dla początkujących cd: co ze sobą zabrać ?

uzasadnienie wyrzuciłam na koniec. Moja lista rzeczy do zabrania w góry latem ( na wędrówkę z namiotem lub bez, na krótki wypad, na trekking), aktualizowana wielokrotnie stąd tyle przypisów:

Nieprzemakalna kurtka (400-500g)  i spodnie chroniące od deszczu (200-250g)  (ewentualnie płaszczyk na plecak zamiast kurtki, poncho bez rękawów sprawdza się gorzej, podwiewa a ręce mokną)

-2  koszulki z krótkim rękawem (max-100-200g razem- zabieram dwie wełniane, albo jedną wełnianą i jedną lnianą)
-jedna z długim rękawem– powerstretch (250g), albo odwrotnie, łatwiej się obyć bez krótkiego rękawa, zawsze można zawinąć. Wystarczą dwie koszulki jedna z krótkim, jedna z długim, ale wtedy czasem sypia się w brudnej.

-1 legginsy długie (powerstretch) 200g, czasem biorę też kalesony z wełny to dodatkowo ok 90 g
– jedna lekka ciepła polarowa kurtka, ok 300-450 g (ostatnio highloft lub jeśli w zimne miejsca- Polarna)
– osobista bielizna na zmianę (200g)- majtki z powerdry naprawdę schną błyskawicznie, wystarczają dwie sztuki, można codziennie prać. Za chwilkę dodamy do oferty też majtki wełniane, już je przetestowałam.
– dobre skarpety 3 pary (300g), ewentualnie dodatkowo jeszcze jedne (np z powerstretchu -do spania i jak buty przemokną.), Ostatnio coraz częściej zdarza mi się chodzić tylko w powerstretchowych skarpetach. Są zaskakująco wygodne (opisałam je tutaj , wbrew pozorom są świetnie nie tylko do nurkowania)
-warto wziąć sandały, nie muszą być porządne , byłyby ciężkie, zwykle ważą ok 700g, wystarczą tanie z supermarketu mam takie, które ważą 150g, są tylko pod prysznic i na wieczór. Chodzić lepiej w butach, ale sandały przydają się czasem do przechodzenia strumieni i rzek.
spodnie długie i buty górskie na sobiespodnie powinny szybko schnąć, nie biorę drugich na zmianę , buty powinny być jak najlepsze, muszą mieć podeszwę na wibramie, na trudniejsze trasy potrzebna jest twarda.
czapka (obowiązkowo, najlepiej z windpro) i rękawiczki, 50 i 70 gram (ja lubię rękawiczki z powerstretch pro)

Lekki  kubek i łyżka, (widelec uważam za niepotrzebny zbytek) ok 100 g
coś na głowę od słońca (20g), okulary (20g), krem z filtrem (50g- opakowania są cięższe, ale można przełożyć do mniejszego, lekkiego pudelka), ochronna szminka (20 g)
mydło itp, szczotka do zębów, mała pasta, nici dentystyczne, mały dezodorant (ostatnio wkładam trochę dezodorantu w sztyfcie do pudełka po filmie, tak jest znacznie lżej), ewentualnie obcinarka do paznokci, chociaż można ją też  kupić i wyrzucić (razem: 150-300g)
lekki ręcznik (50 g) przydają się też mokre chusteczki do mycia (150g), ja lubię takie do demakijażu, świetnie myją, dodatkowo zawsze zabieram chusteczki do higieny intymnej (znów 100-150g)
śpiwór, ja pod namiot zawsze biorę puchowy 1,3 kg, gdybym sypiała w schroniskach brałabym inny, bardzo cienki.

-kapturek na plecak 60g, nie biorę go tylko wtedy kiedy zabieram płaszczyk z garbem zasłaniający i mnie, i plecak- lepsze pewniejsze rozwiązanie.

gruba folia NRC 20g, te z apteki zaraz się rwą
-lekarstwa jakie zwykle bierze się na wyjazd (ja biorę węgiel, Ibuprom i czasem tabletki do czyszczenia wody), plastry i ewentualnie bandaż elastyczny (ok. 200g)

palnik, garnek i nóżZapalniczkę i gaz, jeżeli leci się samolotem trzeba kupić na miejscu nie można z tym latać. Razem ok 1 kg. Od dawna nie noszę już gadżeciarskich scyzoryków. Nożyk ze sklepiku za rogiem w osłonce z taśmy klejącej waży ok 20 g, mi wystarcza. Zamiast garnka, który waży kilkaset gram zabieram często stalowy kubek ze sklepu „wszystko po 3 zł”- waży 80 g.
-lekka karimata 200g
namiot -mój waży 2kg, bywają lżejsze, ostatnio często biorę worek biwakowy bez stelaża  (ok. 600g), albo dwuosobową pałatkę do rozbijana na trekkingowych kijach (800g).

kije 600g, ale w zasadzie się ich nie czuje, nie są w plecaku
latarka, mam Zipkę Petzla jest malutka, ale mi wystarcza, 50 g, niestety dość słabo świeci, więc jeśli dzień nie przeważa już zdecydowanie nad nocą biorę jakąś większą.

mapy itp 200-500g

zważywszy, że pusty plecak często waży ok 2,5 kg to wszystko razem daje ok 9-11 kg do tego trochę jedzenia i wody i …robi się naprawdę ciężko. W grupie łatwiej jest to sensownie rozłożyć.

W różnych sytuacjach, z różnych powodów miewałam tego mniej, zdarza mi się chodzić, np bez namiotu lub bez sandałów (zwykle zimą :)), kiedyś spędziłam też dwa tygodnie w Alpach bez garnka i palnika- da się wytrzymać, zwłaszcza w pełni sezonu. W miejscach gdzie zawsze jest ciepło (np. Korsyka latem) nie potrzeba nieprzemakalnych spodni i jeśli ma się dwie koszulki z powerstretchu można też nie zabierać polara.

Kiedy chodzi się wyłącznie od schroniska do schroniska, a liczy się każdy gram (w moim przypadku np. na trudnych via ferratach) zamiast śpiwora wystarczy wziąć poszewkę na kołdrę, do której da się wejść (albo podobny śpiworopodobny pokrowiec, są już w sprzedaży). W schroniskach są koce, więc noszenie śpiwora jest zbędne.

Jeżeli jest jeszcze śnieg trzeba dopakować ochraniacze, inaczej do butów się go nasypie. Wiosną często przydają się  raki, a czasem też czekan.

O innych sprawach- np. toaletach i  śmieciach napisałam tutaj. O jedzeniu postaram się jak najszybciej napisać. Napisałam też o marznięciu.

PS: 24 lipca 2012 Kilka osób skarżyło mi się, że lista jest zbyt ogólna i po przeczytaniu dalej nie wiedzą co zapakować. W związku z tym dołączyłam linki do innych moich wpisów omawiających szczegółowo potrzebne w górach rzeczy. Opisałam głównie kwarkowe wyroby, ale nawet te teksty mogą pomóc wybrać coś spośród posiadanych już ubrań. Rzeczy, o których nie napisałam postaram się omówić później.

Jeśli macie jakieś pytania koniecznie piszcie.

a tu archiwalny tekst z wyjaśnieniami, poprawiany już wielokrotnie od powstania bloga:

Nigdy nie zapomnę jak moja znajoma rozpakowując się w pierwszym na trasie schronisku z zachwytem powiedziała…

-A wiecie co ja mam? Odświeżacz do koloru!

Zbaranieliśmy, mówiąc to smarowała usta bezbarwną szminką, nie bardzo było wiadomo, o jaki właściwie kolor jej chodzi… Okazało się, że… o włosy.

skarpetki Polartec 200, Cordyliera Blanca
skarpetki Polartec 200, Cordyliera Blanca

Ilość przedmiotów, bez których nie można się obyć jest indywidualna.  Zawsze wygodniej byłoby mieć pod ręką wszystko…. ale w górach waga to komfort i bezpieczeństwo. Pół biedy jeżeli siedzi się w schronisku, wychodzi na krótko, a większość rzeczy trzeba przenieść tylko kawałek. Gorzej jeżeli trzeba to cały czas ze sobą nieść. W trudnych, czy niebezpiecznych miejscach, wielki i ciężki plecak może nie tylko przeszkadzać, ale wręcz zagrażać życiu.

Przez lata starałam się wyeliminować ze swojego plecaka jak najwięcej. Mam przesyłaną wciąż znajomym listę przedmiotów( na początku wpisu), które trzeba ze sobą mieć idąc na parę dni w góry (lub tygodni, to wszystko jedno). Innych nie trzeba.

Pewnie, że jeśli się weźmie dodatkową latarkę (czy baterie) w przypadku spotkania np. niedźwiedzia będzie łatwiej, ale równie łatwo jest nie łazić po nocy, a latarki używać oszczędnie (zresztą poza Tatrami jeszcze nigdy nie spotkałam niedźwiedzia, zdarzało mi się tylko widzieć ślady).  Podobnie zamiast brać otwieracz do puszek można po prostu nie brać puszek,  zwłaszcza, że po zjedzeniu zawartości nadal będzie je trzeba ze sobą nieść. W górach (poza Polską) zwykle nie ma koszy na śmieci.

Ostatni odcinek GR20 Korsyka
Ostatni odcinek GR20 Korsyka

Moja granica komfortu to 12 kg, trudno się w tym zmieścić wiosną, kiedy trzeba mieć ze sobą raki, czekan i namiot, a jest się samemu. Do tego schroniska są zamknięte i trzeba mieć jedzenie na klika dni. Wiosną i zimą mój plecak dochodzi do 16- 17 kg i zaczyna mi przeszkadzać.

Każda zabrana rzecz musi być niezawodna i lekka. Najłatwiej jest mi z ubraniem. Przepraszam za trochę reklamy, naprawdę nie używam innych ubrań, niż własne, kwarkowe, często zdarza mi się testować nowe modele, tak naprawdę chyba nie było takiego, którego bym osobiście nie sprawdzała,  oczywiście poza typowo męskimi rzeczami.

Mam wybór. Kwark produkuje dużo niezawodnych i ekstremalnie lekkich rzeczy. Na każdy wyjazd zabieram komplet ciepłej bielizny z Power Stretchu, (zimą dwa, czasem noszę jeden na drugi, zwłaszcza śpiąc na dużym mrozie). Bardzo lubię koszulkę z kapturem i łapkami, już wiele razy zgubiłam czapkę i rękawiczki, a łapki i kaptur zawsze są na swoim miejscu. Poza tym, ta koszulka waży tylko kilka gram więcej niż standardowa  z zamkiem.

Zimą, kiedy nie da się prać, pod Power Stretch zakładam bardzo cienką wełnianą podkoszulkę z naszej kolekcji. Wełna zawsze, nawet kiedy jest bardzo brudna wydaje się świeża, taka koszulka waży około 70 g, biorę dwie. Latem jej wersja z krótkim rękawem jest niezastąpiona przy upałach. Jedyną jej wada jest to, że stosunkowo łatwo się rwie.  Porwałam jedną przedzierając się przez jeżyny. Zacerowałam i będę ją nosić dalej, ale lojalnie uprzedzam, nie jest wieczna. Jest za to wełniana, rozłoży się szybko, nie powodując większych szkód (tej wełenki już niestety nie mamy -maj 2016). W upały doskonale sprawdza się len.  Mocniejsza i grubsza jest nasza nowa wełna– latem doskonała druga warstwa- zimą ciepła bielizna.

dużo śniegu w czerwcu, Pireneje
dużo śniegu w czerwcu, Pireneje

Ogromną zaletą Power Stretch’u jest to, że nawet kiedy wierzchnie ubranie przemoknie (a jak dotąd nie udało mi się kupić nieprzemakającej kurtki z Goretex’u, powerstretchowa bielizna nawet mokra utrzymuje ciało suche i ciepłe. Podobnie działa wełna, a oba materiały doskonale współpracują.

W środku bezludnych gór, po kilku dniach deszczu, to może być problem życia i śmierci. Wiele osób zamarzło w górach nawet przy dodatnich temperaturach. Wiatr i wilgoć bardzo wychładzają. Warto wziąć ze sobą komplet ciepłej bielizny, dla zasady. Na ciężkie czasy najlepiej Power Stretch Pro. Koszulka i legginsy  ważą razem tylko 450gram, mieszczą się w każdym nawet malutkim plecaczku. Znajomym, którzy wybrali się na jednodniowy trekking w Nowej Zelandii i utknęli na klika godzin uratowały kiedyś życie, pewnie nie tylko im, ale oni zadzwonili, żeby mi o tym powiedzieć.

Na ścianie mamy kolekcję kartek z podziękowaniami i pozdrowieniami od zadowolonych użytkowników. Miło nam, lubimy je.

Poza bielizną, która uważam za najważniejszy element górskiego ubrania, to co jest na zewnątrz ma znacznie mniejszy wpływ na samopoczucie i bezpieczeństwo, zabieram zwykle kwarkową kurtkę z highloftu. Jest znacznie cieplejsza niż tradycyjne polary, a waży tylko 400 gram Lubię też naszą kurtkę z windpro, jest w ofercie na zamówienie,  jeżeli nie pada, a wieje (są miejsca gdzie nigdy nie przestaje wiać np Korsyka czy Majorka) sprawdza się znacznie lepiej niż goretex założony na polar. Cokolwiek by nie napisano o oddychaniu takiego zestawu zawsze się w nim pocę, dodatkowo denerwuje mnie dźwięk wydawany przez nieprzemakalne kurtki. Szeleszczą. Zakładam je tylko jeżeli muszę.

Ze względu na to, że moja ostatnia goreteksowa kurtka ciekła przetestowałam  zestaw złożony z wiatrówki i taniego nieprzemakalnego płaszczyka- pelerynki z wielkim garbem do założenia na plecak. Płaszczyk kosztował 10 razy mniej niż porządna oddychająca, nieprzemakalna  kurtka, ważył mniej niż połowę i po tygodniu ciągłej mżawki…. odkryłam, że sprawdza się lepiej. Wilgoć z potu, która zbierała się w rękawach nie moczyła za bardzo ani wiatrówki ani powerstretchu (teraz noszę kwarkową wiatrówkę- Costabonę maj 2016)

Ja się mało pocę i nie wiem czy jest to uniwersalna prawda, ale warto spróbować.

Nawiasem mówiąc, wiele pięknych, mocno reklamowanych gadżetów do chodzenia po górach w praktyce okazuje się niewiele wartych lub zbędnych. Przemakają nie tylko ubrania i buty, ale też ochraniacze i plecaki. Jedyną rzeczą (oprócz naszego wodoszczelnego worka, niestety jest za ciężki w góry), która trwale zabezpieczy zawartość plecaka przed wodą, mało waży i nie zajmuje miejsca jest zwykła foliowa torba. Warto włożyć do niej zapasową powerstrechową bieliznę, “na czarną godzinę”. Wprawdzie mokra też jest ciepła… ale przyjemniej jest założyć suchą :)

 

 

Dlaczego nie chcę mieć dużej firmy

Nie chcę tu zachwalać kwarkowych wyrobów. Nie muszę. Gdyby nie były dobre, nie bylibyśmy największym polskim odbiorcą powerstretchu, o aquashelu , którego oprócz nas nie kupuje chyba w ogóle nikt, nie wspominając. Staramy się, żeby to co robimy było jak najlepsze. Naprawdę nam na tym zależy. To my wprowadziliśmy bieliznę z powerstretchu na rynek, jako pierwsi na świecie robiąc z niego „first layer”, chociaż być może teraz w branży nie został już nikt, kto mógłby o tym pamiętać. To były szalone czasy i wierzcie lub nie, niejedna osoba nas wtedy wyśmiała. To przeszłość, tak tylko czasem przychodzi mi na myśl.

Chciałabym tylko wyjaśnić dlaczego nie chcę mieć dużej firmy.

Cóż, jakby na to nie spojrzeć…Duża firma to straszna pułapka. Musi robić rzeczy, których sprzedaje się dużo. Setkom i tysiącom klientów, a nie jest ich przecież nieskończenie wiele. Musi, inaczej zginie. Zwyczajnie nie stać jej na robienie produktów, których życie trwa zbyt długo. Na przykład  koszulki, które nosi się 10 lat (moja najstarsza ma 14 i gdyby trochę nie wyblakła byłaby wciąż dobra). Klient dużej firmy musi wracać i co rok, dwa kupować coś nowego. Jak to się robi?

Jedna stosunkowo niegroźna, chociaż trochę szkodliwa dla środowiska metoda, to cały czas promować nowości. Wspomagając to PR-em z gatunku: musisz być modny, teraz nosimy do wyboru: długie, krótkie, haftowane w smoki czy różowe… namawia się ludzi do ciągłej wymiany garderoby. To stare, niemodne, z zeszłego sezonu idzie sobie na śmietnik … i tam kontynuuje tysiącletni żywot plastiku. Nowe nakręca koniunkturę, produkuje nowe miejsca pracy (zwykle w Chinach), odświeża nasz wizerunek, zapewnia komfort i bezpieczeństwo… wybierzcie sobie co chcecie z jakiejkolwiek reklamy.

Pół biedy gdybyśmy jako nowości dostawali naprawdę istotne rozwiązania technologiczne i nowoczesne materiały… niestety rewolucja, która dokonała się w tkaninach i dzianinach kilkanaście lat temu, stanęła w miejscu i teraz nowe są już tylko nazwy, może z wyjątkiem softsheli, chociaż, winbloc i aquashell mamy już przecież od ponad 16 lat.

Drugi pomysł, niestety już mniej chwalebny i raczej zwykle schowany w cieniu… to rzeczy które wprawdzie są tańsze, ale za to ich trwałość zwykle nie przekracza sezonu. Co szkodzi, skoro większość użytkowników zakłada takie ubrania tylko na kilka dni w roku. Tyle wytrzymają. Jeśli duża firma ma znaną markę, a to się często zdarza (jak nie ma, może sobie przecież kupić) te mało trwałe, ale za to ładnie opakowane rzeczy mogą nawet nie być tańsze… po co, są przecież markowe :)

Reasumując, cieszę się, że nie mamy dużej firmy. Możemy sobie w spokoju i błogim zadowoleniu, siedząc w lesie, produkować tak dobre rzeczy jak tylko umiemy. Tak trwałe jak się da. Pozbawione niepotrzebnych ozdóbek i co roku nowych detali, ba mogą być nawet bez hafcików. Bez czegokolwiek co w praniu, podczas długich (bo na to liczę) lat użytkowania nie okaże się tak samo trwałe, jak świetny materiał. Możemy się skoncentrować na tym co ma istotne znaczenie dla użytkownika. Na zminimalizowaniu wagi, doskonałym, dostosowanym do aktywności ruchowej kroju, kontroli jakości, obejmującej każdą sztukę. Na dobrym rzemiośle. Możemy sobie w spokoju, chociaż w biznesowym świecie nie jest to modne, produkować rzeczy w Polsce, a nawet o zgrozo u siebie w firmie.

Możemy, jesteśmy wystarczająco mali.