W co się ubrać zimą w góry?

To bardzo stary wpis, więc postaram się go zaktualizować nowe rzeczy dopisałam kursywą.

Niby biorę to samo, co idąc w góry na tydzień- dwa latem (letnia lista jest w artykule „Dla początkujących- co ze sobą zabrać?”),  ale nie do końca.

– buty koniecznie zimowe. Nie tylko grubsze i cieplejsze, ale też z grubszą, lepiej izolującą i sztywną podeszwą. Mniej izolowanym podeszwom pomogą grube oklejone odblaskową folią wkładki. Sztywna podeszwa pomaga się utrzymać na lodzie i stromym śniegu, i lepiej współpracuje z rakami. To nawet nie kwestia wygody ( bo sztywne buty nie są specjalnie wygodne) tylko bezpieczeństwa.

– więcej rękawiczek. Jak jest naprawdę zimno wkładam dwie: wewnętrzne z powerstretchu i drugie z windbloca. Kiedy było bardzo, bardzo zimno poniżej -25 i wiało, bez grubych nieprzewiewnych (np. takich jak narciarskie, chociaż bywają i inne, bardziej miękkie) po jakimś czasie bardzo marzłam. Próbowałam już kilku rodzajów. Ich wspólną wadą jest zupełna niemożliwość używania rąk, nie da się poprawić kaptura, zmienić rakiet na raki, zrobić zdjęcia. Jeśli do tego zapnie się na nich rzepy rękawów, (żeby nie wiało) człowiek jest trochę ubezwłasnowolniony (zapiąć można też tylko zębami). W temperaturach około – 10 wystarczą rękawiczki z windbloca (ewentualnie z tymi z powerstretchu w środku), koło zera,  noszę zwykłe z 200-tki albo tylko te wewnętrzne. We wszystkich tych rękawiczkach (mówię o naszych Kwarkowych, bo takie noszę, weźcie pod uwagę, że są dość dobrze dopasowane) da się założyć raki, ustawić ostrość, czy nacisnąć migawkę. Większe regulacje aparatu- raczej tylko w powerstretchowych.

– Jeśli nie ma się bluzy z kapturkiem, warto wziąć kominiarkę. Ja mam, więc biorę tylko czapkę z windpro i często jakąś drugą, cieńszą- od słońca. Lubię mieć szalik ( szczególnie jedwabny), można nim w razie potrzeby osłonić trochę twarz (od 2013 mamy w ofercie maskę-buff z Aquashell)

– spodnie: Nosiłam długo nasze z Powershield i legginsy z Powerstretchu, czasem wzmacniając ten zestaw cienką wełenką. Od 2015 roku kiedy powstały  legginsy Polarne  noszę je z jakimikolwiek nieprzemakalnymi spodniami. W bardzo trudne warunki dokładam jeszcze kalesony z wełny. To jak dla mnie genialne rozwiązanie.

 

Pireneje, styczeń,koszulka z kapturem i łapkami, czapka profil, co na szyję

– biorę dwie koszulki wełniane z długim rękawem (kwarkowe, te bardzo cieniutkie, pisałam już o nich, nawet zimą wyschną szybko, innych rzeczy, poza bielizną, na pewno nie będę prała), -powerstertchową bluzę z kapturkiem i łapkami, kiedyś nosiłam kurtkę z highloftu  od 2015 roku noszę Bluzę Polarną– to lepsze rozwiązanie niż Highloft ze względu na większą odporność na wiatr i wydajny transport wilgoci na zewnątrz. Dodatkowo biorę kurtkę puchową. W puchówce nie da się chodzić, jest za gorąco. W dzień podróżuje sobie w plecaku w foliowym worku, w nocy i na długich postojach (zwykle raczej nie chce mi się przebierać, ale na wszelki wypadek, np. utknięcia gdzieś) pozwala mi, potwornemu zmarzlakowi przetrwać kolejne dni bez możliwości rozgrzania się w ogrzewanym pomieszczeniu.

Na szczęście nie zawsze jest aż tak zimno. Przy małym wietrze, na słońcu i na podejściu często można chodzić tylko w koszulce z powerstretchu. W cieniu i na zejściu czasem muszę założyć na siebie wszystko.

Schronisko Liat. Pireneje, luty– Kurtki też mają kaptury, dwa kaptury z powerstretchu i highlofta (lub Polarnej) zupełnie mi wystarczą, tym, którzy nie mają aż tylu polecam „barana z windpro” lub troszkę lżejszy „profil” (powerstretch + windpro, na zdjęciu wyżej, lubię też Rycerską z windpro– fajnie zasłania uszy) . Zimą w czapce- kapturze chodzę przez okrągłą dobę, nawet  śpię.

Kurtka- kiedyś nosiłam membranowe kurtki- teraz wiatrówkę Laponię i płaszcz do zasłaniania plecaka od śniegu.

3 pary spodni za duża kurtka, powerstretchowa bluza z kapturkiem i łapkami, wełniana koszulka-z luksusowych rzeczy, których nie ma na letniej liście biorę jeszcze grube skarpetki z 200-tki. (od 2015 noszę Walonki, są miękkie i ciepłe, a do tego szybko schną, można w nich i spać i chodzić)

– śpiwór koniecznie puchowy. Miałam kiedyś Małachowskiego 800 g puchu, w listopadzie 2013- kupiłam sobie Robertsa, jest cieplejszy chociaż puchu jest mniej- 700g. Oba te śpiwory są raczej letnie więc żeby uzyskać wystarczającą izolację na zimę sypiam w kurtce puchowej i od 2016 też w puchowych spodenkach- to wystarcza nawet w  namiocie przy ok -25 stopni.

-okulary słoneczne na zimę powinny być ciemne, biorę te kategorii 4. Dobrze się sprawdzają gogle- chronią twarz przed zamiecią i wiatrem, jeśli założyć maskę- twarz może być całkiem zasłonięta.

– rakiety, raki, czekan, ochraniacze… Tłusty krem, dużo gazu…

mnóstwo jedzenia…

PS: ten temat rozwinęliśmy szerzej po jednej z rozmów z klientami. Jeśli kogoś interesują doświadczenia wspinaczy w bardzo wysokich górach- są na końcu tego tekstu. Moje doświadczenia z miesiąca w zimowej Laponii są tu.

 

Share

Schroniska zimą

Schronisko Honeria Val d' Aran, Katalonia- otwarte cały rokPoza sezonem większość schronisk jest zamknięta. Ale nie wszystkie. W Pirenejach otwarte są te, położone nisko i te najbardziej popularne, np położona poniżej Aneto Rencluza, czy schronisko z pięknym wyjściem na Posets- Angel Orus.  Inne najczęściej mają otwarte tylko zimowe pokoje. W Pirenejach zwykle bezpłatne, chociaż francuskie schroniska czasem wieszają kasetkę na pieniądze. W Alpach  otwarte bywają nisko położone schroniska prywatne. Alpejskie sale zimowe są bardzo różne. Od szopy na drewno z kilkunastoma dziurami w dachu- we włoskiej części Tour de Monte Rosa, do luksusów w Alpach Stubajskich czy Oeatztal, gdzie za osobną opłatą można użyć pięknie porąbanego drewna, czy wypić ustawione w skrzynkach pod łóżkiem piwo. Trzy oddzielne skarbonki wyraźnie wskazują gdzie i za co wrzucić pieniądze.

Nigdy nie zapomnę, położonego na trzecim czy czwartym piętrze, zimowego pokoju, szwajcarskiego schroniska Teodulo, do którego trzeba się było przepychać przez malutkie okienko wisząc z plecakiem, za dużym dla tego otworu na kilkumetrowej wąskiej drabinie.  Lubię sale zimowe, widziałam ich całe mnóstwo. Mam swoje ulubione. W Parku Narodowym Ajguestortes i Estany de Sant Maurici, wiele schronisk zostawia na zimę gazowe piecyki i zapasowe butle z gazem. Luksus.

Pireneje lutyZwykle, kiedy dociera się do nieczynnego schroniska lub schronu, po całym dniu marznięcia w śniegu i wichurze, temperatura wewnątrz niczym nie różni się od tej na dworze. W miskach stoi zamarznięta woda, czasem lód leży na podłodze, śnieg bywa na łóżkach i stołach. Pojedyncze okienka najczęściej pokrywa lód lub szron.

Pireneje lutyW wielu miejscach, chociaż w Alpach już coraz rzadziej, można się zimą przespać w pasterskich domkach. W Pirenejach cabany są niemal zawsze otwarte dla wszystkich.  Mało znane obszary Pirenejów są pełne wygodnych, otwartych schronów. Niektóre są prywatne, większość należy do gmin. W krajach Alpejskich poza schronami- biwakami należącymi do klubów, prywatne domki pasterskie z otwartą częścią zimową, widuję już niemal tylko we Włoszech.  Nie chodzi mi o to, że chciałabym świadomie planować spanie w nich, tylko o poczucie komfortu, które dają samotnym wędrowcom otwarte zimą, na wszelki wypadek drzwi. Zdarzało mi się korzystać z ich gościny i jestem ich właścicielom bardzo wdzięczna. Mam nadzieję, ze zamykanie ich nie jest związane z brakiem poszanowania ze strony przechodzących turystów. Szkoda by było gdyby pozamykano wszystkie.

Biwak klubu ANA z Telve, WłochyJeżeli późną jesienią będziecie przechodzić, koło jakiegoś otwartego szałasu, zobaczcie proszę, czy łopata, potrzebna do odkopania wejścia zimą, nie została przypadkiem  rzucona gdzieś w kąt. Jej miejsce zwykle jest na specjalnym uchwycie nad drzwiami. Wprawdzie da się też dokopać do wejścia czekanem ale zdarza się, że to zajmuje strasznie dużo czasu.

Pireneje , styczeńPS: O tym jak się przyzwoicie zachować napisałam w tekście Jak to się robi w Pirenejach?

Share