Przepraszam, że wyjechałam bez uprzedzenia, nie bardzo wiedziałam jak się przyznać. Wyspy Kanaryjskie kojarzą się z plażami, hotelami, cywilizacją… Ale są tam też piesze szlaki i co dziwne, bywa też dzikość. Przynajmniej na tych wyspach, które obeszliśmy. Na El Hierro i na Gomerze. Byliśmy tam przez 17 dni, zrobiliśmy dwie dobre pętelki. Do powtórzenia, więc je opiszemy. Byłam z Edkiem znanym Wam już pewnie z bloga. Nie mieliśmy żadnych oczekiwań i planów, wzięliśmy mały namiot i duży statyw, sypialiśmy na punktach widokowych i na plażach. Chodziliśmy po długodystansowych szlakach (GR 132 i GR 131), po krótkich szlakach (są tam żółte znaki, jak w Pirenejach, i zielone, parków narodowych), trochę bez szlaków. To piękne miejsca, ścieżki zbliżają się czasem do ludzi, ale w sumie to też konieczność. Na Gomerze trudno o wodę. Na Hierro jest kilka źródeł, ale woda nie jest krystaliczna. Jest jej tak mało, że do mycia pozostaje morze. Opowiem o tym szczegółowo jak zwykle. To dobry plan na niedrogą zimową wędrówkę. Przyjazne, ciepłe i egzotyczne miejsce. Edward na pewno opublikuje mapki i czasy przejść- swoje, bo moje były hmm… nieco dłuższe :). Zrobiliśmy bardzo dużo zdjęć. Mam nadzieję, że się Wam spodoba :)
Super!
Zastanawiałem się, gdzie Panią wywiało?
Już się nie mogę doczekać lektury i zdjęć :-)
:) było faktycznie nieco wietrznie :)
Jestem bardzo ciekaw Pani wrażeń z tamtejszych szlaków. Sam byłem zachwycony kanaryjskim krajobrazem, z chęcią obejrzę te wyspy przez Pani wizjer i obiektyw. Pozdrawiam
miło mi :) Dzięki
…jeśli ‚kanary’ to tylko z tej perspektywy. Hotele wszędzie są podobne czy to Egipt czy Maroko.
Lubię po bezdrożach, a jak trzeba to na przełaj.
Dziękuję za inspirację i jak zwykle za świetne zdjęcia.
Pozdrowienia M
Dziękuję!