Islandia pieszo- instrukcja obsługi

Przejście Islandii pieszo zdobyło w Polsce wielką sławę. Co roku ktoś ogłasza „pierwszy polski trawers”, w opisach dominują trudności i przeszkody. Rzeczywistość jest troszeczkę inna, chociaż to faktycznie niełatwe. Pierwsza trudność to informacje. W internecie jest kilka poświęconych islandzkim trawersom stron (głównie po angielsku). Łatwo je wygooglać więc nie podaję. Ich autorzy są przekonani o swoim pierwszeństwie, natomiast jeśli popytać Islandczyków- przechodzenie Islandii wzdłuż, wszerz lub po przekątnej (wzdłuż pęknięcia pomiędzy Europą i Ameryką) jest powszechne. Islandczycy chodzą grupami, często z przewodnikiem, na wielu trasach można wykupić komercyjną wycieczkę gdzie plecaki przewożone są samochodem. Jedzenie wysyła się do schronisk autobusami lub łodziami. Ludzie wynajmują postawione po drodze domki. Wybierając się na Islandię pieszo nie odkrywamy wcale Ameryki i nie wytyczamy całkiem nowych szlaków. Co nie zmienia faktu, że przeważnie będziemy sami, że trasa długa, klimat surowy, a do cywilizacji zwykle daleko. Czy warto? Myślę, że tak. Mi się tam podobało.

Opiszę Wam dwie skromne dwutygodniowe trasy. Wytyczyłam je sobie, bo przekraczają miejsca, które najbardziej chciałam zobaczyć. Ponieważ wyszłam bardzo wcześnie, miesiąc przez głównym sezonem nie wszystko było jeszcze możliwe, ale bardzo mnie to nie martwiło. To piękny, nieprzewidywalny kraj. Ludzie, z którymi rozmawiałam powtarzali zgodnie, że idąc przez Islandię lepiej nie mieć sprecyzowanych planów. O tym czy coś się uda czy nie i tak zdecyduje pogoda. Topiące się śniegi, wichury, błoto, deszcz, wzbierające rzeki. Kiedy świeci słońce jest tam niewyobrażalnie pięknie, kiedy wieje i pada bywa ciężko.

Islandia kopczyk przy ścieżce

1- bezpieczeństwo

Islandczycy nigdy nie chodzą pojedynczo. Samotnik naraża się na pytania „wszystko w porządku?” w podtekście „zwariowałeś? Ostrożność wynika z nieprzewidywalności pogody, z ryzyka przekraczania rzek z kilkudziesięcio kilometrowego oddalenia od cywilizacji (szczególnie w miejscach niepopularnych i niedostępnych samochodem jak np zachodnie fiordy, bo na typowych trasach bywa sporo samochodów) i z pewnego rodzaju przyzwoitości, która nakazuje nie narażać innych na nieprzyjemności związane z akcją ratunkową. Pomoc jest na Islandii darmowa, ale zajmują się nią wolontariusze. Czyli ktoś je niedzielny obiad, a tu dzwonią, że turystę poniosła rzeka… O niefrasobliwości przyjezdnych krążą legendy. -Oni nic nie rozumieją- mówią miejscowi- jak piszemy: „prosimy nie podróżuj samotnie”  to naprawdę dlatego, że to ryzykowne, że potem my musimy delikwenta ratować. A mógłby sam… Zimą trzech Amerykanów poszło na Vatnajokull i musieliśmy wysłać helikopter. Nas jest mało, a turystów tysiące…

Islandczycy zawsze mają ze sobą telefon satelitarny, gps-a i SPOT. Często ma je przewodnik grupy. Trudno mi było wytłumaczyć, że ja sobie radzę bez tych rzeczy nawet w trudnym i skomplikowanym terenie. Pokazłam jak odnajduję ścieżkę czy bród i dopiero wtedy zostałam zaakceptowana. Z tym, że ja chodzę po bezdrożach od lat. Nauczyłam się szukać odcisków racic czy stóp. Złamanych traw, trąconych kamieni. Najbardziej logicznej, najłatwiejszej drogi. Czasem sama jestem zdziwiona, że znajduję. Mam wrażenie, że wielokrotnie, powtarzalnie zdarza mi się cud. Lubię ten proces dogadywania się z naturą, ale jestem pewna, że to nie dla każdego. Islandia to nie najlepszy kraj żeby się uczyć. Zbyt wielki, zbyt pusty.

W razie kłopotów w wielu miejscach jest telefoniczna sieć. Pojawia się częściej niż można by się spodziewać, nawet kilkadziesiąt km od cywilizacji. Jest na wysokich przełęczach, bywa w okolicach dróg. Pomimo tego lepiej liczyć tylko na siebie i nie ryzykować bardziej niż trzeba.

Islandia grupa przechodzaca przez fjord podczas odpływu

2- mapy

Na mapach, które można kupić w sklepach nie ma prawie zupełnie nic. Zwykle są pozaznaczane samochodowe drogi i schroniska (prawie zawsze zamknięte, bo trzeba je zamawiać wcześniej). Islandczycy noszą wielkie szczegółowe mapska, ale nie dowiedziałam się skąd je wziąć. Idąc w długą trasę raczej nie warto, bo to ogromne laminowane płachty, a trzeba by ich mieć kilkanaście. Ja poradziłam sobie niosąc mapę w skali 1;500000 (1 cm to 5 km!) dostępną w Sklepie Podróżnika za jedyne 25 zł. Świetnie się sprawdzała jako osłona palnika przed wiatrem :).

Interesujące mnie fragmenty wydrukowałam wcześniej z internetu, ale one też nie pokazywały pieszych tras. Troszkę lepszą mapkę Hornstandir kupiłam w Holmaviku. Szczegółowe i przydatne mapy można często uzyskać za darmo w punktach informacji turystycznej. Pokrywają teren 2-3 dni i pokazują wytyczone niedawno piesze szlaki, oznakowane tyczkami, ale często jeszcze niewydeptane. Jest ich mnóstwo i w przeciwieństwie do dróg dla terenowych samochodów (nimi zwykle poruszali się ludzie, których opisy czytałam) wyprowadzają w trudny i różnorodny teren. Przecinają pola lawowe, chadzają po gorących geotermalnych obszarach (fajnie iść przez nie samemu bez tłumu turystów okupujących drogi), przez łąki zarośnięte po pas, po skałach, po piargach i po bagnach. Wymagają solidnych górskich butów, bez których można by się obyć korzystając z dróg.

Islandia Krerlingarfjoll, tyczki znakujace ścieżkę

Tereny gdzie nie wytyczono szlaków przeszłam z kompasem, też bez problemu, a czasem znajdowałam tam pojedyncze kopczyki.

Jeśli korzystacie z drukowanych map przyjrzyjcie się uważnie legendzie. Na wybrzeżu ścieżki czasem narysowano na oceanie. To takie, które przechodzi się tylko przy odpływie (czyli są dwie szansy na dobę). Na niektórych mapach (np świetnej, darmowej rowerowej) są zaznaczone brody. Jeśli ich nie ma miejsce może być nieprzekraczalne pieszo, pomimo tego, że można je pokonać samochodem (np takim na ogromnych oponach, jak od traktora). Chatki (domki) opisane w legendzie jako schroniska górskie mogą być pozamykane na klucz i może tam nie być żadnej obsługi. Chatki zaznaczone jako ratunkowe są zwykle (ale też nie na 100%) otwarte i zaopatrzone w telefon ratunkowy. Zwyczajowo nie używa się ich poza skrajnymi sytuacjami (załamanie pogody, awaria namiotu, wypadek, choroba). Jednej nie dałam rady otworzyć, przechyliła się i drzwi się zacięły.

Islandia. Kapsuła ratunkowa, Hornstandir

3- ubranie

Islandia jest mokra, wietrzna i zimna- to prawda, chociaż nawet tam bywa ciepło. Ok 16-17 stopni. Mi się to niestety zdarzyło tylko raz. Padało przez mniej więcej połowę dni. Wiało bez przerwy. Chmury są bardzo niskie, dosłownie się ocierają o grunt stąd często idzie się we mgle. Bywa sucha lub mokra, ale z reguły jest mętna i chłodna.

Miałam ze sobą:

1-dwie nasze bluzy z Powerstretch pro (do noszenia jedna na drugą)

2- dwie kwarkowe koszulki z wełny ( Abeile i cienką, obie z długim rękawem)

3- dwie pary legginsów z powerstretch pro

4- majtki z wełny i z powerstretch, kostium kąpielowy

5- czapkę, szalik i rękawiczki (dwie pary z powertsretch pro)

6-3 pary skarpet z powerstretch pro

7- rzeczy od deszczu (spodnie z Deca za 50 zł- działają tylko z taśmą klejącą, ale poza tym na jeden wyjazd ok, ważą 200g, wiatrówkę Laponię, i pelerynę na plecak- która niestety mocno mi ciekła)

8-lekkie górskie buty i buty do przechodzenia rzek (zabrałam tanie z Deca na kamienistą plażę- były zbyt wiotkie, zbyt cienka podeszwa, zbyt zimne, przydałyby się też skarpety z neoprenu)

9- spódniczkę Tendenerę (często nosiłam ją jako kamizelkę)

Bywały dni kiedy miałam to wszystko jednocześnie na sobie (poza np kostiumem kąpielowym :)). Bywały noce kiedy spałam w mokrym, chociaż na szczęście pomimo zamoczenia zewnętrznego powerstretcha ten wewnętrzny (i na nogach, i na ciele) pozostawał w zasadzie suchy, poza mankietami.

Szalik z jedwabiu (dostałam go kiedyś od sławnego mediolańskiego projektanta) służył mi za uszczelkę. Inaczej woda spływająca po twarzy wlewała mi się w dekolt i ściekała do majtek. Taki cieniutki jedwab da się jakoś wysuszyć, chociaż i z tym bywało ciężko. Skarpety, mankiety suszyłam w namiocie gorącym kubkiem (z herbatą czy z zupą). Ubranie tylko na sobie.

Zabrałam miękkie gąbkowe wkładki do butów, które o dziwo okazały się genialne w procesie suszenia (kupiłam je za jakieś 9 zł w zwykłym sklepie z butami). Wciągały wodę i jeśli się je kilkakrotnie wyżęło buty robiły się przyjemnie suche. Na chwilkę oczywiście, bo proces moczenia jest na Islandii ciągły…

Islandia, moje buty i błoto

4- jedzenie

Islandia jest droga, ale podobnie jak w Norwegii można spokojnie przeżyć, rezygnując z niektórych rzeczy.

Najtańsze są supermarkety Bonus. Ceny w innych bywają od 30-50% droższe, a niektórych produktów może tam nie być. To nie jest jakiś ogromny problem, coś do jedzenia znajdzie się i tam.

Na Islandię wolno legalnie wwieźć tylko 3 kg jedzenia. Nie wolno suszonego mięsa, więc tym razem go nie jadałam. Przywiozłam sobie ok 800 g suszonych w domu jabłek (bo lubię), ok 1 kg suszonych warzyw (nie wiedziałam, że są dostępne w Bonusie za ok 10 zł za paczkę – u nas kosztują tylko 3 zł, ale to niewielka cena tak czy siak), pieczoną wołowinę od Mamy i trochę orzechów, które też nie są na Islandii drogie. Jadałam wiórki kokosowe, ziarno sezamu, słonecznika, pestki z dyni, orzechy nerkowca i włoskie (inne były droższe). Tanie są duże opakowania rodzynek- używałam ich zamiast cukru.

Sery żółte kosztują od 1400-1800 koron za kg i są raczej niesmaczne (jadłam i tak). Masło jest solone i bardzo smaczne (kupowałam jakiś rodzaj masmiksa w plastikowych opakowaniach po 400 g), suszone ryby są pyszne, niektóre rodzaje są mniej drogie niż inne. Jadałam (wdł rady Patrycji) z masłem- warto wziąć, bo taka ryba to prawie samo białko.

Z wędliny spróbowałam tylko parówek (dostałam paczkę)- smakowały baraniną.

Poza tym moje podstawowe jedzenie- czyli płatki owsiane. Kilogram kosztuje od 1000 do 200 koron (tańszych szukajcie na półkach z mąką, nie z musli).

Zużyłam jedną półkilogramową butlę z gazem. Butle z Bonusa mają taki sam gwint jak te od Primusa czy MSR-a, ale innej długości igłę. Żeby się dostać do gazu, trzeba zdjąć z palnika gumową uszczelkę (tą dużą tuż nad gwintem) i wkręcić go bardzo mocno. Gotowałam w przedsionku namiotu osłaniając palnik laminowaną mapą (na dworze się w zasadzie nie da). Używałam swojego kubeczka za 3 zł (80g), który w plecaku wkładam na butelkę, więc nie zajmował miejsca i silikonowej elastycznej pokrywki.

Islandia, moja kuchenka

Piłam wszystkie rodzaje wody. Z rzek, z potoków z kałuży (tę przegotowałam), z roztopów. Na polach lawowych zwykle nie ma wody, weźcie to pod uwagę planując przejścia.

Na wyżynach w zasadzie nie ma sklepów. Wszystkie punkty gdzie można cokolwiek dostać zaznaczono na mapie rowerowej. To nie zawsze oznacza jedzenie, ale można ponegocjować. Ja np (po uprzednim telefonie) dostałam w Kerlingarfjoll kg płatków owsianych i jeszcze masło i 12 jajek na twardo (które im zostały ze śniadania). Płatki ściągnęli dla mnie (1000 koron), masło i jajka akurat mieli- więc były tańsze (600 i 600). Zdobycie jedzenia jest jednym z największych islandzkich problemów więc warto to dobrze przemyśleć. Nigdzie po drodze nie widziałam gazu z gwintem, na stacjach benzynowych, nawet w hotelach bywa przebijany.

5- noclegi

Namiot podobnie jak w Skandynawii można rozbić wszędzie gdzie się tylko chce. W praktyce to ograniczone, bo bagno, bo stromizna, bo skały. Kempingi są częste i nie bardzo drogie. Od 1000 do 2000 koron. Od czego zależy cena nie odkryłam. Czasem zawiera nieograniczoną ilość ciepłej (geotermalnej) wody, nawet basen, kuchnię, miejsce do suszenia, piękne łazienki, a czasem to tylko miejsce na trawie, wcale niekoniecznie skoszonej. Paradoksalnie na takim drogim niczego nie oferującym kempingu zaproszono mnie na dobry obiad, inny wytrzasnął spod ziemi troszkę jedzenia na sprzedaż, gdzie indziej naładowałam wszystkie baterie, więc w zasadzie żadnego nie żałowałam. Spałam na nich 5 razy. 2 razy trafiłam na schron.

Islandia, Latarnia morska w Latraviku- prawdziwe, przyjazne górskie schronisko

Zabrałam ciepły śpiwór puchowy (Robertsa z 700 g najlepszego puchu) raz było mi w nim za ciepło dwa razy chłodnawo (byłam zmęczona i mokra, a akurat upiornie wiało).

Miałam ciepły i solidny namiot (starą jedynkę Hannaha, 2,5 kg). Używałam zwykłych szpilek (najwyżej dociśniętych kamieniem), jednego odciągu- służy mi głównie do uziemiania składanego czy stawianego namiotu (lubi uciekać). Namiot dzielnie trzymał się na wietrze, chociaż czasem strasznie łomotał. Pod koniec lekko przeciekał (weźcie taśmę), a podłoga zaczęła pić wodę (warto ją przed wyjazdem zaimpregnować, stawia się na mokrym lub na bardzo mokrym).

Islandia- mój awaryjny biwak nad oceanem- złapał mnie przypływ

miałam karimatę Z-line (szczęśliwie zawsze spałam na przyjaznym podłożu, nawet na polach lawowych bywają płaty mięciutkiego mchu).

Rurki od namiotu wykorzystałam jako stelaż plecaka. Udało się je wstawić zamiast pionowych metalowych prętów (Kajetan zrobił mi przedłużki z plastikowych rurek, brakowało ok 10 cm). Oszczędziłam w ten sposób ok 300g.

Na Islandii nie ma niebezpiecznych zwierząt. Nie ma też komarów, ale niestety są muchy. Warto zabrać ze sobą moskitierę, zwłaszcza w czerwcu.

To chyba wszystko … resztę dopiszę w opisach tras, jeśli macie jakieś pytania piszcie. Spisałam na gorąco, żeby nie zapomnieć, ale możliwe, że coś przegapiłam.

PS: Byłam na Islandii od połowy czerwca do połowy lipca.

 

11079 Razem 6 Dzisiaj

28 myśli na temat “Islandia pieszo- instrukcja obsługi”

  1. Nareszcie ktoś normalnie napisał o Islandii – Dziękuję Ci Kobieto. W dużej części się z Tobą zgadzam. Pełno w necie wypowiedzi dętych bufonów. A, że to pierwsza ( g. prawda), a to,że najszybsza – po co??
    Islandia jest piękna. Raz ję okrążyłem rowerem po linii brzegowej( z małym skrótem w końcówce – brak czasu) raz ją przeszedłem na piechotkę ( do Vatnajokull w duecie dalej sam. Wracam w 2017 na przejście samotne. Dlatego tak się cieszę, że ktoś potrafi pisać i czuć ten kraj/wyspę podobnie. Jest ciężko i nieprzewidywalnie ale nie beznadziejnie. A przede wszystkim przepięknie. Co do komarów się nie zgodzę – są wiatry i dlatego te żarłoczne bestie są pochowane. Ale jak się schowasz przed wiatrem to wtedy chrońcie narody. Nigdy ie mam jakiś szczegółowych planów. Mam tę przewagę nad innymi, że byłem tam dwa razy i tak na 30% wiem czego mogę się spodziewać. Idąc samemu czuje się to wszystko całym sobą. Nawet ten cholerny 40 kg plecak nie przeszkadza. Żarcie targam ze sobą, kuchnia Islandzka, poza słodyczami, mi nie leży zupełnie. Choć kilka razy jadłem dobrze zrobioną jagnięcinę. Jak będę miał więcej czasu to jeszcze popiszę.
    Jeszcze raz dziękuję Ci Kobieto za normalny komentarz, ez bufonady i pompowania.
    Pozdrawiam serdecznie
    Wiesiek

    1. Dzięki:)
      Ja też na pewno wrócę. I też bez planów, podoba mi się, że trasę ustala się wspólnie z Islandią. To taki bliski kontakt z Naturą. Pozwoli albo nie pozwoli… Samo w sobie bardzo ciekawe.
      A komarów naprawdę nie ma. Czytałam, pytałam, przyglądałam się krwiopijcom dokładnie- to różne rodzaje muszek i much. Bąble swędzą paskudnie chociaż są płaskie… już chyba te od komarów lepsze!
      Ja niosłam tylko 20 kg. Nie dałabym rady więcej. Wybrałam bezdroża i niektóre miejsca były naprawdę ciężkie np kilka kolejnych godzin po mchu na polu lawowym- zapadał się jak gąbka, a był do pół łydki, albo te piaski w których się tonie- zupełnie nie wiem jak to odróżnić z wierzchu i nie wpaść. Szłam też przez cmokające bagna, zjeżdżałam z piarżysk. Już te 20 kg dawały mi mocno w kość. Na przyszły raz pomyślę co by tu jeszcze odchudzić.
      W kuchni islandzkiej najmniej mi pasowała cena :), ale ja i tak zwykle jem to, co ugotuję- bo alergia.
      Pisz koniecznie. Takich zwykłych prawdziwych informacji bardzo brakuje. Szkoda, że nie wiedziałam przed wyjazdem.
      pozdrawiam serdecznie!
      Kasia

      1. W sprawie komarów – strony pozostają przy swoich stanowiskach :-) są jak byki (bardzo małe) i żarłoczne jak nie wiem co. Muszki i inne badziewie też jest. Chroni przed tym kąpiel w wodzie geotermalnej – tej z zapaszkiem siarkowodoru. Troszkę się cuchnie, ale komu to przeszkadza.
        Na FB wkleiłem właśnie kilka fotek z ostatniego przejścia. https://www.facebook.com/permalink.php?story_fbid=609799495856541&id=100004794874766&notif_t=like&notif_id=1468927553850153
        Jak pogrzebiesz w moim profilu to i znajdziesz mapę z moim przejazdem i przejściem oraz planem na 2017.
        Mój plecak ważył tyle bo 12 kg – jedzonko.Szczegóły innym razem.
        12 kg szpej alpinistyczny – w planie był trawers Vatnajokull. Namiocik – ja miałem Komodo Plus Marabuta (niesamowity, wygodny, trochę ciężki ale :-) ) ciuchy troszkę. No i sam plecak jak zerkniesz na zdjęciach to widać. Co do bagien to nie miałem ich za wiele. Rozlewisko Bjorsy- dało mi popalić. Było po bandzie. Wejście na lodowiec było bardzo ciężkie. Samemu jest fantastycznie. U mnie odchudzanie nic nie da, chyba że mnie. Żarcie muszę mieć. Tak średnio raz na dwa tygodnie planuję kontakt z cywilizacją. W przeważającej części są to pola namiotowe. Na których, rzadko coś można kupić. A poza tym ja lubię LyoFood. Jest lekki i smaczny. No ale na 44 dni trochę tego było.

        1. Dzięki,
          nie mam wprawy w przeglądaniu facebooków, więc gdybyś podał linki to bardzo chętnie poczytam o planach. O trawersie Vatnajokull też. To bym chciała zaplanować na przyszłość. Z tym, że ja już więcej nie poniosę. 20 kg to i tak ciężko. Co konkretnie masz na myśli pisząc sprzęt alpinistyczny? Widzę rakiety, ale słyszałam, że śnieg wiosną jest już wystarczająco twardy i ten który ja mijałam taki był, nazwałabym go nawet zlodowaciałym. A jak się sprawdziła ładowarka słoneczna? Też ją widzę na jednym ze zdjęć.
          Na tych zdjęciach z linku jest taki dość monotonny krajobraz, jak tam jest naprawdę? Bałam się, że może tam być jednostajnie i ponuro, dlatego odłożyłam te tereny na później bez żalu.
          Też z powodu opisów gdzie ludzie wspominali, że nieustannie mijały ich samochody. Ja wolę dzikość więc tym razem ominęłam wszystkie drogi z wyjątkiem jednej- zamkniętej wzdłuż Longjokull. Jak tam jest naprawdę? Bo dla mnie każdy taki samochód to też kontakt z cywilizacją więc nie miałabym wrażenia, że samotnie i dziko widząc, że przejeżdżają.
          Ciekawi mnie też to zdjęcie gdzie piszesz, że po południu pojawiła się woda, a wieczorem jej jeszcze nie było. Czyli chodziłeś do późnej nocy? Myślałam, że woda (z roztopów) pojawia się w dzień, a opada nocą, chyba że to była deszczowa?
          Z komarami- nie upieram się, nie widziałam, nie one mnie gryzły, czytałam, że nie występują (np tu: http://icelandreview.com/news/2013/06/27/no-mosquitoes-iceland-puzzles-scientists), ale nie jestem biologiem. Meszki i muszki też są przykre więc moskitiera była stale gotowa do użytku, lub wręcz na głowie.

          1. Ja też nie zamierzam więcej targać. Tak do 30-35 kg. No ale ja mam 180 i 110 wagi. Żartuję. Teraz zaczynałem z 45 i trochę mnie przyginało do Ziemi. Trenowałem z ciężarem 38 kg ale nie ćwiczyłem podnoszenia majdanu z płaskiego. Cóż przypomniało się wojsko.
            Szliśmy z Arturem i w planie moim było omijanie cywilizacji szerokim łukiem. Plany nam się nie zgrywały więc tak jak mieliśmy w założeniach – każdy poszedł swoim szlakiem. Ja na Islandię targam cały zestaw jedzonka.
            Po kolei;
            Sprzęt alpinistyczny – raki, czekan, lina, trochę expresów, śruby lodowe, jakieś kubki, stopery, małpa, uprząż. To miał być trawers lodowca a skończyło się na trzydniowym lajtowym pobycie – cóż.
            Rakiety były niezbędne. Szliśmy przez kalderę Askii bez rakiet to byłaby mordęga. Na lodowcu w nocy spadło 25-30 cm śniegu bez rakiet to dupa by była.
            Ten teren ze zdjęć to tylko jakieś 30-40 km piaskowej pustyni u podnóża Vatnajokull.
            Idąc tamtędy na mapach jest to zaznaczony ‚teren zalewany okresowo” Miałem strach u tyłka. Bo rozbijałem namiot na pustyni – a jak wstałem zaczynała mnie zalewać woda. U podnóża lodowca trzeba się tego pilnować, bardzo. Namiot na wzniesieniu i poza terenem zalewowym. Zawsze tam się coś może zdarzyć. Ja jestem człowiekiem z rozwalonym zegarem biologicznym (lata pracy na zmiany) i dlatego łazikuję po nocach. W zależności od Słońca, deszczu ale też od działalności podlodowej wulkanu. To co o godzinie 08 : 10 jest pustynią w kilka godzin później może być dużym i niekoniecznie płytkim rozlewiskiem. To co mówisz, monotonny krajobraz, to nie do końca. Na całym tym odcinku od jeziora Myvatn do Selfoss nie ma mowy o monotonności – moim zdaniem. Fakt jest to kraina Mordoru. Ale czasami w najmniej spodziewanych miejscach odrobina wilgoci i sprzyjających warunków. Wydobywa zieleń niespotykaną nigdzie, chyba. Lub to po prostu złudzenie, kontrast, z tym co dookoła. Nie wiem kto pisze o ilości zamochodów. Od Aski do Keringarfjoll szedłem jakieś 10-12 dni i nie widziałem samochodów zbyt dużo. Za wyjątkiem jednego strażnika parku i jednego turysty na horyzoncie. Spotkałem się za to z fajną grupą Islandczyków na koniach. Nawet camp Nydalur nie był zatłoczony – a tam spałem jedną noc. Przecinałem dwie drogi F35i F26 ale jakoś tłoku na nich nie widziałem, samochodów bo rowerzystów, z Polski też kilku widziałem.

          2. Oj to nie mamy równych szans :) Ja już więcej nie wezmę, podniosę na krótkim kawałku, ale wędrowanie przez miesiąc z zaledwie 20-toma kg też dało mi w kość (dokładnie w stawy, najbardziej ucierpiały stopy, być może nie umiem chodzić po płaskim, to się ciągnie już od marca od Laponii).
            Czyli z trawersem lodowca poczekam na Twoją relację (lub pomyślę nad zimą kiedy bagaż można pociągnąć). Natomiast trzydniowy lajtowy pobyt brzmi zachęcająco :) przyślij link.
            To o samochodach było w zasadzie w każdym opisie, z tym że one wszystkie były z sierpnia. Najbardziej pomstował Francuz podróżujący z pluszowym misiem- nawet rzucał klątwy! (na tych co go obrzucili błotem albo nie chcieli poczęstować wodą). Po przeczytaniu doszłam do wniosku, że to nie dla mnie :).
            Na pewno zanim się wybiorę napiszę do Ciebie z pytaniami. Mi też się tam zegar przesunął. Jakoś człowiek z przyzwyczajenia czeka na zachód słońca…

          3. A co to za link do mapki rowerowej ??? Można dostać?
            Ja korzystałem z e-trexa 30 i mapy stąd
            http://www.ourfootprints.de/gps/mapsource-island_e.html

            ta fajnie oddaje trójwymiar http://www.joelertola.com/grfx/iceland/iceland.html

            tu są bardzo dokładne mapy – z lat 50, wojskowe nie odwzorowują nowych dróg i ścieżek
            http://islandskort.is/en/;jsessionid=34BBD1AEE85A78F26AA3DC6EFCB53463

            tu trzeba się pobawić,
            http://www.openstreetmap.org/#map=8/65.125/-17.990
            http://www.openfietsmap.nl/downloads/iceland

          4. To prawda, jak ktoś jedzie jak szalony, kurzy i ochlapuje innych to na pewno turysta. Islandczycy, których widziałem to jak jechał obok rowerzysty lub piechura to zwalniał, już kawałek przed nim i przyśpieszał też kawałek za nim.
            Jak byłaś w Laponii to tam jeszcze weselej, jak ja byłem w końcówce czerwca to Słońce w ogóle nie zachodziło – mnie to nie przeszkadza.
            Jak trawers lodowca to tylko pulki. Myślałem o tym, ale ja mam zawsze cross i pulki by mi przeszkadzały. Dlatego targam manele na grzbiecie. Ale jeżeli dedykowany wyjazd na lodowiec to polecam pulki. Mam gdzieś link do niezbyt drogich. Ale patrz na pulki na sztywnym łączu. Na linkach nie ryzykuj. Za bardzo niebezpieczne. Ja szukam takich małych na plecak. bo teraz te 40 kg na lodowcu, szliśmy kawałek po seraku (2km w 3h) dały popalić.
            Kąpanko w ciepłym to nie problem nawet na lodowcu – trzeba tylko znaleźć ciepłą dziurę z wodą i uważać – bardzo uważać. Ale u podnóża zawsze się jakiś ciepły ciek znajdzie. Trochę się później zapaszek siarkowodoru roztacza ale kto na takie pierdoły zwraca uwagę.
            Z jedzonkiem gorzej, tam gdzie ja wędrowałem to tak na dystansie 300 km mogłem sobie jakieś ciastka kupić na polu namiotowym. albo i nie. Poza tym ja się trzymam z dala od terenów zaludnionych co na Islandii nie należy do problemów.
            Co do trawersu to jest ekipa chłopaków we trzech zrobili Vatnajokull – znajdziesz ich w necie, jak nie to pisz do mnie gdzieś tam mam jakieś linki.
            Nie mam bloga jak Ty ale mój adres to wieslaw.koc@gmail.com skrobnij jak chcesz to popiszemy o Islandii. Nie jma piękniejszego kraju niż Polska ale Islandia jest zajefajna. Jechałem rowerkiem z Nordkapp – u na półwysep Matapan to coś mogę na ten temat powiedzieć. Chciałbym jeszcze zrobić trawers Kanady, ale na razie nie mam szans. Nikt mnie z tyry na 3 miesiące ni wypuści. Ale na szczęście za 6 lat emeryturka się kroi to może wtedy.

          5. byłam w Laponii zimą, także tego problemu nie było:), dlatego mam małe pulki takie na plecak- zrobiłam sobie. Ciastek nie mogę więc jeszcze mi trudniej, stąd tyle planowania. Mam alergię i jem tylko niektóre rzeczy, a lodowiec to daleka przyszłość. Nie pójdę sama. Na pewno napiszę. Chciałabym się teraz powłóczyć po centrum wyspy i po wschodniej stronie. Ja też mogę się wyrwać tylko na miesiąc, ale negocjuję z mężem, może mi się kiedyś uda na dłużej :)
            Przejechałeś rowerem całą Europę?

          6. Wschodnia część jest fajna, byłem na kawałku, teraz też jadę od wschodu, trochę inaczej niż ostatnio. Na pewno o wiele mniej okazji i autobusów. Mam zamiar przelecieć samolotem z Reykiaviku do Borshofn i stamtęd jakieś 70-80 km na kośturach lub okazją do latarni o nazwie, której nawet Islandczycy nie wymawiają :-) tutaj https://www.google.pl/maps/place/Hraunhafnartangi/@66.5351198,-16.0176787,15.5z/data=!4m5!3m4!1s0x0:0x288c1e6320d85314!8m2!3d66.5361171!4d-16.0269284
            Nic tam nie ma ale to dla mnie magiczne miejsce.
            Później w dół do lodowca Vatnajokull – mam parę miejsc w których chcę posiedzieć po dwa trzy dni i się po prostu pobyczyć. Lubię takie siedzenie z książką (no w przenośni – z czytnikiem) leniwe herbatka i lampienie się na ten Mordor. W ogóle lubię takie opieprzanie się na urlopie. Siedząc na rowerku miałem powyżej Husavik takie widoki, że po przejechanych 12 km rozbiłem namiot i siedziałem do późnej nocy lukając przez siatkę na widoczki i popijając ciepłą herbatkę.
            Tak przejechałem Europę 6400 km w 47 dni – samotnie.
            Islandię też w 40 dzionków jakieś 3000 km – po linii brzegowej, tam gdzie się dało.
            Kilometrów zjechanych po Polsce nie zliczę. Rocznie robiłem na rowerze od 8-12 tyś. Teraz pływak kajaczkiem, chodzę i troszkę biegam no i rowerkiem też ale już mniej.

          7. Gratuluję!
            Ja też wolę iść wolniej (tak czy siak wcale nie jestem szybka), teraz trochę żałuję, że nie zatrzymałam się w kilku magicznych miejscach i nie pofotografowałam. Jakoś mnie goniło, bo chciałam jak najwięcej zobaczyć. Czyli wrócę na pewno. I na pewno pomęczę Cię przed wyjazdem o rady (też w sprawie magicznych miejsc) szkoda by je było ominąć. Ogólnie cieszę się, że odkryłam Islandię i mam nadzieję, że bilety nie podrożeją.
            Najpiękniejsze dni i widoki w tej trasie miałam chyba w zachodnich fiordach, chociaż dzień kiedy szłam wzdłuż Hvity (za Blafjoll) też był piękny. Nic szczególnego, ale byłam oczarowana. Podobne wrażenie zrobił na mnie Langjokull widziany od południowej strony (pomimo deszczu) i wędrowanie przez równiny po jego północnej stronie. Nic tam nie było, ale to szczególne przeżycie.
            Na zobaczenie wschodu już się cieszę. Cieszę się, że przetarłeś szlak:)

          8. Jak korzystasz z GPS- u, albo chcesz pooglądać szczegóły napisz na e-mail, który Ci podałem. Pogrzebię na dyskach i podeślę Ci wszystkie ślady z Islandii. Jak będę miał czas to wrzucę na G+ zdjęcia z Islandii. Mogę też podrzucić Ci mapkę z moim szlakiem. Może się będzie pokrywało to z Twoimi planami.
            Wybór należy zawsze do Ciebie.

          9. Ok, napiszę. Bardzo chętnie pooglądam mapki, zdjęcia itp. Z gps-u nie korzystam. Wiem, że to niedzisiejsze, ale ja sobie radzę bez i to radzenie jest częścią mojej przyjemności. Lubię dzikość.

          10. Ale ze mnie jełop, teraz wszedłem na stronę z kontaktem i przeczytałem.
            A z Kwarkiem (serio myślałem, że korzystasz z ich ciuszków) mam miłe wspomnienia i ciepłe. Aqua shel-le służą mi od kilku lat na maratonach kajakowych. Choć bluza musi mieć podkład, bo potrafi na dystansie 150-200 km obetrzeć pod pachami. Dwa lata temu kupiłem u was bluzę polarną i w ubiegłym roku na chyba najgorszej trasie maratonu Dipoli Issukis (Litwa trasa Wilno-Kowno – 160 km) miałem ją przez cały czas na sobie. A warunki były przekurwiste. Ostatnie 40 km płynąłem 6 h Miałem wszystko Wiatr w mordę taki, że jak przestałem wiosłować to stawałem natychmiast w miejscu, deszcz a w końcówce śnieg. A było mi cieplutko i sucho. Choć po 22,5h godzinach non stop w kajaku byłem sztywny z przemęczenia. Właśnie tę bluzę targać będę na lodowiec. Nie piszę tego w celach sponsorowych mam to gdzieś. Jest po prostu dobra/bardzo dobra.

          11. Dzięki:) Fajnie wiedzieć, że mamy wpływ na to jak ciepłe wspomnienia mają różni fajni ludzie :)

  2. Ale fajna ta mapa rowerowa – może nam się kiedyś jeszcze przyda – dzięki za podanie linku :-)

    Pozdrawiam
    Patrycja

    1. super jest. Można ją dostać w wersji papierowej za darmo, trzeba do kogoś tam napisać maila- to jest na stronie, i można też odebrać w jakimś biurze. Ja miałam starszą wersję z zeszłego roku, dostałam ją od Darka-„naszego człowieka ” na Islandii. Wędkarza, o którym już wcześniej wspomniałam. Od niego też dostałam pierwszą mapkę z pieszymi szlakami. Inaczej bym ich chyba nie odkryła.
      Ta rowerowa to kupa dobrej roboty. Te wszystkie informacje gdzie gorące, kąpielowe źródła, gdzie jedzenie i sklep. Oddałam swoją parze Amerykanów, na koniec, ale bardzo będę chciała zdobyć kolejną, także gdybyś pisała poproś o dwie. Ciekawe czy wysyłają do Polski.

  3. Prawdę powiedziawszy – pomyślałam, że w razie potrzeb wydrukuję ją sobie z pliku (który zapisałam) w większym formacie (potrzeby raczej niestety nie wystąpią w tym roku :-( )..

    Ale jak można postarać się o wersję oficjalną drukowaną – poczekam na powrót Magdy, gdyż
    ona ma znajomych na miejscu ;-) – może da się kogoś poprosić o przysługę – i wysłanie 2 mapek do Polski ;- ) – jakby się udało dam znać ale to ok. października najwcześniej)..

  4. Oficjalnie namiotu wcale nie można rozbijać wszędzie – powiedziano mi, że nikt nie będzie się czepiał, ale nie jest to mile widziane – w miejscowościach, w których jest camping należy rozbijać się na campingu. Na terenie prywatnym także nie można (te płoty…), trzeba zapytać o zgodę.

    Kartusze nakręcane można kupić w sklepach outdoor i sklepach z artykułami różnymi, nie wiem czy miałam szczęście, ale w pierwszym do którego weszłam mieli. A najlepiej zdobyć niezużyty przez kogoś wyjeżdżającego – na campingu.

    Mam link do mapy, która pokazuje dużo szlaków, ale podrzucę przy okazji, bo piszę z biblioteki.

    1. z tego co ja słyszałam, można. Obowiązuje to samo prawo co w Skandynawii, z tym, że oczywiście nie wypada na czyimś prywatnym i zaraz przy kempingu też nie. W informacji półwyspu Hornstandir napisano żeby w miarę możliwości planować przejścia tak, żeby skorzystać z wyznaczonych pól biwakowych, ale to nie sugerowało, że gdzie indziej nie można. Po prostu pola miały toalety. Prosili też o uszanowanie prywatności właścicieli terenu- co ja odebrałam jako nie rozbijanie się blisko domów. Być może prawo prawem, a zwyczaj zwyczajem.
      ja za bardzo nie chodziłam po sklepach. Weszłam do trzech czy czterech i akurat nie było gazu (poza bonusem).
      Link koniecznie podeślij, ja też widziałam mapy ze ścieżkami, ale w porównaniu z tym ile ich jest w terenie to była straszliwa bieda.

    1. nie wzięłam go. Zapakowałam 20 kg, poszłam nad naszą rzeczkę i rozmyśliłam się. Pas biodrowy był bardzo wiotki, stelaż też. Ładunek mi się bujał, obciążał ramiona. Pojechał 20 letni plecak polskiej produkcji firma od dawna już nie żyje (Natalex) ale, że worek z cordury, a konstrukcja prosta, to jeszcze uratowałam. Pękały drobiazgi, ale zszywałam. Ważył 1,6 kg czyli tyle co ten Osprey. Stelaż z namiotowych rurek nadzwyczaj skuteczny. Nawet rozkładanie namiotu i składanie go w czasie deszczu szło mi sprawnie chociaż te rurki trzeba było wciskać przed pełnym napakowaniem plecaka. Czyli namiot nie był ostatnią zwijaną rzeczą.

        1. szkoda, że nie pomyślałam w drodze powrotnej… dobrze, że sprawdziłeś:) Nie wiem, którą masz wersję, ta najnowsza z linku- sklepy zaznaczone jako wagi- jest troszkę bardziej optymistyczna niż rzeczywistość (bo wagi mogą oznaczać np drogie czekoladki nie jedzenie), ale jak pogadać i powiedzieć dlaczego to coś się prawie na pewno uzyska. Przynajmniej w dzikich miejscach- bo tam zwykle są fajni ludzie.
          powodzenia Łukasz, ciekawa jestem czy Ci się spodoba.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *