szałasy, biwaki i schrony

Nie zawsze chodzę z namiotem. Nie jest lekki, zajmuje sporo miejsca. Bardzo ciężki plecak niemal uniemożliwia poruszanie się w trudnym terenie. Łatwiej jest, jeśli wspólnymi rzeczami można się z kimś podzielić. Jeśli jestem sama, zwłaszcza poza ciepłym letnim sezonem, często staram się wybierać trasy gdzie mogę liczyć na w miarę pewne biwaki. Szałasy (w Pirenajech kamienne cabany) lub specjalnie postawione schrony są zaznaczone na mapach podobnie do schronisk z obsługą, z tym że narysowany „domek” jest w środku pusty. Czasem występuje jeszcze znak pustego domku …jakby bez podłogi. Nazwa sugeruje to samo, ale jakość bywa bardzo różna. To czasem już tylko ruina. Ruiną, mogą też okazać się przyzwoicie opisane i zaznaczone bezobsługowe schroniska, inne z kolei z biegiem lat zostały przerobione na „normalne”i już mają obsługę. Mapy nie są całkiem pewne. Warto poszukać  świeższych informacji w internecie.

W ostatnich latach stale przybywa komercyjnych schronisk. Co roku słyszę o jakiejś rozbudowywanej cabanie. Widuję wciąż zaznaczone jak schronisko zwykłe restauracje (bez noclegu), a w miejscach gdzie kilka lat temu podziwiałam piękne widoki, stoją już nowe budynki gite i prywatnych, trochę bardziej podobnych do pensjonatów schronisk.

Szkoda, bo samotne sypianie w cabanach, biwakach i schronach w niczym nie przypomina porannego zgiełku w popularnym schronisku. Tłoku w łazience, hałasu, już od bladego świtu, chrapania, zapachu dawno nie pranych skarpet… okropnego i niezrozumiałego zamykania wszystkich okien, tak jakby odrobina świeżego powietrza mogła komuś potwornie zaszkodzić lub zabić.

Schrony przetrwają tylko jeśli wszyscy będziemy je bardzo szanować. Nie chcę się mądrzyć, to oczywiste… ale zdarza się, że ludzie tego nie robią. Szanujcie je. Nie zostawiajcie tam śmieci, pozamiatajcie po sobie, prawie zawsze gdzieś w kącie jest szczotka, wymiećcie popiół i jeśli zużyliście przyniesione przez kogoś drewno przynieście nowe. Jeśli jest tam jedzenie i nie potrzebujecie go, zostawcie komuś kto może przyjść głodny, a jeśli macie na coś ochotę, zamieńcie zostawiając coś w zamian. Choćby symbolicznie. Schrony to magiczna wspólna sprawa. Nie są komfortowe. Nie wszystkim się spodobają, ale czasami bywają bardzo potrzebne i mogą komuś uratować życie. Nie chciałabym, żeby zniknęły na zawsze.

Poniżej troszkę porannych zdjęć z różnych schronów. Oprócz mnie nie było tam zupełnie nikogo. Cisza, spokój i te piękne widoki!

La Feixa, Wschodnie Pireneje, koniec września. Leśne schronisko, czyli duża murowana sala z kominkiem i kamienną lawą, bardziej odpowiednia na piknik niż spanie. Niedomykające się drzwi. Morze chmur nad doliną Cerdagne sprawia wrażenie, że góry są płaskie. Nie są, wstające po lewej wierzchołki to Puig Carlit (2929m ).

Baborte, Pireneje, październik. Na zdjęciu załapała się tylko stalowa lina podtrzymująca typowy „alpejski” biwak- pomarańczową 12 osobową kapsułę. Ta jest wyjątkowo przytulna. Wygodna, w środku wyłożona boazerią, z przedsionkiem i dużym drewnianym stołem. Stoi w jednej z najpiękniejszych wysokich dolinek jakie widziałam.

Cabana Callalaous, Pireneje, wrzesień. Niezbyt urodziwa i mocno zrujnowana cabana pod samą tamą, spleśniałe materace, chwiejne piętrowe łóżka… ale z jakim przepięknym, porannym widokiem. Całkiem dobrze mi się tam spało.

Poranny widok ze schronu Mont Roig w katalońskich Pirenejach. Piękne dzikie miejsce, wygodny 9 osobowy schron- kapusła. Lodowaty świt. Październik. Byłam tam kilka razy…i na pewno jeszcze tam wrócę.

Wrzesień. Poranek po bardzo zimnej nocy. Jezioro Montmalus w Andorze. Słońce weszło nad wodę dosłownie przed chwilą. Nad lodowatym stawem skrapla się para. W górze wyje wichura, ale to Pireneje…wiadomo, że będzie piękny dzień :)

Biwak Argentina w masywie Cima d’Asta we włoskim Trentino. Czysty kamienny budyneczek z solidnymi, piętrowymi łóżkami. Widok na dalekie, położone 1500 metrów niżej doliny. Maj.

Biwak na Col des Thures, Piemont. Nowy piękny 12 osobowy schron.

i  kilkaset metrów za dużymi, starymi zabudowaniami biwaku klubu ANA z Telve. Lagorai, Alpy, późny maj.

Poza sezonem biwaki są puste, tylko klika razy w życiu zdarzyło mi się dzielić schron z jakąś inną, obcą osobą. Ciekawe doświadczenie w  bezludnych górach.

Latem niestety, bywa w nich tłoczno. Nie ma pewności czy znajdzie się miejsce, pierwszeństwo mają członkowie klubów właścicieli, a potem innych, stowarzyszonych klubów. Nie wiem jak to wygląda w praktyce. Wolę nie sprawdzać. Nie lubię tłoku :)

Więcej o związanych z biwakowaniem w górach problemach we wpisie Jak to się robi w Pirenejach?

Share

Śniadanie do łóżka, czyli biwaki w namiocie

Lubię oglądać zdjęcia moich górskich poranków. Mam wrażenie, że je wszystkie pamiętam. Może to złudzenie, przecież było ich całe mnóstwo. Może  mi się wydaje…Tak jak wydaje mi się,  że w „zwykłym” życiu jest bardzo mało takich magicznych chwil. Nie wiem dlaczego, ale jeśli się kiedyś dowiem, spróbuję to zmienić :)

Poranki,  na zdjęciach wyglądają podobnie jak wieczory, ale naprawdę są całkiem inne. Są pełne planów. Czasem obawy, zwykle nadziei. Nie zawsze jest czas, żeby je celebrować, chociaż ja raczej nie lubię się spieszyć. Staram się cieszyć każdą chwilą. W górach najczęściej mam na to czas.

Często  jestem w górach  jesienią i wiosną. Trochę dlatego, że nie lubię tłoku, trochę ze względu na pracę. Nie zawsze mogę wyjechać latem. Dzień jest już krótki i wstawanie przed świtem nie jest wybrykiem. Po prostu  nie da się dłużej spać.

Zwykle jest zimno, namiot ocieka rosą, chyba, że nocą porósł już szronem. Czasem woda w świetnym wieczorem źródełku, zmienia się w bryłkę lodu, a zdarza się, że znika nawet cała rzeczka.

Wschód słońca wydaje się cudem. Pierwszy różowy promień  naprawdę cieszy. Słońce to światło i ciepło. W nocy, obu bardzo brakuje. Zwłaszcza jak jest się samemu. Łatwo zrozumieć, dlaczego dla tylu ludów, słońce było kiedyś potężnym bogiem.

Parę rad, wiem że oczywiste ale mi zajęło trochę czasu zanim na nie wpadałam :) :

-oszroniony namiot najlepiej jest oskrobać czymś płaskim w najgorszym razie łyżką. Czekanie aż szron się rozpuści i namiot wyschnie zajmuje dużo czasu. Zwinięcie namiotu przed dziewiątą rano ( potem biwak już nie jest dozwolony)  bywa czasem dość kłopotliwe. Jesienią i wiosną trzeba się dość szybko zwijać :)

-zamiast suszyć  namiot rano, lepiej go tylko otrzepać. Wysuszenie go w południe zajmie tylko ułamek czasu, potrzebnego do wyschnięcia o poranku. Tyle ile zajmuje np zrobienie obiadu. Wysuszyć zdecydowanie trzeba. Włażenie wieczorem do wilgotnego, nie jest  fajne, a z każdym następnym dniem zrobi się tylko gorzej.

– jeżeli namiot ma słabą wentylację warto otworzyć wejście (niekoniecznie moskitierę :)). Kiedy na zewnątrz jest zimno, para skrapla się wewnątrz i  potem, wszystko wymaga  suszenia. Namioty które wentylują się tylko pod tropikiem, robią się bardzo wilgotne wewnątrz jeśli stawia się je w wysokiej trawie.  Podobnie, jest jeśli uszczelni się dół tropiku śniegiem. Do tego rano śnieg zmarznie i trzeba będzie kruszyć lód :)

W mojej malutkiej jedynce jadam i gotuję na leżąco. ” Śniadanie do łóżka”. Do tego  z pięknym widokiem. Czy można wymagać więcej? :)

PS: zapomniałam dodać, że są takie miejsca gdzie lepiej namiotu nie stawiać. Zdecydowanie nie nadają się do tego celu brzegi rzek (zwłaszcza kuszące niskie trawki przy samej wodzie)- w czasie burzy rzeki bardzo szybko wzbierają. Poziom może wzrosnąć o metr lub więcej i raczej nie zdążylibyście się zwinąć i uratować, zwłaszcza, że burza może być wyżej i nawet do was  nie dojść. Z tego samego powodu nie nadają się żadne lawiniaste żleby. Nie tylko zimą,  latem mogą nimi polecieć kamienie i popłynąć woda. W Alpach jest mnóstwo takich miejsc, świeże osypiska zwykle dość dobrze widać…. a poza tym oczywistości: dołki w trawiastej lub gliniastej płaszczyźnie w czasie deszczu szybko wypełniają się wodą, po gładkich zboczach deszcz spływa wprost na dół, więc lepiej nie stawiać swojego namiotu zaraz przy takim zboczu. Na przełęczach i w wąskich korytach rzek zawsze jest przeciąg, a w dębowych i bukowych lasach  nocą często kręcą się dziki :)

O tym jak się przyzwoicie zachować na biwaku napisałam w tekście Jak to się robi w Pirenejach?

Share