrakcje. Pomyśleliśmy, że to zbyt płytkie. Zbyt łatwe.”
    Łatwe owszem. Osobiście sporo wysiłku wkładam w codzienne życie i moje malusie wyprawy nie mają mi go więcej przysparzać, ale czy naprawdę to jest płytkie? : (
    Gratuluję przy okazji przepięknych zdjęć!

    1. my, wtedy pomyslelismy ze plytkie, kto wie czy slusznie…nie mam polskich znakow wiec nie wyglada to najlepiej… Pozdrowienia z Düsseldorfu! Do konca miesiaca jestesmy na targach BOOT

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *