wróciłam przetestowawszy ponownie Polarną, wełenkę i Szariki:)

Hej.

Wróciłam wczoraj w nocy. W Pirenejach jest nadal ciepło, tylko troszkę poniżej zera, śnieg leży powyżej 2000 metrów, mocno wieje. Listopad był piękny. Kolorowy. Bukowe, brzozowe i dębowe lasy poprzebarwiały się na wybitnie jaskrawe odcienie. Liście zgarnął dopiero przedwczorajszy, huraganowy wiatr. Noce, w listopadzie wyjątkowo długie, tym razem wydawały mi się bardzo ciekawe- starałam się fotografować nawet w największych ciemnościach. Akumulatory trzymane przy ciele (zabrałam 6, jeden niestety zgubiłam) pozwalały na długie nawet kilkunastominutowe naświetlenia, nie wiem jeszcze co z tego wyszło, bo zdjęcia dopiero mi się kopiują na dysk, ale mam nadzieję, że udało mi się złapać chociaż ułamek tego nocnego piękna. W dzień sporo fotografowałam na filmach więc na efekt też będę musiała poczekać. Plecak był tym razem okrutnie ciężki i teraz nieco dokucza mi ramię (ponad 3,5 kg ważył tylko mój fotograficzny sprzęt). Pewnie będę musiała to jakoś rozćwiczyć, poza tym obyło się bez wpadek i strat.

Cabana Grande, fot Jose Antonio de la Fuente

Polarna sprawdzała się doskonale. Przydała mi się o wiele bardziej niż w marcu. Nie wiem czemu wydawało się nam, że jest znacznie zimniej niż wiosną, być może winne było dalekie i mniej grzejące słońce, a może duża jesienna wilgotność. Fakt faktem, że ja prawie nie zdejmowałam z siebie Polarnej, a Jose chyba pierwszy raz odkąd go znam nosił grubą wełnę i powerstretcha.

wszystkie ciuchy, fot Jose Antonio de la Fuente

Nie zabrałam wiatrówki i kurtki przeciwdeszczowej. Miałam tylko stary garbaty płaszcz na plecak-nieodddychający i już przemakalny.

Collado Nero, fot Jose Antonio de la Fuente

Raz musiałam go użyć jako wiatrówki (huragan i spory, kilkunastostopniowy mróz), poza tym Polarna wydawała mi się i nieprzewiewna, i nieprzemakalna. Spało mi się w niej też lepiej niż w kurtce puchowej ( jak zawsze miałam tylko letni śpiwór). Gdyby nie to, że wielokrotnie nocowaliśmy na zewnątrz tylko pod chmurką (a nie wzięliśmy namiotu) i tylko raz w ogrzewanym pomieszczeniu mogłabym się obyć całkiem bez tej kurtki.

schron Verhantor, fot Jose Antonio de la Fuente

Tak stała się czymś w rodzaju biwakowej piżamy i awaryjnego ubrania na wypadek przemoczenia Polarnej-która o dziwo tak jak napisał nam w zeszłym roku Łukasz, pomimo braku solidnej ochrony przed deszczem wcale mi nie przemokła. Zewnętrzna powierzchnia bywała wilgotna, ale w środku zawsze było sucho. Kilka razy włożyłam pod Polarną powerstretchową bluzę 80040, zwykle wystarczała mi cienka wełenka.

bluza polarna na 80040, fot Jose Antonio de la Fuente

Poza tym miałam jeszcze legginsy, mocno zużyte nieprzemakalne spodnie i Szariki. Przed wyjazdem starałam się przygotować nowy model softshellowych spodni, które mogłyby nam zastąpić Powershield, ale wszystkie okazywały się znacznie gorsze niż moje stare i jak być może pamiętacie wyrzucone wiosną trzyletnie Szarotki. Miałam do nich żal,  że się (lekko) podarły. Polartec zwykle jest niezniszczalny i trudno mi było wybaczyć moim spodniom ten „błąd” pomimo tego, że sytuacja była wtedy krytyczna, a ofiarą wybitnie trudnego zbocza stał się też całkiem niezły kask Jose (pękł). Tak czy siak po licznych i niezbyt udanych próbach stworzenia nowego modelu softshellowych spodni, tuż przed samym wyjazdem porwałam ze wzorcowni męski model Szarików ( bo nic innego nie było). Inne rzekomo oddychające tkaniny powodowały, że czułam się w spodniach jak w łaźni parowej. Powershield rzeczywiście oddycha, to ogromna różnica w stosunku do „zwykłych” materiałów, nie wiedziałabym o tym gdybym nie sprawdziła. Do tego ocierające się o siebie nogawki w tych testowanych, a nienadających się do noszenia spodniach wydawały podczas marszu upiorny dźwięk- czego wcale nie robią Szariki… Czyli ponownie chylę czoło przed Powershieldem pomimo jego licznych wad. Szariki przydawały się bardzo i do chodzenia, i do spania. Dzięki nim, wełnianej bieliźnie i Polarnej pirenejski listopad okazał się bardzo przyjazny i ciepły.

fot Fose Antonio de la Fuente

PS: zapomniałam… Drodzy Panowie, po namyśle zgadzam się z tym, że posiadanie dużej ilości kieszonek w spodniach ma sens. Ta na tyłku doskonale się nadaje do noszenia dokumentów, a te na biodrach mieszczą mnóstwo akumulatorów, nie wspominając o chustkach do nosa. Myliłam się. Kieszonki są fajne i jednak dobrze je mieć:).

PS2: zdjęcia autorstwa Jose Antonio de la Fuente.

4284 Razem 3 Dzisiaj

20 myśli na temat “wróciłam przetestowawszy ponownie Polarną, wełenkę i Szariki:)”

  1. Witam.
    Ile puchu zawiera twój śpiwór letni i jakiej sprężystości? Przy jak dużych mrozach spałaś w nim korzystając z kurtki puchowej lub polarnej?

    1. hej.
      650g 800cui (albo 850?) mam ten najlepszy puch osiągalny u Robertsa. Nie mam termometru, ale z prognoz wynikałoby, że spałam w tym śpiworze kilkukrotnie przy około -15, z tym, że jeśli sypiam pod gołym niebem zwykle mam jeszcze worek biwakowy (chroni przed wiatrem). Jeszcze w tym śpiworze nigdy nie zmarzłam, często okazuje się, że kurtkę trzeba zdjąć, bo jest za ciepło.

    1. dla mnie to zdecydowanie letni:) czuję się w nim całkiem komfortowo nawet w ogrzewanym schronisku (rozpinam), ale bywam w takim miejscu kilka razy w roku a zwykle latem nocuję bardzo wysoko w górach i temperatury codziennie ocierają się o mróz. Zimą też jest ok, ale w ciepłym ubraniu i w worku. Zimowy śpiwór dla mnie musiałby mieć z kg puchu. Małach z 850 gramami był znacznie zimniejszy od cieńszego Robertsa i chociaż wytrzymałam w nim -25 to do komfortu było mi bardzo daleko.
      To zupełnie inaczej jeśli się biwakuje w zimnie raz na jakiś czas i jeśli się przez miesiąc ani razu nie śpi w ogrzewanym pomieszczeniu i jedyną możliwością ogrzania się jest śpiwór. Sypiam w zimnych miejscach przez ok 2,5 miesiąca w roku. Tabelki pokazujące teoretyczny komfort ubrań czy śpiworów są dla mnie niezrozumiałą abstrakcją- mają się nijak do moich wieloletnich doświadczeń. Jose Antonio sypia w Milecie też 650 g ale nie pamietam jaki to puch. Zimą też zwykle w puchowej kurtce.

      1. Obiektywnie jest to jednak typowa damska 3-sezonówka. W sam raz w góry czy inne Skandynawie. Letnie to tak 200, max 300g puchu. Wiadomo, góry, warunki itd., to wszystko trzeba brać pod uwagę. Tabelki przedstawiają odczucie osoby najedzonej, suchej i wewnątrz namiotu. Zawsze te parę stopni trzeba dodać. Ja mam akurat dość typowe odczucia temperaturowe i tabelki mi się sprawdzają, letnie na lato, a 3-sezonowe przymrozkowo. No chyba, że śpiwór ma jakieś wtopy konstrukcyjne, ale to inna sprawa.
        Millet to raczej nie więcej niż 750cui, ale Jose tyle co straci na gorszym puchu zyska z racji płci męskiej i odmiennych odczuć temperatury.
        A nie zimno wam w nogi? Jeśli mam tylko kurtkę puchową to przykrywam się nią w środku śpiwora, a nie ubieram, bo dolna połowa ciała marznie.

        1. czyli wszystko zależy od definicji lata :)
          co do tabelek, ta hipotetyczna osoba ma też dość kompaktowe wymiary (ja jestem dłuższa), 25 lat (a ja mam hmm…co nieco więcej), ubranie i skarpetki no i tak jak napisałaś jest najedzona i nie zmęczona.
          Co do nóg i kurtki, ja też się nią czasem nakrywam, zwłaszcza jak mam Polarną. Nie wiem czemu w Polarnej śpi mi się lepiej niż w kurtce puchowej, może to sprawa oddychania, a może to, że materiał się nie płaszczy pod naciskiem i jest ciepło też na plecach.
          Jose sypia w kalesonach (nasza cienka wełenka) i w skarpetach (Walonki), ja bez skarpet (chyba że marznę), ale w legginsach z Powerstretch i często też w spodniach (Szarotki- Szariki), więc to też chyba indywidualna sprawa. Oboje sypiamy w czapkach i kapturkach. Ja czasem w rękawiczkach (ale to mój indywidualny problem, bardzo marznę w ręce).

          1. Puch ma w/g mojej obserwacji taka ciekawa wlasciwosc ze czlowiekowi jest w nim w sam raz – dopasowuje sie w pewnych dosc duzych granicach. Znacznie wieksze znaczenie ma zmeczenie, najedzenie, wilgotnosc otoczenia czy dlugotrwale narazenie na wiatr i niskie temperatury czyli wychlodzenie organizmu. Mam wybitnie letnia 300 i spokojnie spie w niej przy +20 jak i przy -10. Jestem wypoczety mam komfort, jestem zmeczony marzne nawet w lato. A z tymi normami komfortu spiworow to sa kompletne banialuki dla turysty internetowego.

          2. Kompletne. Ale podane „profesjonalnie” i ludzie w nie wierzą, a potem marzną i wzywają GOPR. Żałuję, że producenci śpiworów nie są zobligowani do pisania na nich-„przed pierwszym zimowym, górskim biwakiem wypróbować na mrozie w ogródku”.
            To i tak byłoby tylko przybliżenie, bo tak jak napisałeś długość ekspozycji na zimno, zmęczenie, głód, ale chociaż byłaby jakaś weryfikacja dla tych uczonych bzdur.

            Śpiwór rzeczywiście się do mnie dopasowuje, być może dlatego, że się w nim nie ruszam. W kurtce puchowej przegrzewam się przy intensywnym ruchu bez względu na temperaturę. Możliwe, że nie byłam jeszcze w odpowiednio zimnych warunkach:)

  2. Kasiu, podziękuj Jose za autoportrerty, bardzo proszę! Czekam ma więcej!

    Ciekawa dyskusja, wreszcie rozumiem Twój punkt widzenia na śpiwór letni!

    1. podziękowałam. Jose ma wybitny talent do niezbyt pochlebnych ujęć :) Zaleta małego aparaciku- można sobie coś szybko i niepostrzeżenie sfocić.
      Taki letni śpiwór o jakim wspomniała Agnieszka 200-300 gramowy to chyba nigdzie by mi się nie przydał, nie bywam w tak ciepłych miejscach.

  3. Cieszę się, że wróciłaś cała i zdrowa Kasiu, listopadowe Piereneje potrafię być… oblodzone ;) Czekam z niecierpliwością na relację i zdjęcia, pozdrawiam!

  4. Nie moge napisac pod wlasciwym postem – brak linka odpowiedz.
    Co do producentow spiworow to wystarczylo by podanie wykresu zaleznosci przewodnosci cieplnej materialu od temperatury zewnetrznej i wilgotnosci w zakresie w jakim uzywa sie spiwora oraz podanie ile promieniowania podczerwonego material spiwora zatrzymuje. Konwekcja nie ma tu znaczenia bo jest zblizona do innych modeli chyba ze ktos by wymyslil naprawde fikusny ksztalt spiwora. Podobnie z wiatroszczelnoscia/przewiewaniem dla podobnych materialow.
    Wtedy i tylko wtedy mozna by bylo porownac spiwory ze soba, ba mozna by nawet wiedziec ile trzeba dostarczyc ciepla w konkretnej ilosci czasu zeby przezyc, wyspac sie czy cokolwiek innego. Obliczenia na poziomie szkoly sredniej. Tyle ze takich badan jesli nawet ktokolwiek je robi nie podaje sie z powodu osiagania marnych wynikow. Takie badanie jest banalne do przeprowadzenia. Najnowoczesniejsze badania spiworow opisywane w duzych firmach sa wiec wymyslem dzialu marketingu. Regulacja prawna powinna byc ale obejmowac „umyslne narazenie zdrowia i zycia” przez producenta ktory podaje nieprawde w wyrobach turystycznych. Taki mi sie czasem marzy idealny swiat.

    1. nie wiem co mogło się stać z linkiem, którego wpisu powinien dotyczyć?

      Obawiam się, że wielu użytkowników i klientów nie czytałoby wykresów. Chcą przetworzonej już przez kogoś papki- gotowej odpowiedzi typu: „bierz to i to”. Stąd możliwy jest tak ogromny rozwój marketingu. Odbiorcy go „kupują”. Nie chcą myśleć. A już na pewno nie chcą eksperymentować wiec kupią śpiwór na którym napisano „bardzo ciepły, na każdą okazję, komfort od -50 do +50”. Wobec tego napisanie prawdy na swoją drogą świetnym śpiworze Robertsa wygląda skromnie. Strefa komfortu jest stosunkowo wąska, a śpiwór jakiś wybitnie gruby i drogi… a przecież nie do -50 ciu!

      Co do umyślnego narażania zdrowia- jestem jak najbardziej za, z tym że i w tej kwestii od razu widzę możliwość przegięcia. Na przykład klienta który skarży producenta, bo nie napisał żeby w czasie deszczu spać raczej pod dachem, albo jeśli za gorąco to się nieco rozpiąć.
      W ostatnich czasach brniemy wszyscy w kierunku mnożenia zakazów i nakazów, a wszystko to zastąpiłby jeden prosty: Samemu być za siebie odpowiedzialnym i nigdy nie przestawać myśleć!
      To taki mój idealny świat:)
      (twarde mierzalne dane miałyby w tym świecie dużą wartość)

      1. Slusznie. Tez jestem przeciwny zakazom i informacjom w stylu „istnieje ryzyko uduszenia sie przy wepchnieciu calego bochenka chleba do gardla”.
        Czasem tylko czytam o tym jak to ktos spadl bo mu sie raki odpiely same (jak to w ogole mozliwe) albo ze kuchenka jest multifuel a jest tylko na ekstrakcyjna itp. itd. Zawsze sie wtedy zastanawiam gdzie lezy granica miedzy marketingiem a wyslaniem kogos na smierc i za to za marne kilka zloty zysku wiecej. Pewnie ze kazdy powinien sprawdzic sprzet i swoje mozliwosci przed uzyciem tyle ze jak widac po statystykach nie zawsze to robi z roznych powodow.
        Dlatego idealem bylo by podawanie suchych sprawdzalnych danych technicznych. Kto sie nie zna temu jest wszystko jedno, on i tak kupi cos bo polecil ten mily sprzedawca ale tym nielicznym pozostalym sprawilo by to zasadnicza roznice.
        Ale moze wystarczy bo sie robi kompletny off-top.
        Gratuluje udanej wycieczki i testow.

        1. testy są częścią mojej pracy, nic tylko coś sprawdzam dla Kwarka, ale przy okazji mogłabym się chyba wynajmować jako niszczarka sprzętu sportowego. Buty z gwarancją na dwa lata zabijam statystycznie w 28 dni (od 4 do 28- ciekną, po 40 dniach odpadają podeszwy, po 10-ciu puszczają szwy), kurtki przeciwdeszczowe zajmują mi od tygodnia do dwóch miesięcy, czekan wygięto mi kiedyś w samolocie, rakieta pękła łamiąc mi nogę, a rakom ciągle odpada płytka przeciwśniegowa…
          Szkoda, że nie ma takiego zawodu, byłabym mistrzem. Uważam, że sprawdzać powinny obie strony. To poważna sprawa.
          Marketingu nie znoszę.

          1. Bardzo mnie cieszy fakt ze producent sprzetu sam go testuje w rzeczywistych warunkach to ogromna rzadkosc dzisiaj. Brawa dla Ciebie i dla Kwarka.
            Mozemy chyba pracowac w tym samym „niszczycielskim” zawodzie ;-)
            Co do testowania to ja bym to rozgraniczyl: za jakosc odpowiada tylko producent i on powinien to sprawdzic. Za umiejetnosc uzycia i dopasowania do warunkow odpowiada uzytkownik. I tu sa dwa problemy. Pierwszy taki ze producent produkuje sprzet masowo dla internetowego turysty ktory zazwyczaj nie jest w stanie zuzyc w kilka lat sprzetu ktory Ty czy ja zuzyjemy w tydzien. Zobacz statystyki. 2 lata gwarancji to i tak znacznie mniej dla niego niz 28 dni intensywnego uzycia. Dlatego nieuczciwi sprzedawcy moga bezkarnie rozdmuchiwac wlasciwosci sprzetu ktorych sprzet nie ma bo kto to zweryfikuje. Drugi problem jest taki ze ten sam internetowy turysta zazwyczaj nie ma gdzie sprawdzic sprzetu w warunkach nawet troche zblizonych do tych w jakich bedzie tego uzywal. Ba nawet czesc nie umie sobie wyobrazic tych warunkow. Dlatego kupuja sprzet nadmiarowy w stosunku do potrzeb ktory i tak wyladuje w szafie. Ale czy mozna ich za to ganic. Chyba nie do konca.
            Sam mam kilka produktow ktore okazaly sie ewidentna tandeta. Prym wiedzie krzesiwo z magnezem firmy MFH ktore jest zrobione z duraluminium i nawet nie da sie ukroic o paleniu nie wspominajac nie wiem czy to dorownuje Twojemu czekanowi ;-) Takie produkty byly by nawet zabawne gdyby nie byly zalosne.
            I to jest wlasnie powazna sprawa.
            Co do butow. Zadna membrana o ile wiem jak dotad nie sprawdzila sie w przypadku duzych dynamicznych obciazen a takie sa w butach. Buty z GTX to absurd w takim zastosowaniu. Po max kilku godzinach w gorach membrana zaczyna pekac. Rozetnij starego buta i zobacz jak wyglada membrana a wlasciwie smieci po niej. Raki kupilem poniezej 100zl z demobilu szwajcarskiego. Sa kute przez kowala, hartowane i odpuszczane. Nie tepia sie na kamieniu i nie zlamia sie w -50 ponizej nie sprawdzalem. Maja zeby dlugosci ponad 5cm. Mocowanie jest na paski z grubej skory i z nylonu. Da sie w nich wejsc po calkowicie pionowej scianie i nic nie odpada. Maja tez wady sa ciezkie i nie sa automatyczne. Dlatego niezmiennie dziwi mnie ze ktokolwiek przedklada wygode uzycia nad wlasne zycie.
            Temat jest obszerny i przepraszam za jego rozpoczecie bo nie wiem czy to wlasciwe miejsce do jego poruszania.
            Ot przydalo by sie zeby nieistniejacy zawod niezaleznego testera istnial naprawde.
            Pozdrawiam i zycze madrych wyborow sprzetu i pieknych tras do jego uzycia.

          2. Też mam wrażenie, że 28 dni odpowiada dwóm latom (dwa urlopy po 14 dni), a potem może się psuć.
            Z membranami w butach mam podobne zdanie z tym, że moje buty rekordzistki nie ciekły aż przez 56 górskich dni, wcześniej niestety bardzo mi się popruły i wielokrotnie już odpadła im podeszwa (kleję, przybijam, jeszcze je mam, bo ciekną mniej niż inne po zaledwie 7 miu dniach). Czyli jakby się da… niestety to jedyny taki przypadek. Reszta ciekła prawie od razu (to oczywiście zależy od pogody i osoby chodzące w dobrą pogodę najprawdopodobniej są zadowolone).

            Dzięki, w niedzielę zabieram kilka rzeczy na Korsykę :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *