uciec na koniec świata

Mam ochotę. Wielką. Naprawdę. Trudno mi się nawet zebrać i pisać, chociaż przez lata to właśnie pisanie natychmiast przenosiło mnie w lepsze światy. Więc przepraszam, że nie na temat. I że widzę przyszłość tak czarno.

Przeglądałam ostatnio swoje zdjęcia. Wszystkie, od czasu jak je robię cyfrowe. Na nowym monitorze wyglądają inaczej, albo może to ja się zmieniłam. Wybrałam Wam kilka z grudniowo-styczniowej Szwecji. Niby nic wielkiego, nic egzotycznego, nic czego nie byłoby u nas. Poza spokojem, umiarem. Szacunkiem dla siebie, dla innych i dla świata. Brakuje mi tego.

Wszystkie te zdjęcia zrobiłam starym obiektywem (Sigma EX 50mm f2,8 macro). Był przeznaczony do analoga i na cyfrowym korpusie działa tylko przy całkiem otwartej przysłonie. Sigma ostrzy już od kilku centymetrów i pięknie pokazuje jak ograniczone widzenie zniekształca obraz świata. Drastycznie. Tym mocniej im bliżej własnego nosa mierzyć. Na szczęście to tylko wybór, nie przymus. Zawsze (jeszcze) można popatrzyć dalej.

Skaneleden

Skaneleden- czyli droga przez Skanię to około tysiąca kilometrów znakowanych długodystansowych szlaków. Sieć ma własną, bardzo dobrze zrobioną stronę (też po angielsku), ścieżki są solidnie przygotowane, oznakowane, zaopatrzone w schrony i wodę.

Mogłoby się wydawać, że będą zatłoczone czy wydeptane, ale w rzeczywistości wyglądają tak, jakby prawie nikt nimi nie chodził. Poza nielicznymi przypadkami (np ktoś coś wydłubał na drzewie) niemal nie widuje się śladów obecności ludzi. Nie ma śmieci, a dywany mięciutkiego mchu nie są zniszczone czy zadeptane. Częściowo wynika to z wielkiego poszanowania dla przyrody Szwedów. Organizator szlaku prosi o nie nie jeżdżenie rowerem czy konno poza ubitymi drogami (żeby nie powodować erozji i ewentualnych wypadków) i najwyraźniej jest to szanowane (na marginesie- na przyszłe lata planuje się wyznakowanie niezależnej sieci dróg rowerowych).

W Szwecji ( podobnie jak w Norwegii) obowiązuje prawo wolnego dostępu do natury  i Szwedzi są z niego bardzo dumni. Oznacza to między innymi, swobodę biwakowania w dowolnie wybranym miejscu (na jedną czy dwie noce), o ile to nie będzie nikomu przeszkadzać i niczego się przy okazji nie zniszczy. Nie wolno rozbijać namiotu blisko domów, czy na prywatnym, ogrodzonym terenie. Wyłączone bywają też niektóre rezerwaty przyrody (są tam tabliczki).

Wiele z dobrych zasad współistnienia ze sobą i z naturą bardzo przydałoby się i nam. Jak to, żeby w przypadku potrzeby skorzystania z toalety (tam gdzie jej nie ma) wykopać dołek, a potem go dokładnie przykryć, wynieść ze sobą wszystkie przyniesione śmieci, nie rozpalać ognia kiedy jest sucho, nie zanieczyszczać wody niebiodegradowalnym mydłem czy szamponem, nie zakłócać spokoju mieszkańcom i zwierzętom (dzikim czy hodowlanym), niczego niepotrzebnie nie deptać, nie wynosić i nie niszczyć.

Miło jest iść takim dobrze zadbanym szlakiem ze świadomością, że te zasady działają i są respektowane przez setki ludzi.

Skaneleden można rozpocząć w Malmo czy na którejś z przystani promowych (w Ystad czy Trelleborgu), ale najciekawszy wydaje mi się biegnący przez gęste lasy północny odcinek (SL1 Kust till Kustleden). Szlak zaczyna się w  Solvesborg na bałtyckim wybrzeżu, kończy w  Angelholm nad Morzem Północnym. Na stronie jest zestaw miejsc gdzie można dojechać autobusem. Ścieżka biegnie wzdłuż małych i wielkich jezior pasmem zalesionych wzgórz. Mieszane bukowo-świerkowo- brzozowe lasy są pełne wielkich głazów i maleńkich górskich strumyczków. Brzegi jezior bywają skaliste i strome, większość ma bardzo rozczłonkowaną linię brzegową i setki malowniczych wysp (szkiery). Jest sporo podejść i zejść. Bywają odcinki gruntowych leśnych dróg, ale raczej nie ma asfaltu i kontaktu z cywilizacją. W odległości jednego dnia drogi (co kilkanaście km) postawiono solidne drewniane wiaty. Trzy ściany, ciepła drewniana podłoga i szczelny dach. Trzecią stronę osłania gruba foliowa zasłonka. Wewnątrz zmieści się kilkanaście osób (tyle jest mniej więcej wieszaków na plecaki), ale da się tam w zasadzie tylko leżeć. Miejsca do siedzenia przygotowano na zewnątrz. Są stoliki i duże grille często zaopatrzone w drewno (w Brotorpet go nie widziałam, strona organizatora ostrzega żeby nie liczyć, że zawsze jest, bo bywa skradzione, a niektórzy użytkownicy wypalają go nadmiernie dużo). Niedaleko wiat postawiono czyste toalety z kompostownikiem i letnie ujęcia wody (teraz już zakręconej na zimę, ale nie ma problemu z czystą wodą).

Można tylko podziwiać doskonałą organizację. Jak łatwo się domyślić wędrując tym szlakiem zimą nie spotkałam prawie nikogo. Minęłam parę na spacerze i dwóch myśliwych z psem (zimą w Szwecji panuje sezon polowań, myśliwi nie są niebezpieczni dla wędrowców, a strona Skaneleden prosi, żeby im nie przeszkadzać, pies nawet na mnie nie spojrzał). Ja też nie wędrowałam z plecakiem tylko dochodziłam do szlaku codziennie siateczką leśnych dróg.  Ten wyjazd był raczej rodzinnym spotkaniem niż zaplanowaną leśną wędrówką- po prostu nie wytrzymałam i koniecznie musiałam zobaczyć ten szlak :)

Co zobaczyłam:

Dziką naturę tuż obok ludzkich siedzib. Czyste, gwiaździste niebo niezanieczyszczone sztucznymi światłami. Zmieniający się codziennie lód- raz porośnięty szadzią, raz gładki jak tafla szkła, czasem pokruszony, stłoczony przy brzegu przez sztorm i grzechoczący jak armia grzechotek, czasem pocięty na równe płyty kry.

Bogactwo maleńkich roślinek, porostów, grzybów, mchów. Przepiękne leśne strumyczki, bagienka i szadź. Ogromne, kilkusetletnie drzewa. Tradycyjną, wrośniętą w krajobraz architekturę, a ponad tym bezkresne niebo i wiatr. Widziałam nawet jak huragan wywraca wielkiego świerka.

Nie udało mi się zobaczyć dzikich zwierząt (spotkałam tylko wiewiórki i sarny). Być może byłam tam za krótko. W lasach nad Immeln żyją łosie, jelenie, rysie i dziki, a poza nimi ogromna ilość ptaków.

Piszę o tym od razu, bo Skaneleden to piękny zimowy szlak i być może komuś z Was przyda się  już w tym sezonie. Loty do Malmo są niesamowicie tanie, taniej można polecieć już chyba tylko do Oslo. Zima w Skanii nie jest dużo bardziej sroga niż u nas. Bywa bezśnieżna lub śniegu jest tylko troszeczkę (na większy trzeba by zabrać rakiety). Szlak wyznakowano perfekcyjnie. Znaki są wysoko, tak że nie zasypie ich śnieg. Są jaskrawo pomarańczowe, widoczne nawet nocą (zimą dzień jest krótki i to się może każdemu przydać). Nie ma niebezpieczeństw, a do cywilizacji (samotnego domu lub drogi) da się dojść w ciągu kilku godzin. Prawie wszędzie jest sieć telefoniczna. Wiaty były wyposażone w siekiery i łopaty, jest wiele miejsc gdzie można rozbić namiot nawet podczas wielkiej wichury, jest dostęp do czystej wody (strumyczki nie powinny całkiem pozamarzać, były szybkie) i pod dostatkiem połamanych gałęzi na ogień.

To wręcz idealny szlak na pierwsze zimowe wędrówki dla początkujących, ale nawet dla mnie (znam przecież wiele zimowych dróg) był jak najbardziej ciekawy.

Jeśli chcecie napiszę jak zorganizować zimowy biwak i co trzeba by ze sobą zabrać, żeby się nie stresować i nie zmarznąć. Ktoś ma ochotę spróbować? :)

PS zdjęcia pochodzą z odcinków Skaneleden pomiędzy Lerjesvallen i Vesslarp