Islandia wiosną- jak się przygotować?

Ten wyjazd był nieco nietypowy więc starałam się jak najlepiej przygotować. Czytałam, pytałam, śledziłam historyczne dane o pogodzie. W necie są relacje z wiosennego samochodowego zwiedzania Islandii, trekking wiosną był niespodzianką obarczoną sporym ryzykiem. Wszyscy zapytani Islandczycy stanowczo to odradzali. Podobnie było kiedyś z norweską wiosną, więc nie zraziłam się, spróbowałam.

Jak było? Zaskakująco zimno. Temperatury zwykle dodatnie, ze statystyk tylko o 4 stopnie niższe niż te znane mi z czerwca, ale ze względu na wilgoć i wiatr, jak również odpromieniowanie w kierunku zmarzniętej, wychłodzonej zimą ziemi odczuwalne zimno porównywalne chyba tylko z Arktyką. Często chodziłam ubrana identycznie jak w Laponii w marcu i wcale nie było mi zbyt ciepło. Polarna, którą na szczęście zabrałam bywała wilgotna lub mokra (poziomy deszcz przemaczał wszystkie deszczochronne warstwy), niemal przez cały czas miałam ją na grzbiecie i tylko sporadycznie robiło mi się za ciepło. Upiornie wiało więc często przydawała się wiatrówka. Na nogach wystarczały legginsy z powerstretchu założone pod niby nieprzemakalne spodnie. W butach- skarpetki Walonki.  Miałam dwie pary. Cieńsze nie dałyby rady- buty przemakały regularnie od deszczu, błota, bagien i mokrego śniegu. Miałam goreteksowe „skarpetki” (Wiesiu obiecałam Ci już nie dziękować, ale czemu tego nie macie w sprzedaży!), więc czasem miewałam w butach sucho. Zabrałam dwie wełniane koszulki z długim i krótkim rękawem (często nosiłam jedną na drugą), bluzę z kapturem i łapkami, maskę, gatki na zmianę i prezent niespodziankę od Romana Werdona– puchową sukienkę. Dostałam ją tuż przed odlotem, w Gdańsku, przez kilka dni myślałam się jak to założyć, a potem codziennie wieczorem i jeszcze (dla pewności) rano wysyłałam Romanowi błogosławieństwo. Gdyby nie to ubranko musiałabym tak jak w zeszłym roku sypiać w mokrych powerstretchach molestując mój ulubiony śpiwór. Teraz sypiałam i łaziłam na biwakach w luksusie- otulona puchem od stóp do głów.

To wszystko, co zabrałam z ubrania. Poza tym w moim tym razem bardzo lekkim plecaku oprócz śpiwora (Roberts 700 g puchu, ten co zwykle) znalazła się jeszcze pałatka Faroe out (Fjorda), znana Wam już z moich poprzednich wyjazdów- kupiłam sobie w tym roku nową- oliwkowo zieloną. Długo myślałam jak wytrzyma wichury, jak ją postawię na wydmach, na dziwacznym pumeksowym piasku lawowych pól, czy na podmokłym- nie miałam przecież podłogi. Sprawdziła się idealnie, do mocowania wystarczyły zwyczajne szpilki (czasem przykryte kamieniami). Podłogę zastąpiły dwa sklejone taśmą śmieciowe worki, które dała mi pani w informacji w Asbyrgi (wielkie dzięki!). Rozkładałam je na mokrym piachu, na pumeksach, na kamieniach, zroszonej trawie, na zwałach błota. Wszystko przetrwały, a w dzień służyły za worek do wypełnienia wnętrza plecaka. Spałam na karimacie- tej co zawsze z-line, w cieniutkim worku biwakowym, który sobie na tę okoliczność uszyłam (chcąc nieco oddalić śpiwór od błota). Wszystko to razem z namiotem ważyło 1200 g, a dawało wielkie, bardzo wygodne wnętrze gdzie mogłam gotować, rozkładać rzeczy, usiąść i przeczekać deszcz. Rozbicie pałatki (co pewnie wiecie) zajmuje ok. 3 minut, strząśnięta pozbywa się większości wody, można ją postawić nisko, tak, że dotyka ziemi (kijki 125 cm lekko przechylone żeby na środku było więcej miejsca). Nie potrzebuję więcej.

Ponieważ padł mój stary plecak, kupiłam nowy- Cholatse Lowe Alpine. Jest dość lekki (1500g), raczej miękki, więc trzeba go dobrze spakować, ale pozwala nosić wygodnie ładunek do 20 kg. Myślałam o bardzo lekkim plecaku Pajaka (tym półkilogramowym), ale Andrzej Pająk mi go odradził- nie jest przeznaczony na długi trekking i 20 kg bagażu. Może kiedyś.

Miałam jeszcze kapcie do przechodzenia rzek, skarpetki z neoprenu- które przydały się głownie do przechowywania obiektywów (świetnie chronią prze wodą i ewentualnym obiciem), pelerynę na plecak i 2 mm neoprenowe żeglarskie rękawiczki- te nosiłam w każdy długotrwały deszcz. Nie są tak ciepłe jak nasze np windblockowe, ale woda ściekająca z peleryny nie robi im większej różnicy więc pomyślałam, że tak wyjdzie lepiej. I chyba było, ale jeszcze lepiej byłoby chyba założyć gumowe na powerstretcha- wypróbuję kolejnym razem. Przez większość czasu miałam na sobie rękawiczki z Powerstetcha– prawie ich nie zdejmowałam.

Wszystko to razem ważyło troszkę ponad 6 kg. Do tego doszło ok 7 kg jedzenia, 0,5 kg gazu, 1,5 kg wody plus 3,5 kg moich fotograficznych zabawek. Nie najgorzej. Nie miałam wrażenia, że jest mi za ciężko.

Przed wyjazdem wydrukowałam sporo map znalezionych w necie- przydały się, nie wszystko można kupić na miejscu. Podobnie jak w zeszłym roku wypytywałam w każdej informacji i wszędzie gdzie mogłam się czegokolwiek dowiedzieć. Warto, bo poleganie wiosną na letniej mapie i letnich opisach tras może się skończyć wpadką- nie wszystkie drogi dadzą się bezpiecznie przejść przy śniegu, błocie czy wezbranych rzekach, chociaż te paradoksalnie w zimne dni są łatwiejsze niż w ciepłe wczesnym latem. Tradycyjnie nie zabierałam niczego poza telefonem i kompasem.

Czy warto- tak. Myślę, że tak. Wczesna wiosna (w połowie maja) jest mniej kolorowa niż lato. Trawy są jeszcze zaschnięte, drzewa bezlistne, jedyne kwiaty to wierzbowe bazie. Górskie drogi są bez wyjątku zamknięte więc dojazd w niektóre miejsca jest trudny. Za to chodzenie – sama przyjemność. W górach nie ma dosłownie nikogo. Śnieg pozwala na przejście pustynnych lawowych pól, ośnieżone góry są piękne. Pod koniec maja na poziomie morza zaczyna się już zielenić trawa, wyłażą łubiny, zakwitają lepnice. Tydzień później pojawiają się też zawciągi, a po nich inne letnie kwiatki. W połowie czerwca Islandia jest już zielona, łubiny kwitną na całego, po górach łażą stada owiec, a w turystycznych miejscach narasta tok. Na bezludnych wcześniej kempingach coraz trudniej o nieobwieszony ciuchami grzejnik czy miejsce przy zadaszonym stole. Na szosach można spotkać innego autostopowicza, na górskich drogach wypatrzyć pierwsze ślady kół.

Islandzka wiosna to okazja pobycia samemu dziesiątki, nawet setki kilometrów od cywilizacji- czyli coś niezwykłego, niemożliwego w żadnym innym miejscu. Mnie to bardzo cieszyło.

 

 

jak dbać o puch?

 Tak jak napisał Radek w komentarzu do wpisu „Jak odróżnić dobry puch?” – ptaki bardzo dużo czasu poświęcają swoim piórkom. „Gładzenie” to natłuszczanie upierzenia (gruczoły tłuszczowe znajdują się na głowie, gdzieś w okolicy dzioba). Dlatego też ptasie pióra nie łapią wody (zawierają ok. 4 – 5 % tłuszczu)  i wystarczy im „otrząśnięcie się”.

Tłuszcz jest odpowiedzialny za gęsi (czy kaczy) zapach, a ponadto z czasem jełczeje, więc dodatkowo mógłby bardziej śmierdzieć. Puch używany aktualnie w odzieży i śpiworach jest prany (a więc odtłuszczany do wartości ok 0,5%) . Potem suszony i sterylizowany w temp. ok 110 -120 C, często jest jeszcze traktowany chemią (antyelektryzacyjną, antymolową, antyzapachową, ew, podobną). Ta 0,5% resztka tłuszczu musi zostać, bo inaczej puch stanie się kruchy – połamie się i szybko straci sprężystość. Dlatego też nie powinien być prany chemicznie, bo doprowadza to, (jeśli nie w pierwszym, to w drugim lub trzecim praniu) do całkowitego odtłuszczenia. Odrobina pozostawionego tłuszczu jest odpowiedzialne za „resztkowy zapach” oraz czasem za „brzydki zapach”, jeśli doprowadzi się do „butwienia” puchu pozostawiając wilgotny produkt w szczelnym worku na pewien czas – dłuższy, gdy jest zimno. Krótszy, gdy jest ciepło.

Próby zastąpienia tłuszczu naturalnego (podlegającego jełczeniu) tłuszczem syntetycznym (niestarzejącym się), jak na razie nie przyniosły dobrych rezultatów (a przynajmniej jeszcze nic o nich nie wiemy). Nagłaśniane obecnie nanomery  to jedna z takich prób – czas pokaże, jak to się sprawdzi.

Puch zawarty w odzieży i śpiworach również potrzebuje odpowiedniego traktowania i właściwej pielęgnacji – im są one lepsze tym dłużej produkty zachowają swoje początkowe własności. Trwałość puchu, dokładniej trwałość jego początkowej sprężystości jest odwrotnie proporcjonalna do częstotliwości i stopnia kompresowania – im mniej się go kompresuje (zgniata) tym lepiej, a więc najlepsze są tak duże worki do transportu jak to jest możliwe.

 Produkty puchowe powinny być przechowywane w stopniu maksymalnie rozprężonym i w warunkach gwarantujących dostęp świeżego powietrza (kurtki najlepiej normalnie na wieszakach).

 Zamoczone produkty, powinny być wysuszone możliwie szybko co nie oznacza, że natychmiast. Warto wykorzystać do tego każdą chwilę odpowiedniej pogody w przerwie wędrówki,  natomiast ważne jest, aby nie były przetrzymywane mokre lub wilgotne w ciasnych i nieprzewiewnych pokrowcach. Jeżeli nie ma warunków na wysuszenie powinny mieć dopływ świeżego powietrza.

Kurtki puchowe nie są przeznaczone na deszczową pogodę, ale jeśli jednak kurtka zmoknie, bo złapał nas deszcz (śnieg z deszczem) to:

– W przypadku nocowania pod dachem w ogrzewanym pomieszczeniu / mieszkaniu wystarczy ją zawiesić na wieszaku lub lince (tak aby była maksymalnie „rozłożona”) i do rana wyschnie całkowicie.

– W przypadku noclegów w namiocie trzeba ją suszyć na sobie, a to może potrwać znacznie dłużej, więc w takim przypadku lepiej ją znacznie bardziej chronić przez zamoknięciem.

– Oprócz wilgoci z zewnątrz wprowadzamy do kurtki i śpiwora naszą własną wilgoć – pot, który nasz organizm wydziela niezależnie od naszej woli, ale w ilościach zależnych od naszej aktywności.

Rozsądne używanie puchowych produktów to min.:

– nie noszenie kurtki pod plecakiem, podczas intensywnego wysiłku, zdejmowanie, gdy nie jest niezbędna (intensywny ruch), zakładanie, gdy jest naprawdę potrzebna (postoje, spacery), chronienie przed zabrudzeniem (od ciała – pot, kosmetyki – i z zewnątrz – sadza z palników i menażek, jedzenie), przed ogniem (iskrami z ogniska lub kominka), zwierzętami domowymi, drzazgami, kolcami, ostrymi przedmiotami w otoczeniu i w kieszeniach, a w tym ostrymi częściami tzw. rzepów (taśma Velcro), pakowanie najpierw do pokrowca a dopiero potem do plecaka…

Podobnie ze śpiworem, a ponadto w jego przypadku ważne jest jeszcze nie chowanie się do śpiwora całkowicie, z głową. Nie wydychanie powietrza do wnętrza śpiwora (w wydychanym powietrzu jest bardzo dużo wilgoci).  Jeśli nocuje się poza namiotem- rozkładanie śpiwora zawsze na wystarczająco szerokiej płachcie lub foli (karimaty czy materace są zazwyczaj zbyt wąskie).  Spanie zawsze w odzieży (bieliźnie, „turystycznej piżamie”) i w skarpetkach (to nasze ciało brudzi śpiwór najbardziej!), wietrzenie i „podsuszanie” śpiwora w trakcie wyjazdu przy każdej okazji, nawet „na zaś”…

 Jeśli zajdzie potrzeba uprania, można oddać śpiwór czy kurtkę do sprawdzonej (koniecznie sprawdzonej i poleconej, przez innych) pralni wodnej. Pranie w domu jest ryzykowne, ze względu na trudność odpowiedniego wysuszenia. Można natomiast z powodzeniem wyczyścić miejscowe zabrudzenia (na przykład wnętrze stójki) wilgotną gąbką.

Spisałam wszystko co udało mi się wyciągnąć  z rozmowy przeprowadzonej z Romenem Werdonem. Moje własne doświadczenia są dobre. Wielokrotnie mocno przemoczyłam śpiwór i raz kurtkę. Wyschły na mnie i nie zauważyłam żeby to im zaszkodziło. Prałam swoje śpiwory w pralni. Raz wyszło troszkę dramatycznie,  pralnia nie tylko nie dosuszyła mojego starego Małacha, ale jeszcze przetrzymała go przez weekend w worku. Udało się go roztrzepać i wysuszyć. Już wcześniej nie był idealny- góra nieco się niestety zbryliła, ale pranie na pewno mu nie zaszkodziło, wręcz przeciwnie-pomogło. Po wysuszeniu urósł i się rozpuszył. Ulubioną najstarszą kurtkę czyszczę co jakiś czas gąbką. Inną – przywieziony z Katmandu (strasznie śmierdzący) prezent uprałam w pralni z bardzo dobrym skutkiem. Wszystkie moje puchowe rzeczy wietrzę i suszę po każdej wilgotnej nocy i kiedy tylko mogę rozkładam na słońcu. Nowy śpiwór z pertexu microlight Robertsa, który miałam teraz na Korsyce zamókł bardzo po nocy pod gołym niebem (dosłownie zalała nas rosa). Już po pół godziny na słońcu był suchy. Miałam wrażenie, że woda wcale nie wniknęła do środka. Nie noszę puchu przy dużej aktywności ruchowej bo jest mi w nim za gorąco, ale noszę czasem pod plecakiem- w podróży, w straszne zimno, idąc w dół… Nie widzę żadnych uszkodzeń. Nie używam worków kompresacyjnych. Już o tym pisałam– mniej miejsca zajmuje puchowy ciuch czy śpiwór upchany płynnie pomiędzy innymi rzeczami w plecaku. Mam na to duże lekkie worki- nocą po wypchaniu zdjętym z siebie ubraniem, dobre poduszki.

Jeśli macie jeszcze jakieś pytania, piszcie proszę.

 

 

 

 

karta kolorów kurtek puchowych

To wszystkie dostępne kolory naszych puchowych kurtek. Dość trudno je pokazać na ekranie, postaram się to obrazowo opisać, ale jeśli nie wystarczy- piszcie, możemy wysłać skrawki.

Żurawina jest niema identyczna jak nasza żurawina w Power Stretchu. To teraz bardzo popularna czerwień. Nie jest różowa, ale przy prawdziwej czerwieni (takiej jak pomidor czy flaga) wydaje się odrobinę chłodniejsza, bardziej borówkowa niż truskawkowa… intensywna, nasycona, twarzowa, dobrze widoczna na śniegu, w skałach czy w lesie.

żurawinaMoże się podobać i Panom i Paniom… chociaż chyba z innego powodu.

halo, fot Beata SarnaTen odcień pasuje do mnóstwa kolorów i wiele osób wygląda w nim znakomicie … :)

Radżastan, fot Olga NizinkiewiczŻurawina jest też bardzo fotogeniczna.

Słonecznik to kolor płatków dojrzałego słonecznika i ostrzegawczych znaków drogowych- czysta, ciepła, klasyczna żółć.

słonecznikżywy słonecznikIntensywna, nasycona bardzo dobrze widoczna, co ważne widoczna nawet o zmierzchu czy w gęstej mgle.

Doskonały kolor dla osób o ciemnej karnacji lub opalonych. Ci, którzy tak jak ja różowieją na silnym mrozie, mogą w żółtym wyglądać mniej korzystnie, bo róż z  żółtym troszkę się gryzą, ale może się nieco czepiam… :). Sam kolor jest piękny i niebanalny, szczególnie na co dzień, w mieście.

Czechy, fot Olga NIzinkiewicz

Chabrowy– łatwo opisać, wiele osób ma go na ekranie (to ten ciemniejszy w windows XP).  Jaskrawy intensywny, doskonale widoczny we mgle i w dzień, ale znikający w mroku.

electric bluePrzyciąga uwagę. Dobrze w nim wyglądają wszyscy obdarzeni żywą, kolorową urodą.

„Szare myszki” może troszkę przytłoczyć, chociaż może też i ożywić.

priorytetPięknie się komponuje z każdym rodzajem szarości.

Turkus–  jest żywy, nasycony i bardzo twarzowy. Wydaje się świeży i młody.

turkus 2

Jest w podobnej tonacji co nasz Ocean blue, ale troszkę jaśniejszy,

Cala Goloritze, Sardyniawłaśnie taki jak prawdziwy turkus.

ladah , fot Olga Nizinkiewicz

Granatowy – mundurowy, spokojny, niejaskrawy bliski sztormowemu niebu i ciemnym, zimnym odcieniom szarości.

granatowy 2KorskaSolidny, skromny. Dość ciemny. Raczej klasyczny niż nowoczesny.

chęciny

Szaroniebieski przypomina trochę mundur milicjanta (jeśli ktoś z Was to jeszcze pamięta), ale jest bardziej intensywny. To delikatny, przydymiony odcień francuskiego błękitu. Kojarzy się z Prowansją, zmierzchem i z zachmurzonym niebem. Często występuje w rustykalnych wnętrzach.

szaroniebieski 2zmierzchJest raczej niewidoczny w terenie, a wieczorem wtapia się w tło. Wydaje się bardzo spokojny, wręcz kojący. Współgra z innymi przytłumionymi kolorami.

Himalaje, fot Jose Antonio de la FuenteSzary bardzo przypomina nasz ołowiany w Powerstretchu. To spokojny, niebrudliwy i twarzowy kolor. Wybraliśmy go na podszewki. Pasuje do czarnych zamków i ładnie komponuje się z każdym z naszych kolorów.

ołowianyLiterolaW naturze jest raczej maskujący. Można go ożywić dobierając kolorowe detale lub zamówić z kontrastową podszewką.

pająkCzarny to klasyka. Wybrałam dla siebie taki śpiwór. Zaletą jest fakt, że szybko schnie, a słońce go pięknie nagrzewa.

czarny

Czerń może wydawać się smutna i pozbawiona energii chociaż wcale nie zawsze taka jest.

OLYMPUS DIGITAL CAMERAJest całkiem niewidoczna w nocy i bardzo słabo widoczna w skałach i w lesie. Na śniegu wbrew pozorom też raczej dezorientuje. To bardziej miejski niż górski kolor.

nocMożna go ożywić wybierając podszewkę w innym- kontrastowym, nawet jaskrawym kolorze.

Oliwkowy to przydymiona jasna zgaszona zieleń z lekkim odcieniem brązu. Kolor leśny, myśliwski,  harcerski. Nie jest tak nasycony jak nasza oliwka w innych materiałach, przypomina raczej owłosione liście lekko zwiędniętych roślin. Marynowane oliwki są w cieplejszym, bardziej nasyconym odcieniu. Ten kolor jest chłodny i spokojny.

oliwkowyhortensjaWygląda niepozornie.  Nie zdominuje Was. To użytkownik narzuci mu swoją osobowość.

Plana CanalZdecydowanie maskujący. Pasuje do innych związanych z naturą barw.

jak odróżnić dobry puch?

Wywiad z Romanem Werdonem, właścicielem Roberts Outdoor Equipment:

KRoman, czy mógłbyś nam możliwie krótko wyjaśnić nieoczywiste różnice pomiędzy puchem 700 a 850 cuin?

R– To bardzo szeroki temat – nie podejmuję się wyjaśnienia wszystkich aspektów. Naświetlę tylko od jednej strony:  Jeśli te dwa puchy pochodzą od jednego dostawcy i były rzetelnie sprawdzane (badane) tą samą metodą pomiarową, to mogę wymienić trzy najważniejsze, „nieoczywiste” różnice:

– przepaść pomiędzy warunkami pomiarowymi, a rzeczywistymi. Nikt nie bada dzisiaj puchu pod względem jego zachowania w warunkach rzeczywistych, w takich, w jakich użytkowane są kurtki czy śpiwory (a przynajmniej takie badania nie są szerzej znane).

– duża różnica w zachowaniu się podanych parametrów w czasie; To również „ziemia niczyja” jeśli chodzi o badania (troszkę więcej o starzeniu się puchu na końcu).

– różna może być też rzeczywista wartość izolacyjna, która tylko w bardzo dużym uproszczeniu może być utożsamiana z wartością fill power (czyli sprężystością mierzoną w cuin). Na przykład puch edredonowy – wcale nie ma bardzo wysokich wyników w pomiarach fill power, a jest bezdyskusyjnie najlepszy, jeśli chodzi o walory termiczne, ale to troszkę na marginesie.

Jeśli te puchy pochodzą od różnych dostawców i/lub były badane różnymi metodami, lub jeśli zdarzy się nierzetelny dostawca, to na wymienianie możliwych różnic nawet szkoda czasu…

K– Jeden z czytelników zasugerował, że w jednej z polskich firm puch o sprężystości 700 cuin jest trwalszy od 850-tki, można to jakoś wyjaśnić?

R– To się niestety może zdarzyć, powiem nawet, że obecnie może się to zdarzać znacznie częściej niż dawniej, gdy w badaniach obowiązywała Polska Norma. (Nie wiem tylko, czy to rzeczywiście miało miejsce w tym przypadku.) Współczesne badania, nie mają – moim zdaniem – wiele wspólnego z szukaniem odpowiedzi na pytanie, jaki puch jest lepszy dla przyszłego użytkownika, a jedynie z szukaniem takiego, który łatwiej i za wyższą cenę da się mu sprzedać. Sprężystość (fill power) stała się „fetyszem” – im wyższa, tym lepiej się sprzedaje. Laboratoria wymyślają więc coraz to nowsze metody, aby choć na chwilę (właśnie na chwilę pomiaru:)) uzyskać jak najwyższy wynik. Wyniki uzyskiwane w laboratoriach przestały więc przystawać do realnej rzeczywistości – warunki w jakich się je uzyskuje zupełnie nie przystają do warunków, w których później ten puch „pracuje”, stąd późniejsze rozczarowania użytkowników. Ponadto weź też pod uwagę to, co mówiłem w związku z Twoim pierwszym pytaniem.

K-Czy trwałość puchu- ta mierzona w latach, ma jakiś związek z pomiarem wartości cuin?

R– Na pewno z zastosowaną metodą pomiaru. Te współczesne metody wprowadzają straszny zamęt – z coraz gorszego surowca uzyskuje się coraz lepsze wyniki (oczywiście tylko w laboratorium), więc użytkownikom odzieży czy śpiworów puchowych trudno o właściwe porównania i wybory. Całkiem średni puch, który kiedyś z trudem osiągał 600 cuin teraz – nowymi metodami – daje 800, a może i 900 cuin. Ten, który był najlepszy kiedyś-  jeszcze 15 lat temu – potraktowany podobnie, da w „nowoczesnym” laboratorium zapewne ponad 1000 cuin.

 

K– czy w takim razie puch 850, który zastosowaliśmy w kurtce Nuria jest dla naszych klientów optymalnym wyjściem?

R– To zależy, co rozumiesz przez optymalne wyjście…

Kchciałabym, żeby był jak najbardziej ciepły i trwały

R- jeśli mówimy o szeroko rozumianej jakości puchu, to tak właśnie uważam. To jest bardzo dobry puch. Mierzony we współczesnym, „nowoczesnym” laboratorium uzyskałby wynik powyżej 950 a nawet powyżej 1000 cuin. Żałuję, że nie robi się już badań według starej polskiej normy. Odpowiednio przygotowany puch (zawsze tak samo), obciążało się, w ustalonej kolejności –  takimi samymi ciężarkami i obserwowało, jak szybko i jak wysoko rośnie po zdjęciu obciążenia. Była to metoda o niebo bardziej zbliżona do realnych warunków użytkowania wyrobu puchowego  i ….. nigdy nie dawała wyników powyżej 850 cuin :).

K– Rozumiem, ale czy to też znaczy, że będzie trwały? To bardzo ważne, nie chcielibyśmy, żeby kurtki czy śpiwory nam kiedyś sflaczały :).

R– Jeśli puch pochodzi z dobrego surowca i nie jest  sztucznie „podrasowany” (a wymyśla się coraz to nowe metody takiego podrasowywania) i w związku z tym nie traci w zetknięciu z realnym światem  swych początkowych parametrów błyskawicznie, to na jego trwałość najbardziej wpływa użytkownik kurtki czy śpiwora – swoim działaniem lub swoim zaniechaniem. My zrobiliśmy wszystko, żeby puch był jak najlepszy i jak najbardziej trwały. Nie manipulujemy wartościami cuin i nie stosujemy podrasowanego puchu.

K– Powiesz mi coś więcej o podrasowywaniu?

R– Producenci stosują różne metody zwiększania i sprężystości i – jak twierdzą – trwałości puchu. Aktualnie najbardziej medialną metodą jest pokrywanie puchu nanomerami. Zwiększa to hydrofobowość puchu, a ponadto – co dla wielu z nich ważniejsze – na przykład z 500-tki można zrobić 700-tkę. Z powodów ekonomicznych najczęściej takim zabiegom poddawane są więc puchy niskiej jakości i często puchy używane (z recyklingu używanej odzieży i kołder)

K-Jak to wpływa na trwałość puchu?

R– Nie wiadomo. Nie ma stosownych badań. To zbyt świeże. Na to potrzeba czasu i rzetelnych, niezależnych badań. Podobne zabiegi już kiedyś stosowano. Wprowadzone z wielkim szumem medialnym „nokarowanie” okazało się jednak niszczącym dla trwałości puchu. Póki co uważam, że trzeba na to patrzeć z dystansem. Dziś duży biznes dba tylko o zyski. Niczego dobrego nie robi dla odbiorcy, poza dobrymi reklamami swoich produktów.

Gdyby pokrywać nanomerami najlepsze gatunki puchu wychodziłyby im wyniki ponad 1000 cuin, ale dla tej najnowszej technologii nie ma, ani badań wpływu na trwałość, ani nawet dopuszczających atestów zdrowotnych. Nie wiemy, jak to wpływa na sam puch i jak na człowieka.

K– czy takie modyfikacje puchu można jakoś odróżnić?

R– Dotykając bezpośrednio puchu, tak. Pokryty nanopolimerami puch jest w dotyku jakby lepki. Zostawia takie „coś” na dłoni… W produktach, zapewne nie, choć nie wiem tego na pewno.

K– wracając do trwałości i jakości-co nam polecasz?

R– Na trwałość parametrów puchu ma wpływ zarówno zastosowany surowiec jak i sposób jego późniejszego traktowania. Z kiepskiego surowca dobrego produktu nie będzie. Polecam więc tylko te naprawdę dobre. A to, że dobrego surowca nie kupi się tanio – to już kwestia indywidualnego wyboru: czego szukam i na co naprawdę mnie stać. Jest takie przysłowie….. .

Zwróciłbym też uwagę użytkownikom na znaczenie, jakie na trwałość puchu ma odpowiedni sposób postępowania z produktem

K– Jak Wy odróżniacie dobry i zły puch?

R– Wieloletnie doświadczenie. To się widzi, wyczuwa dłonią, nawet słyszy. Ponadto sprawdzamy otrzymany puch porównując go do posiadanych próbek wzorcowych. Robimy testowe „poduszeczki”, które potem zgniatamy, maltretujemy, pierzemy i ….sprawdzamy „co zostało”. Najważniejsze, żeby osoba oceniająca jakość dostarczonego surowca, a także osoba wypełniająca kurtkę czy śpiwór dobrze się znała na jakościach puchu.

K– i żeby miała dobre intencje :)

R– dla mnie to oczywiste!

K– wiem, stąd pomysł naszej współpracy.

 

Rozmawiałam z Romanem Werdonem, od ponad trzydziestu lat produkującym najwyższej jakości wyroby puchowe, z zawodu inżynierem mechanikiem, stąd chyba ta legendarna perfekcyjność … :)   Jest prawdziwą kopalnią wiedzy, ale też jest stale bardzo zajęty. Nie obiecuję, ale jeśli macie więcej pytań spróbuję go jeszcze kiedyś pomęczyć…

 

 

 

 

garść ( informacji o) puchu

W związku z tym, że w sprawie różnych rodzajów puchu panuje straszne zamieszanie i krąży wiele zastanawiających mitów zrobiłam dzisiaj telefoniczny wywiad z Romanem Werdonem, poświęcony jakości puchu. Postaram się opublikować ten tekst jutro. Bardzo mi zależy na tym, żeby informacje były kompletne i prawdziwe dajcie mi jeszcze chwilkę…. Sądzę, że Was to bardzo zainteresuje.