Ubrania do biegania- siedmioletni test

To długa historia. Jakiś czas temu Edek Krzyżak umieścił na swojej stronie Moje Pireneje tekst o tym, w czym biega. Była tam masa kwarkowych rzeczy i właściwy Edkowi porządek. Zlinkowaliśmy to w sklepie, ale przy przeróbkach edkowej strony ten tekst gdzieś wsiąkł. Ponieważ pytaliście udało mi się go odzyskać. Nie wszystko jest już dostępne (rzeczom, które są nadal w ofercie dodałam linki), niektóre modele nigdy nie weszły do produkcji i skończyło się na prototypie, który testował nam Edward. Niemniej Edkowe bieganie to kilka dobrych lat w Kwarkach, 10 szosowych maratonów, 10 ultramaratonów górskich, Bieg Rzeźnika…niezliczona ilość kilometrów podczas codziennych treningów i pomniejszych zawodów. Uzbierał się sensowny poradnik jak się ubrać na każde warunki. Publikuję, prawdopodobnie się przyda.

Tekst i zdjęcia Edward Krzyżak:

Pewnie każdy kto biega ma swój ulubiony zestaw ubrań, w których dobrze się czuje. Ulubioną markę czy materiał, który mu pasuje. W zależności od stopnia aktywności, zasobności portfela czy potrzeby. Ja praktycznie od zawsze biegam (czy też chodzę po górach) w ciuchach KWARK

Uzbierała mi się całkiem spora kolekcja, zestaw na każdą temperaturę. Dobrze się sprawują, jestem zadowolony i nie sądzę bym coś zmienił. W każdym razie polecam.

Co do zakresu temperatury to oczywiście są to odczucia subiektywne. Tak to mniej więcej wygląda u mnie. Komfort cieplny to sprawa indywidualna. W chłodniejsze dni, szczególnie podczas wolnych biegów dla wielu poniższe zestawy mogą być ciut „za zimne”. A wszystko przedstawia się tak:

Temperatura ponad 20 stopni:

Pewnie dużo osób biega w koszulce na ramiączkach. Ja za nią specjalnie nie przepadam. Z kwarkowego zestawu wybieram więc lnianą koszulkę z krótkim rękawem (Cypr). Jest cieniutka, nawet lekko prześwituje. Leciutka i przewiewna. Luźna. Na upały idealna. Oczywiście nie zawsze w niej biegam. Często zakładam koszulki, które dostałem w pakietach startowych. O ile nie mają za dużo reklam. Nie wiem jak was, ale mnie osobiście denerwują te olbrzymie loga sponsorów maratonów. Szczególnie ulicznych. Bo w górskich sytuacja jest o wiele lepsza. Jeśli chodzi o spodenki to ja lubię różnego rodzaju legginsy, czyli obcisłe. Nie mam nawet luźnych spodenek. W lecie biegam w spodenkach Gazela. Zrobione z mikrowłókna (ThermPro light: 83% poliamid elastan 17%). Materiał jest cienki, elastyczny, dobrze odprowadza pot. Z tyłu kieszonka na zamek.

Temperatura 15-20 stopni:

Właściwie to można w tym samym. Aczkolwiek można by było nieco zmodyfikować górę na koszulkę bardziej przylegającą do ciała. Lepiej wtedy odprowadza pot. Nie jestem pewnie z czego ona jest zrobiona, chyba z Power Dry.

Temperatura 10-15 stopni:

Jeśli bliżej 15 stopni zakładam koszulkę z krótkim rękawkiem, ewentualnie len pod spód a na górę koszulkę. Albo zakładam koszulkę z wełny Merynosów. Ładnie przylega i odprowadza pot. Oddycha. Choć te koszulki są ciepłe i jeśli świeci słonko mogą być za ciepłe. Zmieniam też legginsy na legginsy z Power Stretch Pro. Jeśli bliżej 10 stopni to na koszulkę z wełny Merynosów zakładam koszulkę z krótkim rękawkiem.

Temperatura 5-10 stopni:

Temperatura spada. Góra może być. Choć w zapasie mam nieco inną koszulkę z wełny Merynosów. Kwarkowa 80-tka. Ma nieco przedłużony tył oraz miękki golf na zamek. Jeśli chodzi o dół to legginsy z Power Stretch Pro lecz nieco dłuższe, za kolana. Plus ewentualnie opaska.

Temperatura 0-5 stopni:

Pora założyć długie legginsy z Power Stretch Pro. Model nazywa się Irbis. Pięknie oddychają, odprowadzając pot. A z tyłu kieszonka na zamek. Jeśli chodzi o górę to wełna z Merynosów plus koszulka jeszcze wystarcza jak jest bliżej 5 stopni i szybszy bieg. Gdy bliżej zera lub wolniejsze biegi to mam taką koszulkę z cieńszego Power Stretch Pro. Nieco przedłużony tył i małą stójkę. Na głowie opaska lub ewentualnie czapka Profil (Wind Pro + Power Stretch Pro).

Temperatura poniżej 0 stopni:

Jeśli chodzi o ciepło kwarkowych materiałów, to moim odczuciu kolejność jest taka: len – cienka wełna z Merynosów – grubsza wełna z Merynosów – cienki Power Stretch Pro( Cordura) – normalny Power Stretch Pro. Gdy na dworze zimno najwyższa pora założyć do biegania bluzę z Power Stretch Pro. Model nazywa się Zmierzch. Ma kieszenie z tyłu, łapki i przedłużony tył. I odblaski. Jest naprawdę ciepły. I pięknie oddycha.

Ale musi być dobrze dopasowany, przylegać do ciała. Właściwie to pod spód nic nie zakładam. No chyba, że poniżej minus 10 stopni to koszulkę z cienkiej wełny ale musi być ciasna by pot nie zalegał. Nawet na wiatr Power Stretch Pro jest dobry. Na głowę albo opaskę albo czapkę Profil. Zamiast Zmierzchu może też być inny Power Stretch Pro. Na przykład z łapkami i kapturem. Również z przedłużonym tyłem. Do kompletu mogę też być rękawiczki z Power Stretch Pro. Ja nie zakładam, łapki w zupełności wystarczają.

Zostały jeszcze kurteczki. Ja generalnie nie biegam w kurtkach. Power Stretch jest wystarczająco ciepły, odporny na wiatr i wilgoć. Co na deszcz? Taki awaryjny, bo w deszczu raczej nie biegamy (no może w lecie, ale na jesień?). Mam taką kwarkową kurteczkę. Może być na wiatr, może być na awaryjny deszcz. Ma kaptur, łapki. Wiadomo, że rzeczy, które mają chronić przed deszczem trochę gorzej oddychają. Dlatego też pod spód trzeba założyć coś dopasowanego, odprowadzającego wilgoć. Np. Power Stretch Pro lub dopasowaną wełnę. I druga kurteczka, którą mam od niedawna. Materiał zewnętrzny Pertex Microlight, wypełnienie Polartec Alpha. Kurteczka jest super! Leciutka, cieplutka, nieprzewiewna. Całkiem nieźle oddycha więc można żwawo się ruszać. Nie biegałem w niej jeszcze, bo to nie wiem ile stopni n minusie musiało by być. No chyba, że na wolne biegi zamiast Power Stretch Pro. Ale tak po treningu czy zawodach, czy nawet przed startem by nie tracić ciepła doskonale się nadaje.

PS: Prototyp czarnej kurtki, w której Edward nieco się pocił nie wszedł do produkcji, zastąpiliśmy go Costaboną

Powerstretchowa koszulka (z ostatniej fotki), jest nadal w planach, czasu zabrakło. Ten materiał w postaci legginsów testowała też dla nas Leśna

Wspomniany cienki powerstretch nigdy nie znalazł się w ofercie. Zdyskwalifikowaliśmy go za mechacenie. Miał w tym swój udział również Drzewol.

Krótkie legginsy Edka były robione na życzenie. Trochę się różnią od modelu ze sklepu (lampasy, długość), gdyby ktoś takie chciał możemy zrobić.

Powerstretch dla dzieci

Nie wiem czy już Wam pisałam, że zeszliśmy ze stopniowaniem dziecięcych ubranek aż do 80 cm? Udało nam się przymierzyć na kilkoro maluszków. Wygląda na to, że wszystko pasuje. Lepsza jest chyba wersja bez łapek- bo na początku można rękawek troszkę zawinąć, a potem w razie gdyby zabrakło dodać mankiet (doszyjemy jak trzeba, to drobiazg). Podobnie jest z legginsami. Pokazuję to teraz, bo może planujecie letnie wakacje, a w powerstretchu dziecku będzie na pewno sucho i ciepło. I w górach, i na żaglach, i w mokrym piasku. W takim ubranku można dowolnie szaleć. Nie zniszczy się, szybko wyschnie. Dziecko się w nim nie spoci, a jeśli usiądzie na mokrym nie zmarznie.

Nie ma pewności czy lato okaże się zimne, czy ciepłe, ale maluszki z pewnością będą bardzo aktywne- jak zwykle :)

jak się ubrać na wyprawę polarną? :)

To w cudzysłowu. Nie wiem jak nasze wyczyny mają się do dokonań innych. Mieliśmy inne cele, inny plan. Tak czy siak zimowy miesiąc w Arktyce, 500 km na nartach w bezludnym wietrznym terenie pozwala mi myśleć, że coś już wiem, i że to coś być może się przyda.

Przez cały czas nie zdejmowaliśmy z siebie bluz Polarnych (ja miałam  zwykłą, Jose Polarną Plus) i takiż legginsów. Ten zestaw sprawdził się w temperaturach od lekkiego mrozu do wichury przy -20-tu. Jako bieliznę oboje nosiliśmy koszulki Abeille. W najzimniejsze dni wkładałam pod Polarną dodatkowo starą bluzę kajakową, w krytycznym momencie (dopadł mnie straszliwy katar) na to wszystko założyłam jeszcze powerstretchową bluzę z kapturem i łapkami, własność Jose (na wierzch, bo to była XL-ka). Na to wiatrówkę Laponię -damski odpowiednik Costabony. Wiało okrutnie, a ja byłam strasznie przeziębiona. Jose nigdy nie wkładał nic więcej niż Polarna. Śnieg przerabiał go momentami na bałwana, ale ponieważ był to śnieg zmrożony i suchy odpadał sam. Pot wyrzucony przez Polarną na wierzch zamarzał tworząc bardzo malowniczy szron, ale potem sam znikał, sublimował albo się wykruszał… Jose to nie przeszkadzało. Nie zwracał na to uwagi. Nie zabrał Costabony tylko goretex, który powodował, że strasznie się pocił więc lepiej mu było bez niego. Pocenie w arktycznych warunkach to błąd. Staraliśmy się go bardzo unikać.

Polarna wystarczyła Jose nawet przy huraganowych wichurach. Nosił do niej ciepłe goretexowe rękawiczki, w których z kolei ja się pociłam. Nie pozwalały mi też na robienie zdjęć, więc ostatecznie prawie przez cały czas chodziłam w starych kwarkowych z highlofta i windpro. W wietrzne dni nosiłam czapkę rycerską z windpro, w bardzo ciepłe baranka z bipolaru. Bardzo często miałam na głowie kaptur, lub oba od wiatrówki i od Polarnej. Jose niemal zawsze chodził w kapturze Polarnej i w baranku z powerstretch pro. Na czas stawiania namiotu czy innych precyzyjnych czynności wymieniał swoje grube rękawice na nasze kwarkowe z powerstretchu.

Na nogach mieliśmy zawsze Polarne legginsy i nieprzemakalne spodnie. Czasem było mi w moich ( zwykłych no name) lekko zbyt ciepło (chyba za bardzo nie oddychały), ale za to mogłam bez przykrości siadać na śniegu i zapadać się tak głęboko jak wypadało. Legginsy Polarne są naprawdę niesamowite. Bez najmniejszej przesady mogę powiedzieć, że uratowały nam tyłki :)

Do tego skarpetki z Navy -Walonki ja jedne, a Jose na raz aż dwie pary na raz. Z innych zabranych ubrań przydał mi się jeszcze kominek, jedwabny szalik (ja takie po prostu lubię), maska z aquashell i lniany ręczniczek (jako chustka do nosa). Miałam jeszcze cienką wełnianą koszulkę i kalesony Suwałki (do spania w chatkach i na podróż). Nie przydały mi się tym razem nasze zwykłe powerstretchowe legginsy– Polarne były od nich znacznie cieplejsze. Założyłam je jako spodnie wracając- jako jedyne były nieśmierdzące i czyste. Na przyszły raz zamiast nich spakuję dodatkową koszulkę żeby nie pożyczać.

Więcej ubrań nie miałam. Jose miał tę dodatkową koszulkę, którą ja założyłam raz w chwili kryzysu, a on na podróż powrotną promem i samolotem i czyste spodnie- moim zdaniem zbytek, z drugiej strony jak tu się dostać inaczej z Saragossy do Barcelony… Przecież tam upał.

Oboje mieliśmy nasze wielkie nieprzemakalne płaszcze, które narzucaliśmy na wietrznych postojach. W Skandynawii ich rolę przejmują postojowe „niby namioty”- osłony przed wiatrem, my lubimy nasze płaszcze, pozwalają nam na wykonywanie różnych czynności co w takim schronie byłoby niemożliwe.

Poza tym wszystkim mieliśmy jeszcze puchowe kurtki (grube, wyprawowe od Robertsa), a ja miałam takież puchowe spodnie. Te rzeczy nosiliśmy tylko na biwakach. Ja w swoim komplecie spałam.

Nie marzliśmy, chociaż osłonięcie zakatarzonej twarzy jest trudne i nieskuteczne (trzeba wycierać), więc moja zrobiła się przesuszona i wściekleróżowa. Jose (szczęściarz) tylko się ładnie opalił.

Używaliśmy linomagu i maści z witaminą A (zamarza i się rozwarstwia, ale jak ją ogrzać i pougniatać znów jest ok.), pomimo tego mocno nam popękały palce. To stała zimowa przypadłość, zdarza się nam każdej zimy, też w górach.

Wełniane majtki, które zabrałam do testowania są fajne, damska forma wiatrówki, równie dobra jak Costabona. Bardzo mi pomagała wysoka garda i dobrze się trzymający głowy kaptur. Ogólnie- wiatrówka wytrzymywała śnieżyce i huragany więc zabieranie do Arktyki czegoś bardziej nieprzemakalnego jest chyba zbędne. Ważniejsze, żeby to coś oddychało. Nic nie wychładza tak bardzo jak pot, poza tym to warunki, w których nie da się umyć.

Rzeczy, których na sobie nie miałam (legginsy, dwie pary skarpet, dwie pary rękawiczek i dwie majtek na zmianę, dodatkowa czapka) zajmowały mi tylko odrobinkę miejsca. Niewiele tego jak widać, ale się sprawdziło. 3 ostatnie zdjęcia są autorstwa Jose.

 

Polarna Plus- mój alpejski jesienny test

Zacznę moją relację od opisu sprawowania się bluzy Polarnej Plus. W Alpach spadł śnieg i powtórzenie naszej letniej trasy nie będzie chyba szybko możliwe, natomiast Polarna Plus może przydać się Wam w wielu sytuacjach i to już pewnie niedługo.

Jak wiecie nosiłam wcześniej Polarną– tą z krótkim zamkiem. Sklasyfikowałam ją jako ekstremalne ubranie na zimę przeznaczone do dużego wysiłki. Mój pogląd poparł Łukasz. Polarna zimą rozwiązała nam mnóstwo ubraniowych problemów, zastępując kilka założonych jeden na drugi powerstretchy. Polarna Plus różni się od niej tylko długością (dodaliśmy 5 cm) i długim zamkiem, dzięki czemu łatwiej się ją zakłada i można się rozpinać.

Szczerze- ani razu jej nie rozpinałam (poza zakładaniem), pomimo to zamek uważam za świetny pomysł. Wciskanie Polarnej Plus na wszystkie inne warstwy ubrania (codziennie rano i wieczorem) było znacznie łatwiejsze i szybsze niż w „kangurce”. Zamek jest wszyty lekko ukośnie (tylko na górze) i bardzo płasko.  Wcale się go nie czuje. Nie usztywnia bluzy i w niczym nie przeszkadza. Dzięki niemu Polarna Plus jest znacznie bardziej praktyczna niż zwykła Polarna. Jak wiecie nie zabrałam innej warstwy izolacyjnej. Ani Highlofta ani Waciaczka ani (co wcale nie byłoby przesadą, pogoda na koniec była zimowa) tradycyjnie mi towarzyszącej kurtki puchowej). Były chwile kiedy tego żałowałam, chociaż były też takie kiedy byłam szczęśliwa, że mój plecak nie jest już ani odrobinę cięższy.

Wniosek (zaraz uzasadnię) jest taki: osobom, które chodzą po górach, lub innych odkrytych, zimnych i wietrznych miejscach (nawet latem, o ile temperatury zbliżają się do zera) Polarna Plus zapewni ciepło w ruchu i w spoczynku przez cały dzień. W wielkie zimno trzeba pod nią włożyć powerstretcha, a na nią założyć wiatrówkę. Odczucie zimna zależy od wysiłku i wiatru więc te rzeczy trzeba czasem zdejmować.

Rano: W moim przypadku potrzebowałam Polarnej od wyjścia ze śpiwora do wyjścia na słońce (co niejednokrotnie trwało kilka godzin).

W środku dnia rozbierałam się nawet do samej wełenki, najczęściej (zwłaszcza pod koniec września) chodziłam w wełnie i Powerstretchu, często też w wiatrówce Costabonie- przez wszystkie dni dręczył nas bardzo silny wiatr.

Wieczorem: Polarna Plus okazywała się znów konieczna koło 17-tej. Nawet jeśli nadal świeciło słońce było już zbyt zimno na sam powerstretch (poza szybkimi podejściami). O 19-tej zapadał zmrok i robił się mróz. Jeżeli szliśmy aż do zmierzchu, szybko rozbijaliśmy namiot i gotowaliśmy przez godzinę czy dwie było mi wystarczająco ciepło w tym co miałam: wełna, powerstretch, Polarna, Costabona, często też przeciwdeszczowy płaszcz- zakrywający również nogi (jak namiot) więc przy wietrze to duża różnica. Na nogach legginsy i dziurawe goteteksowe spodnie- wieczorami bardzo mi brakowało Szarotek, lub drugiego powerstretcha. W dzień powerstretchowe legginsy pod goretex były dobre nawet w najzimniejszą pogodę. Na głowie baran, na szyi kominek, na dłoniach łapki czy rękawiczki (albo razem). Jeśli z jakiegoś powodu siedzieliśmy na zewnątrz dłużej, a na dodatek upiornie wiało (zawzięło się na nas tym razem), po dwóch godzinach robiło mi się zimno i musiałam włazić do śpiwora.

Nocą: Zdarzało mi się spać we wszystkim co miałam (oprócz przeciwdeszczowego płaszcza). Kiedyś nawet zapomniałam zdjąć Costabonę. Miałam śpiwór Robersta 650 g- dla mnie letni, zimą zawsze współpracujący z kurtką puchową, według przepowiedni Romana powinnam dokupić jeszcze puchowe spodnie, nie zrobiłam tego tylko dlatego, że zawsze wystarczały mi Szariki/ Szarotki. Kilka razy obudziłam się nocą i musiałam zdjąć Polarną, bo było mi za gorąco Najlepiej spało mi się w Polarnej na wełnie (bez powerstretcha) lub w powerstretchu (bez Polarnej). Ta drugą rzecz wkładałam sobie wtedy pod plecy. Nasz namiocik jest pojedynczy. Mieliśmy tym razem też podłogę z moskitierą (rozsądne rozwiązanie na deszcz), ale termicznie to podobne do spania pod chmurką. Wiatr hula wewnątrz bez większych przeszkód i wcale się tam nie nagrzewa. Piszę to, bo posiadaczom lepszych namiotów na pewno będzie znacznie cieplej nocą.

Dla porównania Jose sypiał tylko w cienkim Powerstretchu (cordura), chociaż kilka razy też zapomniał zdjąć Costabonę :). Ubierał się zresztą podobnie (z tym, że na biwakach i postojach wciągał kurtkę puchową), nie wiem tylko czy jego przykład uznać za miarodajny. To bardzo ciepły i okropnie sprawny fizycznie facet. Coraz trudniej mi mu dorównać…

Z powodu lodowatej wichury mój entuzjazm do wstawania  w środku nocy i robienia nocnych zdjęć był tym razem niezwykle malutki… Cieplutki śpiworek, a na na zewnątrz ten wyjący bez opamiętania, wiatr (który przecież targa moim lekkim statywem…). Zasypiałam jak kamień i często budził mnie dopiero budzik o wpół do siódmej. Gdybym miała jeszcze puchówkę i Szarotki- jak zimą wyłaziłabym pewnie bez wstrętu, ale plecak urósł by o ponad kg więc w sumie nie wiem czy byłoby warto.

Rano wychodziłam ze śpiwora ubrana we wszystko (dokładając przed wyjściem tę dogrzaną bluzę spod pleców), wciągałam Costabonę, nieprzemakalne spodnie i płaszcz i o ile się dało próbowałam coś ugotować. Czasem udawało się troszkę rozebrać przed wymarszem, często zaczynaliśmy wędrować ubrani i ściągaliśmy nasze biwakowe warstwy dopiero po kilkuset metrach. Przez cały ten czas trzymaliśmy się bardzo wysoko, powyżej 2000 m- stąd takie trudne warunki.

Z punktu widzenia biwakowego Polarna Plus wystarcza, chociaż nie jest aż tak komfortowa jak puch. Jej przewaga ujawnia się natomiast podczas marszu. Bywały dni, kiedy od rana do wieczora zostawałam w Polarnej i takie kiedy nosiłam ją przez ponad pół dnia. W przeciwieństwie do puchu można się w niej poruszać, nawet intensywnie, nie pocąc się (o ile jest zimno lub wietrznie),  i można ją też bezkarnie przemoczyć- nie marznąc przy tym.

Przemoczenie zdarzyło mi się tylko raz, ostatniego dnia , kiedy zostałam już sama. Z niewytłumaczalnych powodów zachciało mi się wyjść na ponad 2000 metrów w paskudną deszczową pogodę. Już po godzinie podejścia weszłam w mokry śnieg i oblepiona nim jak bałwan walczyłam z zamiecią przez prawie 7 godzin. Potem znów zeszłam niżej i ze śniegu zrobił się deszcz. Czułam, że moje rękawy są mokre, ale było mi ciepło. Oczami wyobraźni malowała mi się całkowicie przemoczona bluza (mój płaszcz przeciwdeszczowy bardzo cieknie, a Costabona nie jest przecież wodoodporna) tymczasem okazało się, że Costabona przepuściła wodę tylko na rękawach (wszystkie kurtki, które miałam zachowują się w tej kwestii tak samo, może to wina kijków i nieustannego podnoszenia rąk). Na biuście zrobił mi się niewielki zaciek od wody ściekającej z twarzy pod kaptury, a cała reszta była po prostu sucha. Rękawy polarnej przemoczone pod Costaboną przepuściły odrobinkę wody do wełenki, ale też tego nie było dużo. Wiem, że Łukasz pisał nam już, że tak jest, ale szczerze mówiąc raczej nie dowierzałam.

Podsumowując- uważam Polarną Plus za doskonałą całoroczną warstwę ocieplającą na każdą najpaskudniejszą pogodę. Zimą, jeśli sypiacie poza schroniskami warto do niej dołożyć coś ocieplającego (a potem tego nigdy nie nosić, żeby na czarną godzinę pozostało suche!), jesienią i wiosną Polarna Plus wydaje mi się idealnym rozwiązaniem i w ruchu i w spoczynku, wystarczając nawet na wietrznych biwakach (z zastrzeżeniami jak wyżej-czasem na chwilkę atakuje zima i wtedy dla kobiety i zmarzlaka jest już nieco na styk). Latem wydaje mi się przydatna tylko w bardzo wysokich górach (lub bardzo surowym klimacie). To czy warto ja zabrać latem jako warstwę biwakową wydaje mi się dyskusyjne. Tak, jeśli lubicie ciepło i nie macie nic lżejszego. Latem raczej nie ma potrzeby chodzenia w ekstra ciepłych rzeczach, a wybór izolacji wyłącznie biwakowej (działającej tylko w spoczynku) jest większy. Wystarczy choćby highloft lub waciaczek.

Polarna Plus waży ok 500g i zajmuje w plecaku sporo miejsca. Ma też dość pospolitą urodę, ale zapewnia ciepło i wygodę (jest bardzo rozciągliwa i miękka) w tak różnorodnych warunkach, że nie potrafię sobie nawet wyobrazić innego, równie funkcjonalnego rozwiązania.

wybrałam kilka zdjęć obrazujących moje testowanie, mam mnóstwo pięknych wietrznych pejzaży i troszkę moich eksperymentalnych fotografii ( z duchami lub może z duszą :)), jeszcze chwilka i Wam je jakoś pokażę.

Kwarki dla dzieci ciąg dalszy

To typowa kwarkowa bluza z kapturem i łapkami (80080) zmniejszona do dziecięcych rozmiarów. Jak Wam się podoba?

Nasza nowa modelka Małgosia była z niej bardzo zadowolona, chociaż dla siebie wybrała niebieską. Do kompletu przygotowaliśmy klasyczne powerstretchowe legginsy. Wybór kolorów mamy ogromny, a każde dziecko może sobie samo wybrać kolor szwów.

Są też inne modele- między innymi pokazana już bluza 80000. Piotruś (model z poprzedniego wpisu) mówi, że jest bardzo mięciutka pod szyją :)

Fotografie (jak zwykle) Beata Sarna