Quo vadis ? :)

Kiedy wczoraj zdecydowałam się opublikować swój tekst o testach w npm, nie spodziewałam się, że temat wywoła tak wielkie zainteresowanie.

Nadmiar otaczającego mnie absurdu przekroczył masę krytyczną, wściekłam się… i napisałam. Tak naprawę chciałam napisać o kanioningu. Łatwiej mi pisać o górach są prawdziwe, uczciwe, niezmienne i wieczne.

To, co teraz dzieje się w naszym światku to tylko wierzchołek góry lodowej. W ciągu ostatnich kilkunastu lat outdoorowy przemysł przeszedł niesamowitą przemianę. Mogę sobie tylko wyobrazić jak to wygląda z zewnątrz, tak jak to widzicie Wy- odbiorcy finalni . Od samego początku byłam w centrum tych przemian i tak jak umiałam próbowałam się przystosować lub walczyć. Nie myślcie, że było łatwo. Nie było. Jeszcze kilkanaście lat temu najlepszy outdoorowy sprzęt robili prawdziwi pasjonaci gór. Jeszcze ich trochę przetrwało, paradoksalnie najwięcej chyba u nas. Inni, a przez lata poznałam ich trochę, pozwolili się wchłonąć dużym i obudowanym profesjonalnym aparatem do sprzedaży, marketingu i PR-u firmom. Wielu odpadło.

Dlaczego się tak stało? To biznes. Biznes zajmie się czymkolwiek, co może mu przynieść zysk. Jest jak rak, odporny, żywotny, bezwzględny.

Kiedyś outdoor ( wspinaczka, kajakarstwo górskie… wszystko, co jest nam bliskie) było elitarne, zarezerwowane dla prawdziwych twardnieli. Wielkie ryby biznesu, miały to gdzieś, nie opłacało im się nawet na to spojrzeć. Kilkanaście lat temu, przez ten świat przetoczyła się rewolucja. Powstało wtedy najwięcej nowoczesnego sprzętu, wszystkie tak dla nas teraz oczywiste niemal „kosmiczne” materiały. Lekkie, niezawodne, ciepłe… dostępne dla każdego, łatwe w użycie, ładne i miłe.

Próg dostępności gór spadł tak bardzo, że outdoor stał się otwarty dla wszystkich. Cieszę się bardzo, doskonale pamiętam brezentowe kangurki, byle jakie traperki, ciężkie radzieckie karabinki, toporne plecaki…kajaki „szklaki”, które zbiorowo kleiliśmy wiosną, a pierwsza górska rzeka od razu urywała im rufy lub dzioby.

Mamy szczęście, trafił nam się naprawdę dobry sprzęt. Niestety etos doskonałości, charakterystyczny dla dawnych małych i skoncentrowanych na swojej wąskiej działalności firm upadł wraz z nimi. (jak chcecie przeczytajcie mój wpis Dlaczego nie chcę mieć dużej firmy). Rządy przejęli biznesmeni. W ostatnich dziesięciu latach pogoń za zyskiem wyprowadziła niemal całą produkcję na Daleki Wschód, a jakość drastycznie spadła. W innych dziedzinach życia stało się to samo, jednak w „zwykłym życiu” niezawodność ma zupełnie inne znaczenie. Wszyscy, którym w ciężkich warunkach przecieka każda kolejna kurtka czy buty na pewno mnie rozumieją. Ludzie, którzy tylko trochę się kręcą niedaleko od schronisk, są pewnie zadowoleni. Ci, którym zachce się czegoś więcej, bywają rozczarowani i to bardzo.

Dlaczego? To wina reklamy. Na każdej z kurtek, które ostatnio zwróciłam była ozdobne karteczka „ To keep you dry”, miały gwarancję, dużo kosztowały. I ciekły tak samo jak te tanie. Reklama nakręca samą siebie, firmy prześcigają się w opisach, testach, opakowaniach. Każdy coś tam zachwala. Prasa pisze bzdury, jak w ostatnim npm chwaląc np. działające suwaki, czy fakt, że kurtka nie farbuje. Nie wiem czy tylko to dało się w tym przypadku pochwalić, wiem, że nikt niczego w prasie poważnie nie krytykuje. Trudno się dziwić, większość tytułów utrzymuje się przecież z zamieszczanych w nich reklam.

Patrząc w tym świetle wystawienie niektórym kurtkom oceny 4,5 (czyli mniej niż 5) w npm było aktem swoistej odwagi :) Brzmi dramatycznie, czy jest cokolwiek, co możemy z tym zrobić? Wierzę, że tak. Jestem przekonana, że całe rzesze ludzi, którzy za własne pieniądze i we własnym wolnym czasie testują produkty różnych firm w górach, uprą się i zażądają prawdziwej jakości. Nie opakowań, nie krzykliwych nowości, nie pięknej reklamy. Nie łudźcie się, nic nie jest za darmo. Reklama jest droga. Ktoś ostatnio wspomniał na forum npm o przeglądach takich jak były w Podróżach. Moi drodzy, to były tylko reklamy. Udział w nich kosztował o ile pamiętam około 1700 zł. Wielu małych, (a dobrych) wcale na to nie stać. Nikt tam niczego nie sprawdzał i nie testował. Wydrukowano gotowce pochodzące od producentów i dystrybutorów. Czy zgodne z prawdą? A któż to wie?

Nie wiem skąd moglibyście wziąć potrzebną do odróżnienia rzeczy dobrych od złych wiedzę. Wiem, że, chcąc czy nie chcąc, kupując produkt jakiejś firmy, „głosujecie” na taki czy inny styl życia czy styl działania w biznesie. Wspieracie rozwój w jakimś konkretnym kierunku, wymuszacie uczciwe zachowania albo wręcz przeciwnie skłaniacie do nieuczciwych. Macie ogromny wpływ na świat. Użyjcie go!

…i nie myślcie, że jestem Don Kichotem w przypływie rozpaczy atakującym wiatraki włócznią. Nic takiego. Trzymam się swojej wersji i mam się coraz lepiej :)

Share

Przegląd Prasy- npm.

Wczoraj przyszedł mi na biurko marcowy numer npm. Co my tam mamy? … Jeszcze wszystkiego nie przeczytałam, bo artykuł „Polar w nowej odsłonie” dosłownie zwalił mnie z nóg. Zastanawiałam się co z tym zrobić, nie zostaliśmy w nim uwzględnieni, niby nie mój interes i…  zdecydowałam się skomentować. Być może nikt z was tych bzdur nie czytał, więc tak na wszelki wypadek:

Przede wszystkim, Power Stretch to nazwa własna i zastrzeżona, jednego z topowych produktów firmy Polartec LLC dawniej Malden Mills. Nie każdy go używa, bo oprócz bardzo wysokiej ceny barierą jest przyznawana początkowo tylko na próbę licencja.

Wrzucanie do jednego worka produktów wykonanych z tego materiału i innych podobnie wyglądających (ciekawe dlaczego?) rozciągliwych materiałów, to nie tylko bzdura, ale też naruszenie własności intelektualnej. Nie każdy samochód jest mercedesem, nie każdy materiał to Powerstretch!

Następna bzdura zaraz na początku: „Powerstretch grubością przypomina polar 100”- Nieprawda, chociaż nie wiem z jakim polarem, być może gniotem z chińskiej hurtowni porównuje go pan redaktor. Powerstretch jest mniej więcej grubości 200-ki z serii Polartec Classic, i ma podobną gramaturę. O innych  rodzajach Powertsretchu napisałam już we wpisie Powerstretch Powerstretchowi nierówny.

Dzianina jaką jest Powerstretch wbrew słowom szacownej redakcji nie „została pierwotnie wymyślona przez firmę Polartec”… została przez nią wymyślona, zaprojektowana i opatentowana… a wtórnie „ wymyślili” ją podrabiacze!

 

Inne polary produkowane przez firmę Polartec nie odeszły wcale w niepamięć, bo jak pisze npm: mechaciły się i były nadmiernie przewiewne! Żaden Polartec się nie mechaci. Nie były też nadmiernie przewiewne. Od lat używamy nieprzewiewnych i oddychających materiałów z serii Polartec Windbloc, Polartec Windpro i Polartec Aquashell. Polartec nie stanął w miejscu i nie zatrzymał się w fazie izolacji termicznej bez innych funkcji- być może na tym etapie zatrzymali się inni.

 

Powerstretch nie powstał też „ niemal 10 lat temu”, jak sądzi redakcja !. Jest starszy niż moja kariera w tej branży. Czyli musi mieć ponad 16 lat. Kwark stosuje go od 95 roku. W 96, 97, 98, 99 pokazywaliśmy go na Targach Outdoor we Friedrichshaffen, przez lata nikt inny z producentów się nim nie interesował. W styczniu 2000 roku za damską kolekcję, w której były też legginsy i kilka Powerstretchowych koszulek dostałam na ISPO w Monachium nagrodę Brand New za najlepszą kolekcję sportową roku! 11 lat temu!

 

Powerstretch nie jest też wbrew opinii npm dzianiną dwuwarstwową, ale trójwymiarową konstrukcją złożoną z różnych pod względem właściwości, wielkości i składu włókien. Nie ma w nim nic z klasycznego fleecu, (który nawiasem mówiąc akurat na gałęzie i skały jest równie odporny, jeśli i nie bardziej!)

 

Bielizna Kwark, jest robiona z grubszej, a nie z cieńszej wersji, (tej z nylonem) ale to drobiazg , napisałam o tym wcześniej, redakcja gazety reklamującej się rubryczką „ Cudze chwalicie swojego nie znacie” najwyraźniej nie poczuła się w obowiązku do zorientowania się co ma w ofercie jedna z najstarszych polskich firm w tej branży, od zawsze, tradycyjnie związana z Powerstretchem. Każdy Powerstretch nadaje się do zakładania na gołe ciało, konsekwentnie kupujemy wyłącznie ten najlepszy. „Konkurencyjne” jak to określa npm wynalazki miały na celu obniżenie ceny, czyli zysków używających ich firm, ich „właściwości” są tak zbliżone do Powerstretchu jak trabanty do mercedesa. Powerstretch jest drogi, ale jest tego wart. Wyjazd w góry czy na narty kosztuje 1500- 2000 zł, koszulka wystarczy co najmniej na na 10 lat czyli dla normalnego śmiertelnika-10 do 30-tu takich akcji. Jej wyższa o 50 zł cena w rozłożeniu na wszystkie wyjazdy to jakieś 3-5 zł na jeden raz. Każdego stać na odrobinę komfortu.

Teraz rady redakcji: otwory na kciuki, rzekomo … zapobiegające zsuwaniu się rękawów…- kochani żaden otwór nie pomoże, jeżeli rękaw jest źle skonstruowany, żaden dobry rękaw przy podnoszeniu ręki do góry nawet się nie ruszy. Otwory na kciuki nie powinny być żadnym standardem, standardem jest prawidłowo skrojony rękaw i tego możecie się wszyscy jako klienci domagać.

Kieszenie biodrowe- nie robimy ich, większość badanych kurtek też ich nie miała, nie dlatego, że nikt z nas o tym jakże istotnym dla redaktorów szczególe nie pomyślał, tylko ze względu na pasy biodrowe plecaków. Nawet cienkie zamki na biodrach mogłyby uwierać, nie mówiąc już o zawartości kieszeni, np. jak chce redakcja telefonach :) . Do umieszczonych w tym miejscu przedmiotów nijak nie udałoby się dostać nie odpinając pasa.

Kieszenie niezbędne do trzymania w nich rąk to argument, który dosłownie powala. Kochani panowie, nie znam nikogo, kto chodząc po górach czy wspinając się trzyma ręce w kieszeniach, trudno byłoby też w tych kieszeniach zmieścić kijki…,  które zapewne „przetestujecie dla nas” następnym razem :). Zresztą skoro kieszenie dla rąk są aż tak bardzo potrzebne może np. zróbcie je sobie w spodniach? Przymocowywanie ich do wszystkich, możliwych topów i koszulek nie tylko troszkę by nas pogrubiało.. ale do tego mogłoby prowadzić do ciekawych rozwiązań, mi się np. zdarza chodzić w staniku… stanik z kieszeniami dla rąk? …hmm… nowatorskie rozwiązanie, może po prostu spójrzcie na ręce kreatywnie i zróbcie z nimi coś bardziej pomysłowego niż staroświeckie trzymanie ich w kieszeniach?

Uff…Następna strona : „Metodyka przeglądu wybranych modeli…”

No cóż, z zawodu jestem fizykiem. Instytut Fizyki Doświadczalnej na Wydziale Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego wystawił mi kiedyś ocenę końcową za studiów 5.

Trochę się, więc o metodach pomiaru nauczyłam. Nazywanie wyników pobieżnie i niedokładnie zrobionego przeglądu „metodyką” nie pomoże w ukryciu poważnych metodycznych błędów!

Po kolei:

  1. Ocenianie bluz „w trudnych warunkach, w jakich były noszone … „ jest wprawdzie lepsze niż ocenianie w warunkach, jakich nie były noszone…, ale poprawne jednak nie jest. Bluzy nie były porównywane w identycznych warunkach. Nie były noszone przez jedną osobę, a wszystkie osoby nie nosiły wszystkich modeli. Testować też trzeba umieć. Wszystko przed wami drodzy redaktorzy.
  2. Argument czy bluza jest komfortowa, nie jest obiektywny, -czy „jest po prostu komfortowa” jeszcze mniej. Dobrym przykładem jest testowanie ewidentnie damskiej bluzy przez faceta- nie dziwię się, że trochę mała w barach i szyja ciasna, za to biodra jakieś takie szerokie…, ale czy to ją dyskwalifikuje? Chyba nie, skoro niezadowolony redaktor jednak postawił jej ocenę 4,52, nie rozumiem w takim razie, za co?
  3. Rzekome parametry: Własności termiczne materiałów można ocenić w najsłabszej pracowni fizycznej przy pomocy kalorymetru, będzie tanio szybko i obiektywnie, polecam. Oddychalność oceniana w sposób, w jaki zrobił to npm jest tak subiektywna, że nie warto nawet tego komentować. Jedni się pocą inni nie, podobnie jest z marznięciem.
  4. Cieszę się, że wszyscy uczestnicy odpowiedzieli na te same pytania, …to dobry kierunek, pracujcie dalej :)
  5. …a pseudonaukowe bzdury o średnich ważonych wyliczanych z waszych „pomiarów” zachowajcie dla siebie. Wasi czytelnicy najprawdopodobniej nie są idiotami.
Share