La Gomera cz7, Playa Santiago

Schodziliśmy. Pewnie kilkaset metrów. Najpierw do Alajero, gdzie znaleźliśmy sklep, potem już GR-em do Playa Santiago. Piętra roślinne Gomery są odwrotne niż w alpejskich górach. Na szczytach deszczowy las. Niżej bujna roślinność przypominająca śródziemnomorskie chaszcze, palmowe gaje, zarośla opuncji, agawy i w końcu już tylko krzaki wilczomleczy, wysokości około metra i pokroju małego drzewka. To ich jest najwięcej na zdjęciach. Niżej nie rośnie nic. Osadnicy musieli kiedyś uprawiać tę pustynię. Widzieliśmy pozostałości kanałów, piętrowe pólka, suche jak wiór, ruiny domów. Oceanu sięgają gołe skały, więc z morza wyspa wydaje się sucha. Pomimo tego zawsze przyciągała żeglarzy. Zatrzymał się tu nawet Krzysztof Kolumb, dla odpoczynku i dla pitnej wody.

Trudno było o tym nie myśleć schodząc. Z kipiącej zieleni na pustynię, w ciągu niecałych dwóch godzin.  Playa Santiago to ładna miejscowość. Tuż przy lotnisku. Na początku najbardziej  zainteresowała nas plaża- byliśmy brudni. Wprawdzie nie znaleźliśmy prysznica, ale słona woda też nam pomogła. Nie udało nam się tym razem zjeść w barze. Był czynny w porze lunchu i wieczorem. Znaleźliśmy inny, ale tam serwowano tylko piwo. Z jednej strony miejscowi panowie, z drugiej kolorowi, wytatuowani anglojęzyczni. Wyglądali ciekawie, żałowałam, że nie wypada fotografować. Wypiliśmy, nabraliśmy na zapas wody i ruszyliśmy dalej wzdłuż wybrzeża. W górę, przez dzielnicę drogich hoteli, pola golfowe i plantacje bananów w stronę kolejnych zatoczek. Na mapie zaznaczono tam plaże nudystów. Bardzo się zdziwiliśmy widząc namioty. Czyżby tylu wędrowców (przecież poza trójką spotkaną na samym początku nie widzieliśmy nikogo z plecakiem)? Z bliska rozpoznaliśmy kolorowych bywalców baru. Okolice Playa Santiago zamieszkują hipisi. Ich namioty nie znikają w dzień, stoją miesiącami, wielu mieszka pod gołym niebem czy w grotach. Nie chcąc przeszkadzać rozbiliśmy nasz na klifie pomiędzy dwoma plażami. Mieliśmy stamtąd piękny widok na morze wiedzieliśmy też nocne życie sąsiadów- latarki wędrujące po wybrzeżu jak świętojańskie robaczki. Było spokojnie, ciepło, tak relaksująco, że postanowiliśmy też przeleniuchować dzień. Może nie cały, ale choćby (większą… hmmm…) połowę. Spaliśmy długo, leżeliśmy na słońcu, kapaliśmy się w morzu, zjedliśmy lunch… Po południu ruszyliśmy tą samą drogą. W górę, po stromych schodach, w stronę hoteli. Edi jak zwykle szybciej niż ja, przed nim dziwnie odziana osoba. Granatowe aksamitne szarawary, fioletowa jedwabna koszula, żółta apaszka. Wyobrażałam sobie żwawą staruszkę. Po chwili i ona i Edward znikli wśród skał. Było mi żal, że nie jestem szybsza.

Najpierw zobaczyłam reklamówkę. Lnianą, elegancką z apteki. Zwolniłam, bo leżała na schodach. Z zarośli opuncji wynurzył się siwy mężczyzna (moja staruszka!). Zbierał śmieci. -Może pomóc?- spytałam odruchowo, bo  przecież też często zbieram. -Nie nie trzeba, dzisiaj jest tylko kilka toreb, wczoraj uzbierałem cały worek. Byliśmy gdzieś w połowie podejścia, zanim wdrapaliśmy się na górę do Edka szwajcarski muzyk opowiedział mi połowę życia. Latem mieszkał wysoko w Alpach, zimą tu. Jego żoną była wybitna pianistka, Ormianka. Absolutnie wspaniała. I właśnie dzisiaj, oni i rezydenci innych hoteli będą grali nocą na ulicach.  Przedstawiłam Edwarda, ale muzyk nie zwrócił na niego uwagi. -Gdzie śpicie?- w namiocie- ok, ale gdzie? -No… najprawdopodobniej tu za cyplem. Twarz Szwajcara rozpromienił uśmiech. -Tam, z nimi?  – No tak…, Oj jak świetnie, bo ja tu będę grał na urwisku, tak żebyście mnie wszyscy słyszeli!

Dźwięk trąbki dogonił nas na kolejnej przełączce. Przychodził falami, czym dalej tym mocniej tłumił go morski szum. Na ostatniej plaży słyszałam tylko pojedyncze dźwięki. Szliśmy wzdłuż zamieszkanych grot, chwilowo pustych. Wśród malunków, dziwnych przedmiotów, porozrzucanych bezładnie jak śmieci-Wy ze wschodu, jesteście tacy ekspresyjni!- kołatały mi się po głowie pożegnalne słowa muzyka.

231 Razem 18 Dzisiaj
Share

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.