dziki ogród

Przesiedziałam w domu całe lato, pierwszy raz od bardzo wielu lat. Tak naprawdę nie było nudno. Wspominałam Wam kiedyś, że mam ogród. Dwa ogrody. Domowy wielkości niecałych 400 m2 i kwarkowy prawie dziesięciokrotnie większy.  Domowy uprawiam od 30 tu lat. Zaczęłam zaraz po powrocie z Japonii, zafascynowana tamtejszymi ogrodami. Byłam bardzo niedoświadczonym ogrodnikiem, byłam młoda, ale jakimś cudem zrozumiałam istotę japońskiej sztuki ogrodowej i stworzony wtedy projekt cieszy mnie do dzisiaj. Nie mam kształtowanych miniaturowych drzew (jestem mało zdyscyplinowana), wygiętych mostków (nie pasują do naszego krajobrazu) i grabionego żwiru (na to u nas zbyt duży ruch), nie mam stylizowanych na wschodnie dekoracji (żadnych dekoracji), ale udało mi się uzyskać równowagę i harmonię przypominającą dziką przyrodę. Kojący spokój. Bez odwracających uwagę „wow”.

Przez ostatnie kilka lat dużo wyjeżdżałam, ale ogród był tak skonstruowany, że mnie nie potrzebował, rozwijał się sam. Rośliny dobrane do warunków nie wymagały podlewania czy nawożenia. Szkodnikami zajmowały się ptaki.  Nie mam ekspansywnych chwastów. Być może nic nie zmobilizowałoby mnie do zmian, gdyby nie nowi sąsiedzi. Obsadzona sosnami i świerkami działka granicząca z naszą od południa została oczyszczona z drzew. Został szpaler brzóz i bez. Lubię drzewa, ale kiedy znikły nie było mi ich bardzo żal. W zamian pojawiło się słońce, a nie widzieliśmy go już od wielu lat.  Ogrody przenikają się wizualnie. Granice ukrywają krzewy, ale wycinka bardzo wpłynęła na równowagę. Zachwiała nią, a najbardziej zależało mi na harmonii. Mając czas przywróciłam założenia sprzed lat.  Kiedyś było u nas bardzo słonecznie. Wycięłam 3 zbyt rozrośnięte drzewa (dwie sosny i świerka- podważające betonową drogę, co jakoś mi kiedyś umykało). Nie zmarnowały się, drewno dostali sąsiedzi. Będzie na opał.

Dosadziłam kwitnących roślin, wypełniłam luki, przyciąłem krzaki. Nic wielkiego, ale zajęło mi to cały sezon. W starym ogrodzie trzeba pracować bardzo ostrożnie. Wszędzie są korzenie, cebulki niewidoczne latem wiosenne byliny. Wszystko plącze się i wpływa na siebie wzajemnie, wszystkiego szkoda. W małej przestrzeni każdy kamień czy zakręt ścieżki są ważne, więc praca wymagała dużo myślenia. Często od podstaw.

Kiedyś planując nasadzenia przeczytałam bardzo dużo książek. podręczników dla architektów krajobrazu, dla ogrodników, dla leśników. Fascynowała mnie dzikość, bioróżnorodność, środowiska przyjazne dla dzikich zwierząt, oszczędne, nie rujnujące innych ekosystemów (np żeby zdobyć dobrą ziemię, wodę czy torf). I piękno. Tego szukam zawsze i wszędzie. I na tej płaszczyźnie odnajdywanie równowagi i piękna w malutkiej, bardzo dobrze mi znanej przestrzeni przypominało wędrówkę po górach wśród pięknych z natury miejsc. Nie przeszkadza mi, że moja dzikość powstała sztucznie, że wiele „kamieni” to połamane betony, że w trawniku trawa stanowi mniejszość, a rośliny są raczej pospolite. Lubię wypić poranną kawę pod sosną, regularnie odwiedzaną przez dzięcioła. Lubię światło przeświecające przez liście, różę (najprawdopodobniej stulistną) pozostałą na naszej uliczce po Niemcach, stare odmiany irysów, pachnące przy każdym potrąceniu bodziszki, skalny ogród na usypywanej przez lata skarpie zrobiony tak, że nie trzeba go pielić,  pajęczyny pokryte rosą, plusk uciekającej żaby w stawku zbierającym deszczówkę z rynien i kwitnący bluszcz porastający fasadę domu- jesienią raj dla motyli (i much). Lubię niebo, niezakłócone śladem cywilizacji.

Jeszcze trochę widać zmiany. Ponowne zdziczenie pewnie zajmie sezon czy dwa, ale wiem już, że równowaga wraca, i że dobrze mieć ją tak blisko siebie. Nie jest na zawsze, sąsiedzi wybudują dom, możliwe że zajmie część „mojego” nieba, wynurzy się zza granicznych drzew. Natura też nieustannie się zmienia. Ogród uczy czujności. To lekcja balansowania, sztuka utrzymywania równowagi.

Trudno fotografować to, co zwykłe i bliskie. Ja nie umiem. Prawie nie mam ogrodowych zdjęć. Pomyślę i może się kiedyś poprawię…

PS: dopisuję, bo mnie to gryzło i policzyłam. Czuję się trochę winna wycince chociaż ogród nadal jest bardzo gęsty. Zostało 9 bardzo dużych drzew, 6 średnich i niepoliczalna ilość krzaków, niektóre są tak wysokie jak dom. Do tego niezliczone małe drzewka i kilka miejsc gdzie coś jeszcze mogę dosadzić. I bluszcz, naprawdę ogromny.

1293 Razem 12 Dzisiaj
Share

10 myśli na temat “dziki ogród”

  1. Bylam, widzialam! Macie piekny, dziki ogrod. Pamietam, ze nawet zima byl cienisty, nie bylo widac, ze jestescie w miescie. Ludzie zupelnie oszaleli na punkcie usmiercania i przycinania wszystkiego, co zyje i pnie sie ku sloncu. Nasi sasiedzi nienawidza serdecznie naszych drzew i gestych chaszczy, ale jest tam cudownie, latem mily cien i szumiace liscie, zima zacisznie. Namawiam rodzine na zaniechanie koszenia, ale jeszcze sie upieraja przy resztkach trawnika…

    1. koniecznie wpadnij kiedyś latem :) dzięki! W Kwarku (w Załomiu) nie kosimy. Nasza „kwietna łąka” wygląda zwykle jak chaszcze, ale nie poddajemy się. Nadmiar szczawiu idzie na zupy szczawiowe (sieje nam się bez opamiętanie przynajmniej z 5 dzikich gatunków), chrzan też udaje się wykorzystać poza tym ma ładne kwiaty… wokół łąki mamy setki krzewów i drzew. Jeszcze kilkanaście lat i też tam się zrobi ładnie :)
      W tym roku obrodziły jabłonie jagodowe i gruszki ulęgałki, pierwszy raz zaowocowała winorośl, nie wspominając już o starych wiśniach, świdośliwach (ptaki są od nas szybsze) i ałyczach. Poza tym mamy morwy (zwykle przegapiamy plony), róże konfiturowe, derenie jadalne, rokitniki i już tylko dla ptaków berberysy, głogi i jarzębiny. I jeszcze kilka leszczyn i orzech włoski. Brakuje mi tam dużych drzew, ale nastoletnie sosny i brzozy są już spore więc to tylko kwestia czasu. Najciekawsze jest to, że podczas tej suszy ani razu nie podlaliśmy ogrodu. I przetrwał chociaż rośnie na wydmie z czasów kiedy Bałtyk sięgał aż pod Góry Bukowe. Czyściutki budowlany piach. Kiedy kupiliśmy tę ziemię rosła na niej jedna śliwka o wysokości 30 cm i bardzo rzadka trawa po pas. Pamiętam jak się cieszyłam, że wyrósł łopian…

      1. Jezeli masz ulegalki to z pewnoscia wpadne o odpowiedniej porze :-)
        W sadzie kosimy dwa razy w roku i jrst tam duzo bardziej dziko. Poprzesadzalam troche lesnych kwiatow. Tez mamy glog i berberys, bzy, ale leszczyny chyba nie lubia gliniastej gleby, bo praeie nigdy nie maja orzechow. Czesc zacieniona nie wymaga podlewania, ale ogromny warzywnik i owszem.

        1. wczoraj zjadłam ostatnią ulęgałkę… :(
          Jeśli będziecie mieć nadwyżki nasion leśnych kwiatów to chętnie przyjmiemy. W Załomiu powoli przybywa leśnych miejsc i będziemy tam coś dosiewać- dosadzać. Trudno zdobyć dzikie rośliny. W tym sezonie mamy nadmiar nasion przegorzana kulistego. Zebrałam wiadro…Jest przerażająco duży i szybki, ale może chcesz? Nasiona na suche łąki też zbieramy. Kiedyś takie łąki były wszędzie wokół, teraz aż po horyzont nawłoć.

          1. Byłam w tym roku w Załomiu i Trzebuszu. Faktycznie, na okolicznych łąkach nawłoć zdominowała wszystko, może poza wysepkami żywokostu. Jakich nasion potrzebujecie?
            Zerknęłam na taką ściągawkę -> http://www.luczaj.com/nawapienna.htm, ale może macie tam inne siedlisko i inny plan na łąkę?

          2. Nie wiedziałam, że bywasz tak blisko, zajrzyj do nas kiedyś przy okazji. Na Twoim blogu znalazłam mnóstwo użytecznych informacji i pewnie było by też o czym pogadać. Zapraszam na kawę i coś do jedzenia z ogrodu :)
            Łukasz Łuczaj zawsze był dla mnie inspiracją. Przeczytałam całego jego bloga, a wcześniej wszystko co publikował w prasie. To dzięki niemu mamy w Załomiu łąkę. Kiedy ją zakładałam nie było mnie stać na nasiona od Łuczaja, a te które mam pochodzą z hmm… Trzebusza :) Nie wiem czy to telepatia, ale właśnie chciałam o tym dzisiaj napisać. Tegoroczna susza wysuszyła trawę w kilku miejscach, które kosiliśmy (trawa niekoszona ocalała). To oczywiście szansa na dosianie łąki też tam. Na takie odsłonięte stanowisko uzbierałam u nas mnóstwo zawciągu (obrodził) sporo mikołajków i trochę krwawnika. Nie wiem czy dzisiejsza wichura ich nie wywiała…. Mydlnice wiesiołki i dziewanny na pewno się już same posiały. Dosiałabym chętnie wykę, chabra driakiewnika, żmijowca (mam, więc może wystarczy naszych nasion), goździka kartuzka – kiedyś mi rósł, od kilku lat go nie widziałam. Chętnie też jednoroczne, maki, rumianki- ale to jest najłatwiej kupić. Rumian barwierski znikł mi po kilku latach siałam go na samym początku. Dzika marchew na naszej pustyni wysycha, podobnie bukwica. Z szałwią nie wiem, próbowałam z lekarską, ale nie utrzymała się. Ten nowy kawałek łąki będzie bardziej próchniczy i nie wiem czy na pewno wapienny. Czyli eksperyment.
            Fajnie, że przetrwały żywokosty, kiedyś było ich bardzo dużo w okolicach nowego ronda. Myślałam, że przy jego budowie zginęły. Jeszce wcześniej rosły tam dzwonki, różowe krwawniki, a w dołku tam gdzie połamana wierzba były bodziszki łąkowe. Teraz same nawłocie.
            Czyli jak masz niepotrzebne nasiona, jakiś nadmiar chętnie przyjmiemy jakiekolwiek na suche łąki. U nas nic się nie rozrasta nadmiernie, nawet mydlnica jest grzeczna. Trochę rzeczy bywa w handlu, ale niestety chyba dopiero wiosną (a ja wtedy zwykle jestem gdzie indziej). Poza tym zacznę dosiewać w lesie bo drzewa rosną i się oczyszczają od dołu a jak niczego tam nie robię teren opanowuje glistnik jaskółcze ziele. Ładna roślinka, ale strasznie ekspansywna.

  2. Bywam to dużo powiedziane. :) Dwa razy trafiło się być, z czego wyszedł jeden krótki spacer łąkowy, bardziej z resztą nastawiony na obserwowanie zwierząt niż roślin. Bardzo dziękuję za zaproszenie i oby w takim razie wypalił jeden szalony plan związany z Puszczą Bukową, bo wtedy na pewno znajdę okazję.

    Świetna łąkowa inspiracja i realizacja! Im bliżej zebrane nasiona, tym większa szansa na utrzymanie się roślin, bo mają właściwe cechy i nie muszą się dodatkowo przystosowywać. Drzewa, a właściwie lasy, mają swoje dzielnice i krainy, z łąkami na pewno jest podobnie. U Was Trzebusz był najlepszy na bank genów.

    Bardzo lubię zawciąg, a tutaj jest raczej rzadki, no i polnych chwastów coraz mniej w krajobrazie, jak wszędzie. U nas akurat łatwiej o podmokłą łąkę niż suchą, a całe przydroża zarastają selerowate. Skoro jednak macie kawałek ziemi na nowe eksperymenty, a w dodatku Łuczaj podaje tak elastyczne terminy siewu (dla roślin jednorocznych od października do maja ze wskazaniem na marzec-kwiecień, łąk suchych i świeżych listopad lub marzec-maj, a nawet lato), to na pewno znajdę coś do podzielenia się z okolicznych stanowisk. Będę pamiętać.

    1. Dzięki! Łuczaj pisze na swoim blogu, że często zbiera różne nasiona do kieszeni na zapas i ja też często to robię (tak zdobyłam driakiewnika na jakiejś budowie :)). Puszcza Bukowa jest fajna i ciekawa pod względem roślinnym- inna niż nasze piachy, także mam nadzieję, że nas odwiedzisz. Jakie zwierzęta obserwowałaś w Trzebuszu? Kiedyś były tam drapieżne ptaki i zające (też dziki i sarny, ale te są tu wszędzie), ale to zanim przecięto łąki drogą. Zostało coś? Żal mi patrzeć na te przemysłowe budowy więc nie chodzę, chociaż przez 25-lat bywałam tam nawet codziennie. Mieszkam blisko. Sporo zwierząt jest w Załomiu w nieuprawianych łąkach- w stronę jeziora. Mnóstwo tam ptaków, niektóre bywają też u nas. Puszczyk, bielik, mniejsze drapieżne.
      Gdybyś chciała nasiona zawciągu to pozbieram. Selerowate u nas prawie nie rosną, w mokre lata bywa podagrycznik, ale teraz znikł, jest za sucho.
      Ja sieję tak jak się wysypuje samo. Zbieram świeże nasiona i od razu wysiewam. Nie przekopuję gleby i nie przykrywam niczym nasion. Nie wiem czy dobrze, ale coś tam mi wschodzi.

      1. Puszcza Bukowa jest wspaniała, szczególnie starodrzewy, ale też cała jej różnorodność i ukształtowanie.
        Obserwacje wtedy w Trzebuszu okazały się raczej niespektakularne. Sarny, dziki, kanie rude. Tam, gdzie teraz budują hale przy autostradzie, pewnie było wcześniej miejsce idealne dla jeleni na rykowisko. Ten kawałek będzie przekształcony w całości, na szczęście kaniom zostaną jeszcze łąki nad jeziorem. (Budowlańcy nie są bez serca, na drapieżne ptaki czasem przez lornetkę zerkną, mówili też o śladach jeleni widocznych przed usuwaniem humusu.)

        1. Kanie sobie poradzą, bo tereny jeziorne są podmokłe i ewentualne zabudowanie ich byłoby upiornie drogie, niemniej żal mi Trzebusza. Przed wojną była tam fabryczka ceramiki i cmentarz, i chyba z tego powodu rosły tam rzadkie rośliny. Była aleja pięknego bzu, dęby czerwone i węgierskie, stare owocowe drzewa, wiśnie, jabłonie, jarzęby szwedzkie, pszylaszczki, i przegorzan którego nasion mamy teraz całe wiadro:). Była też wspaniała sucha łąka. Przez lata obserwowałam jak wkracza na nią las. To były takie piękne, naturalne procesy. Mech, karłowate sosenki, jastrzębiec, pięciorniki, kostrzewa sina, dziurawiec. Nie widziałam nigdy jeleni, ale niewykluczone, że miały tam rykowiska. Sarny były niemal stale (myśliwi je tam dokarmiali zimą, były też doły z wodą, chyba dla nich). Dziki można u nas obserwować z domu, przychodzą do ogrodów :) Gorzej z zającami, wymagają niskiej trawy, a wokół tylko nawłocie po szyję.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.