nocne fotografie

Noc była jednym z moich fotograficznych celów tego lata. W Norwegii jest teraz cudowne światło. Nawet  w lipcu nie robi się tam na tyle ciemno, żeby nie móc fotografować krajobrazu. Pod koniec autofokus już nie bardzo chciał współpracować, ale 30 sekund (w miarę bezpieczne przy moim lekkim statywie) w zupełności mi wystarczało. Na szczęście, bo zapomniałam wężyka i do długich naświetleń używałam samowyzwalacza (a 30 sekund to najdłuższy możliwy do ustawienia czas).

IMG_0697

Zrobiłam mnóstwo nocnych zdjęć. Zmarnowałam tylko jeden wieczór. Lało, a kiedy przestało byłam już zbyt zmęczona, żeby wyszukać ciekawe fotograficznie miejsca. Trochę się nauczyłam, ale wciąż mam dylemat jak najlepiej ustawić przysłonę. Jeśli zdać się na automatykę aparatu (najlepiej mi się fotografuje w trybie av), noce zdjęcia wyglądają prawie jak dzień.

IMG_1218

To było naświetlane aż przez 30 sekund :). Z kolei właściwa korekta ekspozycji (niedoświetlenie) jest bardzo trudna. Kilku fajnych ujęć nie doświetliłam i szczegóły w cieniach giną lub wyłazi tam brzydki szum.

IMG_2022

Ostatnia noc w Oslo była już całkiem czarna- jak u nas, ale to daleko na południe od miejsc, gdzie spędziłam tego lata aż 34 górskie dni! Prawdziwa wolność, prawda… :)

IMG_2457

PS: Norweska noc jest trudna do zdefiniowania. Zmierzch i świt ciągną się godzinami. Wszystkie te fotografie wykonałam przynajmniej pół godziny po zachodzie słońca.

Share

kwiatki z Norwegii

Szata roślinna Norwegii nie jest dla nas bardzo egzotyczna. Większość kwiatów widziałam już kiedyś u nas lub w Alpach, niektóre spotkałam jednak pierwszy raz. To co zachwyca i zwraca uwagę, to nie różnorodność gatunków (oszałamiająca na przykład w Pirenejach), ale ilość i bujność kwiatów. W miejscach gdzie w czerwcu ledwie coś wyłaziło z ziemi w lipcu panował prawdziwy gąszcz. Rośliny kwitnące wiosną miały owoce. Podglądanie tego przez obiektyw też okazało się fascynujące- świat w wersji makro był pełen owadów. Maleńkie roślinki ujawniały nieznane mi kolce i włoski. Sporo się na nie napatrzyłam, ale nie zrobiłam tak dużo fotografii jak mogłam i teraz żałuję. Być może to co uchwyciłam na filmach będzie pełniejszym obrazem norweskiej flory. Troszkę mnie przerażała maleńka głębia ostrości i niepewność co aparat zdoła uchwycić wśród tego zielonego, rozbujanego na wietrze szaleństwa.

PS: większość fotografii kwiatów zrobiłam niedopasowaną do cyfrowego korpusu Sigmą (50mm, f 2.8 macro1:1). Mój zoom (Canon EF 24-85mm) przestał ostrzyć z bliska. Niestety znów będę musiała coś kupić, a tak naprawdę nie bardzo wiem co. Miałam ostatnio kilka nieprzyjemnych przygód z Tamronem, Samyangiem i Sigmą, a obiektywy Canona z serii L są upiornie drogie.

Share