Korsyka Gr 20 odcinek południowy

cd. odcinek południowy (odcinek północny opisałam wcześniej)

9. Za Vizzavoną leśna droga prowadzi przez długą, monotonną, w porównaniu z poprzednimi skalistymi odcinkami dolinę. Krajobraz robi się bardziej otwarty, szczyty chociaż wysokie wydawały nam się bardziej łagodne. W porównaniu z poprzednimi dniami ludzi nie było tu niemal wcale. Położone niedaleko schronisko Bergerie de Campanelle sprzedawało dobre sery i korsykańskie wędliny, kupiliśmy też trochę wina. Nie zostaliśmy na noc.

Jakoś nie bardzo nam się tam podobało, teren wokół był rozkopany, chyba ktoś budował lub naprawiał wyciąg narciarski. Poza tym było zbyt wcześnie. Poszliśmy dalej wygodną ścieżką wśród pięknych, kilkusetletnich sosen. ( Nie wiedzieliśmy wtedy, że można pójść wyższym wariantem trasy przez Monte Renoso, odkryłam to dopiero w listopadzie 2013).

Wieczorem zerwał się wiatr. Schowaliśmy się na noc za wielkim kamieniem na łączce w lesie niedaleko od szlaku. Jak wcześniej nie rozbijaliśmy namiotów. Nie chciało nam się iść aż do dość daleko położonego schroniska Prati, a nie wiedzieliśmy, że całkiem blisko był hotelik na col de Verde.

Nocą wiało tak mocno, że wydawało nam się, że las wokół nas odleci. Lodowe chmury utworzyły na niebie wzory przypominające ości ryby. Wieczorne i poranne słońce nadało im fantastyczne kolory. Nie da się ukryć, podobały nam się nasze dzikie biwaczki.

10. Ścieżka wciąż wiodąca przez las przed południem minęła col di Verde, by dość szybko wyjść na zbocze porośnięte niskimi krzakami i kwiatami.

Bardzo wiało. Minęliśmy schronisko Prati położone w trawiastej, wysoko zawieszonej kotlince (na tym podejściu trudno o wodę) i do wieczora podeszliśmy do Refuge d’ Usciolu- skalistej łączki z pięknym widokiem na ostatni  na szlaku szczyt- Monte Includine.

Przez całe popołudnie widzieliśmy morze. Nad granią wisiała groźnie wyglądająca chmura, ale nie padało. Mocno wiało i było bardzo zimno.

Schronisko Usciolu miało najbrudniejszy kibel (trudno to inaczej nazwać) jaki widziałam w życiu. Nie dało się tam za nic wejść i wszyscy chodzili w krzaki. Jak łatwo się domyślić okolica obozowiska była bardzo brudna.

11. Przeszliśmy ostry grzbiet i zeszliśmy na płaskowyż- Platou de Cuscione. To miejsce w niczym nie przypominało poprzednich odcinków, ale miało urok beztroskiej dzikości. W oddali widać było wszystkie, dość już odległe  najwyższe szczyty Korsyki. W południe wykąpaliśmy się w leniwie płynącej rzece i zaczęliśmy podchodzić na ostatni wysoki grzbiet Korsyki. Wejście na Monte Includine prowadziło odsłoniętą granią.

Wciąż wiało.  Ze szczytu roztaczał się widok na cały GR20. Widać było głęboki  błękit  otaczający południowy cypel wyspy i smugi kilku pożarów lasu (czyli w zasadzie  suchych krzaków) .

To niestety duży problem w tej części Korsyki. Ostrzegały przed tym liczne drogowskazy na szlakach. W takich miejscach zdecydowanie nie warto biwakować.

Za szczytem szlak gwałtownie schodzi. Strome zejście do schroniska Asinao porastają ogromne kępy szczypiorku. Bardzo nam smakował po kilku dniach suchego żarcia.

12. Przez całą noc bardzo wiało, ale pogoda była piękna. Poszliśmy górnym wariantem prowadzącym przez Aiquilles de Bavella. Szkoda byłoby to ominąć. Fantastyczne w kształtach skałki, położone na samej grani z widokiem na ogromny kawał Korsyki były jednym z najpiękniejszych miejsc na szlaku. Trasa przez nie była urozmaicona i interesująca aż do samej Col de Bavella, chociaż klika ubezpieczających drogę łańcuchów wymagałoby naprawy.

Na przełęczy Bavella jest sklepik gdzie można zrobić zakupy i kilka barów. Naleśniki były dobre …ale bardzo malutkie. Cóż chyba byliśmy już strasznie głodni.

Za drogą w lesie jest małe jeziorko, w zasadzie tylko spiętrzenie wody na strumyku. Przyjemnie było się trochę ochlapać w zimnej wodzie. W nisko położonych miejscach był po południu straszliwy upał.

Położone dwie godziny za Col di Bavella schronisko Paliri miało przepiękne pole biwakowe. Schroniskowe kuchnie  pełne wolnych stolików ukryto przed wiatrem w pięknie uformowanych skałkach.  Zostaliśmy tam chociaż było bardzo wcześnie. Mieliśmy czas został nam tylko jeden ostatni odcinek.

13.GR 20 aż do ostatniej chwili był piękny. Schodził do Conca przez porośnięte kwitnącymi krzewami czerwone wyszlifowane wiatrem skałki, z widokiem na błękitne morze w oddali.

Szkoda nam było, że to już ostatni dzień. Wlekliśmy się najwolniej jak się dało. W Conca nie czekając na ewentualny transport (ruszał jak nazbierało się więcej ludzi) złapaliśmy stopa i pojechaliśmy na  południowy cypel wyspy do Bonifacio.

Piękne klifowe, białe wybrzeże, śliczne zawieszone nad morzem miasteczko…. przeszliśmy cała wyspę, 200km szlaku przez jedne z najpiękniejszych krajobrazów Europy.

Żal nam było, że aż tak szybko.

14.Rano pojechaliśmy autobusem do Ajaccio i stamtąd promem do Nicei. Prom płynął wzdłuż skalistego zachodniego wybrzeża pokazując nam z oddali wszystkie korsykańskie szczyty i niemal cały „nasz” szlak. Piękny widok.

Parę informacji:

Latem  GR 20 nie jest trudny. W praktyce ma tylko jedno nieco trudniejsze miejsce (cyrk Solitude). Nawet przy złej pogodzie nie spotkaliśmy tam nic trudniejszego niż nasza Orla Perć. W wielu miejscach na szlaku trzeba sobie pomagać rękami, jednak niemal nie ma ekspozycji.  Płaty śniegu, który wciąż może leżeć w górach na początku sezonu nie były strome, chodziło tam tak dużo ludzi, że wiodły przez nie wygodne i bezpieczne ścieżki. Odcinek południowy uchodzi za łatwiejszy i wielu ludzi go pomija, szkoda bo jest bardzo piękny. Tak naprawdę oba są dość łatwe, a sława najtrudniejszego szlaku  bierze się z braku obycia większości turystów z łańcuchami i dość dużych przewyższeń  w upale i pełnym słońcu. Jedną z najbardziej niezbędnych rzeczy są czapka od słońca i krem z dużym filtrem, wieje więc często przyda się też ciepła czapka.Zbędne są za to bardzo ciepłe ubrania, wystarczy ciepła bielizna z powerstretchu i kurtka przeciw wiatrowa (lub nieprzemakalna, dobrze jak jest z kapturem). Nieprzemakalne spodnie są już niekonieczne. Jest ciepło i zmoknięcie nie jest wielkim problemem. Pada rzadko, za to zdarzają się popołudniowe burze.

Warto wziąć jak najmniej. Szlak ma dużo stromych podejść. Przewyższenia dochodzą do 1300 m. Z ciężkim plecakiem, w upale przyjemność łatwo może zamienić się w katorgę.
Przewodniki zalecają maksymalne obciążenie dla kobiety 12-15 kg, dla mężczyzny 17- 19, ale lepiej wziąć jeszcze mniej. Uprana bielizna czy koszulka wyschnie w pół godziny,  gaz jest dostępny w schroniskach w ramach 5 Euro opłaty. Noce są ciepłe. Warto mieć namiot, chyba, że ktoś zrobi rezerwacje wszystkich noclegów w schroniskach. Po drodze można niemal codziennie kupić ser, chleb, kiełbasę i wino. Nie trzeba tego dźwigać. Schroniska oferują też (raczej niewymyślne) całodzienne wyżywienie… jak to we Francji suchary z dżemem i kawa na śniadanie i obiad o 7-8 mej wieczorem. Trochę to kosztuje. Aktualne ceny są umieszczone w interneciehttp://www.parc-naturel-corse.com, tłumaczenie na polski to iluzja ale po angielsku jest strawne).  Strona, którą warto zobaczyć to : http://corsica.forhikers.com/gr20 , zawiera wiele aktualnych danych dotyczących zakupów, dojazdów i planowania trasy. Poza sezonem szlak wygląda inaczej, relacja z jesiennego wyjazdu zaczyna się tu.

Dojazd: Na Korsykę do Bastii i Ajacio latają samoloty, jednak znacznie taniej wyszło nam przyjechanie w czwórkę samochodem na gaz z Polski. Zostawiliśmy go u znajomych w Nicei, nie wiedząc jak bezpiecznie zaparkować  na Korsyce. W rzeczywistości prom kosztuje niemal tyle samo, jeżeli jedzie się samochodem, z parkowaniem nie ma problemu, a autobusy są drogie. Taniej i wygodniej byłoby poczekać na kogoś, kto wróci po zaparkowany na początku trasy samochód i zabierze resztę.
Dobra linia promowa to Corsica Ferries niewiele droższe są francuskie promy SNCM. Nie warto wykupywać miejsc, przyjemniej jest siedzieć na pokładzie.

 

10084 Razem 6 Dzisiaj

22 myśli na temat “Korsyka Gr 20 odcinek południowy”

  1. przepiękna trasa :D
    polecam warianty alpine :) choc z większym plecakiem to nielada wyzwanie :)

    niestety w Vizzavonie zakonczylismy szlak mimo chęci przjescie północnej częsci…
    na Monte d’Oro złapała nas potężna burza z gradobiciem… :/no nieciekawa sprawa.. niebezpiecznie bardzo :/ udało nam się wrócić cało spowrotem do Vizzavony i skończyłyśmy przygodę GR20.
    ..później się nasłuchałyśmy śmigając stopem tu i tam, ze to lato jest jakies dziwne…ze czesto pada, że burze..

    z uwag praktycznych:
    noleg w swoim namiocie przy schroniskach 7 euro/ os

    1. widzę, że podrożało. Fajnie, że się udało, a z pogodą tak bywa. To dziwne lato. Ja też miałam w Alpach serię burz. A jak ze śniegiem? Był jeszcze?

  2. Świetna relacja, gratuluję :)
    Czy możesz napisać czy na szlaku jest gdziekolwiek możliwość naładowania akumulatorów do aparatu czy raczej trzeba się nastawić na modele na „paluszki” i drugie pytanie, czy jest możliwość zostawienia samochodu gdzieś na początku szlaku w Calenzanie.

    dziękuję i pozdrawiam

    1. Miło mi:). W schroniskach jest prąd na baterie słoneczne, nie widziałam gniazdek, ale być może gdyby poprosić dałoby się gdzieś naładować. Poza sezonem te baterie działały tylko w Petra Piana. Normalne gniazdka są w łazience w Castel di Verghio i w restauracji w Vizzavona. Prąd powinien też mieć hotel w Haut Asco. Można oczywiście pójść jakimś wariantem trasy (opiszę troszkę możliwości za chwilkę) i zejść do którejś wsi- ja czasem podłączam coś do prądu w sklepach czy w barach. Ludzie są uczynni i jeszcze mi nikt nie odmówił. Gniazdka są też w pociągu.
      co do parkingu -Calenzana jest mała. Parking jest przed sklepem, ale lepiej byłoby spytać czy samochód nikomu nie będzie przeszkadzał. Widziałam miejsca parkingowe przed merostwem i poniżej kościoła. Gdziekolwiek byście go zostawiali na pewno trzeba zapytać miejscowych. Korsyka jest bardzo wiejska wszyscy się znają. Sprawdzonym sposobem jest spanie przez pierwszą noc w miejscu gdzie można potem na dłużej zaparkować- nie pamiętam niestety czy gite w Calenzana ma parking. Bardzo duży parking, gdzie pewnie nie byłoby problemu jest w Bonifatu- obok jest kemping i gite. Można stamtąd dojść do Calenzany szlakiem mare a monti to 5-6 godzin pomarańczowe znaki, lub iść stamtąd bezpośrednio do schroniska Carozzu omijając pierwszy odcinek GR20, znaki żółte. Opiszę te boczne trasy, więc będzie można porównać czy warto. Mi się podobają wszystkie korsykańskie ścieżki :)
      pozdrawiam

      1. :) wielkie dzięki. Jak będę miał jakieś pytania to wiem do kogo z tym się zwrócić. Jeszcze raz dziękuję bardzo.

        1. Zapomniałam dopisać, że gdybyście Państwo wyszli z Bonifatu, można dojść do GR20 wcześniej- bez potrzeby schodzenia do Calenzany i nie tracąc prawie nic (a przynajmniej nic ciekawego) z trasy GR20.. Jest kilka ścieżek „na skróty”, gdyby była taka potrzeba musiałabym to wytłumaczyć, bo akurat złośliwie wystaje poza obręb mapy. Powodzenia!

  3. Witam;
    Super stronka, fotki tyż wszystko zachęca!
    … więc pora jechać na Korsykę i GR:]
    No właśnie i mam pytanko- czy ktoś się może orientuje (np. Pani Kasia) jak wygląda obecnie sprawa z ową koniecznością rezerwacji miejsc noclegowych przez stronkę Parku?..bo jednak to nieco zabiera wędrówce elastyczności- a wybieram się pod koniec sierpnia na szlak i chcę spać pod namiotem. Faktycznie może być tam wtedy tyle ludków, że owe rezerwacje są wymagane? A czy ktoś może przechodził przez ferraty na Wyspie?…a który ze szczytów powyżej 2 tys. tak subiektywnie polecacie do wejścia?
    Pozdrawiam

    1. Dzień dobry.
      Nie wiem jak to się rozwinęło. Wydaje mi się, że idąc z własnym namiotem wiele się nie ryzykuje, bo gdzieś się go jakoś uda wcisnąć. Ferrat nie przechodziłam, ze szczytów najfajniejsza jest Paglia Orba. Poza tym Monte Cinto- ale to dłuższa wyrawa, warto też przejść przez Monte Renoso- ze względu na piękny widok.
      Pozdrawiam

  4. Witam, wybieramy się ze znajomymi za dwa tygodnie na Korsykę, zapalczywie śledzę długoterminowe prognozy i jak na złość pokazują wiecznie deszcz :/ dlatego chciałam zapytać czy podobnie jak w Tatrach deszczu można się spodziewać codziennie ale popołudniami czy raczej takie prognozy mogą świadczyć o całodniowych opadach? będę wdzięczna za odpowiedź bo nie przeczę jakos niepokoi mnie ta pogoda :)

    1. Dzień dobry. Pamiętam niestety dni kiedy padało przez cały czas. Z tym, że to dopiero w listopadzie. Na pocieszenie długodystansowe prognozy raczej się nie sprawdzają na Korsyce. Pogoda jest tam bardzo zmienna, może być całkiem inna niż w prognozie- to mała wyspa. Chmury mogą ją zwyczajnie ominąć, albo się na niej niespodziewanie zawiesić. Prognozy też są różne, np el tiempo pokazuje przez cały czas słońce aż do końca września :) To najbardziej optymistyczna prognoza jaką znam, mam nadzieję, że poprawi Wam humor :)
      Najbardziej prawdopodobną podaje meteofrance z tym, że warto patrzeć najwyżej na dzień, dwa w przód.
      Ja bym się nie martwiła.

  5. Chciałbym się podpytać o kwestie związane z lękiem wysokości. Nie byłem na Orlej Perci (wynika z niczym niezmąconej niechęci do „górali” zakopiańskich, którą za każdą ewentualną wizytą tam we mnie wzbudzają swoim zachowaniem, co niestety przekłada się na całe Tatry), trudno mi więc porównać. Chodzi mi o przejścia w których trzeba podejść pionowo po łańcuchach, klamrach czy drabinach albo trawersy po wąskich ścieżkach pod którą jest pionowa ściana. Nie sprawia mi problemu podejście do balustrady przy Śnieżnych Kotłach (bo z tyłu mam dużo miejsca) czy zejście z Babiej na Bronę (taki kawałek ścieżki nad Percią Akademików, którą nie podchodziłem). Powiedzmy wejście w Wąwozie Kraków po drabinie to granica moich możliwości. Gdybym miał 3 takie drabiny jedna nad drugą nawet z półkami to leżę :(

    1. w Cyrku Solitude są serie stromych fragmentów ubezpieczonych łańcuchami. Myślę, że przy lęku wysokości mogą być nieprzyjemne. Ogólnie jest tam dość stromo. To nie jest trudne, ale jest skąd spaść.

      1. w związku z wypadkiem (rok lub 2 lata temu) trasa przez Cyrk Solitude została zamknięta i poprowadzony jest nowy szlak. Z tego co się orientuję to w ogóle nie ma tam problemu z lękiem wysokości – jedyną niedogodnością jest dość długie podejście po takim lekkim żwirku

        1. Skoro stało się to niedawno, to rozumiem że w przewodniku Dawida Abrama (z 2010 roku) ta zmiana nie jest jeszcze opisana?

          Czy chcecie powiedzieć, że gdyby dało się jakoś dołem obejść Cyrk Solitude to reszta trasy jest w miarę do przeżycia jeśli chodzi o pionowe podejścia?

          1. Na pewno nie jest. Ostatnio byłam w Cyrku Solitude w 2013-tym i to było jeszcze przed obrywem. Na GR20 jest sporo miejsc z krótkim łańcuchami, są na grani ponad jeziorkiem Melo, w cyrku Bonifatu, przez Ortu di Piobbu, są przed Monte Rotondo, w Aquiles de Bavela, nie zapamiętałam wszystkich, nie były trudne, ale widziałam ludzi, którzy mieli z nimi spory kłopot.
            Proszę może zerknąć na inne moje Korsykańskie opisy. Np Jesienna Korsyka, czy Mare a Monti ze stycznia zeszłego roku. Moim zdaniem miejsca poza GR 20 są ciekawsze. Niezadeptane, dzikie. Ta cała nadęta otoczka GR20- kusząca ludzi jego rzekomą trudnością to marketing. Znam znacznie trudniejsze szlaki. W tym przypadku, przy lęku wysokości wybrałabym jakąś inną kombinację ścieżek i cieszyłabym się pięknymi miejscami bez stresu. Zabrałam kiedyś przyjaciółkę z lękiem wysokości na GR11 w Pirenejach. Przed każdym podejrzanym uskokiem bała się co będzie dalej i nawet nie zapamiętała szlaku.
            Przeżyć się na pewno da, ale fajniej chyba się nie stresować.

  6. Jeszcze w tym roku nie idę. Na razie zbieram informacje i trenuję z żoną w Polsce. A ciągnie mnie nie ryzyko czy sława, tylko długość odcinka w miarę w dzikich miejscach bez schodzenia do „cywilizacji”. A potem … Szlak Grzbietu Pacyficznego :)

    Zwyczajnie nie lubię tras typu podejście i zejście tą samą trasą

    1. ale ja nigdy nie chodzę tą samą drogą. Moje opisy to same długie trekkingi Jesienna Korsyka – to 30 dni wędrówki, Korsyka Styczeń -10. Oba z namiotem, bez schodzenia do cywilizacji. Na tym blogu nie ma jednodniowych tras, przez 6 lat pisania go uzbierało się już pewnie około 500 dni wędrówek, może więcej. Prawie wszystkie opisałam, także jest w czym wybierać.
      GR20 w tej kategorii (dzikość) wypada słabo. Znam znacznie dziksze miejsca.

      1. Witam Kasia,

        Przepraszam, za tą formę ale od 30 lat taką właśnie używam.
        Mieszkam na zachodnim wybrzeżu US i przede wszystkim chodzę tutaj.
        Od chwili przejścia na emeryturę uwielbiam multidays hikes bo wtedy najbardziej czuję bluesa.
        Otóż od 10 maja do 3 lipca będę w Polsce i przy okazji zechcę coś przejść. Patrzylem na szlaki w Polsce, Słowacji, Rumunii, Bułgarii i wróciłem do punktu wyjścia czyli do Smieszynki i do Ciebie.
        Zacząłem trochę czytać i chyba zdecyduję się na gr 20 z północy na południe. Rozpoczęcie tej przygody planuję na 10-12 czerwiec.
        Trochę jestem rozczarowany długością odcinków. Są one według mnie trochę krótkie. Ze względu na sporą różnice poziomów nie wiem czy będę ok z przejściem dwóch.
        Chodząc w domu zabieram z sobą suche jedzenie w torebkach (Mountain House najczesciej), zalewam wrzątkiem i po ptokach.
        Niestety nie będę mógł tego używać na Korsyce, nie będę mógł przesłać paczek (i) i odebrać podczas wedrowki. Niestety produkty po drodze są ciężkie. Prawdopodobnie wezmę kilka śniadań i obiadów z US. Mam nadzieję, że zmieszczę się limitowo z bagażem w tanich liniach lotniczych (wymiary plecaka). Dojazd do startu podobny, samolot do Nice i prom.

        Oczywiście chodzę z namiotem ale tak aby nie przekroczyć 30 funtów z jedzeniem na 6 dni maksimum (~14 kg). Korsyka lżej bo będę dojadał po drodze. U nas trzeba wszystko targać ale naprawdę człowiek jest odcięty od cywilizacji i musi liczyć na siebie. Nie mamy schronisk i mnie ich nie brakuje.

        Śpiwór.
        Czy na czerwiec cumulus lite line 300 wystarczy? Czy targać marmot helium 15?

        Buty.
        Jakie?
        Używam hiking boots tylko jak spodziewam się śniegu i niskiej temperatury. Na codzień chodzę w merrell Moab ventilator, moje ulubione. W deszczu i w wodzie nie dają zabezpieczenia ale bardzo szybko schną i są w miarę lekkie.Na styczniową Patagonie zabieram takie same ale trochę wyższe (mid).

        Odcinki!!!
        Co z tym zrobić?
        Czy są jakieś legalne miejsca pomiędzy odcinkami?
        Napewno nie będę spał gdzieś tam bo będę się bał prawa i wstydził.
        Oprócz tego podczas moich wędrówek zauważyłem, że te obostrzenia, które często mnie denerwowały mają sens.

        Pytanie najważniejsze na koniec-
        Piszesz, że znasz wiele ciekawszych szlaków (dzikie, ale nie ekstremalne).
        Proszę, podaj ze 2-3 , max dwutygodniowe i już z ok pogodą.
        Bez schronisk, bez wiosek (1 miejsce w połowie wedrowki do zaopatrzenia). Moja córka będąc latem w Polsce spędziła kilka dni w górach. Powiedziała, że nie dla mnie bo dużo ludzi.

        Mam nadzieję, że do czerwca nic się nie zmieni i pod namiot rezerwacja nie bedzie konieczna.

        Pozdrawiam i życzę udanych wędrówek przez cały 2017 rok.

        1. Cześć Kaziku
          Zazdroszczę, bardzo bym chciała zobaczyć góry w Stanach, a szczególnie takie gdzie nie ma szlaków i schronisk- bo chyba w wielu miejscach są i do tego z nocowaniem gdzie się zechce też krucho?
          Zacznę od końca:
          Jedź w Pireneje. Od 10 tego czerwca tam jest zawsze piękna pogoda (wcześniej leje od początku maja). Nie musisz planować. Gdziekolwiek zaczniesz będzie pięknie z tym, że to wysokie góry więc na pewno trafisz też na śnieg (może zabrać też raki, to zawsze problem- brać nie brać…). Nie doradzę Ci, bo to zależy od warunków i gdzie się idzie. Ja rzadko idę po jakimś konkretnym szlaku, chodzę tam gdzie mi się akurat spodoba, bez planów. Z mapami.
          Bez schronisk i bez wiosek to u nas trudniej, ale jak ich nie chcesz to do nich nie schodzisz. Szlak HRP wszystko w zasadzie omija. Jeśli wolisz znakowany szlak lubię też Pirenejski GR11 zwłaszcza w centralnej najwyższej części. W 2 tygodnie przejdziesz nim przez całą Aragonię np.
          Jeśli wrzucisz w wyszukiwarkę bloga „czerwiec” pojawią się dziesiątki wpisów. Kilka stron. Co roku jestem w czerwcu w górach. Zwykle przez miesiąc. Znajdziesz Alpy: Queyras i val Maira, Mont Thabor, Pireneje kilka razy, Norwegię… (popatrz na spis treści) Wszystkie te kierunki mają zalety i wady, ale mi się wszystkie podobały. Korsyka w czerwcu może nie być najlepszym pomysłem, bo na wysokich przełęczach może być jeszcze trudny do pokonania śnieg. Tam bywa naprawdę stromo.
          Dzika i bezludna jest Islandia w czerwcu, ale nie po to przylatujesz do Europy, to na inny raz.
          I w Alpach (Francja, Włochy) i w Pirenejach biwakujesz gdzie chcesz (poza nielicznymi zakazami). W czerwcu jest pięknie w Queyras- morza kwiatów. Są znakowane GR-y.
          Gdyby jednak Korsyka- popatrz na relacje z października (to najlepszy czas na bezludną Korsykę)-http://blog.kwark.pl/jesienna-korsyka/ dalej ciągną się szczegółowe wpisy- długie, bo ja tu sobie piszę pamiętnik… Opisałam w zasadzie jak uniknąć GR-u i połazić obok. Z tym, że w czerwcu będzie to wyglądało inaczej. Tłoku chyba jeszcze nie będzie. Odcinki są tam rzeczywiście krótkie, da radę iść po dwa, może nie codziennie. Jeśli schroniska będą nieczynne sklepy są tylko obok- na szlaku może nie być nic. Vizavonna też pewnie byłaby zamknięta. Jeśli schroniska są czynne sprzedają jedzenie więc nie musisz nieść. Chleb, ser i wino- to taka Korsykańska schroniskowa dieta.
          Poza GR20 obostrzenia nie obowiązują (można spać w namiocie) na GR20 też są inne legalne miejsca – prywatne Bergerie, ale nie wszędzie i mogą nie być czynne. Musiałbyś pytać, próbować.
          Co do śpiwora- w Pirenejach nocami bywa mróz, w Alpach podobnie, na Korsyce będzie cieplej, ale też nie upał. Ja noszę 700 gramowy śpiwór Robertsa. Miałam 800 g Małachowskiego (był troszkę cieńszy). Mężczyznom wystarcza mniej, ale w wysokie góry nie brałabym w czerwcu 300 g. Można jeszcze poczekać do długoterminowych prognoz pogody.
          Dziękuję nawzajem!

          1. Kasia,
            Namieszałas mi teraz tak, że nie wiem jak sobie z tym poradzę.
            Cholera, trzeba zaczynać od punktu wyjścia.
            Dziękuje bardzo. Stokrotne dzięki.
            Pozdrawiam,

            Kazik

          2. Kaziku, gdybyś sobie nie radził z planowaniem- jedź w Pireneje (gdziekolwiek), weź namiot, kup mapy (najlepsze są Editorial Alpina, uważaj na Editorial Pireneo- tam jest dużo błędów i pułapek z bardzo trudnymi miejscami, najlepiej nie bierz tych map na pierwszy raz, IGN jest ok ale mało pokazuje), załaduj jedzenia na tydzień i idź gdzie Cię oczy poniosą patrząc tylko gdzie jesteś na mapie. Nie używam gps- a i sobie z tym radzę bez problemu. Jak się skończy jedzenie zejdziesz. Tylko wcześniej spytaj kogoś gdzie są sklepy. W Wysokich Pirenejach jest sporo miejscowości z infrastrukturą, czym bardziej na wschód tym mniej.Taka podróż niespodzianka na pewno będzie wyjątkowa, lokalne jedzenie też raczej Ci się spodoba (świetne sery i kiełbasy, o wiele lepsze niż te rzeczy z torebek).
            Przestudiuj opisy z map i legendy. Na pirenejskich mapach są 3 rodzaje szlaków malowane (znaki biało czerwone, żółto czerwone i dowolne placki), kopczykowane i takie, o których wiadomo tylko, że da się przejść. To widać na mapach.
            Powodzenia!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *