mamy 5 lat!

Zaczęłam pisać pod koniec stycznia 2011 roku. Dawno, prawda? Pamiętam tygodnie, podczas których pisałam prawie codziennie i kiedy to przenoszenie się w inne miejsce i w inny czas pozwalało mi natychmiast się zrelaksować. Kiedy zaczynałam byłam zupełnie sama. Samotność jako taka nie jest czymś złym, nawet ją lubię, ale tamta przypominała raczej opuszczenie niż własny wybór. To były ciężkie czasy dla małych firm. Wciąż słyszeliśmy, że nie jesteśmy tak dobrzy jak te reklamowane i duże. Nie jesteśmy sprytni (bo nie produkujemy w Chinach, a nasze wyroby można nosić latami), nie jesteśmy konkurencyjni (bo na naszych ubraniach sklepy miałyby zbyt małe marże), nie jesteśmy nowocześni, bo zamiast inwestować w reklamę wydajemy wszystko na wspaniałe, ale drogie materiały… nie chce mi się już nawet do tego wracać. Kiedy zebrałam się w sobie i napisałam jak to naprawdę jest, wszystko w jakiś niezwykły sposób odzyskało rozsądny wymiar. Przez stulecia ludzie kierowali się nadrzędnym Dobrem. Cenili tych, którzy się dzielą i dają, takich którzy coś istotnego tworzą, uczciwych, prawdomównych, tych, na których można polegać. W dzisiejszych czasach wmówiono nam, że to definicja frajera. Zapomniano dodać, że nasi przodkowie nie byli „frajerami” za darmo- wiedzieli, że to buduje szczęście. Gdyby każdy zadbał o swój kawałek świata, jakikolwiek malutki by nie był, krok po kroku zbudowalibyśmy raj. I tego się nauczyłam przez ostatnie lata. Może nie odkryłam Ameryki i nie dostanę żadnego Nobla, może to co zależy ode mnie jest zwyczajne i bardzo malutkie, pewnie nie ma większego znaczenia dla świata. Ale ma dla mnie i dla otaczających mnie ludzi. Nie chodzi o wielkość czy ilość, nie o prestiż czy „wartość” wykonywanej akurat pracy tylko o włożone w swoje działanie serce. Zaskakujące, ale można je włożyć w każdą uczciwą robotę, a efekty pojawiają się niemal natychmiast.  Najważniejsze żeby niczego nie oczekiwać. Szczęście daje to, co bezinteresowne. Jeśli wątpicie,  spróbujcie sami. Przepraszam, jeśli to już od dawna wiecie. Poukładanie sobie tych wszystkich spraw na nowo było dla mnie największym odkryciem ostatnich lat.

Poza tym nauczyłam się trochę fotografować :)

Port de Bonaigua, fot Kasia Nizinkiewicz

Zrobione w listopadzie 2014 zdjęcie wichury na Port de Bonaigua zostało właśnie wyróżnione w konkursie Monochrome Awards 2015. Nie zrobiłam go po to żeby dostać nagrodę, tylko żeby móc się podzielić pięknem i chyba właśnie dlatego tak bardzo się tym wyróżnieniem cieszę :)

3417 Razem 3 Dzisiaj

8 myśli na temat “mamy 5 lat!”

  1. Za te 5 lat i za wszystko: wielkie gratulacje i wszystkiego dobrego :)
    Już się zastanawiałam co się dzieje, że taka długa przerwa na blogu – świętowaliście?
    Zdjęcie z pewnością zasługuje na wyróżnienie – brawo.

    1. Byliśmy na targach BOOT w Dusseldorfie. Miałam zostać i w ostatniej chwili okazało się, że też muszę jechać. Za dużo umówionych spotkań… Do tego nie udało mi się połączyć z netem. Kupiliśmy jakąś kartę i nic. Targi trwały 9 dni plus dojazd i tak wyszło. Dzięki:)

  2. Kasiu, gratuluję pięknego jubileuszu!
    Pisz i fotografuj dalej, i dziel się z nami! Uwielbiam wpadać na Twojego bloga i choć na chwilę móc zapomnieć o bożym świecie, wyruszyć z Tobą na szlak, albo częściej – zgubić się na górskich bezdrożach. Dzięki serdeczne!!!
    Pozdrawiamy!

    1. Asiu, faktycznie muszę się wziąć do roboty:) Jeszcze w tym potargowym rozgardiaszu całkiem zapomnę o Apuane! Najfajniejsze w blogu, jest chyba właśnie to, że czytacie. To ja dziękuję :) Wszystkiego dobrego!

  3. Często mam wątpliwości za co jestem bardziej wdzięczna, za mojego Kwarka czy tego bloga… Jedno ogrzewa ciało drugie duszę :)
    Gratulacje !

    1. mam kłopoty z tymi jubileuszami. Jakoś teraz zimą bluza kajakowa skończyła 21 lat. Można by to też świętować, ale mi co roku umyka. Dla ubrania to naprawdę piękny wiek! Wczoraj kolega mi się pożalił, że na imprezie urodzinowej naszego szczecińskiego klubu wisiały historyczne fotki i że na wszystkich od 15-tu lat miał tę samą kwarkową koszulkę. W międzyczasie urosły mu długie włosy, potem znikły, podobnie z brodą… a koszulka się nie zmieniła. Aż żałuję, że nie widziałam :)
      Dzięki wielkie! Będziemy dalej grzać co się tylko uda:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *