Powerstretch dla dzieci

Nie wiem czy już Wam pisałam, że zeszliśmy ze stopniowaniem dziecięcych ubranek aż do 80 cm? Udało nam się przymierzyć na kilkoro maluszków. Wygląda na to, że wszystko pasuje. Lepsza jest chyba wersja bez łapek- bo na początku można rękawek troszkę zawinąć, a potem w razie gdyby zabrakło dodać mankiet (doszyjemy jak trzeba, to drobiazg). Podobnie jest z legginsami. Pokazuję to teraz, bo może planujecie letnie wakacje, a w powerstretchu dziecku będzie na pewno sucho i ciepło. I w górach, i na żaglach, i w mokrym piasku. W takim ubranku można dowolnie szaleć. Nie zniszczy się, szybko wyschnie. Dziecko się w nim nie spoci, a jeśli usiądzie na mokrym nie zmarznie.

Nie ma pewności czy lato okaże się zimne, czy ciepłe, ale maluszki z pewnością będą bardzo aktywne- jak zwykle :)

Share

bardzo gruba wełna

Od dawna korciło mnie żeby to sprawdzić. Co by to było gdyby mieć wełnę grubszą od powerstretcha? Jak myślicie byłoby zimniej czy cieplej?

Nie rozwikłałam tego teoretycznie, więc postanowiłam wypróbować. Od razu w górach. Co tam, ryzyk fizyk… Na moją listopadową wędrówkę zabrałam tylko grubą wełnę (350g/m2) i powerstretcha, bez niczego innego ciepłego (oprócz biwakowej puchowej kurtki, w której jak wielokrotnie pisałam nie da się chodzić, chyba że bardzo wolno i w dół). Pogoda była wybitnie niesprzyjająca. Upały w dzień, a nocą mróz. Przez kilka pierwszych dni tylko w tej mojej nowej wełnianej koszulce spałam. W dzień wystarczała cienka wełenka, nocą i tak była potrzebna puchówka. Z upływem dni robiło się jednak coraz zimniej. Nic dziwnego, mieliśmy listopad. Wełniana koszulka coraz częściej lądowała na mnie. Zdejmowałam ją coraz rzadziej, czasem tylko na krótką chwilę w samo południe. Wieczorem naciągałam na to powerstretcha. Było ok. Koszulkę nazwałam Balibierna -to piękna góra,  którą przy tej okazji obeszłam ze wszystkich stron.

Pod koniec ochłodziło się tak, że koszulki nie zdejmowałam wcale.Ten zestaw w zupełności mi wystarczył, chociaż na tego typu wyjazd nie jest chyba optymalny. Balibierna jest bardzo ciężka, pomimo braku zamka cięższa od powerstretcha (rozmiar S waży 400g). Jest też bardziej przewiewna i cieńsza (bardziej plaska) przez co izoluje też nieco mniej. Gdybym musiała zabrać tylko jedną koszulkę zostałabym przy powerstretchu. Jego dodatkową przewagą jest to, że szybko schnie. Gdybym miała dwie koszulki z powerstretcha i Balibiernę, zabrałabym dwa powerstretche (bo niższa waga). Nie mając nic innego byłam bardzo zadowolona z tego co spakowałam.

Koszulka przetrwała ten wyjazd dzielnie. Nie zniszczyła się. Wyrwałam jedną dziurkę w łapce, rozbijając po ciemku namiot (przedziurawiłam szpilką), poza tym materiał jest prawie bez zmian. Widziałam leciutkie kłaczki w miejscu gdzie wszystko mechaci mój plecak, ale nie widzę ich po praniu. Materiał nie skurczył się i nie powyciągał. Mam teraz zagwozdkę. Włączyć go do oferty czy nie…

Jego niewątpliwą zaletą jest naturalność. To prawie 100% merynosowej wełny. Milutkiej w dotyku, mięsistej i miękkiej. Malutkim dodatkiem jest lycra, dzięki której koszulka jest tak elastyczna, że kominiarka działa idealnie pomimo braku zamka, a człowiek ubrany w mocno dopasowaną rzecz nie odczuwa żadnego ucisku. Ta wełna również nie gryzie i można ją nosić na gołe ciało. Wilgoć jest odciągnięta od skóry, zapach nieszkodliwy (jak to w merynosach), komfort noszenia na sobie wielki (w plecaku gorzej- mogłoby być lżej).

Nie wszystkie rzeczy nosimy w wysokie góry. Są też krótsze wypady, wędrówki od schroniska do schroniska, długie spacery, podróże.  Jest zwykłe życie, w którym też bywa zimno. W takich warunkach waga nie będzie wadą, a zalet ten model ma całe mnóstwo.

Chyba zrobimy eksperyment. Mam małą belkę (przepięknie czarną). Pokażemy Balibiernę w sklepie. Jeśli będziecie nią zainteresowani dorobimy inne kolory i inne modele… Może tak być?

 

 

Share
Translate »