warsztaty fotograficzne

Zastanawiałam się czy o tym pisać, ale pomyślałam, że może się Wam kiedyś przyda. Przypadkiem zapisałam się w ten weekend na warsztaty fotograficzne BZ WBK Press Foto organizowane cyklicznie we wielu miastach w związku z wystawą nagrodzonych w tym konkursie fotografii.  W Szczecinie odbyło się to w Muzeum Techniki i Komunikacji. Popatrzcie gdzie i kiedy jest u Was (grafik jest tutaj, nagradzane zdjęcia pojawiają się tutaj). Spotkanie jest bezpłatne, każdy może się zgłosić. Dwudniowe zajęcia prowadzi Waldemar Kompała jeden z jurorów konkursu, sympatyczny i entuzjastycznie nastawiony do fotografii człowiek. Warsztatom towarzyszyło dużo pozytywnych emocji. Naprawdę dobrze spędziłam czas i pomimo tego, że moje fotografowanie ma bardzo mało wspólnego z fotografią prasową trochę się nauczyłam. Wysyłając zgłoszenie nie wiedziałam, że zdjęcia wykonane w czasie warsztatów i omawiane później publicznie przez prelegenta biorą udział w konkursie. Przypadkiem nagrodzono moją fotografię i w ten sposób po raz drugi w życiu (pierwszy był ogromny ręcznik wygrany kiedyś w Maratonie Fotograficznym w Szczecinie) dostałam za zdjęcie coś bardziej materialnego niż dyplom- aparat do fotografii natychmiastowej Fuji Instax Wide 300. Jeszcze nie mam pojęcia co z nim zrobić, ale pomyślę…

wersnisażJak widzicie nagrodzono mnie za posiadanie statywu w toalecie (ten, który noszę latem w góry wchodzi mi do torebki)

Tak naprawdę myślę, że zdjęcia na, których są ludzie zawdzięczają równie dużo modelom co fotografującym, i że to całe wypatrywanie, oswajanie, wchodzenie w czyjąś skórę, jest tym czego powinnam się teraz nauczyć. Szkoda, że mam tak mało możliwości, bo prawie zawsze jestem sama :)

2499 Razem 6 Dzisiaj

4 myśli na temat “warsztaty fotograficzne”

  1. Kasiu, gratulacje! Nie ma przypadków, wszystko ma swój cel i porządek, tylko my nie potrafimy znaleźć czasu, żeby sobie to na spokojnie w głowie pookładać! A możliwości zwykle lezą sobie obok nas, wystarczy wyciągnąć rękę.. ;-)

    1. Dzięki Radku, to drobiazg.
      Ja już sobie nawet nie układam. Kiedyś tak, ale teraz wiem, że moje układanie lub nie i tak na nic zbyt mocno nie wpływa. Najwyżej zawęża mi pole widzenia (jak te oklepane klapki na oczach). Ja i tak podążam za losem. Nie mam swojej wizji przyszłości. Nie oceniam tego i nie wiem czy to dobrze czy źle. To raczej nie jest kwestia czasu. Tylko wiary. I priorytetów. Nie wiem skąd w nas tyle przekonania, że życie powinno się układać, tworzyć jakiś wzorek, pasmo sukcesów. Myślę, że jeszcze niedawno, kilkaset lat temu miało być „tylko” dobre i pożyteczne. Teraz to zagmatwaliśmy, ale i tak jestem przekonana, że w ostatecznym rozrachunku liczy się tylko to, czy całkowita pula dobra, którą zostawimy po sobie na świecie będzie większa czy mniejsza niż przez naszym pojawieniem się. Nie chcę łapać okazji, jakkolwiek by to nie zabrzmiało, chcę powoli robić swoje, bez względu na to, jak bardzo to jest malutkie.
      wybacz, że tak się rozpisałam:)

    1. cieszę się, że się przydało:). Gdybym szła na tę imprezę jeszcze raz przygotowałabym sobie zestaw pytań. To o czym się tam mówi zależy w dużej mierze od uczestników, więc można sobie przykroić warsztaty do swoich potrzeb. Dzięki :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *