same rękawki

Co jakiś czas ktoś z Was pyta o same rękawki. Mogą być uzupełnieniem koszulki z krótkim rękawem, łatwym do zdjęcia podczas biegu lub jak się niesie plecak- mogą też być łatwe do zgubienia stąd mój pomysł żeby je jednak połączyć. Przepada przy tym możliwość wydobycia ich spod plecaka, ale dochodzi dodatkowa funkcja- szalik. Być może myślałabym o tym pomyśle dłużej, ale zdarzyło się, że ja też potrzebowałam rękawków. Od kwietnia bardzo mnie bolą łokcie. Pomaga jak się je trzyma w cieple. Same rękawki, które sobie zrobiłam ze starych skarpetek Walonek sprawdzają się przy pracy przy komputerze. Mają nawet wyprofilowane zgięcie na łokciu ( pietę)- a cała robota przy ich tworzeniu to obciąć palce (w moim przypadku już przedziurawione), ale w marszu trochę mi opadają. Bolerko, które w związku z tym uszyłam (na moje potrzeby nawet niewykończone) sprawdziło się doskonale. Zagapiłam się i zrobiłam tylko jedno zdjęcie, dwa pozostałe powstały przy okazji moich fotograficznych zabaw- troszkę też na nich widać, więc pokazuję.

To długa na 155 cm otwarta na środku rurka z powerstretchu na końcach węższa. Użyta jako szalik daje się dwukrotnie okręcić i związać, zajmuje mało miejsca, a grzeje na tyle, że często wystarcza i wyciąganie ciepłej bluzy nie jest konieczne. Bolerko nosiłam w zewnętrznej kieszeni plecaka- zawsze pod ręką, wyciągałam je nieustannie, wieczorami okręcałam na szyi i byłam z niego bardzo zadowolona.

Oszczędzenie nawet kilkudziesięciu gramów w plecaku to sukces. Ciekawa jestem co o tym pomyśle sądzicie?

koszulka na ogromny upał

W lipcu w Pirenejach testowałam kilka kwarkowych rzeczy- przede wszystkim koszulkę Sawannę. To nietypowa dzianina. 100% lnu utkanego luźno z grubych włókien. Taka konstrukcja ma zalety i wady. Te drugie rzucają się w oczy od razu:

1-Sawanna jest dość przezroczysta. Widać stanik.

2- dzianina nie wygląda na sportową – trochę jakby babcia udziergała sweterek, trochę jakby się przebrać za hipstera… W porównaniu z syntetykami, choćby naszą Pustynną– to zupełnie inny świat. „Organic” pisane samymi wielkimi literami, nawet kolor mamy tylko jeden- naturalny.

Tu kończą się minusy, a zaczyna się czysta przyjemność. Sawanny nie czuje się nawet w najgorszy upał. Jakby się nic na sobie nie miało. Wiatr (czy choćby najlżejszy przewiew) bez przeszkód hula pomiędzy oczkami dzianiny, wilgoć znika w oczach (len wciąga ją do wnętrza włókien, schnie błyskawicznie), koszulka nie przykleja się do spoconego ciała, noszona bez przerwy przez 4 kolejne dni (testowałam:)), nie wydziela ani śladu przykrego zapachu- na zdjęciu sprawdza to dla nas Bogna.

Przed wyjazdem nękały mnie dwa outdoorowe problemy:

– czy grube włókna nie odcisną mi sweterkowych wzorków pod plecakiem?- nie odcisnęły, nie miałam żadnych przykrych odczuć, koszulka jest miękka i miła w dotyku.

– jak ta siateczka chroni przed słońcem?

Na zdjęciach widzicie porównanie: zdjęcie ramienia z kostiumem kąpielowym zrobiłam po 4 dniach w Pirenejach. Ramiona poniżej rękawków smarowałam kremem 50-tką (z filtrem mineralnym dla dzieci), smarowanie powtarzałam dwukrotnie w ciągu dnia. Na rękawie i karku (uwierzcie na słowo, nie umiałam zrobić takiego zdjęcia) wyraźnie widać granicę opalenizny. Pod koszulką jestem zdecydowanie bielsza. Ostatnie zdjęcie- już w biurze, po dwóch tygodniach noszenia pokazuje jednak, że tam gdzie słońce padało na mnie prostopadle (np na górze ramienia czy na plecach) jestem opalona podobnie jak tam gdzie osłaniał mnie krem- widać jeszcze mniej opalone miejsca pod stanikiem. I bardzo  wyraźną granicę rękawka, -gdzie (tylko) raz z gapiostwa niedokładnie się posmarowałam i w ciągu kilku godzin opiekłam się do buraka.

Reasumując Sawanna chroni mniej więcej tak jak krem z filtrem 50-tką. Waży też podobnie, z tym że po powrocie nadal można ją nosić, a krem pomimo smarowania tylko rąk, karku i twarzy już mi się niestety wyczerpał. Przydałaby się taka koszulka z długim rękawem i większe rondo zasłaniające kark i plecy od bezpośredniego południowego słońca- można by wtedy niemal zrezygnować z kremu (smarować tylko twarz i dłonie).

Koszulka pierze się bardzo dobrze, schnie szybko i zachowuje jak każdy inny len- lekko rozwleka po założeniu. Nie czuć na niej potu, nie robią się niespieralne plamy. Dzianina wydaje się trwała i mocna. W jednym miejscu ją zaciągnęłam, ale włókno się nie zerwało, nie ma dziur.

Jak myślicie zrobić też wersję męską?