Pireneje latem

Trafiliśmy na wspaniałą pogodę. Padało tylko kilka razy, zwykle tak, że nie sprawiało to żadnych kłopotów, nocą albo poniżej nas. Pomimo pełni sezonu i wyboru bardzo znanych miejsc, w górach niemal nie było ludzi. Żadnych problemów z noclegiem w schroniskach (bez rezerwacji), czy miejscem na kempingach. Na szlakach tylko pojedyncze osoby. Były dni, kiedy nie spotykaliśmy nikogo, lub widzieliśmy ludzi z bardzo daleka.

Wyszliśmy z Luchon i wróciliśmy w to samo miejsce. Przeszliśmy fragmentem GR10, HRP i GR11, opiszę to, bo to fajna trasa, częściowo pokrywająca się z pętelką, którą już opisałam, ale znalazłam też miejsca, które widziałam pierwszy raz, albo byłam tam dawno, kilkanaście lat temu. Szliśmy powoli, dobrze jedliśmy, wypiliśmy sporo wina, zniszczyliśmy dwa kijki, porwaliśmy dwie pary nowych butów, nabiliśmy sobie po kilka siniaków, a mnie znów ugryzł kleszcz (i teraz przez miesiąc muszę jeść antybiotyk).  Na razie wrzucam kilka przypadkowych zdjęć. Mam ich mnóstwo, było przepięknie.

2101 Razem 15 Dzisiaj

17 myśli na temat “Pireneje latem”

    1. Asiu, była wspaniała pogoda, niskie chmury i mgły, a my ponad tym wszystkim w pełnym słońcu. Magia. Jedyna przykrość to kleszcz, przed którym mnie kiedyś ostrzegałaś, a ja zlekceważyłam. W Loudenvielle wisiały wszędzie ostrzeżenia, że są, i że przenoszą boreliozę. Szkoda wielka, bo zawsze czułam się w Pirenejach całkiem bezpiecznie, a teraz wiem, że też trzeba uważać.

  1. Już dawno mówiłem, że nawet w lecie w Pirenejach są pustki. Największy ruch jest pierwsze dwa tygodnie sierpnia, wtedy może być problem w schroniskach i kampingach w takich miejscach jak Benasque czy Torla.
    A propos ceny biletu. Nie wydaje mi się by można było zamknąć się w 230zł. O ile bilet można kupić nawet za 13-19 euro w jedną stronę (z berlina do Tuluzy) to problem z bagażem. Bo chyba trzeba wykupić rejestrowany… z namiotem, kijkami itp do samolotu chyba nie wpuszczają?

      1. sprawdzaj sprawdzaj, zaraz się nie opanujesz i sam też kupisz :) Loty do Tuluzy są bardzo tanie, a to przecież już prawie w górach

        1. No właśnie już prawie się zdecydowałem, hehe, 25.99 w jedną stronę, czyli w sumie z 70 euro z bagażem. W połowie września. Chyba będzie jeszcze lato, co ;)? Co prawda jeszcze musiałbym do Berlina, ale Polski Bus jeździ z Wrocławia za 60 złotych w dwie strony. A jaki jest dojazd z lotniska w Tuluzie do stacji kolejowej?

          1. albo tramwajem za jakieś 2 euro albo autobusem za 8, często jeżdżą. Będzie piękne lato, koniecznie jedź!

    1. Jak przyjechaliśmy w Luchon był komplet na kempingu, bo jechał akurat Tour de France, ale poza tym aż się zdziwiłam. Pustki nawet w weekend. Z kijami czasem wpuszczają (widziałam), ale ja bym nie ryzykowała. Podobnie podejrzewam, że zabraliby mi szpilki z namiotu, nie wspominając już o nożu. Ale jak jedzie większa grupa wystarczy nadać jeden bagaż i cena się pięknie rozkłada.
      z dużej grupy są też inne korzyści. Zamiast iść szosą z Loudenvielle do Pont de Prat zawołaliśmy taksówkę i wyszło nam po 4 euro, chociaż jechała aż z Arreau. Podobnie z hotelem -za łóżko w większym wspólnym pokoju wychodziła cena jak za miejsce na kempingu. Też byłam zdziwiona. Jak jestem sama nawet nie sprawdzam, a tak żyliśmy w luksusie.

  2. 80 euro, ale zazdroszczę :( Przeklęte monachijskie lotnisko i loty w taryfie biznesowej…
    Cóż, zostają Alpy. Czekam na zdjęcia, Kasiu!

    1. już obrabiam. Asiu Ty i tak masz mnóstwo szczęścia, najpierw mieszkałaś prawie w Pirenejach, teraz prawie w Alpach, kto wie, gdzie Cię jeszcze kiedyś zaniesie :)

      1. Ja wciąż lobbuję za Innsbruckiem, co by nie musieć wstawać o 4:00 rano, by dotrzeć w miarę wcześnie na szlak ;)
        Ale Pireneje są nie do podrobienia, tęsknię za nimi.

  3. Ach, jakie zdjęcia !!!
    Jeszcze ponad 2 tygodnie zanim zobaczę na żywo, już nie mogę usiedzieć !! ;)
    Ale śniegu jeszcze trochę leży….

    1. śniegu jest mało, na szlakach w zasadzie tylko płaty. Ten na zdjęciach to lodowiec Gorg Blanc- szliśmy kawałek HRP, tam jest zawsze śnieg, ale płaski, niekłopotliwy. Tylko na kawałku mieliśmy problem- łatwiej było zjechać niż zejść. Leży też troszkę na zejściu z Literoli do doliny Literola, ale mniej niż zwykle, jeszcze nigdy nie widziałam tam tak mało śniegu- odsłonił łatwe zejście po prawej stronie- zamiast stromizny po lewej. Kra na zdjęciu to duży staw Literola, mały jest jeszcze pod lodem. Za dwa tygodnie to wszystko się pewnie roztopi, są straszliwe upały.
      Gdzie jedziesz?

  4. Lądujemy w Barcelonie, jeszcze biletów autobusowych nie wykupiłam ale pewnie zaczniemy od Andorra La Vella – tę okolicę znam najlepiej, poza tym w górach jest się praktycznie natychmiast.

    Trasy jeszcze w fazie projektu, czekam na mapy z ebay i cały czas szperam na blogu za inspiracją ;)

    PS
    Teraz żałuję, że się na Tuluzę nie zdecydowałam, pętelka byłaby jak znalazł – ale w lutym taniej było przez Hiszpanię ;)

    1. Z Barcelony faktycznie jest dobre połączenie do Andorra la Vella, a tam wszystko na miejscu- choćby ten upiorny gaz. Tuluza nie ucieknie :).
      Gdybyście jednak chcieli w okolice Luchon to z dworca Barcelona Nord jest autobus do Benasque (tylko chyba innej linii niż Alsa i dość drogi o ile pamiętam- ok 30 Euro), lub do Vielha (Alsa za 20 Euro)- gdyby wysiąść przy tunelu można by iść na zachód GR11 (np tym nowym przez Salenques, który odkryliśmy w listopadzie) i szybko jest się w okolicach Benasque-Luchon, a tam pewnie nadal ta niesamowita mgła- chmury poniżej 2000 m. Już kilka razy trafiłam tam na taką pogodę- w górze cudownie, a na dół nie trzeba schodzić :). Wrócić można by w to samo miejsce np przez Tuc de Moliers- widziałam na nim śnieg, ale za miesiąc pewnie go już nie będzie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *