Pireneje, grudzień- schronisko Jose Maria Blanc

Zostałam sama. Ponieważ miała być przyzwoitsza pogoda, zarobiłam sobie  plan na następne 6 dni. Chciałam przejść odnogą GR11 przez Refugi Colomina do Taul, a potem wejść na niski leśny szlak prowadzący aż do Benasque.

Wyspałam się bardzo wygodnie w Espot. Camping  Solau (polecony mi przez Edka Krzyżaka) ma całkiem wygodne pokoje (25 Euro) miłą obsługę i mnóstwo ciepłej wody.

Wiedziałam, że ten dzień będzie krótki. Miałam zamiar dojść tylko do Schroniska Jose Maria Blanc. Latem poszłabym od razu do Colomina, zimą raczej nie było na to szans. Szłam sobie powoli ciesząc się słońcem i podziwiając piękne widoki.

Niecałą godzinę przed schroniskiem, zaraz za zamarzniętymi jeziorkami ( z tamą), ścieżka wychodzi na drogę.

Na zakręcie spotkałam jakąś skąpo odzianą parę, która jednak zdecydowała się wrócić. Na śniegu i lodzie, widziałam ślady terenowego samochodu,

a kiedy podeszłam wyżej zauważyłam, że z komina schroniska unosi się dym.

Było otwarte. Jest nowoczesne i pięknie położone. Kosztuje 13 Euro ze zniżką (17 bez). Ma miłą obsługę, dostęp do internetu, wygodne sypialnie, ale ciepłą wodę na żetony.

Było jeszcze wcześnie. Zostawiłam plecak i poszłam obejrzeć wysoko położone jeziorka.

Zaznaczony kropkami szlak był nieprzetarty i zasypany. Co jakiś czas widziałam kopczyk i udało mi się przejść połowę zaplanowanego kółka, zanim zepsuła się pogoda.

Bardzo wiało, wiatr zmiatał zamarznięte jeziora, siekąc zebranym śniegiem w prosto twarz. Dalsza hipotetyczna ścieżka była nie do znalezienia, zapadałam się  głęboko, było już dość późno i w końcu  zawróciłam i zeszłam po własnych śladach.

W schronisku nocowało kilka osób. Sympatycznej parze  nie udało się zejść z Collado de Monestero. Po drugiej, bardzo stromej stronie przełęczy był lód. Dwie dziewczyny powiedziały, że idą tą samą drogą co ja. Nikt nie wiedział czy da się przejść przez Colado Saburo. Refugi Colomina było zamknięte i pomimo wolnych dni nikt ostatnio stamtąd nie przyszedł.

Dziewczyna z obsługi skrytykowała mój dalszy plan, ( żeby się upewnić zadzwoniła nawet do ludzi z obsługi schroniska Colomina). Latem odcinek z Colomina do Taul zajmuje ponad 8 godzin. Zimą najprawdopodobniej dużo dłużej. Na dwóch przecinających drogę przełęczach na pewno musi być śnieg. Pomyślałam , że w takim razie pójdę przez Collada de Delui do Estany Llong. Tak zamierzały też pójść dwie spotkane dziewczyny. Przez chwilę miałam nadzieję, że poznałam kogoś z kim dałoby się pochodzić przez dłuższy czas.

 

Share

Pireneje, grudzień- Schronisko Mallafre- Sopre

Około piątej rano, jeszcze bardzo długo przed świtem obudził nas straszny łomot. Wichura szarpała okiennicami schroniska. Jose Antonio wybiegł i pomocował skrzydła. Zasnęliśmy, a kiedy obudziliśmy się rano padał deszcz.

Ubraliśmy się w nasz letni, jak na razie niezawodny zestaw(spodnie z goretexu i tani nylonowy płaszczyk z garbem, na plecak), ale nie było aż tak źle.

Minęliśmy Estany de Saint Maurici, zeszliśmy kawałek popularnym idącym doliną szlakiem

i podeszliśmy na przełęcz w kierunku nieznanego nam schroniska Pla de laFont.

Trochę padało,

ale co jakiś czas chmury rozwiewały się i mieliśmy piękny jesienno-wiosenny widok.

Schronisko Pla de la Font, schowane zaraz za granią, miało przytulną zimową salę z drewnianymi łóżkami i mnóstwem koców. Żałowaliśmy, że nie mamy czasu tam zostać. Zeszliśmy w dół żółto znakowaną ścieżką, prowadzącą w kierunku Son.

Droga początkowo prowadziła przez hale, potem weszła w las, a w końcu zeszła na starą obmurowaną kamiennymi murkami drogę.

W Son skręciliśmy w ścieżkę prowadząca do Valencia d’Aneu. Mieliśmy nadzieję, że będzie miała połączenie z dróżką idącą aż do Sopre, gdzie zostawiliśmy samochód. Chociaż nie było tego na mapie, taka ścieżka rzeczywiście istniała, postawiono na niej nawet kilka znaków.  Sieć starych dróg jest dość dobrze oznakowana, pomimo tego, że nie ma ich na mapach. Są użytkowane jako (dość trudne) ścieżki rowerowe.

Do Sopre dotarliśmy na chwilę przed zmrokiem. Jose Antonio musiał wracać i po drodze podrzucił mnie jeszcze do Espot.

To nie był bardzo emocjonujący dzień, ale nie był też zły. Niskie, leśno -polne ścieżki prowadziły przez wiele pięknych miejsc. Deszczowe chmury co jakiś czas rozwiewały się i bardzo często towarzyszyła nam tęcza.

Share