4 lipca w Fotoplastikonie Warszawskim

Zostałam zaproszona do Fotoplastikonu Warszawskiego żeby opowiedzieć o zeszłorocznej wędrówce przez Armenię. To cykl spotkań pod tytułem Fotograf w Podróży. Czwartek, 4-ty lipca godzina  19-ta. Są wakacje, więc spodziewam się kameralnej atmosfery. Może ktoś z Was ma ochotę przyjść? Byłoby mi miło.

Wstęp wolny po rejestracji pod nr tel. 22/629 60 78 lub e-mailem: rejestracjafw@1944.pl

al. Jerozolimskie 51, 00-697 Warszawa

Do zobaczenia!

Share

Armenia cz 29 Erywań i Tbilisi

Erywań był zimny, wilgotny i szary. Jose zaatakowała zwykła (dla niego) podróżna panika. Nie wsiądziemy do autobusu (bo może nas gdzieś wywiezie), nie do metra, bo się na pewno zepsuje. Wymusiłam spacer w kierunku centrum, zakończony wbrew moim intencjom 5 minut przed dotarciem do celu. W efekcie spędziliśmy półtorej godzina na stacji kolejowej. Niezwykłej, bo przeogromnej, stuletniej, pełnej marmurów i złoceń, ale bez podróżnych. Nic dziwnego. Pociąg odjeżdża stamtąd co drugi dzień (przecież musi też wracać).

W okolicy nie było nic do jedzenia, nic dla mnie, bo każdy ormiański fastfood jest nieodwracalnie zawinięty w lawasz.

Pierwszy raz jechałam plackartnym wagonem. Wbrew moim przypuszczeniom są tam przedziały, tylko przechodnie, bez drzwi. Była też pościel (zwykła nie jednorazowa) i wściekły konduktor, który mógłby być gwiazdą Misia. Nie było wody. Po północy minęliśmy Giumri.

-Paszport-dokumenty… ledwo coś słyszę w półśnie. Pali się światło. Jose (nie wiem czemu) siedzi, chociaż wcześniej ścielił sobie pryczę. -Owoce ? srebro?- wypytuje moją sąsiadkę celniczka, grzebie w bagażu, każe podnosić pryczę- Papierosy?- rzuca w kierunku Jose- Nie, dziękuję-Alkohol?- Też nie, już tu za dużo wypiłem… Bilet- Jose wręcza tekturkę. -Katarzyna? Z Polski?- celniczka patrzy na mnie z nadzieją. Tak to ja, jesteśmy razem, mamy bilet do Berlina na jutro…

Kontrola odchodzi, na stoliku przy którym siedzi Jose bujają się torby przemyconych przez nas (niechcący) owoców.

W Tbilisi nie działo się nic ciekawego. Nic co bym zapamiętała.  Odkryliśmy miejsce do przechowywania plecaków (adres podaje informacja turystyczna), zjedliśmy dobry obiad, byłam w łaźni.

-Hiszpan! Wygląda pan zupełnie jak z obrazu Goyi!-ucieszył się na widok Jose jakiś Gruzin. On z kolei wyglądał jak święty z  ikony, więc chyba tylko ja byłam zwykła…

I to by było na tyle:)

Share