Monochrome Awards 2016

Dostałam aż 3 wyróżnienia (na 4 zgłoszone zdjęcia:)), więc bardzo się cieszę.

Pierwsze to Korsyka ze stycznia 15-roku. Nie miałam czasu jej wcześniej wysłać. Ostatnie- Pireneje z maja 15– też kiedyś odłożone na później (nawet niepokazane na blogu- nie byłam pewna). Środkowe to Laponia z marca 16– Finlandia dzień drogi przed Norweską granicą. Dodałam linki do tekstów opisujących okoliczności powstania tych fotografii. To były piękne dni.

Galeria wszystkich nagrodzonych w kategorii krajobraz amatorskich prac jest tu 

PS: W piątek 20 stycznia w Tarnowie mam pokaz zdjęć z zeszłorocznej Laponii, to wyróżnione też oczywiście pokażę, ale przy tej okoliczności w kolorze. Zapraszam każdego kto jest blisko i może wpaść!

Centrum Sztuki Mościce, piątek 20 stycznia godzina 18.30

Sztuka Natury

W Centrum Kultury Dwór Artusa w Toruniu trwa wystawa prac nagrodzonych i wyróżnionych w tegorocznym konkursie „Na ścieżkach Natury”. Jest czynna do 30 grudnia. Jeśli ktoś z Was bywa blisko wpadnijcie proszę. Znalazła się tam jedna z moich fotografii zrobiona tego lata na Islandii w Kerlingarfjoll. Powstała podczas nocnego powrotu po nieudanej próbie sforsowanie Hvity, w towarzystwie właśnie wtedy poznanych  Justyny i Grześka.

kerlingarfjoll-fot-kasia-nizinkiewicz

Właściwie jest dość zwykła. Tak tam po prostu jest. Jestem bardzo ciekawa jak to zdjęcie wygląda wydrukowane, także gdybyście je odwiedzali napiszcie proszę co myślicie. Na wystawie znalazło się 31 pieknych przyrodniczych zdjęć.

PS: moja seria zdjęć z Kerlingarfjoll dostała również wyróżnienie w konkursie ND Awards

Czytam Kontynenty

Siedzę sobie pod kocem, lecząc katar, na szczęście tym razem nie sama. Jest ze mną kilkunastu autorów tekstów i zdjęć. Nowy numer Kontynentów ma 162 strony (w tym 9 stron reklam – nie wszystkich całkiem zmarnowanych -koncerty, książki, muzeum… to notka dla Edwarda- uprzedzam pytanie:))

Są tu teksty o górach (Nanga Dream), opowieść o rowerowym wyjeździe do Iranu (Dorota Chojnowska), o drodze do Santiago de Compostella Marka Kamińskiego, łażeniu wśród górskich klasztorów Bhutanu (Bartek Sabela), jest moja narciarska Laponia, poruszające listy Kazimierza Nowaka, który sam jeden przewędrował przez całą Afrykę na rowerze w latach 30-tych, więc już prawie 100 lat temu, w innym świecie, w innych czasach.

Magazyn Kontynenty

Jest też trochę opowieści innego rodzaju- miejsc zwiedzanych łatwiej (bo samochodem), ale obejrzanych i opowiedzianych z sensem. Katarzyna Boni o katastrofie w Fukushimie, Paweł Smoleński o wielbłądach i Beduinach, starzejąca się nowoczesna architektura Paryża, Lizbona, która na mnie nie robi tym razem wrażenia, jest o mapach, o fotografii, o muzyce… Jest też o podróżowaniu, które coraz częściej ogranicza się do zaliczania i niczego już wcale nie uczy (Max Cegielski).

Jest jasny łączący wszystkie zdjęcia i teksty tego numeru głos-” czy to jest dla kogoś ważne kogo spotkać można w Indiach, w Birmie, w Boliwii, w Kaszmirze, Iranie, wśród śniegów Finlandii i Norwegii, w puszczy Meksyku? Kto żyje w Lizbonie, Fukushimie, Czarnobylu, Paryżu? Te Kontynenty są dla tych, dla których to jest ważne” tyle Darek Fedor we wstępie (bardzo udanym, polecam cały). Kontynenty są też dla takich jak my, podziwiających świat spokojnie i po cichutku. Po swojemu. Daleko od trendów, tłoku i wszelakiego rodzaju „wow”. Nie ma w nich rewelacji w stylu „zabiłem byka”, nie ma schematów i kalk, jest refleksja.

Nowe Kontynenty są w sklepach, ja tymczasem uzbierałam dla Was trochę starych numerów – równie ciekawych. Leżą na kupce, jeśli ktoś z Was chciałby któryś dostać, dajcie znać. Dołożymy do najbliższej paczki, albo pomyślimy jak by go można sprytnie wysłać. Możemy też z przyjemnością wręczyć, jeśli przypadkiem zechcecie do nas wpaść:)

Magazyn Kontynenty

Hveravellir

Hveravellir to schronisko i kemping na kamienistej pustyni pomiędzy Langsjokull i Hofsjokull. Tak przynajmniej wynika z mapy. Z daleka, z pieszej ścieżki już z odległości kilku kilometrów widać obłoki pary. Z drogi nie widać prawie nic. Można to miejsce niechcący minąć, a zdecydowanie byłoby szkoda. To obszar geotermalny. Wokół gorących źródeł (błękitnych, plujących wrzątkiem i dymem) wyrósł kemping, parking, nawet restauracja wprawdzie z miłą, przyjazną obsługą, niestety jak to budynek na płaskim widoczna z daleka i wchodząca w każdy kadr. Pomiędzy źródłami poprowadzono pomosty z plastiku nieźle udającego surowe deski- co pewnie miało uchronić delikatne kalcytowe narośla przed rozdeptaniem, ale przy fotografowaniu trochę przeszkadza. Poza tym, same miłe wrażenia. Jest nawet gorący basen. Niesamowicie to musiało wyglądać kiedyś, przed „obudowaniem” cywilizacją. Niesamowite są też same źródła- w przeciwieństwie do wielu, które widziałam wcześniej, nie tylko ciekawe i niezwykle, ale też piękne. Najładniejsze z tych, które widziałam na Islandii.

Byliśmy w Hveravellir bardzo krótko. Wiało, padało (na szczęście z przerwą), było późno i upiornie zimno. Obeszliśmy wszystkie atrakcje, ja spytałam o przejście Blandy i wróciliśmy do Kerlingarfjoll. Pewnie fajnie by się było zanurzyć w ciepłym stawku, ale było tak zimno, że wcale nam się nie chciało rozbierać. Zdjęcia są szybkie, zwykle, ale miejsce ciekawe, więc pokazuję, może Was kiedyś skusi.

chyba mam kryzys

Mam ostatnio kłopot z własnym blogiem. Może to kryzys. Wiem oczywiście, że wiele osób czyta, czy raczej wyszukuje tu przydatne informacje, z drugiej strony komentarze piszą głównie wklejacze linków. Nie mam już siły. Czasem kasuję, na kilka odpisałam chociaż wiem, że to bez sensu. Bywa, że boję się zajrzeć, bo znów będę się musiała zastanawiać czy to już reklama czy jeszcze komentarz. Blogi pisze się w samotności, ale chyba jednak (przynajmniej częściowo) dla ludzi- żeby skorzystali i żeby się odezwali, wyrazili opinię, spytali o coś. Każdy jest zaproszony. Czytanie mojego bloga nic nie kosztuje, nie trzeba omijać wzrokiem reklam, odsiewać tekstów pisanych dla dobra sponsorów, nie wyskakują tu żadne okienka. Nie dlatego, że nie mogę tak zrobić, stale odrzucam propozycje reklamowania czegoś czy kogoś. Tak jak napisałam 6 lat temu zaczynając- to nie jest komercyjny blog. Tym bardziej dołuje mnie wieszanie na mnie (dosłownie- tak to odczuwam) czyjejś reklamy. Wpadanie tu tylko po to żeby wkleić link jest jak kradzież srebrnych łyżeczek na przyjacielskiej kawie. Na mnie działa wybitnie dołująco. I żeby nie było wątpliwości- nie chodzi o podpisy innych komentujących tu czasem blogerów. To, że wiem kim są jest miłe, dzięki linkom do blogów czy stron sama mogę zajrzeć, poczytać. Dzięki temu poznałam kilka fajnych osób.

Zostawianie linków do sklepów jest brzydkim dowodem na to, że ludzie sobie ze swoim biznesem nie radzą, lub jeszcze gorzej- na to jak nisko cenią nas- czytelników. Chyba trzeba by być kompletnym gamoniem żeby się nabrać na taką „reklamę”… chociaż może się mylę, bo tak jak napisałam we wstępie dopadł mnie kryzys…

chciałam być aniołem
chciałam być aniołem :)

PS: Mało piszę, ale się nie obijam, eksperymentuję z fotografowaniem w podczerwieni i na razie mnie to bardzo bawi.