gone with the wind

Chciałabym umieć opowiadać historię obrazem. Słowa bywają złudne, zbyt jednoznaczne. Wpisane w opowieść konserwują ją jak trofeum w formalinie, a obraz zostawia jakąś formę życia. Może nie jest to życie wieczne, ale ile w nim możliwości, ile wariantów :)

Gone with the wind- miesiąc wędrówki przez Arktykę. W obrazkach.

PS: Jak zwykle wszystko powstało w aparacie bez komputerowego manipulowania, w pojedynczych naświetleniach. Fotografowałam to co znalazłam, nie zmieniałam niczego w otoczeniu, nie układałam, nie przestawiałam, nie zakładałam innych ubrań do zdjęć. Nie wybierałam trasy pod kątem jej fotograficznej atrakcyjności. To miejsca gdzie trafiliśmy przypadkiem. Gdzie nas zaniosło. Zdjęcia Jose są niepozowane.

972 Razem 3 Dzisiaj

4 myśli na temat “gone with the wind”

  1. Ale czy da się napisać historię samym obrazem? Kompletną i skończoną? W moim odczuciu nie. Myślę że to słowa bardziej pobudzają wyobraźnię, nadają opowieści ciągłości i umiejscawiają w czasie i przestrzeni (co ja osobiście lubię :)). Masz Kasiu dar pisania i opowiadania (którego Ci zazdroszczę). Od ok. 1,5 roku zaglądam na Twój blog i śmiało mogę powiedzieć że jak dla mnie jest to blog nr. 1 o tej tematyce. To co najbardziej cenię to brak jakiejkolwiek przesady, wyolbrzymiania czy też historii/opisów prawie żywcem wziętych z folderów reklamowych. Opisujesz po prostu to co widzisz i czujesz. Lubię też przeglądać Twoje zdjęcia – są naturalne (bez upiększającej obróbki).
    Nie bez powodu rozpisałem się akurat pod tym tematem. Przyznam się szczerze Kasiu że czekałem na typowy dla Ciebie opis wyprawy do Laponii (do takiego zdążyłem się przyzwyczaić :)) czyli szczegółowy i w odcinkach. Mam taką cichą nadzieję że ten Twój stary styl powróci po następnej wyprawie i że historie pisane „obrazem” nie zastąpią tych pisanych „słowem i obrazem” :) Pozdrawiam

    1. Paweł, dzięki, że się rozpisałeś :). Hemingway (którego uwielbiałam od dziecka) powiedział kiedyś, że jeśli się opisze jakąś historię, to się ją traci. Zastanawiałam się nad tym wielokrotnie i tak chyba rzeczywiście jest jeśli się coś upiększy czy zmieni. Ponieważ opisuję swoje najlepsze chwile nie chcę ich tracić, więc nie upiększam. Czyli znów wyjaśnienie jest dość egoistyczne i proste:).
      Nie chcę się zmuszać do pisania. Piszę prawie codziennie od 6-ciu lat. To zawsze była dla mnie przyjemność, a teraz z jakiegoś powodu nie mogę się za to codzienne pisanie zabrać. Fajnie jest dla odmiany uczyć się opowiadać w inny sposób i gimnastykować umysł, który inaczej mógłby wpaść w koleiny, albo się na czymś na stałe zawiesić.
      Opiszę Finlandię. Druga część, Norwegia- którą już opisałam była ciężka. To nie tak, że nie chciało mi się do niej wracać, bo wróciłam i opisałam- tylko chciałam znaleźć w tej opowieści jakiś sens, stąd całość, nie codzienne odcinki. Rzeczywiście jak to teraz czytam- jest zbyt długie, zbyt skondensowane i przez to chyba Ci się nie spodobało. Przykro mi, że Cię rozczarowałam.
      Kupiłam sobie bilet na Islandię, bo chciałam się po tej Arktyce pozbierać- to troszkę bez sensu, wiem, ale taka jestem :)

  2. To moje „rozpisanie” spostrzegłem dopiero jak poszło w świat (sam nie wiem co sumie miało oznaczać – za bardzo to ja się nie rozpisałem :)). Tekst o Norwegii ogólnie mi się podobał – tylko (może to niezbyt dobre porównanie) tak trochę liczyłem na książkę a przeczytałem opowiadanie :).
    Będę trzymał kciuki za powrót do Twoich starych zwyczajów. Poziomo padający deszcz na Islandii na „pozbieranie”? Bardziej bym Ci proponował Wyspy Owcze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *