mrożone pisanki

Muszę się Wam do czegoś przyznać… I hmm…nie bardzo wiem jak. Po latach zimowego łażenia po Pirenejach nadal nie uważam się za eksperta od zimy i nadal trochę się boję wielotygodniowego wędrowania przez śnieg. Tymczasem mój niezawodny kumpel, który zwykle zgadzał się na wszystkie moje górskie pomysły (o ile nie byłby to Bliski Wschód lub Afryka) uparł się (nawet nie jak osioł, tylko jak buldożer…) i namówił mnie na radykalny zwrot.

Historia zaczęła się już latem. Szef męczony o miesięczny urlop niezmiennie odmawiał, Jose ponawiał pytania, w końcu poproszony o uzasadnienie bez dłuższego namysłu (sądząc, że i tak się nie uda) wypalił, że musi mieć cały wolny miesiąc ponieważ jedzie za koło podbiegunowe na narty … Taki argument rzucony w rozgrzanej do czerwoności Saragossie w środku pustynnego lata podziałał natychmiastowo… A… jak za koło podbiegunowe to tak!

Mój przyjaciel to człowiek solidny, jak coś obieca to robi. 5-tego marca lecimy do Tromso. Z nartami. Moje obiekcje, że przecież Jose nie jeździ na nartach zostały już doszczętnie rozwiane. Wynajęty instruktor w tydzień przerobił go na narciarza. Czy, i jak sobie poradzimy w puchu, z plecakami, z pulkami, z namiotem pojęcia bladego nie mam.

Na razie studiuję wszystkie możliwe trasy, czytam opisy, których nie za wiele, bo miejsce jest raczej bezludne, a klimat surowy. Jednym z najbardziej prawdopodobnych pomysłów jest pójście przez płaskowyż Finnmarksvidda na Przylądek Północny. Nie spodziewam się tam narciarskich problemów, ale na pewno dopadną nas inne. Większość ludzi, która była na Finnmarksvidda przed nami przechodziła ją z zachodu na wschód. Ta trasa jest bardziej popularna. Na niektórych fotkach widziałam nawet wyjeżdżony skuterami szlak, są chatki. Nam bardziej pasuje kierunek z południa na północ czyli fragment europejskiej pieszej trasy E1 biegnącej z Nordkapp na Sycylię. Niestety na ponad stukilometrowym odcinku nie ma tam jakiegokolwiek schronienia, a wcześniej i później na dziesiątkach kilometrów są tylko (pozamykane) bezobsługowe chatki (nawet wcale nie DNT). Samo w sobie wcale by mi to nie przeszkadzało, bardziej fakt, że w białym, lekko pofalowanym i wszędzie mniej więcej jednakowym terenie nie będzie żadnych punktów orientacyjnych, a idąc na azymut na odcinku kilkuset km można zupełnie, ale to zupełnie nie trafić. Czytanie opisów również nie zawsze pomaga. Wielu autorów tekstów i zdjęć przedstawia siebie jako pionierów, a swoje dokonania jako ekspedycje. Są też podziękowania dla sponsorów i listy drogiego sprzętu… nic tylko bardzo się bać.

Wypadniemy przy nich bardzo skromnie. Kupiłam dwie pary wędkarskich sanek z grubego i solidnego plastiku. Przerabiam je na pulki dla nas. Moje skiturowe narty mają już ze 20-cia lat. Podobnie zamocowane do nich wiązania- Silveretta 404 (zaprojektowane w 1993 roku :)), ale pozwalające na wpięcie zwykłego górskiego buta. Kilku rzeczy jeszcze nie mamy. Musimy kupić jakiś solidny namiot (zielona pałatka tym razem zostanie w domu), zastanawiamy się nad benzynowym palnikiem (ale niechętnie, bo jak dotąd w zimowych górach całkiem nieźle sprawdzał nam się gaz). Naszym jedynym sponsorem jest Edek Krzyżak, – który pożyczy mi swojego starego garmina … (nie wiem tylko czy uda mi się rozwikłać jak go użyć). Edwardzie dzięki:)

Do przejścia jest jakieś 600 km, statystyczna temperatura to ok -10 (najniższa spodziewana -30, najwyższa +1), długość dnia urośnie podczas tego miesiąca o ok 5 godzin, śnieg jest gwarantowany. Gdzieś po drodze trafi nam się Wielkanoc (myślicie, że spodobają nam się mrożone jajka?), może zobaczymy zorzę, może zboczymy trochę bardziej nad morze, bo czym bliżej wybrzeża tym cieplej (i tym więcej opadów, i skalistych, miejscami bardzo stromych gór). Może niewiele z tego się uda, a może, co też prawdopodobne odkryjemy cudowne tereny, które spodobają się też i Wam?

Mamy kilka wariantów tras, wszystkie bardzo hipotetyczne. To, którą z nich wybierzemy i czy ostatecznie wylądujemy na Nordkalottleden, na Lofotach czy w drodze na Nordkapp okaże się pewnie na miejscu. Linki do stosownych map są tutaj: Norwegia, Finlandia

Piszę o tym już teraz, bo może mi coś doradzicie. Tylko nie odradzajcie, bardzo Was proszę :)

 

 

8091 Razem 3 Dzisiaj

49 myśli na temat “mrożone pisanki”

  1. Na początku zastrzegam że nie mam zamiaru odradzać Wam tej wyprawy :). Najdalej na północ zimą byłem w rejonie Narwiku. Spędziłem miesiąc (na moje nieszczęście pracując) na przełomie lutego i marca 2014. Pogoda była całkiem dobra – ale to był rok specyficzny z suszą i pożarami w styczniu i z niezbyt obfitymi opadami śniegu. Ja mieszkam na południu (Bergen) i przez ostatnie 2 tygodnie prawie ciągle wieje i leje :). Moim zdaniem początek marca to trochę za wcześnie – lepsza była by druga połowa marca i pierwsza kwietnia. Nie wiem czy czytałaś ale w tym linku co Ci podałem jakiś czas temu (Jamesa Baxtera), Baxter opisuje również swoją 119 dniową wyprawę na nartach przez całą Norwegię. Pisze to w formie pamiętnika opisując każdy dzień swojej wyprawy. Nie czytałem tego (przypomniałem sobie i zajrzałem tam przed chwilą) ale wydaje mi się że prawdopodobnie znajdziesz tam jakieś ciekawe informacje. Końcówka jego trasy prawdopodobnie może się pokrywać z tym co Wy planujecie. Na koniec życzę powodzenia i trzymam kciuki :)

    1. Hej, przeczytałam, kilkanaście dni się pokrywa, z tym, że on był bardzo szybki, obawiam się że z sankami to aż tak się nie rozpędzimy, no i dzień będzie o kilka godzin krótszy. Szedł na lekko, sypiał w hotelach…jadał pizzę, generalnie nie oszczędzał. Dla nas na pewno za drogo i zbyt mało dziko. Z tym czasem to jakoś tak wyszło głupio, chciałam później. Temperatury się bardzo nie zmieniają, z tego co widzę w marcu i kwietniu jest podobnie zimno, ale dzień byłby dłuższy. Natomiast fajne jest to, że trafiamy tam na Wielkanoc. Lapończycy ją hucznie świętują może coś zobaczymy. Jest jeszcze psi wyścig właśnie tą popularną trasa z Alta do Kirkenes 5-tego marca więc w razie czego tam pójdziemy, pewnie będzie nieźle wydeptane:) W marcu jest też większa szansa na zorzę…
      Trzymaj koniecznie i jakbyś coś jeszcze wiedział to pisz. Czytam wszystko co mi wpadnie w ręce. Najbardziej mnie gryzie jaki namiot i czy brać benzynę czy gaz… no i jak sobie radzić z nawigacją w takim terenie.

      1. Rozmawiałem wczoraj ze znajomym Norwegiem co często bywa w rejonie Tromso. Był pod wrażeniem Waszej wyprawy. Na temat pogody stwierdził że o tej porze roku to jakiegoś ekstremum to raczej nie powinno być. Pogoda powinna być dobra – ale jak to z pogodą bywa jest nieprzewidywalna. Sprawdzałem również 10-letnie statystyki i minimalna średnia temperatura dla Kautokeino i Karasjok waha się między -15 na początku marca do -5 na początku kwietnia. Maksymalna średnia temperatura dla tych miejscowości i tego okresu wynosi od około -5 do +2. Kautokeino wydaje się być norweskim „biegunem zimna” :) więc czym bardziej na północ i zachód od tego miejsca to powinno być trochę cieplej. Ale to są tylko statystyki a jaka będzie rzeczywistość to poczytamy w Twoich opowieściach :) (ja nie mam szczęścia do pogody – wybieram się jutro i czym bliżej tym bardziej pogoda nie taka jak bym chciał:)). Na temat namiotu to ciężko jest mi coś doradzić. Jeżeli to dla Ciebie nie jedyna w przyszłości tego typu wyprawa (bo być może marzą Ci się jeszcze bardziej ekstremalne :)) to warto zainwestować w dobry namiot ekspedycyjny. Możesz zerknąć sobie na stronę Helsport. Produkują namioty od ponad 50-ciu lat na norweski i nie tylko rynek to być może znajdziesz tam jakieś informacje do porównań z innymi producentami (polecać tego producenta nie będę ze względu na cenę :)). Z nawigacją w takim terenie może być problem ale z pomocą garmina możesz chociażby sprawdzić pozycję (jeżeli nie masz do niego map Norwegii) i sprawdzić na mapie gdzie aktualnie jesteś. W ten sposób będziesz wiedziała czy wędrujesz w zaplanowanym kierunku czy też nie.

        1. Cześć Paweł, dzięki:)
          Namiot pożyczy mi Łukasz Supergan. To Marabut, podobno sprawdzony. Po tym wyjeździe będę wiedziała co i czy powinnam kupić. Łukasz pisze, że nie będzie mu żal jak coś się temu namiotowi stanie (pewnie po swoim doświadczeniu utraty namiotu w Zagrosie), ale mi się wydaje, że będziemy go bardzo pilnować, w tym miejscu byłoby bardzo nieprzytulnie bez dachu nad głową :)
          Garmin od Edka przyszedł i muszę się nauczyć jak go użyć. Zawsze sobie radziłam bez i jestem w tym zupełnie zielona.
          Pogoda w Norwegii się ciągle zmienia, nie poddawaj się, może się poprawi do jutra:)

          1. Nie mam zamiaru się poddawać – najwyżej zmienię trochę plany :). Jeżeli wybierasz się do Kirkenes to przypomnij sobie rosyjski bo może się przydać :).
            Pozdrawiam i życzę Kasiu powodzenia.

          2. Zazdroszczę Ci tej bliskości gór. Bergen to świetne miejsce.
            Jak nie uruchomię Edkowego gps-a to całkiem możliwe, że trafię do Krkenes nawet celując w Nordkapp :)
            Dzięki!

  2. Normalna wariatka :-). Tak pomyślałam już jak napisałaś jak spędziłaś ostatniego Sylwestra, ale teraz to już mistrzostwo. Żartuję, kibicuję bardzo, którędykolwiek pójdziecie, i już nie mogę się doczekać relacji i zdjęć. Doradzić nic nie mogę, na Nordkapp byłam, ale latem i samochodem.

    1. Dzięki, ja święcie wierzę, że jak odpowiednio dużo ludzi potrzyma kciuki to pogoda będzie wyjątkowo piękna, zorza bardziej kolorowa i wszystko wyjdzie nam bez problemu, albo wyjdzie jak zwykle, ale my (co dla nas częste) nie odbierzemy tego jako problem :)
      Co do zdjęć, trochę się boję. Finnmarksvidda to dość monotonne miejsce, ale mam nadzieję, że je zrozumiem i że coś mi wyjdzie. Mam straszny kłopot z wyborem obiektywów i martwię się o baterie, ale postanowiłam dopakować filmy i analoga. Wytrzymał już podobne warunki i chyba jest w takich sytuacjach pewniejszy.

  3. Z tym gazem i zimą to może być tak, że do tej pory sprawdzał się wam bo wędrowaliście po górach. Sam nie mam wielkiego doświadczenia z gotowaniem w warunkach zimowych ale ostatnio czytałem u Łukasza Supergana, że jest różnica w prężności gazu gdy używać go wysoko w górach od tego jak rozpręża się na terenach nizinnych. Także niczego nie radzę ale podrzucam trop, którym iść i co brać pod uwagę dobierając paliwo.

    1. Dzięki, tekst Łukasza też przeczytałam. Najtrudniejszym testem dla gazu był luty 2010, kiedy byliśmy wysoko i przez klika dni trzymał duży mróz. Palnik działał, ale był skrajnie niewydajny, gazu nam ubywało w oczach. Z drugiej strony benzyna śmierdzi, płomień bucha, odpalenie w namiocie wydaje mi się niemożliwe… Nie wiem czy pamiętacie juwle? Wędrowałam z czymś takim po górach przez lata jeszcze zanim pojawił się gaz. Ceremoniał podgrzewanie zbiorniczka świeczką, osmalanie rzęs, garnki w sadzy… do tego zapach. Miały oczywiście zalety, były bardzo lekkie. Z benzyną gorzej, bo bywała na kartki. Swoją drogą na pewno tego nie wyrzuciłam, może jest jeszcze gdzieś u moich rodziców :)

      chyba kupimy palnik multifuel i postaramy się używać gazu jeśli się da. Napiszę jeszcze do Łukasza.

  4. Wow – nie odradzam – dołączam się do trzymania kciuków i lekkiej zazdrości (my póki co mamy przestój w realizowaniu lekko wariackich pomysłów :-)
    Co do namiotu – na trudniejsze warunki pogodowe, szczególnie wietrzne, my użytkujemy Marabuta Khumbu:
    https://sp.com.pl/namiot-khumbu

    Nie jest to namiot jakoś super wygodny w codziennym użytkowaniu, bo jest trochę niski w środku. Nie jest też jakoś super lekki. Ale daje radę przy bardzo trudnych warunkach zewnętrznych (jest bardzo stabilny przy wichurach).
    Ale jak jedziemy gdzieś w mniej wietrzne i trudne warunki – wolimy brać zwykłe większe, wyższe i lżejsze iglo (zdecydowanie więcej miejsca w środku)

    1. Dzięki:) Ja nawet nie wiem czy ten pomysł jest rzeczywiście wariacki. Tak naprawdę zimowe Pireneje też nie były bardzo rozsądne, i tak jak my nie chodził chyba naprawdę nikt. Mam nadzieję, że nie będzie tłoku (a w każdym razie jeśli ominiemy ten psi wyścig).
      Czuję się trochę niepewnie, bo to całkiem nowy teren i nieznane mi zupełnie warunki, ale z drugiej strony przecież już wielokrotnie szłam przez trudne miejsca gdzie nie było cywilizacji przez kilka kolejnych dni, nie było wycofu i telefonicznej sieci, a co gorsza szłam przez takie miejsca też sama czy z Lidką, która nie jest okazem zdrowia.
      Ale o kciuki bardzo proszę, to się na pewno przyda :)
      O tym namiocie myśleliśmy, trochę mnie przeraża waga i niestety nie najlepsze opinie użytkowników. Także szukam dalej. Mam bardzo solidnego Hannaha, ale to jedynka i też upiornie ciężka jak na swój mikro rozmiar. Tu nawet nie tyle chodzi o wygodę, tylko żeby móc ugotować (roztopić śnieg) na silnym wietrze (przydałby się wysoki przedsionek) i żeby w razie nagłego załamania pogody móc taki namiot szybko postawić. Najlepiej prosta samonośna konstrukcja.

  5. A Ja myślałam, że Jose to ten zrównoważony w waszym tandemie…
    W sumie, starch pomyśleć, ale chyba tak jest ;)
    Hahaha POWODZENIA – trzymam kciuki, na pewno będzie super!

    1. Przekażę mu, na pewno się ucieszy. My teraz po prostu za mało wiemy żeby się stresować. Największy problem, z którym nie wiem co zrobić, to że na części trasy są góry, a na drugiej płasko i kilkoma uskokami. Góry znamy lepiej, mamy jakieś doświadczenie z czytaniem map, mamy skiturowe narty… ale nie wiemy jak sobie tam poradzimy z pulkami… Natomiast na tym płaskim lepszy byłby lżejszy i szybszy sprzęt (inne wiązania, narty z łuską, miękkie buty, w których wygodniej i cieplej). Możliwe, że z naszymi będziemy za wolni żeby to przejść. Martwię się o to ile wytrzymają foki, bo na płaskim będą najprawdopodobniej przytwierdzone do nart cały czas. Poza tym nawigacja- odpaliłyśmy wczoraj z Lidką Edkowego garmina. Współrzędne pokazał nam bez oporu, z tym że z wysokością kiepsko. Wyszło nam -38 m. Wiem, że mieszkam bardzo daleko od gór, ale hmm…nie sądziłam, że to aż takie dno!
      Dzięki:)

      1. Cześć Kasiu, nie wiem co to za model GPS ale myślę że posiada możliwość ręcznej kalibracji. Skalibruj go na znanej wysokości i sprawdzaj czasami jak już będziesz na miejscu. Ja mam w miarę nowy model i muszę go co jakiś czas ręcznie kalibrować ponieważ oszukuje :). Nie jest to może jakaś duża odchyłka (kilka do kilkudziesięciu metrów) – co z reguły nie ma większego znaczenia ale warto czasami sprawdzić. Pozdrawiam.

        1. Cześć Paweł. Dzięki, metry nie maja większego znaczenia, muszę przeczytać instrukcję i spróbować wyzerować to na poziomie morza. We współrzędnych chyba mnie nie oszukał, a barometr też wyglądał prawdopodobnie. W sumie naprawdę nie oczekuję więcej niż współrzędne. A jak się udał Twój wypad?

          1. To był jednodniowy wypad bo w niedzielę rano miałem samolot do Polski i przed wyjazdem chciałem się jeszcze gdzieś przejść. Tam gdzie pojechałem pogoda była piękna i chociaż po drodze musiałem zmienić plany co do celu to byłem zadowolony z wyboru (wyjechałem późno ponieważ zaspałem :)). Piękne widoki na Alpy Rosendalskie, czy też Geitadalstinden i Ulvanosa w Uskedalen (myślę że by Ci się spodobały :)). Trochę zakończenie miałem niezbyt przyjemne. Droga zejściowa którą sobie wymyśliłem okazała się trochę koszmarna (stromy śnieg, progi skalne i do tego nie zabrałem ze sobą czekana bo stwierdziłem że na pewno mi się nie przyda :)). Przymrożone dłonie podczas odpoczynku na szczycie których przez długi czas nie mogłem rozgrzać (będę musiał się kiedyś wybrać do Kwarka na zakupy żeby zakupić cienkie z power stretchu :) – poza tymi drobnymi niedogodnościami było super.

          2. To Folgefonna? Chciałabym też kiedyś zobaczyć. Czekan to złośliwa bestia. Przydałby mi się z reguły wtedy kiedy go akurat nie mam i odwrotnie…:) Za to rękawiczki są takie małe i lekkie, tak że naprawdę nie ma uzasadnienia żeby ich nie nosić, ja mam je zawsze w kieszeni. Koniecznie musisz to nadrobić :)

  6. A jak z żywotnością baterii takiego garmina?
    Rozumiem, że GPS będziecie załączać od czasu do czasu dla sprawdzenia pozycji, ale krążą plotki, że nawet w trybie zegarka (w ciepłym klimacie) bateria nie trzyma dłużej niż tydzień…
    Może to lepiej przetestujcie :)

    Paweł, a jakie ty masz z tym sprzętem doświadczenia? Prawda to?

    1. Chyba niewielka, na razie widzę dwa rozwiązania:
      Albo włączać tylko gdybyśmy się zgubili (i tak pewnie będzie), albo trzeba kupić dużo baterii. To model na paluszki.
      Albo nie brać i będzie lżej :)

    2. Witaj. Czas życia baterii w moim GPS (Garmin Oregon 600, bateria 2 x NiMH 1920 mAh) zależy w głównej mierze od tego z jakich funkcji i jak często z niego korzystam to znaczy sprawdzam gdzie jestem, korzystam z mapy, namierzam cel itp. Najkrótszy czas do całkowitego rozładowania baterii jaki zaobserwowałem to było ok. 7 godzin ale używałem go bardzo często ze względu na trudne warunki na szlaku (widoczność 10 – 30 m, trudny teren, brak jakiegokolwiek oznakowania). Przy normalnym użytkowaniu czyli śledzenie trasy i okazyjne sprawdzanie pozycji, wysokości czy też odległości do celu baterie wystarczają na około 15 do 20 godzin. Ze względu na duży obszar w którym wędruje często korzystam z map które mam do garmina ( 3 mapy zastępują mi kilkadziesiąt tradycyjnych – kupuję oczywiście wersje papierowe ale tylko do tych rejonów które często odwiedzam :)) i wtedy czas życia baterii również zależy od tego jak często używam jako mapy. Z dodatkowych funkcji jak na przykład kompas (preferuje tradycyjny) bardzo rzadko korzystam. W przypadku Kasi włączanie tylko dla sprawdzenia pozycji to moim zdaniem najrozsądniejsza forma użytkowania w tych warunkach i na tego typu wyprawie. W moim urządzeniu uruchomienie i sprawdzenie pozycji zajmuje 1 do max 2 minut. Oczywiście w tych warunkach dobrze się jest zaopatrzyć w baterie litowe ( najlepiej 2000 do 3000 mAh) które są odporne na niskie temperatury. Moim zdaniem dla samego sprawdzania pozycji np. na postojach – nie potrzeba by było ich tak wiele. Pozdrawiam.

      1. Paweł mam do Ciebie dwa ważne pytania:
        1- czy ratowanie życia jest w Norwegii za darmo, czy trzeba się dodatkowo ubezpieczyć? Na moim ubezpieczeniu z OEAV małym druczkiem napisano, że nie dotyczy Arktyki i nie wiem teraz jak oni tę Arktykę liczą. Znalazłam dwie definicje i jedna niestety, że wszystko co za kołem podbiegunowym…
        2- mapy- nie mogę się połapać jakie kupić. Pogubiłam się już kompletnie. Do tego tam wszystko bardzo drogie. Plany robię sobie zawsze na podstawie map udostępnionych w necie, w lecie używałyśmy ich nawet w górach- wydrukowałyśmy sobie, mnóstwo Norwegów to robi, a strona na to pozwala. Kłopot w tym, że w ten sposób nie mam na mapie współrzędnych. To ogromny teren szukałam jakiejś 150-tki lub 100-tki (na razie bez rezultatu)
        Czyli jak nie znajdę stosownych map problem garmina już z głowy :)

          1. Witaj Kasiu, pogrzebałem trochę w Internecie i być może znalazłem rozwiązanie problemu z mapami. Nie jestem pewny czy opisana poniżej metoda będzie dla Ciebie wystarczająca – ale to już sama ocenisz :). Jest wiele stron z mapami ale praktycznie wszystkie które znalazłem nie podają na nich siatki współrzędnych. Jest taka strona http://www.GodTur.no na której można wydrukować mapę z siatką podziału. Siatka nie jest opisana współrzędnymi ale numerami poszczególnych prostokątów. Linie podziału wydają się przebiegać wzdłuż określonych współrzędnych geograficznych więc myślę że na wydruku mogłabyś opisać poszczególne linie we współrzędnych. Na tej mapie możesz także sprawdzić współrzędne poszczególnych linii. Mały problem jest tylko z trafieniem kursorem idealnie w środek linii ale wydaje mi się że to tylko kwestia wprawy :). Poniżej przedstawię krótki opis nawigacji na stronie. Po wejściu na stronę wciśnij „Kart”. Pojawi się mapa Norwegii. Po lewej stronie będą zakładki. Wciśnij zakładkę „Tema”, następnie „Temadata” i następnie zaznacz „N50 kartblad”. Pojawi się siatka. Mapę z tą siatką można powiększać tylko w pewnym zakresie ponieważ przy dużych powiększeniach znika siatka ( max 5 km). W prawym górnym rogu mapy jest „+” po wciśnięciu którego otwiera się menu „Grunnkart” gdzie możesz sobie wybrać rodzaj mapy. „Turkart” jest bardziej szczegółowa niż „Turkart 2”. Żeby sprawdzić współrzędne wciśnij ostatni przycisk u góry mapy „…se koordinater…”, kliknij jakiś punkt na mapie i po prawej stronie w okienku „Resultat” pojawią się współrzędne danego punktu. Mam nadzieje że te informację okażą się przydatne. Nie sprawdzałem wszystkiego dokładnie (tylko próbne wydruki) więc zobacz sama czy tego typu mapy będą dla Ciebie wystarczające i czy linie siatki mają na całej długości tą samą wartość :). Będę szukał dalej i jak znajdę coś ciekawego to dam znać :). Pozdrawiam.

          2. Paweł wielkie dzięki!
            Spróbuję powtórzyć ścieżkę, którą opisałeś. Już mniej więcej wiem jak bym chciała pójść czyli ilość map do wydrukowania się zawęża.
            Byłam wczoraj i dzisiaj w Jakuszycach, udało mi się przetestować sanki, mam jeszcze kłopot z butami i wiązaniami. Mój kompromisowy pomysł – zimowe górskie (takie do automatów) i silveretty 404 jest w praktyce upiornie wolny i bardzo nieprzyjemny dla stóp. Obdarłam obie pięty. Muszę coś koniecznie wymyślić, bo tak chyba się nie da na płaskim (po górach byłoby ok). To, że na początku są góry, a potem płasko jak stół z kilkoma uskokami powoduje, że zupełnie nie wiem jaki wziąć sprzęt. Narty mam backcountry szerokie jak stare zjazdowe i z łuską (cudne, prosto ze Sklepu Podróżnika), ale wiązania i buty to dla mnie kompletna zagadka… Chciałabym mieć górskie buty, bo boję się że czasem trzeba będzie chodzić bez nart, ale tak naprawdę to nie wiem. Dam radę zabrać tylko jedne buty, więc powinny być „od wszystkiego” do tego muszą być ciepłe…
            Myślę głośno, z nadzieją, że ktoś mi doradzi:)
            Bardzo dziękuję za pomoc z mapami, już mi raźniej:)
            Pozdrawiam!

  7. Witaj Kasiu, tak to Folgefonna i okolice. Lubię tam zaglądać i wydaje mi się że jest to najciekawsze miejsce w okolicy Bergen (około 2 godziny jazdy samochodem). Może nie ma tam tras takich jak lubisz czyli długodystansowych – ale w połączeniu z lodowcem można by wykombinować trasę o długości ok. 100 km. Polecam odwiedzić – bardzo urokliwe miejsce :).
    Rękawiczki i kominiarkę to już mam w planie kupić w Kwarku :). Zastanawiam się jeszcze nad innymi rzeczami które mogły by mi się przydać latem ale w tym temacie potrzebuje Twojej rady. Nie chcę Ci teraz zawracać tym głowy i jeżeli nie masz nic przeciwko temu to chciałbym Cię trochę „pomęczyć” na ten temat jak już powrócisz z wyprawy na północ :). Pozdrawiam.

    1. Hej, na pewno kiedyś tam pojadę. Do Bergen stosunkowo łatwo się dostać więc chętnie wyskoczę w te bliskie góry. Też wypatrzyłam całkiem długą trasę (pewnie tą samą). Jedyny kłopot, że tam ciągle pada :)
      A pomęczyć to możesz teraz. Nie ma co odkładać, trochę byłam zakręcona planowaniem i organizowaniem sprzętu (stąd wolno mi idzie relacja), ale już to prawie opanowałam, także spokojnie. Jeśli masz jakiekolwiek pytania to pisz.
      Dużo ludzi mi teraz doradzało i doradza, także muszę swoje odpracować dla świata :) Mam nadzieję, że będę umiała pomóc.

      1. Witam. Na początku wspomnę że jestem fanem bawełnianych T-shirtów. Wprost je uwielbiam latem. Jak wiadomo problem z bawełną jest taki że nie lubi szybko schnąć i jak zawieje (znajomy Ci zapewne dobrze :)) norweski wiatr to robi się niezbyt przyjemnie. Moją radą na to jest przebieranie się w trakcie wędrówki co tez nie należy czasem do przyjemności szczególnie wtedy kiedy nie ma się gdzie schować. Oczy puchną od tych wszelakich strojów „termo” które można spotkać w sklepach ale ja jakoś nie mogę się do niczego przekonać. Kupiłem sobie jakiś wynalazek w ubiegłym roku. Ubrałem się raz i od tamtej pory leży w szafie :). Czym mogę zastąpić moją „ukochaną” bawełnę żeby czuć się w tym dobrze i przy okazji nie marznąć :)? Pozdrawiam.

        1. wełną :) Naprawdę to bardzo prosta sprawa. Zamiast typowego podkoszulka cienka wełenka (tak do 150 g/m2). My mamy 120 g (koszulki Okla i Trolla). Merynosy nie gryzą, a te cienkie nie gromadzą wilgoci, idzie dalej. Podobne rozwiązanie to też nasza koszulka wełna-plus-len- to moja letnia wersja, ale sama wełna (ta najcieńsza) też jest dobra na lato.
          Grubsze wełniane koszulki (np nasze Abeille) sprawdzają się przy intensywnym wysiłku jeśli się bardzo nie pocisz. Znam ludzi, którzy je noszą bez opamiętania (ja np) i takich, którzy tylko do spania, bo gromadzą im zbyt dużo potu.
          Inne, ale raczej zimowe rozwiązanie to powerstretch bez niczego innego, na gołe ciało. Gdybyś uznał, że jednak przeszkadza Ci zapach (w skali nieśmierdzenia od 1 do 10 dałabym mu 7-8) dołóż cienką wełenkę i dobijasz do końca skali (wełence dałabym 9-10, jak dotąd nie odkryłam niczego lepszego).
          Wynalazki z mądrymi nazwami są bardzo daleko w tyle za wełną i powerstretchem. Ja też mam kilka (bo dostałam, albo chciałam przetestować) i nigdy ich nie noszę

          1. Witaj Kasiu. Dzięki za informacje. Chodzę jak ja to nazywam „średnio szybko” (z reguły szybciej niż w opisach – jak się wyrwę w góry to chcę jak najwięcej zobaczyć :)) i należę do ludzi którzy się pocą – szczególnie na stromych podejściach. Mam takie dodatkowe pytanie dotyczące powerstretchu. Jak dobierać rozmiar ubrań z tego materiału i powiedzmy jeżeli byłby to większy rozmiar (używany latem w chłodniejsze dni) czy będzie spełniał swoje zadanie z odprowadzaniem wilgoci?
            I jeszcze mam info na temat map. W Norwegii można kupić mapy dla myśliwych i wędkarzy w skali 1:250000 „Jakt & fiskekart”. Nie wiem co to dokładnie za mapy – nie mogę namierzyć żadnego innego zdjęcia poza okładką. Z opisu jaki znalazłem trudno powiedzieć czy jest możliwa jakakolwiek nawigacja z tą mapą czy też nie. Gdybym był w Norwegii mógłbym zerknąć w księgarni ale wracam tam dopiero za tydzień. Może jako mapa ogólna by zdała egzamin? Do pokrycia Twojej trasy wystarczyło by najprawdopodobniej dwie mapy – „Finnmarksvidda” i „Finnmark Nord”.
            Pozdrawiam.

          2. Cześć Paweł,
            Powerstretch powinien być blisko ciała, inaczej miejscowo nie działa i te miejsca odczuwa się jako chłodniejsze. Czyli do intensywnego wysiłku połączonego z poceniem lepiej nie za duży. Jest elastyczny, także nie ma problemu z używaniem go latem jako bluzy w chłodniejsze dni, spokojnie da się założyć na inne koszulki. Ja mam tylko jedną bluzę (80040), której używam przez cały rok. Latem chudnę i robi się znacznie luźniejsza… Nie wiem czy to rozwieje Twoje wahania :)

            Dzięki, możliwe, że taka duża mapa ze współrzędnymi plus wydrukowane powiększenia byłaby ok, spróbuję kupić, na razie nie bardzo widzę co ona pokrywa, jakoś to dziwnie pokazują na stronie…

  8. Cześć Kasiu, znalazłem trochę informacji na temat tych map 1:250000 ….ale po niemiecku :). Nie znam niemieckiego więc nie mogę powiedzieć co tam piszą ale wydaje mi się że jest tam więcej informacji o tych mapach niż na norweskich stronach. Może Ty znasz? W tekście są 2 odnośniki. Pierwszy pokazuje pokrycie tymi mapami – gdzie możesz zobaczyć które mapy by Cię interesowały (mapa nr.14, 15, no i jeżeli wybierasz się bardziej na wschód to też 16).Numer 14 nie obejmuje rejonu samego Tromso. Drugi odnośnik pokazuje zdjęcie fragmentu mapy. Link do tej strony to: http://geobuchhandlung.eshop.t-online.de
    Pozdrawiam.

    1. Cześć Paweł.
      Jesteś niesamowity w wygrzebywaniu trudnych rzeczy z netu! Dzięki :)
      Przejrzałam tę stronę i z wrażenia nie dotarłam jeszcze do tych dużych map (1:250000), których szukaliśmy, bo znalazły się 100-tki i 150-tki, z tym, że najlepsze w Finlandii.
      Niemiecki znam. Czym więcej patrzę na te fińskie mapy, tym bardziej mi się tam podoba. Początkowo myślałam, że zimno i płasko… teraz, że tylko zimno :)

  9. Kasiu!

    GPS regularnie przekłamuje rzędne wysokościowe. Dlatego często się go wyposaża w barometr. Barometr przyda się do prognozowania pogody na biwaku. Po 8-10h widać tendencję…
    Jak będzie cie używać GPS do lokalizowania się punktowego, a nie mając podciągniętą mapę terenu, to będzie się bawili w przeliczanie współrzędnej do siatki mampy.
    W zależności od typu odwzorowania mapy i siatki współrzędnych są tutaj do zrobienia matematyczne obliczenia.
    Tak mam to zapisane w podręcznym kalendarzu:

    1. Współrzędna/mapa:

    1. Siatka WGS
    2. Rozmiar siatki 17,5/26mm (mierzone z linijki busoli)
    3. Stopnie i minuty odczytujemy z siatki
    4. Tysięczne: N778, E891
    5. Przeliczenie:
    778×26/1000=20,28 zaokrąglam do 20
    891×17,5/1000=15,95 zaokrąglam do 16

    2. Mapa/współrzędna:

    1. Siatka WGS
    2. Rozmiar siatki 24/37mm (mierzone z linijki busoli)
    3. Stopnie i minuty odczytujemy z siatki
    4. Przeliczenie tysięcznych:
    N-34mm
    E-13mm
    5. Przeliczanie:
    (13/24)x1000=541
    (34/37)x1000=918
    6. Wynik:
    E20.13’541″
    N49.32’918″
    Konwersja trybów zapisu: stopnie, minuty, sekundy, tysięczne jest w ustawieniach GPS, ale w razie czego tu są wzory na przeliczanie:
    http://galka.mountlab.net/www/topografia/formaty_pozycji

    1. oj szkoda, że z nami nie jedziesz :)
      Wydrukuję, ale czarno widzę używanie gpsa. Nie znam się, nigdy nie miałam. Nie widziałam jeszcze map i nie wiem co z nich odczytam…Myślę że jeśli nie poradzę sobie z kompasem i mapą, to i tak będzie kiepsko. I pomyśleć, że całe pokolenia chodziły bez elektroniki, a teraz wydaje się że tak nie da rady…

  10. Jeszcze jedna sprawa. O tym czy mapa współpracuje z GPS czy nie będzie informować zapis typu „Kompatybilna z GPS”, „Współpracuje z GPS”. Nawet stare mapy sprzed ery GPS można wykorzystać tylko to się robi sporo pracy „matematycznej” i wykracza to po za moje pojmowanie tematu.

  11. Kasiu!

    GPS-a używam od 2 lat. Jestem wychowany na czytaniu map, imprezach na orientację itp…Generalnie nie był mi potrzebny. Ale: technologia dojrzała, po za tym zimą, we mgle są takie momenty gdzie jest przydatny.
    Zakładam, że w waszym przypadku ( w końcu mapami się posługujecie i doświadczenie zimowe macie potężne) znaczenie mieć może właśnie potwierdzenie lokalizacji po kilku godzinach poruszania się przy złej widoczności etc… Traktował bym to jako backup. Kupując litowe paluszki zyskasz na autonomii. Będziecie odpalać wieczorem w namiocie, by mieć rano wykres pogodowy i dwa – trzy razy w ciągu dnia. W takim układzie baterie powinny starczyć na długo. Na litowych mój wyciąga około 20 h ciągłej pracy z mapą. Zaś barometr w trybie czuwania ma bardzo nikłe pobory…

    1. To prawda, kusi żeby nie brać jak zwykle, ale moje umiejętności czytania map dotyczą wysokich gór, gdzie jednak teren sporo „mówi” także wezmę, a wcześniej zawezmę się i nauczę używać… Tymczasem rozbijam namiot Łukasza w ogrodzie i sprawdzam mój najgrubszy śpiwór. Pies będzie miał niezły ubaw :)

  12. Cześć Kasiu. Poniżej wklejam link do strony. Myślę że może Cię zainteresować. Jest tam garść informacji które mogą Cię zainteresować – na temat nart, pulek, namiotów itp. Jest to strona Tora Bygjordeta który może bardziej zajmuje się survivalem ale zna dość dobrze norweskie warunki. Myślę że z niektórych jego rad ja również skorzystam :). Ta strona to : http://torbygjordet.com

    1. cześć Paweł, dzięki, zajrzałam. Ciekawe, że ten człowiek ma identyczne poglądy na kompas jak ja. Ja też go noszę (w znanych mi górach nawet nie zawsze) ale nie używam, bo radzę sobie bez. Jeśli coś mnie nie zdenerwuje, nie spanikuję itp nawet we mgle wiem gdzie jest północ. Nie wiem skąd, to działa poza zwykłym myśleniem. Nie jest bardzo precyzyjne i czasem chwilowo się mylę (nawet o kilka-kilkanaście stopni jeśli porównać z kompasem), ale jest na bieżąco korygowane i w efekcie finalnym zwykle idę dokładnie tam gdzie chcę.
      Obawiam się, że ten wyjazd będzie bardzo survivalowy :)
      Szkoda, że łapanie ryb jest obwarowane pozwoleniami. Fajnie móc zdobywać jedzenie w długiej trasie. Zawsze zbieram co się uda (grzyby, kasztany, jeżyny, pokrzywy), teraz zimą można by chyba tylko ryby.

      1. Cześć Kasiu, ja głównie traktuje kompas jako rzecz która może się przydać w kryzysowej sytuacji to znaczy kiedy wszystkie inne sposoby zawiodą (np. mój zmysł orientacji czy tez bardziej nowoczesne przyrządy jak gps :)) . Mam go praktycznie zawsze w plecaku. Z reguły potrafię nawet w trudnych warunkach trzymać się obranego kierunku i z grubsza ocenić gdzie powinienem iść – ale poniżej przedstawię przykład jak to moja pewność i zmysł troszeczkę mnie zawiódł :). Przypomniało mi się zdarzenie z października ubiegłego roku kiedy wybrałem się na pewną górkę w Skarvheimen. 3/4 szlaku przebiegało bezproblemowo (pogoda znośna, setki reniferów – ogólnie fajnie :)). Nawiało chmurek i ostatnie 2 km musiałem szczyt namierzać gps-em ponieważ widoczność spadła do kilkunastu metrów. Na ostatnich metrach przed szczytem zaczęło się trochę przejaśniać (przez moment zobaczyłem nawet słońce). Na szczycie spędziłem ok 20 minut. Widoczność ponownie spadła do kilkunastu metrów. Gps schowałem do plecaka ponieważ byłem pewny kierunku i wyruszyłem w drogę powrotną. Po około 10 minutach dotarłem do pola śnieżnego a ponieważ wcześniej przechodziłem przez kilka więc ruszyłem śmiało po śniegu. Po jakiejś minucie zacząłem się zastanawiać gdzie są moje ślady, nie widzę końca tego śniegu i dlaczego robi się tak stromo. Wygrzebałem gps z plecaka i okazało się że pomyliłem się o około 120 stopni! :). Zamiast na pola śnieżne poszedłem na stromy lodowczyk :). Stało się tak dlatego ponieważ byłem pewny że tabliczka z nazwą górki na tle szczytowego kopca wskazuje mi kierunek z którego przyszedłem (być może zauroczył mnie piękny widok na szczycie) :).

        1. Hej.
          Też mi się takie coś zdarzyło i to nie raz:) Moje wyczucie kierunku czasem zanika, dlatego napisałam, że jeśli coś mnie nie zdenerwuje, nie zakręci… Najwięcej błędów robię w łatwych miejscach takich, które jak napisałeś wydają się pewne. Niestety nie jest to zmysł jaki mają ptaki czy psy, także wspomaganie bywa niezbędne:) kompas już spakowany.
          Twoja historia przypomniałam mi bardzo starą anegdotkę. Poszłyśmy ze znaną Wam być może z bloga Lidką i chłopakiem poznanym w schronisku na Kieżmarski, prawie ćwierć wieku temu. Było lato, ale padał śnieg i pod samym szczytem Lidka postanowiła zaczekać. My weszliśmy, zeszliśmy a tu nie ma Lidki! Chłopak, którego imienia nie pamiętam podbiegł do miejsca gdzie była, podniósł z ziemi przywaloną kamieniem kartkę pokręcił się w kółko i mi ją ostatecznie oddał, bo nie miał okularów. Na kartce była strzałka i napis „poszłam tam bo marzłam”… Na szczęście Lidka wykazała się rozumem podobnym do naszego i spotkaliśmy ją w Dolinie Łomnickiej :)

  13. Kasiu!

    W ramach przygotowań może nie będziesz miała czasu. Ale w filmie z linku jest dużo o odżywaniu się w takich terenach: mchy porosty, przetrawione resztki w wątroby renifera itp…survival w czystej postaci.
    Tam panowie spędzili zimę w czasie II WŚ na Hardangervidda, mając ograniczone możliwości zejścia w doliny i praktycznie bez szans na dodatkowe zrzuty zaopatrzenia.
    https://www.youtube.com/watch?v=aUfiMoY30ac
    Oczywiście nie na mawiam Was do eksterminacji reniferów i konsumpcji ich wątroby wypełnionej wpół przetrawionymi porostami (morze witaminy C) ;-)

    1. Oglądam, dzięki :) chrobotek reniferowy to chyba tylko gdybym chciała coś zakwasić, przepis na uzyskanie jadalnej brei jest dość skomplikowany :)

  14. W ramach akcji sabotażowej, w Vermork działali tam ludzie w wełnianej blieliźnie, wełnianym mundurze i brezentowej wiatrówce. I dało się….
    Jeszcze fajniejszy jest opis u Nansena z książki będącej relacją z wyprawy Frama. On bardzo szczegółowo opisuje sprzęt. No i wynika, że w pewnych sprawach wracamy do korzeni. Wełna, odzież przeciwwiatrowa zamiast membrany. Tu będzie powiedzmy pertex, (ale do dnia dzisiejszego angielskie manufaktury i czeski Tilak szyją z Ventilu, czyli odmian bawełny)…

    1. niestety nie mam takiej kondycji i odporności jak norwescy sabotażyści. Nie wspominając już o znajomości tych gór, umiejętnościach narciarskich i survivalowych. Nawet pomyślałam o wodoszczelnej bawełnie, ale nie wyrobiłam się. Pertex ma tę zaletę, że jest lekki i myślę, że też się nada. Buty mam prawie jak gumofilce, które kiedyś nosiło się na wsi, też stary dobry patent. Bieliznę wełnianą, a powerstretche (i Polarna) są sprawdzone i na pewno dobre.
      Z opisów polarnych wypraw z dawnych lat pamiętam ubrania ekipy Shackeltona- śpiwory ze skóry renifera ważące chyba po 8 kg… Teraz mamy mnóstwo znacznie lżejszych rzeczy. A ja mam zamiar zabrać jak najmniej. Wolę ciągnąć czy nieść jedzenie. Z prognoz wynika, że temperatury pomiędzy -5 a -20, czyli wcale nie tak źle.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *