ja nie mam co na siebie włożyć!- damskie ubrania sportowe

Strojąca się przed lustrem kobieta… jęk… ”nie mam co na siebie włożyć”… odwieczny, niereformowalny  problem! Obawiam się, że to właśnie to, co myślą o damskich ubraniach sportowych mężczyźni. Być może dlatego najwięcej rzeczy sprzedajemy właśnie panom. Chyba łatwiej im się zdecydować.

Jak jest prawda, jak widzą to same kobiety?

Nie ma co owijać w bawełnę, jesteśmy inne, mamy inne potrzeby, a przede wszystkim znacznie bardziej marzniemy.

Bardzo często chodzę po górach z kolegami. W tych samych warunkach, jedząc to samo, przechodząc te same trasy, podobnie intensywnie się ruszając, ubieramy się jednak inaczej. Mi jest o mniej więcej jedną warstwę zimniej. Nawet latem zdarza mi się nosić pod spodniami legginsy, w końcu wcześnie rano, w górach czasem bywa mróz, koledzy nawet by o tym nie pomyśleli. W chwili kiedy zakładam highlofta kumpel zwykle wyciąga z plecaka powerstretcha, a ja swojego miałam przez cały dzień na sobie!  To ja mam zawsze w plecaku szalik, i zapasowe rękawiczki, nie mówiąc już o skarpetkach do spania. Kobiety mają inną przemianę materii, mniejszą pojemność płuc, dużo wolniejsze spalanie. Nic dziwnego, że nasze ogrzewanie troszeczkę wysiada.

Do tego mamy na skórze więcej receptorów, jesteśmy na wszystko, też na zimno, trochę bardziej wrażliwe. Problem niewielki, jadamy również mniej, możemy nieść mniej jedzenia, mniej pić, więc niewielkie, dodatkowe obciążenie (np. ważący pół kilograma dodatkowy komplet bielizny z powerstretchu) nie jest ogromnym problemem. I tak chyba lepiej na tym wyjdziemy. Zwłaszcza, że odpowiednio dopasowane damskie ubrania są od męskich znacznie mniejsze i lżejsze.

Nie warto nosić za dużych ciuchów. Nie tylko są ciężkie, ale też nie przylegają jak trzeba, więc nowoczesne materiały nie mogą prawidłowo zadziałać. Te wciągające wilgoć nie wciągną (bo nie dotykają do skóry, a podciąganie jest kapilarne), te zatrzymujące warstwę ciepłego powietrza przy skórze nie zatrzymają, bo będą zbyt daleko od ciała… itp. Kobietom potrzebne są ubrania o damskim kształcie. .. i tu zaczyna się problem. Nie ma standardu prawidłowej damskiej figury.

Są panie o niemal chłopięcych kształtach i panie pełne kobiecych krągłości. Wszystkie mogą chodzić po górach. Każda z nich chciałaby, żeby ubranie pasowało. To nie jest wcale kwestia rozmiaru. W każdym z nich, małym czy dużym, nawet przy tym samym obwodzie, proporcje poszczególnych wymiarów są inne. Sklepy, które chciałyby mieć wszystkie możliwe warianty pewnie by zwariowały.

Efekt, niemal nie sposób cokolwiek dopasować!

Nie ma standardów więc każda projektująca ubrania firma stworzyła sobie jakiś własny wzorzec. My staramy się projektować ubrania dla dwóch różnych typów sylwetki.

1.       Chłopięca figura, mały biust, wąskie ramiona, wąskie biodra- powiedzmy „Audrey Hepburn”

2.       Większy biust, wąska talia, szerokie biodra, wąskie ramiona- czyli „Marilyn Monroe”.

Dlaczego nie ma na to innego, prostszego sposobu? Ubrania sportowe dla kobiet to w sumie dosyć nowy problem. Jeszcze kilkanaście lat temu kobiety uprawiające różne górskie sporty były zmuszone nosić małe rozmiary męskich ciuchów.

Pamiętam to. W męskich ubraniach wyglądałam okropnie. Miałam możliwość, jestem uparta.  Natychmiast zaprojektowałam ubrania damskie. Jednak moje pierwsze kolekcje (te typowo damskie) były zlekceważone. Było mi bardzo trudno się przebić. Pamiętam targi, na których klienci wręcz bali się podejść do Kwarka. Być może zaczęłam zbyt brawurowo :)

Moja pierwsza damska kolekcja ( 1998) została pokazana na targach Outdoor we Friedrichshaffen.  Niemal nic się nie sprzedało, ale… chwilę później dostałam nagrodę- Apex Award (najlepszy wyrób z Polartec w roku 2000)… za spódnicę, którą zrobiłam wyłącznie z przekory. Płacząc po kątach czytałam wywiady z prezesami wielkich marek… „outdoor to nie moda, liczy się funkcja…my …tu padała jakaś bardzo dobrze znana nazwa… nie będziemy się „tym” w ogóle zajmować…”

Druga kolekcja, wygrała Brand New na ISPO w Monachium (była najlepszą kolekcją sportową roku 2001), to była wielka nagroda… nagłośniona w telewizji i prasie. Niemożliwe stało się oczywistym. Kobiety różnią się od mężczyzn ! Nasze rzeczy zaczęły się sprzedawać.

Po roku lub dwóch (w międzyczasie Apex Award dostał jeszcze nasz płaszcz i żakiet) każda firma outdoorowa zrobiła własną damską linię. Oferta pięknych damskich rzeczy radykalnie wzrosła. Sport nagle okazał się modą, a wszystko to razem stało się świetnym biznesem. Polski rynek tradycyjnie pozostał troszeczkę z boku.

W efekcie mamy teraz mnóstwo ładnych damskich ubrań. Dopasowanie do własnej figury, wymaga jednak przymierzenia mnóstwa rzeczy i znalezienia firmy która stosuje odpowiednie dla nas szablony. Trochę to galimatias, bo dalekowschodnia produkcja wymagająca długich serii, skoncentrowała się na proporcjach najbardziej typowych. I mamy kwadraturę koła!

Czemu mężczyznom jakoś z tym lżej? To już zupełnie inna bajka. Mają mniejsze wymagania dotyczące swojego wyglądu, mniej widzą mankamenty własnej figury, ich ubrania tradycyjnie są mniej dopasowane, a do tego skonstruowanie „płaskiego” męskiego ciucha naprawdę jest znacznie prostsze.

Co nam kobietom zostało? Najłatwiejsze do dopasowania są rzeczy elastyczne. W powerstretchowej koszulce niemal każda figura wygląda dobrze. Niemniej dla pań o większym biuście skonstruowaliśmy ostatnio nową, bardziej wyprofilowaną formę. Pierwsze użytkowniczki już bardzo ją chwalą. Legginsy są znacznie bardziej tolerancyjne, bez żadnych problemów można nosić męskie, wyciągając troszeczkę gumkę w talii (celowo zostawiamy do niej dostęp). Legginsy damskie, powstały z troszkę innego powodu. Mają mniej widoczne, overlockowe szwy, dzięki temu można je nosić w mieście tak jak rajstopy.

W mniej tolerancyjnych, bo mniej rozciągliwych kurteczkach damskich, skonstruowaliśmy dwa różne kształty o podobnych obwodach, ale o innych proporcjach. Na przykład w highloftach: prostszego, mniej wyprofilowanego „Hota” i „Misię” o bardzo kobiecym kształcie. Nosiłam oba, w tym samym rozmiarze. Obydwa mi się podobały, chociaż Misia wygląda chyba trochę bardziej seksownie :)

Co się stało z nagradzaną damską kolekcją Kwarka? To długa historia. Odpowiem ją kiedyś później :)

Share

szałasy, biwaki i schrony

Nie zawsze chodzę z namiotem. Nie jest lekki, zajmuje sporo miejsca. Bardzo ciężki plecak niemal uniemożliwia poruszanie się w trudnym terenie. Łatwiej jest, jeśli wspólnymi rzeczami można się z kimś podzielić. Jeśli jestem sama, zwłaszcza poza ciepłym letnim sezonem, często staram się wybierać trasy gdzie mogę liczyć na w miarę pewne biwaki. Szałasy (w Pirenajech kamienne cabany) lub specjalnie postawione schrony są zaznaczone na mapach podobnie do schronisk z obsługą, z tym że narysowany „domek” jest w środku pusty. Czasem występuje jeszcze znak pustego domku …jakby bez podłogi. Nazwa sugeruje to samo, ale jakość bywa bardzo różna. To czasem już tylko ruina. Ruiną, mogą też okazać się przyzwoicie opisane i zaznaczone bezobsługowe schroniska, inne z kolei z biegiem lat zostały przerobione na „normalne”i już mają obsługę. Mapy nie są całkiem pewne. Warto poszukać  świeższych informacji w internecie.

W ostatnich latach stale przybywa komercyjnych schronisk. Co roku słyszę o jakiejś rozbudowywanej cabanie. Widuję wciąż zaznaczone jak schronisko zwykłe restauracje (bez noclegu), a w miejscach gdzie kilka lat temu podziwiałam piękne widoki, stoją już nowe budynki gite i prywatnych, trochę bardziej podobnych do pensjonatów schronisk.

Szkoda, bo samotne sypianie w cabanach, biwakach i schronach w niczym nie przypomina porannego zgiełku w popularnym schronisku. Tłoku w łazience, hałasu, już od bladego świtu, chrapania, zapachu dawno nie pranych skarpet… okropnego i niezrozumiałego zamykania wszystkich okien, tak jakby odrobina świeżego powietrza mogła komuś potwornie zaszkodzić lub zabić.

Schrony przetrwają tylko jeśli wszyscy będziemy je bardzo szanować. Nie chcę się mądrzyć, to oczywiste… ale zdarza się, że ludzie tego nie robią. Szanujcie je. Nie zostawiajcie tam śmieci, pozamiatajcie po sobie, prawie zawsze gdzieś w kącie jest szczotka, wymiećcie popiół i jeśli zużyliście przyniesione przez kogoś drewno przynieście nowe. Jeśli jest tam jedzenie i nie potrzebujecie go, zostawcie komuś kto może przyjść głodny, a jeśli macie na coś ochotę, zamieńcie zostawiając coś w zamian. Choćby symbolicznie. Schrony to magiczna wspólna sprawa. Nie są komfortowe. Nie wszystkim się spodobają, ale czasami bywają bardzo potrzebne i mogą komuś uratować życie. Nie chciałabym, żeby zniknęły na zawsze.

Poniżej troszkę porannych zdjęć z różnych schronów. Oprócz mnie nie było tam zupełnie nikogo. Cisza, spokój i te piękne widoki!

La Feixa, Wschodnie Pireneje, koniec września. Leśne schronisko, czyli duża murowana sala z kominkiem i kamienną lawą, bardziej odpowiednia na piknik niż spanie. Niedomykające się drzwi. Morze chmur nad doliną Cerdagne sprawia wrażenie, że góry są płaskie. Nie są, wstające po lewej wierzchołki to Puig Carlit (2929m ).

Baborte, Pireneje, październik. Na zdjęciu załapała się tylko stalowa lina podtrzymująca typowy „alpejski” biwak- pomarańczową 12 osobową kapsułę. Ta jest wyjątkowo przytulna. Wygodna, w środku wyłożona boazerią, z przedsionkiem i dużym drewnianym stołem. Stoi w jednej z najpiękniejszych wysokich dolinek jakie widziałam.

Cabana Callalaous, Pireneje, wrzesień. Niezbyt urodziwa i mocno zrujnowana cabana pod samą tamą, spleśniałe materace, chwiejne piętrowe łóżka… ale z jakim przepięknym, porannym widokiem. Całkiem dobrze mi się tam spało.

Poranny widok ze schronu Mont Roig w katalońskich Pirenejach. Piękne dzikie miejsce, wygodny 9 osobowy schron- kapusła. Lodowaty świt. Październik. Byłam tam kilka razy…i na pewno jeszcze tam wrócę.

Wrzesień. Poranek po bardzo zimnej nocy. Jezioro Montmalus w Andorze. Słońce weszło nad wodę dosłownie przed chwilą. Nad lodowatym stawem skrapla się para. W górze wyje wichura, ale to Pireneje…wiadomo, że będzie piękny dzień :)

Biwak Argentina w masywie Cima d’Asta we włoskim Trentino. Czysty kamienny budyneczek z solidnymi, piętrowymi łóżkami. Widok na dalekie, położone 1500 metrów niżej doliny. Maj.

Biwak na Col des Thures, Piemont. Nowy piękny 12 osobowy schron.

i  kilkaset metrów za dużymi, starymi zabudowaniami biwaku klubu ANA z Telve. Lagorai, Alpy, późny maj.

Poza sezonem biwaki są puste, tylko klika razy w życiu zdarzyło mi się dzielić schron z jakąś inną, obcą osobą. Ciekawe doświadczenie w  bezludnych górach.

Latem niestety, bywa w nich tłoczno. Nie ma pewności czy znajdzie się miejsce, pierwszeństwo mają członkowie klubów właścicieli, a potem innych, stowarzyszonych klubów. Nie wiem jak to wygląda w praktyce. Wolę nie sprawdzać. Nie lubię tłoku :)

Więcej o związanych z biwakowaniem w górach problemach we wpisie Jak to się robi w Pirenejach?

Share