jeszcze więcej mgły

Strasznie dziś pada. W plastikowy daszek naszej werandy deszcz bębni głośno jak w namiot. Cieszę się, że jestem pod dachem, ale wiem, że w górach będę się cieszyć i z deszczu i z mgły, o ile tylko uda mi się jakimś cudem zupełnie nie przemoknąć. Jadę za tydzień. Przełożyliśmy wyjazd ze względu na moją nogę. Jeszcze niestety mocno spuchnięta. Nie wiem czy uda mi się pójść na kaniony, ale zawsze mogę przecież iść w góry. Najwyżej pójdę troszeczkę wolniej. To mały problem, kiedy idę sama. W Pirenejach  podobnie jak u nas, prognozy zapowiadają deszcz na zmianę z piękną pogodą. Pasowałoby kilka deszczowych zdjęć, ale zwykle w ulewę trudno je zrobić. Więc dzisiaj załączam tylko zdjęcia z mgłą.

Mgła unosi się nad stolicą Andory, Andorra la Vella. Domek to jedno z Andorskich schronisk. Położone na uboczu schronisko Prat Primer. Z bardzo pięknym widokiem. Ta mgła nie wróżyła nic złego, rozeszła się i rano mieliśmy piękną słoneczną pogodę.

ale ta, październikowa,  znienacka zmieniła się w śniegową chmurę. To Andora, październik. Strasznie wtedy zmarzliśmy.

Niewinna letnia mgiełka na Korsyce, po godzinie rozeszła się bez śladu,

a tą, lipcową w Piemoncie, udało się nam przechytrzyć, wyszliśmy nad nią.

ta była tylko przelotną chmurą, ( Puerto Bujaruelo Pireneje czerwiec)

A ta wprawiła mnie w prawdziwy zachwyt. Dzięki niej ponura ruina postawionego kiedyś przy budowie tamy, a teraz powoli rozpadającego się budynku ożyła i przez chwilę wyglądała jak tajemniczy, niezbyt realny zamek. ( Pireneje )

Nawet jeśli nie lubi się mgły, czasem trudno odmówić jej uroku.

i przy tym jest taka fotogeniczna :)

 

Share

czarno-białe

Jak pewnie już wiecie, wciąż robię zdjęcia na filmach (wyjątkiem była Korsyka w 2007 roku… i niestety nie byłam z siebie zadowolona). Filmy mają magiczną moc i jakmś cudem, udaje mi się na nich utrwalić więcej niż  na mojej nienajgorszej cyfrowej lustrzance.

Zabieram je sobie w góry w pudełczkach, a potem pakuję w woreczki i wkładam na dno plecaka. Całkiem przyjemny rytuał. Co dzień kolejnych 16-18 klatek. Starannie wybranych, tylko tych, które wydały mi się naprawdę warte utrwalenia. To też bardzo lubię. Skupienie, które towarzyszy każdemu naciśnięciu migawki i nieodwołalność takiej decyzji. To ta chwila zostanie ze mną na zawsze… tylko ta.

Kiedyś całkiem przypadkiem zaplątał mi się w plecaku czarno-biały film. Był sam koniec września, mętna, niezbyt przyjemna pogoda, pierwszy śnieg. Zobaczcie sami:

Dwa  dni w masywie Posets- Maladeta w Pirenejach. W czerni i bieli.  Jak wam się podoba?

PS: i jak chcecie popatrzcie jeszcze tu :)

 

 

Share