Nocne fotografie.

Noce w górach niemal zawsze są piękne. Patrząc na granatowo- czarny świat skąpany w świetle gwiazd ma się ochotę sięgnąć po aparat i zabrać ten widok ze sobą.  Próbowałam wiele razy. Ze wszystkich prób na filmie udało mi się tylko kilka.  Lepiej wyszły te zrobione  cyfrówką, być może dlatego, że nie baliśmy się bardzo wielu podejść.

Monte Perdido, czerwiec, PirenejeWiele magicznych chwil nie utrwaliło się wcale, lub rozmazało.  Przez lata nie nosiłam statywu, nawet  malutki wydawał mi się za ciężki.  W plecaku gdzie liczy się każdy gram byłby straszliwym zbytkiem… a jednak teraz jest mi bardzo żal. Nie wiem jak długo jeszcze uda mi się pamiętać np. światła Marakeszu widoczne nocą spod schroniska Lepiney, czy nocny zjazd taksówką (czy raczej podającym się za nią gruchotem), z Cashapampy do drogi na Huaraz… kilometry gruntowych serpentyn, bez świateł, gdzie lampki domów daleko w dolinie żarzyły się z tą samą siłą co gwiazdy… a nam zmęczonym i śpiącym, wydawało się że fruniemy pod Krzyżem Południa, zawieszeni wśród gwiazd.Calenzana, Korsyka, lipiecTo pierwszy etap GR 20 na Korsyce. Lipiec, wiatr od morza, cykady. Gdzieś, nie wiadomo gdzie pachniały kwiaty. Słodki zapach mieszał się z  kuchenną wonią ziół. Nie wyjęliśmy latarek, wystarczało nam światło gwiazd. Do nocy minęliśmy grań i widok oświetlonego jasno wybrzeża znikł. Spaliśmy pod chmurką przyglądając się niebu. Bajka.

Księżyc w Montgari, Pireneje, październikKsiężyc w Montgari. Jedno z niewielu nocnych zdjęć które udało mi się zrobić na kliszy. Październikowa, zimna noc. Księżyc w pełni i lekki mróz. W lasach tuż obok wyły jelenie. Godzinę po zachodzie słońca wciąż było widno, niemal jak w dzień. Długo szliśmy drogą, kiedy weszliśmy w krąg świateł, wśród zabudowań, delikatny księżycowy blask stracił moc, a noc nagle wydała się całkiem ciemna.

Wschód księżyca nad Monte PerdidoTo nie jest całkiem nocne zdjęcie, niedaleki wierzchołek Monte Perdido oświetla jeszcze ostatnia, różowa resztka zachodu.

Gabieto, Pireneje, czerwiecA to grań Gabieto chwilę przed zachodem słońca zrobiona małą cyfrówką.

Gabieto, Pireneje, czerwiecI to samo ujęcie kilka minut później utrwalone na tradycyjnym filmie. Jeszcze długo potem, w ciemności przyglądaliśmy się jak księżyc powoli podnosi się nad granią. Zrobiliśmy wiele zdjęć ale było tak zimno, że wszystkie okazały się ruszone. Płaty śniegu jaśniały w księżycowym blasku i wszystko było widać wyraźnie i ostro,  jak w dzień. Czysta magia.

rysy w naturze

Kiedyś, jeśli w górach zdarzało mi się widzieć jakieś przejawy ludzkiej obecności, drogę, ciągnące się gdzieś bez sensu (moim zdaniem)  kable, budynki czy tamy, myślałam, jakie to smutne. Jaka szkoda, że za chwilę nie będzie już ani kawałka świata bez ludzi, ani odrobiny wolnej przestrzeni, resztki dzikości.

Nie pamiętam już, kiedy to się zmieniło. Chyba nawet tego nie zarejestrowałam.  Któregoś dnia spojrzałam na kabel ciągnący się niemal dokładnie równolegle do grani.  Dzielił piękne urwiste zbocze na równe, prawie idealne paski. Przewody lśniły w słońcu. Pomyślałam… jak to możliwe, jak to się stało, że zwykły kabel jest dzisiaj taki ładny?

Kiedyś o świcie wyszłam z nieczynnego już pirenejskiego schroniska Maupas.  Kabel i utrzymujące go wieże wbite w chmury, wydały mi się okropnym,  szpecącym niezwykły widok szkaradztwem.

Bardzo się starłam i udało mi się nie złapać ich w kadr. Morze zaróżowionych o wschodzie słońca chmur wypełniało szczelnie całą dolinę. Idylla i spokój… I nic nie mogę poradzić na to, że teraz po prawie dwóch latach, to właśnie zdjęcie, z przecinającymi sielski widok kablami, zrobione tak tylko, na pamiątkę…wydaje mi się z nich wszystkich najlepsze :)

Ten moment też pamiętam, zaleta zdjęć robionych na filmach, nie ma ich wiele. Zwykłe, narysowane przez samoloty smugi nadały temu widokowi sens. Trzy lata temu, kiedy niespodziewanie spadł śnieg i cały świat znienacka zbielał, brnąc pod górę w miejscu gdzie od tygodni nie było już ludzi, najpierw wzdrygnęłam się na wydawany przez samoloty dźwięk.. a potem sięgnęłam po aparat.

Nie wiem dlaczego. Może się zmieniłam?