znikam!

Hej, trochę mi głupio tak ciągle wyjeżdżać… ale zamknęliśmy Kwarka na dwa tygodnie i nie ma sensu tu siedzieć. Jedziemy w Alpy, a nadziei, ze gdzieś może pojawi się słońce.

Zabawne jest pakowanie się na wyjazd samochodem…po latach włóczenia z plecakiem. Mogę sobie wziąć dwie kurtki do wyboru, zapas czystych koszulek (biorę i lniane i wełniane… a co tam!) Nie muszę też ważyć skarpetek i zastanawiać się bez czego jeszcze mogłabym się obyć, strasznie to komfortowe :)

Sama jestem ciekawa jak mi się spodoba. Chodząc z plecakiem jest się na te dwa, trzy tygodnie strasznie przywiązanym do tych nielicznych rzeczy, które udało się zabrać i nieść. Założenie wieczorem Misia wydaje się ogromnym komfortem, fakt jak szybko schnie koszulka czy skarpetki spędza człowiekowi sen z powiek, a na plecaku nieustannie suszy się jakaś uprana część garderoby… inna bajka :)

Pamiętam jak kiedyś spotkany w Pirenejach Holender, który już kończył swoją miesięczną wędrówkę podarował mi zwykły, ale jeszcze dobry foliowy worek – mówiąc weź koniecznie to dobry worek przez cały czas nosiłem w nim chleb i nigdy mi  nie zamókł :) To zabawne jak  silny jest związek emocjonalny  z rzeczami zabranymi w góry, zwłaszcza, jeśli ma się ich bardzo mało.

To moja śliwkowa koszulka „po przejściach” ( ta sama która jest na stronie Kwarka). Sfotografowałam dla tych, którzy boją się zmiany rozmiaru po praniu. Troszkę już razem przeszłyśmy, prań też było kilka :) Rozmiar jak widać ten sam.

Wędrówka z plecakiem bardzo dużo  wymaga, ogranicza, odcina od świata i od cywilizacji,  a jednak wydaje mi się najbardziej szczęśliwym sposobem na życie. Samą poezją, samą radością, wolnością o którą w dzisiejszym świecie jest bardzo trudno… Ciekawa jestem jak mi się spodoba tym razem :)

pa

 

Share

Z Luchon do Luchon- jeszcze garść informacji

Luchon jest dobrym punktem wypadowym w Wysokie Pireneje. Można tam dojechać pociągiem z Paryża. Bilet na kuszetkę kupiony z kilkutygodniowym wyprzedzeniem kosztuje ok 40 Euro i jest sporo tańszy (po dodaniu wszystkich ukrytych w cenie biletu lotniczego kosztów i ceny dojazdu na lotnisko) niż najtańsze bilety lotnicze. Do tego bardzo wygodny. Pociąg wyjeżdża wieczorem z położonego w samym centrum dworca Paris Austerlitz, nie staje po drodze i jedynym problemem jest przesiadka w Tuluzie o 4 rano.  Za to w góry można wyjść już o 8-9 rano. Zostaje więc cały wolny dzień.

W Luchon jest sporo sklepów, też sportowe (jest tam gaz), w księgarni spory wybór map. Niemal przy samym centralnym placu jest pralnia gdzie za kilka Euro można wyprać i wysuszyć nawet duże rzeczy. Sklepy są otwarte od 9-tej rano.

Pętelka (opisana w poprzednim wpisie) miała z założenia omijać miejsca, w których już byłam. To łatwa, chociaż wymagająca wysiłku trasa. Niektóre schrony jak np Cabana Literola mogą pomieścić najwyżej 3-4 osoby (materace są tam tylko dwa) W Anescrucez jest jedno łóżko, a w cabanie na Cruz del Guardia dwa. Większa grupa (ale to raczej normalne w Pirenejach) koniecznie powinna wziąć namioty, jedna osoba zwykle jakoś się wciśnie. Idąc z namiotem można podzielić odcinki inaczej- prawie dowolnie. Do przejścia wysokich przełęczy na początku sezonu potrzebne są raki. Tym razem na Literoli śnieg był miękki i  jedyne miejsce gdzie w żaden sposób nie zeszłabym bez raków, (nie wiem jak to wygląda w lecie) to żleb w dolinie Literola. Schroniska Portillon i Espingo są czynne od początku maja. Estos zwykle jest otwarte przez cały rok (dla pewności watro potwierdzić). Podobnie jest w przypadku Biados. Osoby, które nie mają zniżki klubowej w schroniskach, a są parami, być może zapłacą tyle samo (a uwzględniając wspaniałe śniadanie nawet mniej) w hotelu np w Hospital de Benasque. Samotnej osobie schronisko wyjdzie o połowę taniej.

Na tej trasie nie ma trudnych miejsc, tylko kilka razy trzeba się czegoś przytrzymać rękami. Jedynym problemem może być zła widoczność i zalegający jeszcze po zimie (lub świeżo spadły) śnieg. Jeszcze nigdy nie widziałam col de Literola bez śniegu.

Trasa jest bardzo urozmaicona. Od fragmentów legendarnych pirenejskich szlaków długodystansowych:

GR10 (z Luchon do Espingo), GR11 przez colado Gistain i z Tabernes do Parzan, HRP- (z Portillon na Literolę i jego stary wariant przez Port de Madera do Riuomajou,

przez  mało uczęszczane szlaki znakowane przez prowincję Huesca (PHR) – żółte znaki na Puerto del Plan, Port De Madera,  podejście na Col de Sahun i z Sahun nad Ibon Barbarisa i na łąkę poniżej cabana Pradines i biało- czerwony GR19.1 z Bielsy do Servetto,

szlaki znakowane kopczykami- Collado Raval, zejście do Tabernes z Colado Senal del Biados, Dolina Literola, droga na Cuello Estos,

do dróg zupełnie nieznakowanych, być może nawet nieistniejących, ale możliwych do przejścia, bo w zasadzie technicznie i orientacyjnie łatwych- zejście z Cuello Estos, wejście z Anescrucez na Collado Senal de Biados, zejście do GR11 z Puerto del Plan,

i w końcu leśne i polne drogi, którymi okrążyłam południowy brzeg Parku Narodowego Posets.

Trasa przechodzi przez szereg łatwych przełęczy z widokami na najwyższe masywy Pirenejów- Posets- Maladeta szczyty wznoszące się ponad Luchon i położony daleko na południu masyw Cotiella. Z Cruz del Guardia widać też Dolinę Pineta i Monte Perdido. Warunki zmieniają się od niemal alpejskich przejść na Col Pradines i Literola, do sielskich łączek w rejonie Sorbarabre. Niekoniecznie trzeba powtarzać moje błędy. Być może nie watro upierać się na Rioumajou (podobno kilkadziesiąt metrów poniżej port de Madera usypisko uspokaja się i można nim już wygodnie zejść, to znany szlak, przypuszczam, że moje kłopoty wynikły wyłącznie z powodu mgły, zmęczenia  i problemów z nogą), można też darować sobie uroczą skądinąd ścieżkę na Puerto del Plan i skrócić zejście do Servetto. Niekoniecznie trzeba też wlec się aż do Biados, a potem długo wracać drogami. Można też spróbować wjechać stopem lub wyciągiem do Superbagneres oszczędzając kilka godzin podejścia. Uzyskany w ten sposób czas można by przeznaczyć na odpoczynek, troszkę mi go brakowało tym razem :)

Wiosna na tym szlaku jest piękna. Łąki pełne irysów, asphodeli i margerytek. Kolcolisty, w końcu rododendrony.

Share