uciec na koniec świata

Mam ochotę. Wielką. Naprawdę. Trudno mi się nawet zebrać i pisać, chociaż przez lata to właśnie pisanie natychmiast przenosiło mnie w lepsze światy. Więc przepraszam, że nie na temat. I że widzę przyszłość tak czarno.

Przeglądałam ostatnio swoje zdjęcia. Wszystkie, od czasu jak je robię cyfrowe. Na nowym monitorze wyglądają inaczej, albo może to ja się zmieniłam. Wybrałam Wam kilka z grudniowo-styczniowej Szwecji. Niby nic wielkiego, nic egzotycznego, nic czego nie byłoby u nas. Poza spokojem, umiarem. Szacunkiem dla siebie, dla innych i dla świata. Brakuje mi tego.

Wszystkie te zdjęcia zrobiłam starym obiektywem (Sigma EX 50mm f2,8 macro). Był przeznaczony do analoga i na cyfrowym korpusie działa tylko przy całkiem otwartej przysłonie. Sigma ostrzy już od kilku centymetrów i pięknie pokazuje jak ograniczone widzenie zniekształca obraz świata. Drastycznie. Tym mocniej im bliżej własnego nosa mierzyć. Na szczęście to tylko wybór, nie przymus. Zawsze (jeszcze) można popatrzyć dalej.

2262 Razem 6 Dzisiaj

2 myśli na temat “uciec na koniec świata”

  1. Bardzo na czasie post.
    Potrzebowałam takiej właśnie chwili wytchnienia od tego całego jazgotu na ulicach i w Tv
    Podoba mi się zwłaszcza przedostatnie, troche perspektywy, dystansu… i od razu wszystko wygląda inaczej ;)
    Dzięki!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *