Sentiero Uno dzień piąty-ostatni

Wyszłyśmy wcześnie. Przez chwilę wydawało się, że pogoda ma ochotę się zmienić, ale poranne chmury rozwiały się i wyszło słońce.

Podejście na Passo di Lastra- ostatnią wysoką przełęcz szlaku biegnie w wysokogórskim, troszkę księżycowym krajobrazie.

Wygodna ścieżka, tylko czasem wchodziła w tak dobrze nam znane kamienie, na przeważającej części podejścia teren był łatwy.

Minęłyśmy trzy małe stawy i dopiero na ostatnim podejściu weszłyśmy w słońce. Szybko nam poszło.

Ścieżka wychodzi na grań trochę powyżej przełęczy, a potem schodzi długim, ubezpieczonym, miejscami troszkę kruchym trawersem z pięknym widokiem.

Poniżej łańcuchów zaczyna się pas luźnych kamieni i tak nam już dobrze znana gimnastyka. Ażurowo ułożone bloki ciągną się długi kawał zmuszając wyobraźnię do błyskawicznego oceniania- górą ? … dołem?… z prawej ?…z lewej … a może da się zeskoczyć?

Trudności kończą się troszkę powyżej tamy.  Niedaleko jeziora szlak miejscami nawet stawał się… ścieżką. Za to widok nas trochę zaskoczył.  Zbiornik był  niemal całkowicie opróżniony, na dnie stała tylko jaskrawoniebieska kałuża, tama, którą zwykle biegnie szlak do Refuge Garibaldi była zagrodzona, a na niej i pod nią trwały jakieś budowlane roboty.

Na domiar złego zaczęło się chmurzyć. Na przeciwległym brzegu doliny widziałyśmy ciemne sylwetki odpoczywających, albo może czekających na nas Włochów. Poza naszą piątką w górach jak zwykle nie było nikogo. Zostały nam 4 dni. Dokładnie tyle ile potrzeba na Sentiero Duo… tylko że zabrakłoby czasu na dojście do końca Sentiero Uno- Refuge Garibaldi. Popatrzyłyśmy chwilę na stalowo szare niebo, policzyłyśmy czasy i ponieważ było jeszcze wcześnie zdecydowałyśmy się opuścić ostatni  półtoragodzinny kawałek i zejść bezpośrednio do Temu.  Droga w dół zajmuje jakieś 3,5- 4 godziny według opisu. Zeszłyśmy aż do parkingu poniżej jezior Avio (czyli ponad 1600m) i zjechałyśmy ze spotkanym po drodze starszym panem.

Burza dopadła nas już na dole. Udało nam się jeszcze dobiec do campingu. Camping Presanela w Temu bardzo nam się spodobał. 10 Euro od osoby, ciepła woda, kuchnia i jadalnia ze świetlicą, sklepik i pralka… i jeszcze miły pan otworzył nam wino :)

PS: zamiast schodzić do Temu, można kontynuować przedłużenie Sentiero Uno ze schroniska Garibaldi z powrotem w dół nad Lago Avio i po drugiej stronie doliny, poniżej Mont Avio do schroniska Ref. Aviolo. Kolejny nocleg wypada w Malga Stain – to bardzo piękne miejsce, odległe o kilka godzin od Edolo. Poszłybyśmy tam, ale wtedy zostałby nam jeden trudny do zagospodarowania dzień… cóż może innym razem :)

PS: przeszłam to w lipcu 2012, mam nadzieję że kiedyś opiszę. Warto.

Share

Sentiero Uno -dzień czwarty

Zapowiadał się długi dzień. Wyszłyśmy wcześnie i przez jakiś czas szłyśmy w cieniu.

Szlak trawersował dużą, z daleka gładką, ale z bliska pełną półek i trawek ścianę.  Była woda.

W kilku miejscach zawieszono krótkie łańcuchy. Trudności-czyli zwykłe tu ażurowo ułożone głazy zaczęły się już pod samą granią. Ostatni kawałek trochę dawał w kość. Z daleka widziałyśmy wyprzedzających nas tym razem Włochów. Kiedy podeszłyśmy pod przełęcz pomachali nam i zeszli. Na grani zrozumiałyśmy dlaczego. Przełęcz była ostra i wąska, było na niej miejsce najwyżej na trzy osoby, do tego okropnie tam wiało.

Posiedziałyśmy chwilę i podobnie jak nasi poprzednicy szybko zaczęłyśmy schodzić.

Początek zejścia jest ubezpieczony, potem robi się bardziej płasko, ale ścieżka znów wchodzi w ruchome kamienne bloki. Zejście zajmuje sporo czasu. Dopiero na progu, za płatami starego śniegu pojawiają się trawki i ścieżka staje się łatwa.

Dolina Miller jest piękna. Ugotowałyśmy obiad przyglądając się stadu owiec nad małym stawem i poszłyśmy dalej. Nie spieszyłyśmy się, myśląc, że w razie czego rozbijemy sobie gdzieś namiot, ale po minięciu Schroniska Gnatti (CAI, wydawało się bardzo miłe), nie trafiłyśmy już na żadne płaskie miejsce.

Ścieżka weszła w trawers stromego zbocza, przeszła ubezpieczoną (nie wiem po co) „passo di Gatta”- która pomimo nazwy wcale nie była przełęczą, tylko progiem wyższego piętra doliny, minęła ponure schronisko Baitone przy tamie wielkiego zaporowego jeziora, a potem podeszła szeroką dolinką przez ukryte już w cieniu łąki, pełne pasących się krów.

Niemcy bardzo chwalili Schronisko Tonellini, i rzeczywiście mieli rację. Rozbicie namiotu nie było żadnym problemem, kiedy już niemal w ciemności kończyłyśmy wbijać ostatnie szpilki chłopak ze schroniska przyniósł nam dwa kubki z gorąca herbatą… nie było też opłat za siedzenie przy stole. W jadalni spotkałyśmy parę osób, też trzech znajomych już Włochów. Dostałam od nich kilka opisów włoskich długodystansowych tras, też jednej która była bardzo blisko- Sentiero Duo.

To schronisko było naprawdę wyjątkowe, bardzo różne niż choćby to w którym spałyśmy kilka dni wcześniej. Nawet ceny prostych rzeczy takich jak herbata czy wino były inne -dla członków klubu specjalne-czyli bardzo tanie.

Nocą położona niżej tama na dalekim Jeziorze Baitone świeciła rzędem skierowanych na wodę lampek. Piękny, chociaż nie naturalny widok.

Share
Translate »