Pireneje listopad14 Masyw Mauberme cz 4- Port Orla

<— Rano wiało już troszkę mniej, ale było przeraźliwie zimno. Poszliśmy według znaków poprzez kopalnie Urets ( jest tam sporo ciekawych miejsc), a potem pogubiliśmy w ponawiewanych nocą zaspach. Nie ma problemu żeby wyjść na Col de Nero. Potem jest gorzej. W rezultacie poszukiwania kopczyków wróciliśmy na szczyt (na który wybierali się Francuzi- z tym, że oni poszli znacznie krótszą droga- granią) i potem zeszliśmy grzbietem. Byłam tu kiedyś latem, ale w śniegu trudno było znaleźć te same ścieżki. Troszeczkę klucząc dotarliśmy w końcu do wykutej w skale dróżki, już nie tak stromej jak ta z poprzedniego dnia, ale jeszcze nieźle widocznej spod śniegu. Port Orla rozpoznaliśmy na szczęście od razu, zejście na francuską stronę było oznakowane. To nie jest trudna droga.

Schron pod Port Orla okazał się plastikowym baraczkiem ukrytym pod wielką skałą. Łatwo byłoby go minąć nie zauważając, ale po długim wolnym weekendzie zostało wokół niego troszkę śladów. Mieliśmy nadzieję, że prowadzą do wody, ale prowadziły w dół. Wodę niestety trzeba było uzyskać ze śniegu. Wszystko wokół pozamarzało. Na haczyku w schronie wisiał mały kawałek imbiru- na pocieszenie.

 

Nocne fotografowanie przysporzyło mi troszkę kłopotów. Wiał bardzo silny wiatr i większość fotografii nie jest ostra. Mój bardzo lekki statyw niestety się ruszał. Próbowałam i próbowałam- ubrana pośpiesznie byle jak, bo wyskoczyłam przecież tylko na chwilkę, gdzieś koło drugiej… Z pośpiechu nie przycisnęłam kamieniem drzwi do baraczku i w pewnym momencie wiatr szarpnął nimi i trzasnął z wielkim hukiem. Jose obudził się myśląc, że to kamienna lawina i bardzo długo nie chciał mi tego darować! —>

1950 Razem 3 Dzisiaj

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *