o kanioningu w najnowszym numerze Taternika

W najnowszym numerze Taternika ukazał się duży i ważny tekst mojego męża Bogdana Nizinkiewicza na temat wody w kanionach.

Okładka_Taternik_1_2014

Bogdan ma ogromne doświadczenie z górską wodą. Od ponad 35 lat czynnie uprawia kajakarstwo górskie. Przez ponad 20 lat był aktywnym członkiem słynnego alpejskiego klubu AKC- jako pierwszy i bardzo długo jedyny z Polaków. Od prawie 20-tu lat uprawia kanioning. Ma na koncie ponad 150 kanionów, wiele z nich przeszedł wielokrotnie przy bardzo różnych stanach wody.

W jego artykule znalazło się kompendium wiedzy na temat niebezpieczeństw związanych z wodą w kanionach. W języku polskim nie było jak dotąd żadnej publikacji na ten temat. Głównym powodem jest fakt, że kanioningiem zainteresowali się u nas  przede wszystkim speleolodzy, a ich doświadczenia wodne są zwykle niewielkie. Warto  przeczytać i przyswoić sobie tę wiedzę. Górska woda jest niebezpieczna, jej ofiarami padają często nawet zwykli turyści.

Niektóre rozdziały przydadzą się też nam- górskim łazikom. Między innymi fragment o bezpiecznym przekraczaniu górskiej rzeki i ratowaniu człowieka porwanego przez nurt.

Bogdan

speleokonfrontacje 2012

W ten weekend  10-11 listopada w Zajeździe Jurajskim („U Konkurencji”) w Podlesicach odbywają się Speleokonfrontacje– przegląd filmów jaskiniowych i kanioningowych. Jesteśmy sponsorem, a Bogdan zaprezentuje przy okazji  całą kolekcję powerstretchowej, wełnianej i aquashelowej bielizny Kwarka.  W zeszłym roku konkurs wygrał kanioningowy film zaczynający się od skoku moich dzieci…  Próbkę twórczości tego samego autora pokazałam na blogu już w maju- http://www.dailymotion.com/video/xscmkh_sardynia-2012_sport -to relacja z naszej majowej Sardynii :)

Przyjemnej zabawy tym razem!

 

Magazyn Górski- Lato w Szwajcarii

Nowy numer Magazynu Górskiego jest w całości poświęcony Szwajcarii. Znam tylko kilka z opisanych tu miejsc. Przed laty przeszłam połówkę szlaku Tour de Monte Rosa. W czerwcu, kiedy schroniska były jeszcze zamknięte okazał się zupełnie bezludny i pomimo bliskości cywilizacji (wyciągi, koparki) zaskakująco dziki. Poza tym Szwajcarię znam bardzo słabo. Wiele razy zastanawiałam się czy tam nie pojechać. Przy planowaniu któregoś z wyjazdów (nie doszedł do skutku, pojechałam wtedy do Włoch, trochę szkoda…ale wiedza zostaje) przeczytałam informację szwajcarskiego klubu na temat rozbijania namiotów w górach. Klubowa instrukcja zalecała nierozbijanie na widoku, zwijanie o świcie, a na terenie prywatnym uprzejme zapytanie o zgodę. Przyznam szczerze, że nawet się tym trochę zdziwiłam. Wprawdzie to nie Hiszpania, gdzie niewiele na temat rozbijania wiadomo, ale każdy rozbija i wszystkim z tym fajnie, ani nie Francja, gdzie wolno prawie wszędzie (tylko na noc) … niemniej wygląda na to,  że w Szwajcarii też jakby trochę wolno, a przynajmniej, że z tymże rozbijaniem problem mamy nie tylko my-  goście ze wschodu, ale też sami chodzący po górach Szwajcarzy. Cóż, pozostaje mi chyba tylko jak najszybciej rozbić i sprawdzić :) Chciałabym, bo Szwajcaria ma całe mnóstwo imponujących, a zupełnie nieznanych mi  gór. Z tym większą przyjemnością zobaczyłam pięknie zrobione wydanie Magazynu Górskiego, poświęcone właśnie Szwajcarii.

Przyjemność tym większa, że znalazł się w nim również artykuł mojego męża na temat kanioningu w Ticino, pełen pięknych kanioningowych zdjęć… jak one ładnie wyglądają w druku!

Bogdan jest zwolennikiem pokonywania kanionów tak, żeby jak najrzadziej wyciągać liny.  To zrozumiałe, bo zjechać na linie potrafi każdy, a skok z wysoka, czy przerażająco wyglądający tobogan wymagają pokonania sporej psychicznej bariery i niezachwianej wiary w siebie.  Ta skłonność Bogdana jest powszechnie znana. Dwa tygodnie temu, idąc którymś z kanionów na Sardynii jak mi się zdawało trafiłam na tobogan. Nie byłam pewna więc spytałam idącego za mną Docenta.

Docent nawet nie patrząc zapytał -a Bogdan zjechał?

-Nie

-No to to nie jest tobogan!

i to by było na tyle :)

relacja z Sardynii

…Zabieram się za nią ale wciąż jeszcze nie jestem gotowa. Tymczasem w międzyczasie na stronie Speleoklubu w Dąbrowie Górniczej już pojawiła się relacja. Nawet jestem na kilku zdjęciach :)

http://www.sdg.org.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=191%3Asardynia&catid=40%3Akaniony&Itemid=81

Nic dodać nic ująć… pozostaje mi tylko pokazać więcej zdjęć i może opisać trochę osobistych wrażeń.  Na temat temperatury wody w morzu istotnie można by polemizować…  mi się wydaje, że była ciepła, w każdym razie znacznie cieplejsza niż ta w kanionach:) Wczoraj przez cały wieczór przeglądałam nasze fotografie… fajnie tam było, cieszę się że pojechałam. Powybieram co lepsze, bo z jakością w tych skrajnie ciemnych i mokrych warunkach wyszło rożnie i jeszcze o kanionach na Sardynii napiszę, na razie muszę się uporać z nawałem bieżących i nie cierpiących zwłoki spraw. Kończymy kilka nowych letnich modeli, …ale to za chwilę :)

PS ( 24 lipca 2012) : dzisiaj dostałam link do filmiku z naszej Sardynii. Jak zaznaczył autor należy go oglądać razem z dźwiękiem. Fajny jest :)

http://www.dailymotion.com/video/xscmkh_sardynia-2012_sport

zresztą zobaczcie sami!

Sardynia- pierwsze wrażenie

Miałam zamiar usiąść i rzetelnie opisać kaniony, ale troszkę się gubię w natłoku zdjęć. Dostałam wszystko, z kilku aparatów, do uporządkowania są pewnie tysiące fotek. Ja sama zrobiłam ich chyba najmniej. Fotografowałam tylko w suchych miejscach. Mój Canon nie jest wodoodporny. Łatwiej mi opanować zdjęcia, które są wyłącznie moje… więc może zacznę od początku… czyli chyba od ziół? :)

Pierwszego dnia byliśmy w kanionie Rio Pitrisconi w masywie Nieddu na północy wyspy. Wybraliśmy go bo był po drodze, poza tym wiedzieliśmy, że będzie w nim woda. Z promu zjechaliśmy już w ciemności.  Szczerze mówiąc byłam tak śpiąca, że całą tę drogę przespałam. Jak przez mgłę pamiętam jak nie udało nam się dojechać do z góry upatrzonej plaży -chcieliśmy się romantycznie przespać nad morzem, ale utknęliśmy. Mapa Google się myliła -na dróżce nie było mostu. Zrobiło się bardzo późno więc zdecydowaliśmy się podjechać w stronę kanionu. Tuż po skręcie w boczną drogę zatrzymali nas Carabinieri. O dziwo nasze wyjaśnienie, że jedziemy na kanion (grubo po północy!) natychmiast ich uspokoiło. Puścili nas, a my podjechaliśmy jeszcze kilkaset metrów wąską gruntówką i rozbiliśmy biwak w pięknym miejscu nad  małą rzeczką. Był nawet kran sprowadzający z gór pitną wodę.

Wszytko to wypatrzyliśmy w świetle latarek.  Padliśmy od razu i Sardynię zobaczyłam w zasadzie dopiero rano. Obudziłam się pierwsza, na chwilę przed świtem.  Wyszłam z namiotu jak zwykle z aparatem, z tym że zamiast tego, który mam zwykle w górach (na film)  zabrałam cyfrowy- dużą i ciężką lustrzankę. Cały świat ginął w czerwonym świetle, niestety chyba jeszcze na wpół spałam i  zdjęcia wyszły mi bardzo nieostre.

Nikt się nie ruszał, więc wróciłam do ciepłego śpiwora, a kiedy się znów obudziłam padało.

Nasz biwak otaczało całe morze pięknych kwiatów, a wilgotne powietrze wypełniał intensywny zapach ziół.

Zbocze nad nami  gęsto porastały opuncje, ale na szczęście nie trzeba się było przez nie przedzierać. Do wejścia do kanionu można się dostać polną drogą.

W dolinie rzeczki  kopry i asphodele wystawały z gęstych zarośli poprzerastanych żarnowcami czystków.  Co jakiś czas pojawiał się ogromny krzaczasty wilczomlecz, a pomiędzy białymi czystkami trafiał się pojedynczy fioletowy. Żarnowce miały już pąki, ale jeszcze nie kwitły. Wszystko wokół ociekało wodą.

Nieddu to niskie, skaliste granitowe góry. Pięknie wyglądały zwilżone deszczem, w pełni wiosennego rozkwitu. W sumie żałuję, że mieliśmy na nie tak mało czasu. Pitrisconi to jedyny kanion w tym rejonie, do którego udało nam się znaleźć opis. Najprawdopodobniej jest ich tam więcej, niestety nic o nich nie wiadomo. Kiedy się pakowaliśmy minęło nas kilka samochodów- Sardynia jest pełna  w miarę przejezdnych gruntowych dróg, niestety nikt z pasażerów nie wyglądał  na kanioningowca. Najprawdopodobniej po górach kręcili się tylko mieszkańcy i nieliczni niedzielni turyści (była niedziela). Okolica sprawiała wrażenie bezludnej i dzikiej, ale w zaroślach było kilka rozrzuconych daleko od siebie domów. Przy wyglądającej na opuszczoną polnej drodze rosły świeżo zaszczepione gruszki i co jakiś czas trafiały się płoty oddzielające pastwiska.