Wędrówka w czasach zarazy. Dziennik.

25 maja. Wróciłam do domu :). Nie mam kwarantanny, po drodze prawie nie widziałam ludzi, ale troszkę posiedzę dla pewności. Zgrywam zdjęcia. Wspomnienia wyglądają teraz jak kłębek, splątana linka pełna supłów i przetarć. Muszę usiąść i rozwinąć to krok po kroku. Znaleźć początek i koniec. Znaleźć sens. Już się cieszę :)

Dziękuję wszystkim, którzy wzięli udział w tej podróży. Mężowi- za to, że dźwignął cały ciężar prowadzenia Kwarka podczas pandemii, Jose Antonio za 69 dni razem, Darkowi Fedorowi za publikowanie moich wiadomości na facebooku Magazynu Kontynenty (to było źródło informacji dla przyjaciół i rodziny), Edwardowi Krzyżakowi za prognozy pogody, i Agnieszce Dziadek (Leśnej) za wiadomości i mapy. Też wszystkim spotkanym po drodze, Rogerowi z Jakvicku, Viktorowi ze Slusfoss, Annie z Gaddede, Adamowi, Danielowi i Darkowi (ze Sztokholmu) za zorganizowanie mojego powrotu- perfekcyjne! Erykowi za odbiór z Gdańska. Romanowi za wyprawowy wór i plecak dla Jose.

I Wam wszystkim za komentarze i wsparcie. Pim, Michale, Barsusie, Ewo, J, Adamie, Macieju, Aniu, Olgo, Patrycjo, Butoldzie, Mario i Gosiu, Jarku… Dziękuję, że byliście ze mną!

24 maja. Nynashamn. Daniel odwiózł mnie na kemping. Prawie przy promie. Mam bilet na jutro. Wawel stoi już w porcie, ale dzisiaj niestety nie płynie. Przez ostatnie 3 dni jechaliśmy przez Dalarnę. Biwakowaliśmy w wiatkach. Chodziliśmy po lesie. Zjadłam chyba ze 3 szczupaki :).

Ta niska, leśna Szwecja też jest piękna, ale trudno mi po niej chodzić w śniegowcach. Ciężko nieść dwuosobowy zimowy namiot. Wielki gar. To temat na kolejny raz. Na pewno wrócę.

22 maja. Trudno wytłumaczyć to co się wydarzyło w ciągu ostatnich dni. Korzystając z wifi udostępnionego przez obserwatorów niedźwiedzi wyszukałam w necie jakieś połączenia. Autobus do Mora. Dzień czekania. Doba w pociągu do Ystad. 6 przesiadek. Wszystko to mętne. Nie byłam pewna czy dobrze rozumiem. Ponieważ Adam proponował pomoc napisałam. -Jestem śpiący-odpisał od razu. -Rano coś wymyślę. I tak zrobił. Jego koledzy byli w górach bardzo blisko. Wycofywali się z powodu roztopów. Odebrali mnie z parkingu w Grovelsjon. Jedziemy na południe. Zwiedzamy. Wczoraj biwakowaliśmy w wiatce koło Mora. Dzisiaj w parku narodowym Farnebofjarden. Jest piękna wiosna. Takie to dziwne…

20 maja. Bałam się rezerwatu Rogen. Skalisty i niewysoki, a śniegu z dnia na dzień coraz mniej. Niepotrzebnie. Przeszłam. Były fragmenty bez śniegu. Pulka wskoczyła mi raz do rzeczki. Było bagno. Ale byli też ludzie- hodowcy reniferów i od nich dowiedziałam się jak iść po jeziorach. Piesza ścieżka dokopała mi pierwszego dnia. Dalej podobno już nieprzechodnia. Wczoraj przejechałam jeziorami chyba ze 3okm. Bardzo szybko. Dzisiaj już tylko krótki kawałek. Lasem. Na fragmentach pieszo, bez nart. Nie dało się. Renifery wydeptały w śniegu rów. Jest ciepło. Łamią się śnieżne mostki. A las tu piękny. Dziki. Stare sosny na skałach. Jeziora. Chciałabym zobaczyć to kiedyś latem. Został mi na jutro ostatni grzbiet. Jeszcze biały. Za nim skończy się śnieg. Wiem o tym od pary, którą przed chwilą spotkałam. Monitorują aktywność niedźwiedzi.

Długo myślałam co teraz zrobić. Żal mi. Chciałabym nadal wędrować. Ale zdecydowałam, że wracam. Że już czas. Inaczej będzie mi jeszcze trudniej. Od lat zazdrościłam ludziom, którzy wędrują miesiącami. Ale wiele nas różni. Oni najczęściej mają przed sobą cel. Zdobywają i koniec nie jest dylematem. Ja mogłabym tak iść bez końca. Już to wiem.

18 maja. Miałam wczoraj piękny dzień. Brnęłam na podejściu i zatrzymał się skuter. Pierwszy jaki widziałam od kwietnia.- Jadę popatrzeć gdzie poszły renifery. Wsiadasz?. Przez kilka godzin jeździliśmy po górach. Tych, które mnie zatrzymały w schronisku kilka dni temu- bo widok!. A które potem minęłam niepostrzeżenie we mgle. Śledziliśmy rosomaka. Oglądaliśmy przez lornetkę świeżo urodzone cielęta. Wieczorem przeszłam szosę we Fjallnas. Siedzę teraz na granicy Rezerwatu Rogen. Smaruję narty. Nie wiem czy będzie tu sieć. Pogoda ma być dobra. Jest pięknie.

17 maja. Klinken. Mogłam wczoraj pójść jeszcze kawał, ale byłam śpiąca. Do tego tu jestem nad rzeką mam wodę, a od kilku dni piłam topiony śnieg. Od 5 maja nie wolno już jeździć skuterem. Szlak nieprzetarty. Na zmianę kopny śnieg i wywiany lód. Słaba widoczność. I pomimo tego udają mi się długie zjazdy. Lawiruję pomiedzy płatami lodu, omijam kamienie, wczoraj zjechałam kilkaset metrów lasem. Wśród drzew. Pulka, na którą tak narzekał Jose (ta ciężka, najstarsza) idzie idealnie. Podobnie narty- przecież bez krawędzi. Podobają mi się te góry. Pomimo męczacych podejść.

16 maja. Lubię małe schroniska. Te 3 wielkie (fjallstation) przerażały. Pociągnięto do nich prąd. Krajobraz szpeciły słupy i druty. Do tego chaotycznie rozrzucone budynki. Nawet znalezienie zimowego schronu to był problem. Nie wiadomo, które drzwi odkopać. Wczoraj wieczorem nie miałam tego problemu. Faltjagarstugan ma jedne. Doszłam tu wcześnie. Przejaśniło się. Pojawiły się widoki na góry. Przez ostatnie dni niewiele widziałam więc zostałam. Fajnie by było sobie tu dłużej pomieszkać.

powyżej był cennik na jedzenie. Zostały tylko makaron i ziemniaki. Słoik na pieniądze pusty.

15 maja. Schronisko Helags. Zasypane. Z trudem znalazłam wczoraj drzwi do sali zimowej. Nie ma kuchenki. Wieje, niesie tumany śniegu. Nocą odkopywałam drzwi. Czekam troszkę, bo pogoda ma się chyba poprawić. Idę cały czas wysoko 1000- 900 metrów, a pomimo tego miejscami śnieg już wywiany. Raj dla reniferów. Widziałam wczoraj z kilkaset sztuk. Mają już młode.

14 maja.9.30. Przed chwilką dotarłam do schroniska Sylarna. Spałam w schronie Gamla Sylan 2 km niżej. Dopadła mnie śnieżyca i nie chciało mi się z nią walczyć. Trochę szkoda. Schronisko ogrzewane z kuchnią na prąd. Z zasięgiem. A schron ratunkowy. Nie paliłam, bo drewno do użycia tylko w trudnych sytuacjach, a mi nic nie było. Po prostu padał śnieg. Dzisiaj lepsza pogoda. Zimno, wietrznie. Słonecznie.

12 maja. Blahmmarens fjallstation. Kierowca autobusu wysadził mnie przy odejściu szlaku Sodra Kungsleden. Proponował też inne miejsca. Padał śnieg. Droga była biała chociaż oczyszczono ją rano. Byłam jedynym pasażerem do Storien. Kierowca narzekał, że zima taka długa, pogoda jak na początku kwietnia. Proponował, że podwiezie mnie na stację kolejową. Że ogrzewana z toaletą i nie ma policji. Ale było mi szkoda dnia. Pomyślałam, że dojdę do wiatki nad rzeką i rzeczywiście doszłam, o 9- tej w śnieżycy. Było pięknie, ale szło się trudno. Śnieg głęboki, świeży i ciężki. Lepił się do nart i do pulki. Wiatka śliczna, cała zasypana. Spałam (bardzo wygodnie) w pustym na szczęście śmietniku. Po przekątnej, bo był nieco za krótki. Leśna wspominała o jakimś schronie, w którym się pewnie nie zmieszczę i zastanawiałam się nawet czy to ten…

Rano nadal padało. Grzebałam się. Próbowałam nasmarować pulki w międzyczasie poprawiła się pogoda. Kolejne dwie zawieje przeczekałam w ratunkowym schronie. Trzecia dopadła mnie tuż przed schroniskiem. Kompletny white out. Szlakowe krzyże pod śniegiem. Dobrze, że mam Sodra Kungsleden w nawigacji. Schronisko zasypane po dach. Obrośnięte soplami. Są ukośne! Sala zimowa ogrzewana kaloryferem. Jest pełny zasięg i prąd. Nie ma kuchni. Leżę sobie teraz w mięciutkim łóżku i topię śnieg na grzejniku…Z niezbyt porywającym skutkiem:).

Jose doleciał do Madrytu. Lufthansa zgubiła jego bagaż. Śpiwory i kurtka Robertsa i skóry z reniferów zapakowane w pożyczony wór Romana Werdona, który był z nim na wyprawach prowadzonych przez Zawadę. Przeżyliśmy chwilę grozy. Na szczęście już to znaleźli. Mają odesłać

10maja. Rotvattnet. Cały dzień grzebaliśmy w necie. Jose kupił bilet do Madrytu. Jedziemy razem do Ostersund. Jose ma stamtąd pociąg do Sztokholmu ja spróbuję się dostać do Storlien. Tam też chyba powinien być śnieg. Jeszcze szukam…Miałabym z 10 dni w pięknych miejscach ze szlakami i ze schronami. Schroniska są zamknięte, ale pewnie będą tam ludzie. Potem nie wiem. Może ktoś z Was ma pomysł jak pozbyć się nart ? (nie wyrzucę, a przesyłka byłaby bardzo droga -tylko kurier). Chciałabym w miarę możliwości dojść do Sarna. Jest stamtąd połączenie do Ystad. Prawie do domu.

Jose jest już spakowany. Najpierw odkręcił wiązania i wyrzucił narty- bo transport Lufthansą niemożliwy. A narty poszarpane nie do naprawy. Potem kupił 4 skóry z renifera…mówi, że będzie na nich leżał. Na pamiątkę. Idziemy na steki z renifera. Raz na koniec :).

9 maja. Rorvattnet. Przeszliśmy przez piękne pasmo gór. Na wysokości ok 800 metrów były wielometrowe zaspy, ale w dolinach jest już wiosennie. Zielono. Droga gdzie nas podwiozła Anna doprowadziła nas na jakieś 500 metrów npm i się skończyła. Użytkowały ją głównie niedźwiedzie. Brnęliśmy dalej lasem po dziurach wydeptanych przez łosie. Wieczorem dla lepszego samopoczucia rozpaliliśmy przy namiocie ognisko. Padał deszcz. Rano śnieg nieco stwardniał. Zaplanowałam trasę na 3km. Gdyby nie cudownie odnaleziony ślad skutera poprzestalibyśmy na 1,5. Prędkość 50 m na godzinę. Resztki śniegu, strumienie. Powywracane drzewa, świerkowy gąszcz. Jose zarwał jeden śnieżny most. Z drugiego spadła jego pulka. Bezradnie patrzyliśmy jak się zanurza… pod wieczór wywrócił się w bagnie. Zdjął narty i się pogrążył. Nie chciał rozwieszać rzeczy na biwaku. Suszyliśmy je dopiero następnego dnia w lapońskiej chatce. I następnego dnia znów- bo przemokliśmy. Była mgła. Kompletny white out. Znów padał deszcz nie śnieg. Dopiero wieczorem odkryliśmy, że telefon Jose nie działa. Dziwne, bo nie był bardzo mokry. Zeszliśmy prawie do Vatsjobyn i znów utknęliśmy na drodze. Odebrał nas pan z kempingu. Jose musi wracać do pracy pod koniec maja. Myślimy co robić. Każda dolina to niewiadoma i problem. Góry dla odmiany są chyba jeszcze piękniejsze niż zimą.

5 maja. Zrobiliśmy wózek do pulki z desek i rurek od namiotu. Ruszamy na południe. Anna z kempingu podrzuci nas w miejsce gdzie może być śnieg. Postaramy się trzymać wysoko. Idziemy w stronę Are. Bez szlaków i bez chatek. To nie są turystyczne tereny. Ciekawi jesteśmy co tu jest. Na mapie sporo reniferowych zagród i domki hodowców. Nie wiem czy będzie sieć. Pewnie dopiero przy szosie za kilka dni.

3 maja. Gaddede. Cywilizacja to czasem straszny problem. Mieliśmy wczoraj upiorny dzień. Schodziliśmy z gór bez widoczności. Mgła totalny white out. Chociaż zawsze wiem gdzie jest północ pogubiłam się. Miałam wrażenie, że chodzimy w kółko i 10 km do miasteczka zajęło prawie cały dzień. Przez telefon zarezerwowałam hotel. Recepcjonistka zapewniała, że da się tam dojść na nartach, ale śnieg skończył się 2 km przed wsią. Zadzwoniłam spytałam o drogę potem o numer taksówki. -Idźcie do diabła-wściekło się babsko- kasuję waszą rezerwacje zabieracie za dużo personalnej energii! Byłam załamana. Sami wiecie prysznic, pranie… Idźcie na kemping- poradził chłopak- biegł drogą. Widzę samochód właścicielki. Może otworzy. Byliśmy szczęśliwi kiedy dostaliśmy klucz. Starsza pani wróciła do łóżka. Była w szlafroku, ale klucz pasował tylko do budki z narzędziami. Zanim się tam zainstalowaliśmy (nie udało nam się ponownie dobudzić właścicielki) nadjechała młoda dziewczyna i dostaliśmy wspaniały domek. Zostaliśmy na kolejny dzień. Dostaliśmy mapy. Panie pomogły nam zdobyć kółka do pulki. Mam wrażenie, że brała w tym udział cała wieś. Teraz myślimy jak je przykręcić. W górach są całe metry śniegu. Ale doliny sięgają 200 m i tu już tylko ostatnie placki. Jezioro przy Gaddede jest całe wolne od lodu. Bardzo to dziwnie wygląda tyle wody…

1 maja. Przeszliśmy przez Borgafjallet i Jose zachciało się iść po jeziorach. Mokra ciapa, która się na nich utworzyła w zeszłym tygodniu zamarzła. Jedzie się teraz jak po torze. 6- 7 km na godzinę pomimo ciężkich pulek. Spokojnie. Przyjemnie. Przy dobrej pogodzie robimy 30km dziennie. Ale dzisiaj tylko 5 świerkowym lasem bez szlaku. Strasznie ciężko. Pada śnieg. Lepi się upiornie do nart. Moje naprawy nie utrzymały się. Wczoraj wyciągnęłam dwie stale odpadające krawędzie. Dzisiaj wysunęła się trzecia. Udało się tylko klejenie kaloszy. Rosyjski klej o nazwie płynna guma trzyma jak trzeba. Jesteśmy 29 km od Gaddede.

24 kwietnia. Marsfjallet. Obudziły się niedźwiedzie!

23 kwietnia. Idziemy lasami, wzdłuż rzeczek, może ciągami bagien. Las świerkowo-sosnowy. Sporo tu skał. Sporo jezior. Od kilku dni jest ciepło. Na jeziorach topi się śnieg. Lód błękitnieje. Widać pęknięcia. Jest słonecznie. Bardzo pięknie. Wczoraj pierwszy raz siedliśmy na gołej ziemi. Borówki, bażyny, mech. Ucieszyły nas. Nocami śpiewają ptaki. To dla nas nowe bo wcześniej tylko huczał wiatr.

21 kwietnia. W Dikanas jest sklep z narzędziami. Był zamkniety, ale udało się dodzwonić do sprzedawczyni. Przyjechała i otworzyła. Skleiliśmy narty poliuretanem. Wyglądają paskudnie ale to bez znaczenia. Byle trzymało. Pójdziemy lasami. Wiem, że tak stale mówimy, a potem niesie nas w wyższe góry, ale teraz jest ważny powód. Odnowiło się stare odmrożenie. To z Rastigajsy. Zagapiłam się było ciepło. Posmarowałam tylko kremem od słońca. Mam teraz bąble na obu policzkach. Będę zaklejać, postaram się nie wystawiać na wiatr. Idziemy do Saxnas. Potem do Borgafjall. Żal mi zostawiać z boku Marsfjallet, ale trudno. Może go będzie widać.

20 kwietnia. Kilka kilometrów do Dikanas. Śpimy w chatce z 1903 roku. Razem z tłustą myszą. Chatka jak z bajki darń na dachu ściany z bali i prycza, na środku palenisko. Wczoraj przeszliśmy przez Gardfjellet. Wiało, ale śnieg osiadł i wiatr już nie niesie tumanów. Jest ciepło czuć wiosnę. Nasze narciarskie naprawy rozpadły się na ostrym zjeździe, ale tylko w połowie. Skleiliśmy ponownie. Idziemy do Dikanas bo tam sklep. Jose mówi, że albo mięso albo wraca do domu :). Mi łatwiej policzyłam, że od początku wędrówki zjadłam prawie 10 kg płatków owsianych!

17 kwietnia. Zaczynam nowy wpis. Idziemy. Tak długo aż się da. Aż rozpadnie się sprzęt, stopi śnieg albo aż otworzą granice. Tu na północy Szwecji żyje się prawie normalnie. Widujemy ludzi na skuterach. Trzymają dystans, ale bez paniki. Nikt nie nosi masek. W sklepach czasem gdzieś stoi żel. Nocujemy dzisiaj u chłopaka przypadkiem spotkanego na szlaku. Pomógł nam przykleić krawędzie nart. Naprawa w serwisie w Tarnaby wytrzymała tylko 20 km. Dzisiaj odkleiły się też w nartach Jose. Szliśmy skuterowymi szlakami, a na nich wybój za wybojem. To chyba to.

Za Tarnaby wróciliśmy troszkę na północ żeby obejrzeć resztę parku narodowego Vindelfjallen. Biwak w namiocie, chatka wiatka, znów namiot i ostatnia chatka w tym parku. Śnieg topi się na potęgę. Wczoraj nałapaliśmy kilka wiader z tego co skapywało z dachu. Wykąpałam się zrobiłam pranie i nagle łup. Zjechała cała pokrywa.

W górach jest sieć, ale bardzo słaba. Nie otwierają mi się strony. Nie widzę facebooka czy bloga. Działa whatsapp. Edward przysyła mi prognozy pogody. Wysyłam też krótkie teksty do Darka Fedora. Publikuje je na facebooku Kontynenentów https://www.facebook.com/400069423367364/posts/3903547369686201/

Jose ma wielkie dziury w butach. Może w Dikanas będą kalosze. To w poniedziałek. Idziemy lasami. To rezerwaty, pierwotna europejska tajga. Piękna. Wyżej w górach wieje i mamy już tego wiatru dość.

6264 Razem 3 Dzisiaj
Share

61 myśli w temacie “Wędrówka w czasach zarazy. Dziennik.”

  1. Chciałabym Wam jakoś pomóc, ale ani map nie wydrukuję, bo się na tym nie znam, ani nic nie doradze
    bo nigdy tam nie byłam. Jedyne co mogę, oprócz trzymania kciuków, to wspomóc Was finansowo. Gdybyście więc potrzebowali pieniędzy to dajcie proszę znać. Nie byłaby to może jakaś ogromna kwota ale z przyjemnością dołożyłbym się do Waszej eskapady. Bo ja mam przyjemność z czytania a Wy co macie? Zepsuty sprzęt i odmrożony policzek😉? Spokojnego wędrowania.

    1. Ewo wielkie dzięki. Nie potrzebujemy pieniędzy. Na razie nam wystarcza co mamy. Jeśli chcesz pomóc myśl też ciepło o Kwarku. Opiszę to wszystko dokładnie po powrocie na razie to tylko krótkie info. Miło mi że czytasz i że jest z tego jakaś przyjemność :)

  2. Ten domek z tłustą myszą to można powiedzieć kurna chata. 😉
    A o kwarku myślimy jak najbardziej ciepło. Ja nawet sprawiłem sobie pierwszego kwarkowego power stretcha . 🤯😀 Mam wełniane koszulki, mam dwie wiatrówki, ale ciepłej bluzy jeszcze nie miałem. Doszedłem do wniosku, że to najlepszy czas na zaopatrzenie się w takową.

      1. Trzymamy kciuki, myślimy o Kwarku… Sami mamy, to pewnie będzie na prezent… Tyle tego myślenia o wszystkim ostanio, że się zmarcha dookoła głowy robi. Dobrze, że można zapaść w las… Choćby i mały, choćby pod wielkim miastem i choćby na chwilę…

        1. Bardzo się ucieszyłam jak Lidka napisała mi wczoraj, że pozwolili na las. Patrząc stąd świat wygląda przerażająco, jak u Orwella. Aż się boję myśleć jak to się skończy. Trzymajcie się i wielkie dzięki!

          1. Najgorsza jest ta kwarantanna bo jest uciążliwa. jednak ze świata płyną coraz ciekawsze i coraz bardziej optymistyczne wieści na temat rzeczywistej zjadliwości tej choroby. Naukowcy ze Stanów i Holandii donoszą że jest związek pomiędzy szczepieniem na grypę a tym jak ciężko przechodzi się koronawirus. Chodzi o to że ludzie zaszczepieni przechodzą go znacznie ciężej niezależnie od tego czy są w grupie wiekowej stwarzającej ryzyko. dodatkowo przesiewowe badania robione na wyrywki niezależnie od objawu pokazują że znacznie więcej osób przechodzi go bezobjawowo lub skąpoobjawowa bez większego zagrożenia życia. jednak na to trzeba było czasu i wychodzi to dopiero gdy robi się badania na wyrywki a nie tylko osobom które zgłaszają charakterystyczne objawy. 👍
            Nie piszę tego jako propagandy tylko jako odrobinę optymizmu w tym całym szaleństwie. Natomiast Wielki brat chętnie wykorzystuje tę sytuację do nadmiernego monitoringu.🤯

          2. Dzięki za dobre wieści. Obyśmy wyszli z tego szaleństwa jak najszybciej. Wielki brat jak również równi i równiejsi przerażają mnie bardziej niż ewentualna kwarantanna. Idzie kryzys. Pokusa władzy absolutnej na pewno dręczy niejednego polityka. Tak naprawdę to bardzo niebezpieczna sytuacja. Do tego globalna.

  3. Ciekawe czy ktoś kiedyś nakręci o tej wędrówce film? Zwykła coroczna eskapada, która zamieniła się w (przygodę życia). Dwoje wędrowców zmuszonych przez epidemię do błąkania się bez celu po szwedzkiej dziczy…
    A może chociaż napiszesz Kasiu prócz relacji na blogu książkę opisującą tę drogę? Niebawem stuknie wam dwa miesiące tego drałowania.
    Mniejsza o to, byle szczęśliwie dojść do celu, gdziekolwiek on jest…

    1. :). Pewnie napiszę. To rzeczywiście niezła historia. A co do celu… to bardzo ciekawe kiedy go nie ma. Inaczej się widzi drogę. Inna strona czasoprzestrzeni.
      Dzicz wspaniała nie spodziewałam się. Podobaloby Ci się tu. I Leśnej.

    2. Kasiu! Pozdrowienia z okazji święta majowego! Gdzie jesteście? Czy wszystko w porzątku?
      Z koronawirusem jest tak, że po majowym weekendzie zaczyna się luzowanie, ale dalej ruch graniczny zminimalizowany. Czytałem informację, że Lufthansa utrzymuje maksyalnie zminimalizowane połączenia (Jose).
      U nas korki na zakopiance, bo ludzie runęli w Tatry jak gdyby nic. Ciekawe jak to się skończy?
      Pozdrowienia

      1. Hej. Wszystko w porządku. Jose czeka czy przedlużą stan wyjątkowy. Teraz jest do 11 maja. Jeśli go zlikwidują będzie musiał wrócić do pracy. Nie mamy pojęcia jak. Tu u nas bardzo zimowo. Biało. Spadł świeży śnieg. Mamy mało wiadomości ze świata. To wszystko co się teraz dzieje wydaje się nam bardzo dziwne. Nieprawdopodobne wręcz. Pozdrowienia!

        1. Kasia! Zapowiedzi w PL też były o otwieraniu granic od 11.05. Ale nikt w to nie wierzy. LOT do końca maja zawiesił połączenia. Podobno Lufthansa podstawowe połączenia utrzymuje? Linie promowe do Szwecji działają, są ograniczenia, ale dla Ciebie jest to opcja.
          Co by nie zrobić, cały czas obowiązuje kwarantanna. Więc o ile w Szwecji, czy Norwegii nie „wpadniecie” , to na granicy z PL czy H będzie.

          1. Strasznie to zagmatwane, a my tu mamy mało wiadomości. Gdybyście coś wiedzieli piszcie. W Hiszpanii też kwarantanna?

  4. Nie wiem, jak to wygląda w kierunku Hiszpanii, ale w PL linie lotnicze Wizz, LOT przymierzają się do wznowienia połączeń jeszcze w maju. Pożyjemy, zobaczymy… Domyślam się jednak, że „wąskim gardłem” Waszego powrotu jest sytuacja Josego, do Polski jednak bliżej i łatwiej. Chyba nawet promy do Szwecji kursują (!), tylko mniej i ludzi wożą w jedną stronę, bo do Szwecji można wjechać, a do PL nie bardzo. Tak zrozumiałem info na stronie Polferries. Odyseja Północy jeszcze się Wam przedłuży. Pewnie dotrzecie do Sylarny w tym tempie albo i dalej. Uważajcie na tych jeziorach, bo mogą zacząć rozmarzać lada dzień i na lodzie zrobi się ryzykownie. Szczęśliwej drogi do Itaki!

    1. Aktualizacja: LOT zamknięty do 31 maja, WIZZ gdzieś tam nawet lata (nie wiem co z kierunkiem szwedzkim, gdzieś w połowie maja mają rozkręcać połączenia). Ryan hibernuje do końca czerwca, Norwegian też leży i kwiczy (nie pomnę, jak długo, ale ma być restrukturyzacja, bo prawie bankrutowali przed koroną). Lufa lata tu i ówdzie na mała skalę. W Hiszpanii sytuacja zaczyna się stabilizować (spadek zachorowań), zaczynają odmrażać kraj, nie znam szczegółów. W PL ustabilizował się dzienny przyrost zachorowań, znoszone niektóre restrykcje, ale to jeszcze nie przełom. Niektóre kraje w maju otworzą granice, ale zasady różne i jeszcze mało wiadomo. To dotyczy m. in. Francji (ew. punkt etapowy dla Jose?). Dobra sytuacja jest w Czechach i na Słowacji, podobnie Austria -może da się niedługo wracać tamtędy. Węgry otwieraja zaraz granicę dla podróży służbowych/biznesowych, ale tylko dla obywateli kilku krajów (PL tak, ES nie), wspominam ze względu na ew. siatkę połączeń Wizz-a…
      Za Are będziecie mieli masyw Sylarna – dość wysoko, tam pewnie śnieg ciut dłużej poleży, ale teraz przed Wami niskie tereny. Trzymam kciuki za kółka. A podobno koło tylko raz wynaleziono :P

      1. Hej. Jose będzie musiał wrócić po 20 tym maja. Ze względu na pracę. Schodzimy właśnie do Vatsjobyn z zamiarem kupienia biletu. Ja się zastanawiam. W
        Górach nawet tych niskich jest cala masa śniegu ( tu jest nawet na 400m) ale już nie ma w dolinach i przejścia przez jeziora i rzeki po lodzie są niemożliwe. Bardzo bym chciała zobaczyć Sylarnę. Wiem, że byłeś.

        1. Ja nie, to moi koledzy kiedyś, ale to teraz bez znaczenia, poza tym, że nic bardziej konkretnego nie doradzę w temacie tego rejonu. Z mapy, która pewnie przeglądałaś, wiesz, że jest tam trochę schronów-chatek i co najmniej 2 stacje turystyczne-schroniska, a sam masyw dość wysoki, więc na szlakach będzie pewnie śnieg. Z Duved/Are są pociagi do Ostersundu i dalej, podobnie autobusy, można też nimi wydostać się z Funasdalen. Z innych miejsc niektóre połączenia mogą być bardzo sezonowe. Tu masz tabele z rozkładem:
          https://ltr.se/din-resa/tidtabeller-2/
          A tu siatkę połączeń autobusowych w Jamtland:
          https://ltr.se/wp-content/uploads/2019/04/LTR_Natkarta.pdf
          Loty do i z PL oficjalnie nadal odwołane do 23 czy 24 maja. Nie wiem, skąd dokąd lata w tej sytuacji Wizz. Pewnie „z centrali” na Węgrzech. Z tego co piszesz, będziecie wracać oddzielnie do domów, to na logikę jedyne wyjście. Tak czy siak, trzymajcie się

          1. Hej. Dzięki. Bardzo mi się przyda siatka połączeń. Bez niej trudno się połapać co gdzie jedzie. Tak, wracamy oddzielnie. Jose leci pojutrze ja jadę w stronę Sylarny. Tu też jest trochę śniegu, ale już nie ma przejścia. Norwegia zakazana (i podobno pilnują granicy. Ktoś płacił karę, bo go widzieli z drona). Jeziora rozmarzły. Czyli muszę objechać.
            Jose leci Lufthansą przez Frankfurt. Ja liczę na prom. Stąd to najbliższa droga i najprostsza. Chciałabym przez Goteborg nie przez Sztokholm. Zobaczymy jak wyjdzie. Nie słychać nic o odwołaniu kwarantanny po powrocie?

          2. Mogę tylko potwierdzić, że promy pływają, zarówno z Ystad, jak i z Karlskrony i Nynashamn. Mierzą temperaturę klienta przed wejściem na pokład (z gorączką nie płyniesz) i trzeba mieć maseczkę na twarz. Kwarantanna po przyjeździe do PL zniesiona (od 4.05) tylko wobec osób podróżujących zawodowo/służbowo w celu nauki, za wyjątkiem zawodów medycznych i opieki społecznej. Czyli osoby z wyjazdów prywatnych nadal siedzą 14 dni po powrocie, bez zmian.

  5. Na dziwne czasy lakarstwem może być tylko dziwna wyprawa.
    Klin – klinem ;-)
    Naprawdę liczę, że kiedyś będę mógł o tym poczytać w jakiejś większej, zwartej formie. Z Waszym oddechem.
    A może tak do… Skanii? Przez Bornholm już macie naprawdę niedaleko! To bardzo solidne pulki.
    Trzymajcie się!

    1. I oby się trzymały te cudownie pozyskane kółka do pulek :). Prognoza zapowiada dodatnie temperatury więc czeka nas coraz więcej asfaltów. Dzięki! Mam nadzieję, że uda mi się to dobrze opisać.

      1. Kasia! Odkręć wiązania i narty na śmietnik. To kraje gdzie rocznie kupuje się tysiące nart. Więc recykling mają na pewno przemyślany. A zanim to zrobisz to dokumentacja fotograficzna i do Atomica. 2600-2800 km prawdziwego crosscountry to jak na narty baardzo dużo.
        Uważaj na siebie. W Warszawie postępująca dekoncentracja. Ludzie wylegli na rowery, do parków. ciekawe co działo się nad Zalewem Zegrzyńskim. Tłumy na Babiej Górze. Ciekawe dokąd to doprowadzi?

        1. Szkoda mi tych nart. Są bardzo specyficzne. Szybkie, skrętne. Sprawują się nieźle nawet bez krawędzi. Atomik już ich nie produkuje. Może się uda naprawić? Szkoda mi też pulki. To ta najstarsza, co była na Nordkapp. Teraz sprzedają lekkie, jednorazowe. Tą można ciągać po trawie, błocie. I nie wywraca się tak, jak te wąskie.
          Znów pada śnieg może trochę przybędzie :)

          1. Kasia! W czasach Oppenheima krawędź była przykręconą stalową listwą. Przykręciłabyś nowe. Dziś jest zalaminowana w narcie. Nie mam pomysłu jak to zrobić. Obawiam się, że to jest nie do naprawienia.
            Nart XCD na rynku ostatnio ubyło. Madshus Epohy, Eony, Annuny wyrzucił z oferty. Ale coś znajdziesz dla siebie.
            Sprawdź – nasza znajoma po przyjeździe do Polski odbywa kwarantannę w mieszkaniu w Warszawie, a przyjechała z kierunku wschodniego.
            Nie wykluczone, że dla Ciebie to może być opcja.

    1. Chyba nie. Ja raczej nie wrócę samolotem. Wolałabym się dostać na prom z Ystad. Najchętniej bez przesiadki w Sztokholmie. Samoloty latają do Warszawy to strasznie nie po drodze:)

  6. Zgubili bagaż, ponieważ wpadli w paranoję, że jest tak mało. Trudno jest zgubić bagaż jak jest go dużo. Jak jest mało, to nie wiedzą co robić.

    1. Chyba faktycznie trzeba było posiedzieć… teraz przede mną tylko wiatka, a znów wieje w twarz. No nic może się jeszcze trafi przyjazne miejsce:)

  7. Od poniedziałku 18.05 nie ma obowiązku kwarantanny dla osób wracających z zagranicy w celach zawodowych, może przy prowadzeniu firmy da się jakoś udowodnić że to były np. testy sprzętu czy spotkanie z dystrybutorem Kwarka w Szwecji a nie wyjazd turystyczny? Bo dla turystów kwarantanna na razie zostaje.

    „3. Obowiązku [kwarantanny] nie stosuje się w przypadku przekraczania granicy państwowej […]:
    1) w ramach wykonywania czynności zawodowych, służbowych lub zarobkowych w Rzeczypospolitej Polskiej lub w państwie Unii Europejskiej lub Europejskiego Obszaru Gospodarczego (EOG) przez osoby wykonujące te czynności w tych państwach”

    1. i jeszcze jeden podpunkt:

      4. Osoby, o których mowa w ust. 3 pkt 1,[…] przekraczając granicę państwową, są obowiązani udokumentować funkcjonariuszowi Straży Granicznej wykonywanie czynności zawodowych, służbowych lub zarobkowych w państwie Unii Europejskiej lub Europejskiego Obszaru Gospodarczego (EOG) […]

      1. Dzięki! Hmm…. może gdybym doszła do Goteborga… myślisz, że dałoby się przekonać urzędnika, że szłam na spotkanie z dystrybutorem pieszo przez całą Szwecję? ;)
        Albo może jako dziennikarka Kontynentów… bo przecież piszę…
        No nic mam o czym myśleć. Jeszcze raz dzięki!

  8. Kasia! co do łatwości zjeżdżania – jesteś prawie 8 tygodni na nartach non stop, po za tym „najgorsze pierwsze 25 lat, potem z górki” – już trochę tych kilometrów nabiłaś na tych pustkowiach. Wreszcie, wypadnięcie krawędzi uczyniło nartę bardziej mięką…..Krawędź zawsze jest w jakim stopniu elementem usztywniającym. Zrobiła się bardziej skrętna. Pozdrowienia.

  9. Szkoda wyrzucać, ale narty po powrocie powinny pójść na zasłużoną emeryturę. Przeszły tyle, dosłownie i w przenośni, że należałoby znaleźć im jakieś godne miejsce w kąciku z pamiątkami. One już zasłóżyły na odpoczynek po wieczne czasy…

    1. One się nadają tylko do chodzenia. Są niesamowicie brzydkie:). Jako pamiątka odpadają. Nie postawiłabym nigdzie na wierzchu :)

  10. Wasza, Twoja wytrwałość w tej wędrówce jest zadziwiająca. A najbardziej to, że czuć, słychać jaką przyjemność masz z tego cały czas. Pomimo niepogody, problemów sprzętowych i obecnej rzeczywistości, czerpiesz z tego co tu i teraz. I delikatnie dzielisz się tym z nami.

    1. Ewo tu jest naprawdę pięknie. Życzę Wam wszystkich żebyście zobaczyli. Wcale niekoniecznie za koło podbiegunowe i niekoniecznie do Laponii. Tu na południu jest wspaniała dzikośc bez turystów i bez komercji.

  11. Tak dla podtrzymania na duchu: nie wiem, czy zauważyłaś, czy może umknęło to Twojej uwadze w obliczu codziennych spraw związanych z nieplanowaną wędrówką. Otóż rzut oka na mapę w nieco szerszej niż lokalna perspektywie ujawnia ciekawy fakt: Od punktu startu w początkach marca do chwili obecnej pokonałaś już co najmniej połowę długości tego zacnego kraiku, w którym się przemieszczasz. Pół długości Szwecji na nartach przez G. Skandynawskie, nie inaczej! Nie umiem tylko powiedzieć precyzyjnie, czy dokonaliście tego w 100% razem z Jose, czy też ta połówka wypadła Ci już po jego odjeździe, ale przekroczyłaś ją niewątpliwie. Przyjmij zatem gratulacje od anonimowego czytelnika. Twoja długodystansowa przyjaciółka Leśna tym razem może gryźć palce z zazdrości :P ;) :) Dobrego śniegu pod nartami na finiszu tej Odysei i bezpiecznego powrotu do Itaki. Oby sprawy w tej ostatniej też się ułożyły dobrze – również nam wszystkim…

    1. Dzięki. Mam taką składaną na pół mapę Szwecji. I właśnie jestem na zgięciu :) także zauważyłam. Szkoda że kończy się śnieg i już się nie da iść dalej. Przeszłam to zgięcie już sama Jose wrócił za szybko:).

      1. „Od lat lat zazdrościłam ludziom, którzy wędrują miesiącami […] Mogłabym wędrować tak bez końca. Już to wiem”
        Właśnie…
        Tak wsiąkłem swego czasu w bloga Leśnej, a teraz i w Twojego :P
        I czuję to za każdym razem, gdy po paru za krótkich tygodniach wędrówki kończący się urlop zmusza do powrotu, a krajobraz, który nas gościł za chwilę stanie się wspomnieniem.
        Pozdrawiam

        1. Miło mi, że czytałeś. Dzieki. Czasem słucham czyjejś opowieści i na koncu jest- i ucieszyłem się, że to już koniec. Jose też się ucieszył jak kupił bilet do Madrytu. Wrócił do normalnego życia. Byłam ciekawa czy mi też gdzieś się pojawi taki moment, choćby błyśnie, ale nie. Może szłam za krótko:)

  12. Kasiu, to my dziękujemy za dzielenie się z nami Waszymi i później Twoimi dniami. Dla mnie było to, oprócz jak zwykle przyjemności „czytania Ciebie”, jeden ze sposobów ucieczki od nadzwyczaj dziwnej rzeczywistości.
    Dziękuję 😊 i mimo wszystko cieszę się, że dotarłaś szczęśliwie do domu.
    Granice powoli się otwierają, więc można nieśmiało zacząć marzyć o ukochanych górach.

    1. :) te góry, które teraz odkryłam- Szwecja są dostępne, gdyby nie udało się pojechać gdzie indziej to naprawdę dobry kierunek. Piękne miejsca, podobno najpiękniejsze latem. Mam nadzieję, że moje doświadczenia się przydadzą. Gdyby ktoś z Was się tam wybierał piszcie. Nie zdążyłam podać linków do map, adresów sklepów, czy otwartych pomimo wszystko kempingów. Ale oczywiście pamiętam. I to wcale nie jest tak, że najlepsza jest północ. Wszędzie jest pięknie.
      Pięknych planów Olgo!

  13. Kasiu! Jeszcze raz z serca pozdrawiam!
    Piękna około 80 dniowa tura. Dłuższa niż „studenckie wakacje”. Wspaniale!

  14. Wędrować wirtualnie z Tobą/ wami to czysta przyjemność. I w sumie to nie wiem czy to Ty powinnaś dziękować nam, czy może raczej my Tobie.
    Dzięki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.