czarno-białe

Jak pewnie już wiecie, wciąż robię zdjęcia na filmach (wyjątkiem była Korsyka w 2007 roku… i niestety nie byłam z siebie zadowolona). Filmy mają magiczną moc i jakmś cudem, udaje mi się na nich utrwalić więcej niż  na mojej nienajgorszej cyfrowej lustrzance.

Zabieram je sobie w góry w pudełczkach, a potem pakuję w woreczki i wkładam na dno plecaka. Całkiem przyjemny rytuał. Co dzień kolejnych 16-18 klatek. Starannie wybranych, tylko tych, które wydały mi się naprawdę warte utrwalenia. To też bardzo lubię. Skupienie, które towarzyszy każdemu naciśnięciu migawki i nieodwołalność takiej decyzji. To ta chwila zostanie ze mną na zawsze… tylko ta.

Kiedyś całkiem przypadkiem zaplątał mi się w plecaku czarno-biały film. Był sam koniec września, mętna, niezbyt przyjemna pogoda, pierwszy śnieg. Zobaczcie sami:

Dwa  dni w masywie Posets- Maladeta w Pirenejach. W czerni i bieli.  Jak wam się podoba?

PS: i jak chcecie popatrzcie jeszcze tu :)

 

 

Share

Nasz korespondent z Hiszpanii donosi… Valle de los Sarios Zachodnie Pireneje

Pamiętacie Lizarę w marcu, wszędzie biało, ani odrobiny innego koloru… a potem deszcz, zmarznięte trawy i mgła?

Minęły dwa miesiące i wszystko wygląda już całkiem inaczej. Dostałam te zdjęcia od kolegi, To część naszej marcowej trasy, mieliśmy zamiar przejść tamtędy wracając do Lizary z Ibon Estanes.  Wtedy się nie udało, padał śnieg z deszczem,  a potem złamałam nogę… teraz to już całkiem inny  świat!

Valle de Los Sarios

Jose Antonio de la Fuente

Pięknie tam prawda?

Widać charakterystyczna sylwetkę Pic du Midi d’Ossau i nitkę drogi na col de Somport, grań Pico Royo-Rincon, którą szliśmy zimą, i ścianę Sierra de Secus z przeciwnej strony. Na ostatnim zdjęciu wioska Aragues del Puerto i górujący nad nim Bisaurin. Śnieg jeszcze trochę się trzyma, ale mam nadzieję, że za niecałe dwa tygodnie, kiedy tam będę, będzie go już trochę mniej :)

Share