bardzo ciepły nowy ocieplacz nurkowy Navy

Za kilka dni w naszej ofercie pojawi się nowy produkt. To długo oczekiwane rozwiązanie problemu izolacji nurkowych. Jedna sztuka, która jednocześnie zaspokaja wszystkie potrzeby. Może być noszona bezpośrednio na ciało. To krótki opis:

Ocieplacz z Polartec-u Power Stretch NAVY jest przeznaczony dla nurków pływających w bardzo zimnych wodach, używających laminatowych suchych skafandrów.

Materiał wyprodukowano na specjalne zamówienie nurków z sił specjalnych armii amerykańskiej, tak aby spełniał wszystkie żądane parametry przy długim nurkowaniu w zimnych wodach.

Ocieplacz NAVY termicznie jest odpowiednikiem tradycyjnych ocieplaczy na bazie Thinsulate o gramaturze około 400g/m2.  Ma jednak wiele zalet, o których użytkownicy tego typu ocieplaczy mogą jedynie marzyć.

·         Podstawowym plusem NAVY jest jego elastyczność. To nie jest zbroja średniowiecznego rycerza z jaką kojarzą się grube ocieplacze. Jest bardzo wygodny i daje pełen zakres ruchu.

  1. Jest  łatwy w zakładaniu i zdejmowaniu, nie roluje się.
  2. Zapewnia bardzo dobry przepływ powietrza.
  3. Jest bardzo lekki, waży niecałe 1,5 kg
  4. W porównaniu do tradycyjnych ocieplaczy pozwala na zredukowanie balastu o minimum 2 kg
  5. Nawet po zalaniu utrzymuje dobrą termikę.
  6. Doskonale odprowadza pot od ciała.
  7. Jest bardzo dobrze zaimpregnowany antybakteryjnie, nie śmierdzi.
  8. Po całkowitym zalaniu lub praniu wysycha w parę godzin.
  9. Nie ma ograniczenia ilości prań, można go wirować.
  10. Szyty na trwałych płaskich szwach, bez zgrubień. Nie uwiera.
  11. Jest miły w dotyku i miękki. Nie drażni skóry i nie obciera.

      Nowy ocieplacz przeszedł bardzo gruntowne testy. Wyniki tak, jak w przypadku innych naszych ubrań nurkowych spisaliśmy w tabeli i umieścimy na stronie. Jak zwykle osoby, które testowały Navy podały nie tylko rodzaj użytego sprzetu, czas i warunki nurkowania,  ale i swoje namiary. Możecie z nimi porozmawiać.

      Przykładowe fragmenty opinii:

      Przeszedł najśmielsze oczekiwania. Testowany w ciężkich warunkach przy mokrym skafandrze, t.j. po całkowitym zalaniu podczas poprzedniego nurkowania. Termika bardzo dobra

      NAVY jest najlepszym i najwygodniejszym ocieplaczem w jakim w ciągu 10 lat nurkowania w suchych skafandrach schodziłem pod wodę.

      Bardzo elastyczny, dający wyjątkowy komfort ruchowy w moim sucharze. W momencie zakładania pomyślałem: po co wydawać 800 zł jeśli mam ocieplacz. Po nurkowaniu wiem, że bez wątpliwości wart jest zakupu.

      Bardzo wygodny, po zalaniu nic nie poczułem. Dopiero po wyjściu z wody zobaczyłem, że ocieplacz jest mokry. Rewelka.

      Termika doskonała. Przez dobrze przyleganie do ciała sprawił, że powietrze docierało precyzyjnie i szybko w każde miejsce pod skafandrem. Długi pobyt na powierzchni przed zanurzeniem nie powodował problemów z poceniem się i gromadzeniem wody przy ciele (temperatura na zewnątrz 21oC).

       Nie krępuje ruchów, ok. 2 kg balastu mniej, w porównaniu z poprzednim tradycyjnym ocieplaczem dużo, dużo lepszy.

       Dobrze przylegający dzięki czemu nie tworzą się mostki termiczne. Bardzo ciepły.

PS ( 22 grudnia 2013): Wczoraj padł rekord głębokości nurkowania w Polsce. Nurek w naszym ocieplaczu Navy zszedł na 132 m w kopalni uranu. Jestem z tego bardzo dumna :).  Gratuluję!

Share

po płaskim- czyli mój sierpień w mieście

Jak pewnie zauważyliście w sierpniu zawsze siedzę w biurze. Wszyscy inni są na wakacjach, ale ja chyba nawet wolę swój pozasezonowy wolny czas. Tak czy siak latem niewiele się dzieje, a mi oczywiście bardzo brakuje gór, a przede wszystkim chyba zmieniających się krajobrazów, bezludnych miejsc i ruchu.

Postanowiłam wczoraj zrobić eksperyment. Wzięłam aparat (cyfrowy, ale z moim ulubionym sprawdzonym w górach obiektywem), spakowałam plecak (malutki, ale zmieścił się polar, wieczorami już u nas zimno) i wyruszyłam z  psem na naszą ulubioną i niestety wielokrotnie już przechodzoną trasę. Byłam ciekawa czy uda nam się spojrzeć na nią świeżym okiem, tak jakbyśmy widziały ją pierwszy raz.

Żeby wyszło w pełni jak w górach całą tą trasę opiszę. Jeśli ktoś z Was przypadkiem mieszka blisko, to całkiem ciekawy spacer. Zwłaszcza latem, kiedy z powodu urlopów zainteresowanie naszą niewielką rzeczką bardzo spada.

Dąbie to peryferyjna szczecińska dzielnica. Niemalże koniec świata. W każdym razie kończy się tu kilka dróg, między innymi biegnąca z miasta ścieżka rowerowa. Trochę szkoda, bo tu dopiero zaczyna się najciekawsze. Ścieżka urywa się niespodziewanie na skrzyżowaniu Drogi Świętego Jakuba z opisaną w szwajcarskim przewodniku trasą rowerową na Mazury. Od tego miejsca (niedaleko jest pętla autobusowa) należy skręcić prosto w las (uprzednio przekraczając zmierzającą nad morze asfaltową szosę). Dalej lasem, prosto mniej więcej na południowy wschód. Nie da się zabłądzić.  Za torami trzeba skręcić w prawo i brnąc przez piękny biały piach (tu kiedyś kończył się Bałtyk) minąć drogę do Wielgowa.

Cały ten teren porasta suchy sosnowy las z płatami kserotermicznych muraw i kępami wrzosów. Bliżej szosy bujnie rozrósł się jakiś gatunek tawuły (wierzbolistna albo douglasa?). Pewnie uciekinier z zapomnianego już klombu, najprawdopodobniej posadzony jeszcze przez Niemców. Musi być bardzo odporny, bo rośnie i kwitnie w czystym piachu.

Za szosą brzegiem ozdobionego śnieguliczkami i jaśminem lasu dochodzi się do dzikiej plaży nad Płonią mijając po drodze nowe drewniane piknikowe altanki.

Dalej w dół rzeki. Chaszcze, nawłocie, rzadki las, ogólnie gęsto bezludnie i dziko. Pachnie mięta, kwitną niezapomniajki. Sporadycznie trafiaja się pokrzywy.

Trzeba przejść przez kolejowy most (uwaga na dziki, kiedyś mnie stąd wygnały). Potem wzdłuż działek, cały czas mniej lub bardziej ubitym brzegiem Płoni.

W niedzielne popołudnie w okolicy ogródków kręciły się stadka kaczek, być może spodziewając się karmienia.

Za kolejnym mostkiem kolejna plaża. Tym razem weszłam do wody razem z psem. Rzeka ma tu piękne piaszczyste dno, troszkę dalej zarośnięte bujną roślinnością.

Dalej po prawej nieco na górce okazała piaszczysta wydma- plac zabaw, plaża, piaskownica, teraz wyludniona. Z tyłu ktoś zrobił ciekawy skalny ogródek. Po lewej na drugim brzegu mieszka Pan Bezdomny.

Nie wiem czemu w weekendy zawsze suszy pranie. Widujemy go czasem w rzece jak w masce do nurkowania poławia skarby czymś w rodzaju sitka.

Kawałek dalej rzeka zbliża się do cywilizacji. Kolejny most nad sztucznym progiem to ulubione miejsce wędkarzy. Na wysokości dworca kolejowego, wciąż ukryta wśród wielkich drzew Płonia wpływa do starego parku, a ścieżka zamienia się w piękną alejkę.  Ławeczki, altanki i miejsca grilowe i tak aż do końca Dąbia.

Za drogą Płonia rozlewa się szerzej i zwalnia. Na brzegach cumują łodzie i małe kutry. Suszą się sieci.

Można tam kupić świeże ryby i wynająć jakiś pływający sprzet. Latają czaple siwe. Porcik wygląda bezludnie i sielsko. Sama byłam zaskoczona. Nie znałam tego miejsca.

Gruntowa droga omija ten zakątek i przez zarośla niecierpków

wchodzi w liściasty las ciągnący się aż do ujścia rzeki, bagnistego wąskiego cypla z dalekim widokiem na szczecinski port.

Zimą, kiedy nie ma rozbuchanych kwiatów, a błoto solidnie zamarza daje się tamtędy przejść aż na plażę nad Małym Dąbskim- eleganckie kąpielisko zakazujące wstępu psom.

Tym razem nikt nie pilnował. Doszłyśmy tam okrężną drogą (z powrotem do Dąbia, a potem ścieżką rowerową). Samba włączyła się w towarzyski mecz siatkówki, a ja bez statywu, więc na leżąco sfotografowałam z pomostu zachód słońca.

Zawsze jest piekny. W każdym razie zawsze, kiedy nie pada.

To jedna z rzeczy, które mnie bardzo zdziwiły w Szczecinie. Słońce codziennie zachodzi tu bajecznie kolorowo. Może dlatego, że nic nam go nie zasłania?

I to by było na tyle… Trudność trasy niewielka chyba hmm… T0 :) ( pokrzywy i trochę błota, dwa nasypy kolejowe i kopny piach). Czas- jakieś 3 godziny, zależnie od tego kto i jak długo się kąpie. Ja byłam zadowolona. A jak Wam się podoba?

 

 

 

Share
Translate »