białe kwiaty- czarne kwiaty

to taka dygresja, skoro i tak już przerwałam wrześniową relację. Czy Wy też robicie własnoręcznie drobne prezenty dla bliskich?

Ja postanowiłam w tym roku wydrukować zdjęcia. W toku przeglądania różnych plików (wszystkie moje filmy są zeskanowane), i rozmyślań jak też będą wyglądały w ramkach, doszłam do wniosku, że najlepsze będą zdjęcia czarno białe. Wydawałoby się,  że są  nieodpowiednie do pokazywania piękna przyrody, a już najmniej nadają się do uchwycenia urody kwiatów. A jednak na wszelki wypadek sprawdziłam i chyba całkiem nie najgorzej wyszło.

Kwiaty są ozdobne same w sobie. Ich uroda odwraca uwagę od fotografii. W czerni i bieli prezentują się dużo skromniej,  ale za to wydają się ważniejsze, głębsze, bardziej interesujące… a może tak mi się tylko wydaje? …Może wyglądają po prostu  inaczej  i to pozwala mi spojrzeć na nie w świeży sposób?  :)

Share

moje fotografowanie

Jakiś czas temu Radek wpisał mi taki komentarz, może teraz  uda mi się na niego odpisać : „Chętnie poczytał bym też o Twoim warsztacie fotograficznym (…)  chętnie poznałbym Twoje zdanie na temat parametrów ulubionego obiektywu, albo jak sobie radzisz ze zdjęciami w deszczu.”

Hmm…zdziwicie się, ale dopiero chcąc odpowiedzieć na to pytanie poszłam obejrzeć swój aparat fotograficzny. To Canon EOS 500. Mam go co najmniej od 17 lat, może już więcej. Nie jest cyfrowy. Wielokrotnie zamókł ( zamokliśmy razem) nie raz już spadł (a parę razy spadliśmy razem). Ma przeciętny obiektyw z zoomem (28-80) i stosunkowo mało rożnych funkcji. Używam trzech.

Noszę filtr UV i polaryzacyjny, nic wymyślnego, nie były drogie. Jeśli są zbyt ciemne,  zdejmuję je. Używam filmów Kodac Color zwykle 200 a czasem 400 ISO. Jadąc w góry zimą, kupuję profesjonalne filmy Portra 400. Ich wadą jest wysoka cena. Czasem fotografuję w czerni i bieli. Filmy i ich wywoływanie nie są tanie, ale mam szczęście przyjaźnić się z prawdziwym fotografem (a ostatnio już nawet z dwoma). Mariusz od lat zachęca mnie do fotografowania na filmach, a potem je niedrogo wywołuje. Nie wiem czy umiałabym zrobić podobne zdjęcia aparatem cyfrowym. Lubię lustrzanki i patrzenie na świat przez obiektyw.

Mam cyfrową lustrzankę Canona (też starą), ale za nią nie przepadam. W góry noszę tylko mój  „prawdziwy” aparat. Jest lekki, a dzięki temu, że ma mało elektroniki, nie szkodzi mu ani deszcz ani wstrząsy. Ma dobry obiektyw, rozumiemy się. To tylko tyle.

Podobno zdjęć nie robią aparaty tylko fotografowie…. ja się do mojego starego aparatu przywiązałam i nie chciałabym go na nic zamieniać.

Jak sobie radzę ze zdjęciami w deszczu? Tak jak i z samym deszczem- moknę. Aparat staram się jak najczęściej chować, a bardzo mokry wycieram (zwykle szalikiem albo rękawem :))

Najtrudniejsze są dla mnie zdjęcia w ciemności, bo mój obiektyw nie jest jasny, a statywu nie noszę. Pomimo to czasem się udają z ziemi albo z jakiegoś płaskiego kamienia. Jeśli nie widzę na nie szansy nie robię. Ogólnie robię kilkanaście klatek dziennie, więc wcale nie dużo… chociaż po 2,5 miesiącach chodzenia po górach trochę się zawsze tego uzbiera.

Fotografując staram się oddać nastrój. Otwieram migawkę tylko wtedy kiedy coś mnie porusza. Starannie (i pewnie bardzo długo) wybieram punkt widzenia (często siadam czasem nawet leżę, czasem muszę się na coś wspiąć). Zdarza mi się opóźniać marsz czekając aż się przesunie jakiś obłoczek. Lubię spać w górach i wstawać przed świtem, żeby załapać światło poranka. Obawiam się, że to raczej nic niezwykłego :)

Share